o wiśle kraków
fot. Adam Piechowiak

Wszyscy jesteśmy pantoflarzami. Każdy z nas, który jest heteroseksualny i jest w związku z kobietą, siedzi pod pantoflem…

Znaczny odsetek robi to świadomie, bo tak jest wygodniej, nie trzeba podejmować decyzji, zero ryzyka i szans na wojnę domową. Druga, mniejsza grupa, nawet nie zdaje sobie sprawy, że siedzi tam, gdzie siedzi i myśli, że każda decyzja jest autonomiczna. To właśnie z nich najbardziej wszyscy drą łacha. Ostatnia grupa jest najbardziej świadoma. Dla świętego spokoju zrobią, o co prosi ich partnerka, choćby tylko po to, żeby jej pokazać jak bardzo się myli. W tej grupie jestem ja.

*

Od paru ładnych lat słyszę od swojej kobiety: „Zacznij pisać, potrafisz, lubisz to…” Bla, bla, bla… “Marnujesz talent… (tutaj się zawsze wyłączam i nie wiem, o czym mówi, ale pewnie coś dalej w temacie) -Kochasz Wisłę! (tutaj jakiś podjazd na ambicje, że się boję czy coś) -Pisz o Wiśle!” To tytułem wyjaśnienia, dlaczego tutaj się znalazłem. Może wybranka przestanie się czepiać…

*

O Wiśle Kraków mógłbym gadać i pisać godzinami. Czasem bardziej sensownie, czasem mniej. Jak ostatnio, kiedy na Twitterze przez dwa dni się błaźniłem, bo ubzdurałem sobie, że Wisła najlepszy powrót w meczu zaliczyła z Sevillą, zamiast Saragossą, pomimo, że ten mecz oglądałem w TV, a potem jeszcze 100 razy na YouTube – ot, psikus mózgownicy. Żadnym ekspertem nie jestem, nie mam zza kulisowych informacji i smaczków, ale może znajdzie się ktoś, do kogo trafią moje słowa. A jeśli nie? To wtedy wyjdzie na moje, że pisać nie potrafię. Ot, pokażę żonie… i wyjdzie na moje!

*

Po wczorajszym meczu z naszą imienniczką z Płocka, w którym nasi piłkarze przewieźli nas emocjonalnie z nieba do piekła i z powrotem w takim tempie, że niejednego pewnie zmuliło, nasuwa mi się kilka spostrzeżeń. Widać, że brakowało rywalizacji w poprzednich sezonach, a to jak wiadomo rozleniwia, bo po co się przemęczać, jeśli nikt nie naciska.

Przypomnijcie sobie dawnego Semira – chimerycznego wirtuoza (jak na nasze polskie warunki), któremu nie zawsze się chciało, a i tak miał pewne miejsce w wyjściowym składzie, bo nie było nikogo na jego miejsce. A teraz? Kiedy wchodzi jako zmiennik Brleka, to gryzie murawę i zasuwa, bo nic nie należy się za samo nazwisko i CV. Widać też na pierwszy rzut oka, że atmosfera w drużynie jest dobra, a relacje między piłkarzami są zdrowe. Nikt nie dostaje miejsca w składzie za nazwisko, ale jedynie za umiejętności i postawę na treningu. Przy takim podejściu nikt nie ma prawa się obrażać i dąsać na rywala do miejsca w składzie, bo każdy ma takie same szanse, żeby grać.

*

Trener Kiko Ramirez wszedł z buta w naszą ligę. Z uśmiechem, tanecznym krokiem, uprzejmy dla wszystkich, pokazuje jednemu ekspertowi za drugim, że obawy można mieć zawsze, ale z wygłaszaniem wyroków trzeba poczekać. Jak to mówi Pan Sławek „Wait and see”. Porażkę ze Śląskiem można z perspektywy czasu uznać za wypadek przy pracy, natomiast niekorzystny wynik z Legią i tak był raczej wkalkulowany w koszta, chociaż jak zwykle przy okazji spotkań z warszawiakami, było kilka kontrowersji i spekulacje na temat tego meczu będą się jeszcze długo ciągnąć.  Co by było, gdyby sędziowie nie byli stronniczy względem Radovicia, bo nie powinien wystąpić w tym meczu, itp. itd…

Osobiście żałuję, że akurat teraz wypadła przerwa na reprezentację, bo po takim spotkaniu jak wczorajsze, morale w zespole na pewno jest na wysokim poziomie i dużo łatwiej byłoby wyjść na Lecha i uwierzyć w dobry wynik. Z drugiej strony Kolejorz jest bardzo silny w ostatnim czasie i może akurat ta przerwa ich troszkę wyhamuje.

*

No dobra, debiut mam za sobą. Może nie jest to wirtuozeria i nie ukrywam, że trema nie sprzyja kreatywnemu myśleniu, ale teraz powinno być łatwiej 🙂

Pozdrawiam i zapraszam do obserwowania TT: @Bydlaq182.

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here