Wstajesz, małym palcem u nogi zahaczasz o szafkę. Przy robieniu kawy oblewasz się gorącą wodą z czajnika, rozbijasz talerz niosąc śniadanie i brudzisz pastą do zębów ostatnią czystą, wyprasowaną koszulę. Dalej czerwone na każdym skrzyżowaniu, opierdol w pracy, kłótnia z drugą połówką i poduszka z betonu na wieczór. Każdy z nas ma kilka dni rozsianych po całym roku kalendarzowym, w których trzeba wstać, przeżyć je z jak najmniejszym uszczerbkiem na zdrowiu i iść spać…

Wczoraj kilku piłkarzy Wisły miało taki właśnie dzień. Taka swoista kumulacja, w której niestety kupon w ręce mamy my, a wygrywa kto inny. Wierzcie lub nie, ale nagrywając wczorajszy komentarz do meczu w ramach #GłosKibiców (można odsłuchać pod tekstem), żałowałem, że się na to zgodziłem. Spędziłem dobre 20 minut w moim studio nagraniowym w sraczyku (miałem się nie przyznawać, ale co zrobić, jeśli tam najlepsza akustyka) i próbowałem nagrać dwuminutowe cokolwiek, nie zaczynając od „no ja pierdolę!”.  Było ciężko, chociaż z tego, co mi ludzie pisali, to mój głos mówił więcej niż Rafaello.

*

Nie bardzo mogę napisać, że Wisła zagrała złe spotkanie. Bo zagrać źle, to zagrać jakoś, a dla mnie Wisła zagrała nijak. Bez polotu, bez szału, no po prostu nijak. Wyglądali, jakby właśnie mieli jeden z tych dni, które trzeba spisać na straty i woleli nie dokładać nogi, żeby nie pogarszać sprawy. Dowód widzieliśmy wszyscy, kiedy Arek Głowacki po bramce próbował zrobić cieszynkę, i żałował tej decyzji pół sekundy później. Brakowało jeszcze tylko, żeby w tym miejscu, gdzie wyrżnął, leżał klocek Lego. Nawet „Mały” przeczuwał, co może się stać i jakoś tak chętniej podawał piłkę do Spicicia. Ktoś powie: Ooo! Nareszcie podawał, a ja powiem: „Wrzucał kolegę na minę, wiedział, że to jeden z tych dni, kiedy lepiej się nie wychylać, bo może być nieszczęście.”

Dwóch “poszkodowanych”

I było nieszczęście, a nawet dwa nieszczęścia, bo jak wiemy lubią one chodzić parami. Pol Llonch i Alan Uryga – dwaj najwięksi pechowcy wczorajszego meczu.

Bardzo mi szkoda Pola, bo podczas wczorajszego meczu, kiedy były zbliżenia kamery, wyraz jego twarzy sugerował, że on nie do końca wie, co się dzieje. Wyglądał trochę jak mucha, która wali raz po raz w szybę chcąc wydostać się z pomieszczenia, a obok jest otwarte okno. Biegał, starał się, chciał, ale co dotknął to spier…, spierd… nie będę mówił jak. Przyda mu się taki kubeł zimnej wody na głowę, żeby nie odlecieć.

Najbardziej jednak szkoda mi Alana. Osobiście twierdzę, że on nie jest tak słaby, jak pokazują to jego ostatnie mecze i widzę w nim potencjał na Wisłę. Tylko on, żeby grać dobrze, to musi grać, bo po braku występów od razu widać jego mankamenty i błędy przy podejmowaniu decyzji. Popełnianie błędów jest oczywiście wpisane w całe życie, nie tylko w sport, a błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi. Pamiętam jak w Wiśle nie miał kto grać i Alan grał od deski do deski na “szóstce”. I grał solidnie. Pamiętacie jak Denis zaczynał u nas? A Petar? Grali jak łamagi. Dlatego wierzę w Alana i mam nadzieję, że kiedyś wyjdzie na moje. A jak nie, to przyznam wam rację. 🙂

*

Nie zgodzę się z teorią, że graliśmy wczoraj z połową rezerwowego składu. Brakowało Iwana Gonzaleza i Krzysia Mączyńskiego i te ubytki było najbardziej odczuwalne. Nie było spokoju w tyłach i w środku pola (w środku Pola też pewnie się gotowało od nerwów), ale Spicić całkiem dobrze współpracował z Patrykiem Małeckim na lewej stronie. Jeśli natomiast chodzi o prawe skrzydło i napad, to w moim przekonaniu żaden z tej piątki nie wyróżnia się na tyle, żeby można było mówić o nim jak o podstawowym zawodniku. Napastnicy trafiają od wielkiego dzwonu, a Boguś i Hugo Videmont są tak samo niewidoczni w ostatnich spotkaniach. Przegraliśmy, bo po prostu byliśmy gorsi, a Górnikowi bardziej zależało na wygranej. Nie dlatego, ze graliśmy rezerwowym składem.

*

Ale żeby nie zakończyć tak smutno, to powiem wam, iż dobrze że przegraliśmy akurat z Górnikiem. Doskoczyli do sąsiadki i jest teraz realna szansa, że w przyszłym sezonie nie będziemy musieli się babrać w kałuży 😉 Może taki był plan…?

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here