
Ostatnimi czasy postanowiłem więcej jeździć na mecze. Poznać jeszcze lepiej smak polskiej piłki na żywo. Jako że – jak o sobie mówię – mam niezdiagnozowane ADHD, zabrałem się za to, jak dla niektórych – aż za bardzo. Po 4. kolejkach nowego sezonu mam za sobą 16 meczów i czekam na kolejne. Dobrze, że jestem z Łodzi, to mam wszędzie blisko. Żeby jednak moje wojaże przyniosły jeszcze więcej pożytku, będę się tutaj dzielił moimi odczuciami z konkretnych stadionów, ciekawymi albo dziwnymi sytuacjami. Chociaż chyba nic już nie przybije mojego powrotu z Lublina w 1. kolejce, kiedy to w pociągu spotkali się świadek Jehowy i katolik, którzy na cały wagon dyskutowali, kto się myli. Tak w sumie przez 3 godziny. A ja i reszta ekipy z wagonu musieliśmy tego słuchać. W trakcie dyskusji obaj używali artefaktów na poparcie swoich tez – ten od Jehowy wyciągnął swoją Biblię, katolik – różaniec. Oni dyskutowali, a reszta lała, zastanawiając się, co się jeszcze odwali. Nie wiem, czy spotka mnie coś lepszego, ale będę się starał. A co się działo w ostatni weekend w trakcie moich wojaży?
Korona Kielce – Radomiak Radom
W piątek mój wzrok przykuły dwa mecze – zgodowy: Śląska z Miedzią oraz Korony z Radomiakiem, przez niektórych zwany „świętą wojną″. Jako że we Wrocławiu ostatnio byłem na meczu z Ruchem, to wybrałem Kielce. Po zakupie biletów spostrzegłem, że przecież goście dostali bana na wyjazd na stadion Korony i ich nie będzie. Trochę czułem, że przydzbanowałem, ale w sumie w Kielcach nigdy nie byłem, więc ahoj przygodo. W trakcie jednej z przesiadek spotkałem nawet chłopaków z Radomia. Okazało się, że nie jadą na mecz, tylko wracają z melanżu. Jeden z nich sprzedał mi anegdotę krążącą po mieście, że w jednym z wyjazdów na Koronę z Radomiakiem uczzestniczył ksiądz. Kiedy doszło do starcia z kibicami gospodarzy na stadionie, ten podobno równo ze swoimi bił Koroniarzy. Szerzył wiarę w Radomiaka.
Stadion Korony
Przed wyjazdem byłem też ciekawy stadionu Korony. Mówi się, że kiedy go otwarto, był pierwszym z tych nowoczesnych miejsc piłkarskich w Polsce. I tak szczerze, nieco się zawiodłem. Obiekt wygląda trochę jak szkielet, co w sumie prezentuje się gorzej niż membrana areny we Wrocławiu. Myśląc o stadionie Korony, mam w głowie obraz mojego pierwszego telefonu dotykowego. Swego czasu to była serio nowatorska dla mnie rzecz. Telefon bez przycisków, poręczny. Krótko mówiąc – powiew nowości w mojej kieszeni.
Już po latach, w trakcie szperania w szufladzie – znalazłem go i spostrzegłem, że tak naprawdę nie umywa się do tych smartphonów, które mamy obecnie. I tak też jest z areną w Kielcach. Za czasów, kiedy byliśmy stadionowym zaściankiem, mogła robić mega wrażenie. Teraz – po tym jak mam w pamięci wizyty na Stadionie Narodowym czy w Gdańsku albo we Wrocławiu – nie budzi większych emocji. I tu nie chodzi o to, żeby atakować Koronę, a bardziej pokazać jak niesamowicie się polska piłka otoczkowo rozwinęła przez te lata.
![]()
A jeśli chodzi o sam mecz. Korona bez większych przeszkód rozprawiła się z Radomiakiem i… w sumie się cieszę. Siedziałem w sektorze pełnym rodziców z dzieciakami. Jeden z nich był pierwszy raz na meczu i zaraz po nim pytał ojca, kiedy przyjdą jeszcze raz. Fajny obrazek, jak przez jedno spotkanie zrodziła się być może miłość na całe życie.
![]()
Widzew Łódź – Wisła Płock
Zawsze lubię tę chwilę, kiedy można wrócić do domu. Wyjazdy są fajne, ale na stadionie Widzewa jakoś najlepiej. Znasz te zakamarki, można zbić pionę z kumplami z sektora. Sól futbolu. A mecz też niczego sobie – przyjeżdżał lider, Wisła Płock. Kibice z Płocka przekonują, że wybryki ich drużyny na czele tabeli to coś zupełnie innego niż chwilowy przebłysk. Chociaż nadal nos ekstraklasowego kibica daje znać, że raczej Nafciarze w listopadzie spuchną i polecą co najmniej w okolice środka tabeli, niż wykręcą wynik choćby lekko słabszy niż swego czasu Piast Waldemara Fornalika.
Karny czy nie karny?
Trzeba jednak przyznać, że w tym sezonie żadna drużyna nie postawiła się tak Widzewowi jak Wisła. Ostatecznie zakończyło się remisem. Sytuacją, z której zostanie zapamiętane to spotkanie jest kontrowersja z faulem lub jego brakiem – na Fornalczyku w polu karnym. Osobiście już sam nie wiem, czy tam był karny czy nie. Oczywiście jako Widzewiak – chciałbym. Ta sytuacja pokazała mi jeszcze bardziej, jak niewdzięczny jest zawód sędziego i jak bardzo jest skomplikowana piłka nożna. Bo to nie jest prosta gra.
Ja też znam powiedzonka typu: „wystarczy strzelić o jednego gola więcej niż przeciwnik” itd. Tylko później patrzymy na boisko i widzimy, że w sumie nie wiadomo – czy ktoś wymusił faul czy został sfakulowany albo czy zagrał ręką czy nie. Z tego powodu, że tak naprawdę nie wiemy, gdzie dokładnie przebiega jego linia ręka – bark. Jeden sędzia powie, że centymetr niżej, drugi centymetr wyżej. A w erze VAR jeszcze bardziej zostało to uwidocznione, że tak naprawdę futbol to gra opinii. Teraz kibice Widzewa grzmią, że był karny, Wisły – że nie było. Ja powiem, że był, bo jak mówi Zbigniew Boniek – „karny jest wtedy, gdy sędzia gwizdnie”. No i gwizdnął.
Frekwencja
Przy okazji meczu, kibice gospodarzy zaprezentowali oprawę z przekazem: nasza frekwencja na stadionie to nie efekt stadionu, sukcesów, a lojalności. W sumie o sukcesach ostatnio nie ma co mówić. Bardziej o wkurzeniu – do tej pory siedzi we mnie mecz z Wisłą Kraków w Pucharze Polski w 2024 r., kiedy to Widzew wypuścił zwycięstwo z rąk, a w dogrywce jeszcze Biała Gwiazda strzeliła decydującego gola. Jeszcze później krakowianie zdobyli puchar. Wracając… Ten cały szał karnetowy na Widzewie to jest coś niepojętego i dla niektórych niewygodnego. O bilety na lepsze mecze serio trzeba się postarać. Mieć nadzieje, że może któryś z karnetowiczów nie może być na meczu i odda kod? Trochę zazdroszczę kibicom z większym stadionem, którzy mogą ot tak kupić bilet na większość meczów ligowych. Doceniajcie to, bo ta mniejsza frekwencja to wcale nie jest zawsze coś złego!
![]()
Wisła Kraków – Pogoń Grodzisk Mazowiecki
Wisła gra w tym sezonie naprawdę fajną piłkę. W jej meczach pada regularnie dużo bramek, a na końcu, co najważniejsze dla jej kibiców – Biała Gwiazda wygrywa. Trzeba przyznać, że to solidne podłoże do zachęcenia fanów do przyjścia na mecz. Chociaż naprawdę nie ma co deprecjonować frekwencji na ostatnim spotkaniu. Rywal – Pogoń Grodzisk Mazowiecki nie brzmi nie wiadomo jak seksi, a 30 tysięcy kibiców stawiło się na trybunach.
Przed meczem jeszcze wstąpiłem do klubowego sklepu. No i na starcie moim oczom ukazał się szalik z Angelem Rodado. Tym, który miał strzelać bramki dla Widzewa. Co to jest za grajek! Szczerze zazdroszczę go Wiślakom. Natomiast sam sklep jest świetnie zaaranżowany, masa miejsca – a i tak przed spotkaniem był mocno nabity ludźmi! Wszystko estetycznie pokazane, plus stojąc w kolejce „atakują” cię małe stoiska z gadżetami, które są pod ręką. Wisło – zrobiłaś to dobrze.
A na boisku? Kolejny grad goli – 5. Mecze Białej Gwiazdy serio warto śledzić. Chociaż nie zazdroszczę jej kibicom przeżywania aż tylu emocji. Jak nie gol na wagę zwycięstwa 4:3 w Tychach (po stracie bramki na 3:3 minutę wcześniej), to dowiezione po nerwówce zwycięstwo 3:2 teraz. Zawodnik meczu – Maciej Kuziemka. Chłopak, który ma 19 lat. Jak się obok niego stoi, wydaje się, że można go przewrócić od samego szturchnięcia. A jednak jeden z najbardziej perspektywicznych zawodników zaplecza Ekstraklasy. W 4 kolejkach strzelił gola i zanotował 4 asysty.
Poza boiskiem też się działo. Wiślacy zaprezentowali oprawę upamiętniającą wymarsz I Kompanii Kadrowej, która wyruszyła z krakowskich Oleandrów.
Puszcza Niepołomice – Wieczysta Kraków
„Na co Ty mnie namówiłeś?” – to słowa mojego kumpla z Krakowa po pierwszej połowie meczu. Nigdy nie byłem w Niepołomicach, więc pomyślałem, że to świetna okazja zapewnić cierpienie swoim oczom na odwiedzenie stadionu Puszczy. Ku niepocieszeniu miejscowych – Wieczysta wygrała po bezbarwnej grze. A sam obiekt Puszczy? Malutki. Spodziewałem się, że będzie mały, ale był jeszcze mniejszy (parafrazując nasze byłe). Przeważnie jestem za tym, żeby od czasu do czasu w Ekstraklasie był jakiś powiew nowości, żeby było zróżnicowanie, ale dobrze, że Puszcza spadła. Serio. Nie mam nic do takiego folkloru, jest super, lecz na 1. ligę.
![]()
Trzeba przyznać, że w Niepołomicach jest trochę inny piłkarski świat. Trudno zdobyć tam bilety ze względu na małą pojemność stadionu, ale udało mi się – dorwałem wejściówki na trybunę boczną, która robi za młyn. Klimat na trybunie? Mocno piknikowy. Jest młynowy – mega żywiołowy gość z pasją, który na szczęście rozumie, że tutaj nawet na „fanatycznych” sektorach dużą rolę odgrywa potrzeba zjedzenia i wypicia piwka.
Dziwny był to młyn, ale w pozytywnym sensie. To było coś innego. A porównując z Wisłą dzień wcześniej – totalnie inny świat. Pamiętacie jak wspominałem o sklepie Białej Gwiazdy? W Niepołomicach za sklep robi mała budka z gadżetami, która akurat była zamknięta przed meczem. W sumie – spoko, bo w większości przypadków ci, co przychodzą na stadion i tak mają szaliki, a na takich freaków jak ja, co przyjadą od święta, szkoda marnować światła. I piszę to bez sarkazmu. Ostatecznie mogę powiedzieć – jak na niższą ligę – super, poklaskałem, najadłem się kiełbasy, wypiłem piwko. O to też w piłce nożnej chodzi.
Kibic. Piłka Nożna: od A-Klasy do Ekstraklasy.