Obserwuj nas

Rozgrywki

Wydobycie miedzi czy połów śledzi?

Arka Gdynia

Opadł wielki kurz. Po trzydniowych potyczkach na europejskich murawach, gdzie widzieliśmy i piękne zwycięstwa, i druzgocące porażki, czas wrócić do siebie, do własnego piłkarskiego podwórka. W powitalnym orszaku jawią się nam lubinianie i gdynianie, którzy po raz 23. wyjdą naprzeciw siebie i staną w szranki o te wyśnione 3 punkty. Zagłębie Lubin i Arka Gdynia mają przyjemność zainicjować 24. kolejkę Lotto Ekstraklasy. A że nasze futbolowe pragnienia zostały już wyjątkowo mocno rozgrzane przez Ligę Mistrzów i Ligę Europejską, powrót naszej kopanej jeszcze bardziej podgrzeje drzemiące w nas emocje.

Jest Lewandowski, nie ma punktów

6 meczów ligowych zaliczył Mariusz Lewandowski w roli szkoleniowca Miedziowych. Wygrał dwa, zremisował dwa, przegrał dwa. Dzisiejszy rezultat wpłynie więc na zachwianie tej harmonijnej proporcji. Patrząc jednak wyłącznie na rok 2018, równowagi nie ma. Są za to dwa przegrane mecze i zero zdobytych punktów.

Dziś każdy lubinian wierzy w powiedzenie, że do trzech razy sztuka. Że dzisiaj będzie można przypisać punkty, a najlepiej trzy.  Można to było zrobić wcześniej – Zagłębiacy nie grali na tyle źle, żeby zasłużyć na zerową zdobycz w dotychczasowych wiosennych spotkaniach. Wyłuskanie cennego punktu z mistrzami Polski wymsknęło się wszakże w szaleńczej końcówce, kiedy to Piotr Leciejewski sprokurował rzut karny, którego na gola na wagę zwycięstwa stołecznych zamienił Miroslav Radović. Była to więc kwestia bardziej przypadku i nieszczęśliwych zdarzeń aniżeli fatalnej dyspozycji. Tak samo i zeszłotygodniowy wyjazd do Płocka mógł wyglądać diametralnie inaczej, gdyby stuprocentową sytuację z 8. minuty wykorzystał Bartłomiej Pawłowski. Skrzydłowemu zabrakło opanowania i chłodnej głowy, za szybko chciał wykończyć akcję, a miał sporo czasu, żeby „zabawić” się z Thomasem Dahne.

Do strzelania marsz!

Ale roztrząsanie przeszłości i gdybanie, nikomu nic nie da. Miedziowi muszą wykorzystać 23 lutego, aby ukontentować i kibiców, i trenera, i siebie. Stracili głównego snajpera Jakuba Świerczoka, ale Jakub Mares zdaje się to pojmować i robi, co może, żeby zastąpić Polaka. I nie tylko tak, aby stan Jakubów się zgadzał. Z drugiej strony, sam Czech cudów z niczego nie stworzy. Wskazane jest wzięcie odpowiedzialności za strzelanie także przez pozostałych. Wygląda to bowiem nieciekawie wśród najlepszych strzelców Zagłębie. Jest Świerczok z szesnastoma golami i długo, długo nikt. Dojmujące jest, że następni na liście są Pawłowski, Mares, Nespor, Tuszyński i Starzyński z…  „aż” dwoma trafieniami. Kluczem do zwycięstwa na dzisiejszy wieczór jest więc rozstrzelanie się pomarańczowych; celne rozstrzelanie.

Między słupkami najprawdopodobniej zabraknie Leciejewskiego, który ma drobny uraz. Już przeciwko Wiśle wystąpił Dominik Hładun, lubinianin pełną gębą z osiedla Przylesie. Docelowo ma zostać on pierwszym i niekwestionowanym golkiperem numer jeden. Między innymi dlatego wytransferowano Martina Polacka. Podkreślmy, że mimo wpuszczonych dwóch bramek, Hładun został wybrany najlepszym piłkarzem Zagłębia zeszłotygodniowej batalii. To też podkreśla, jak szaroburo i niepewnie jest w formacjach przednich.

Banda Ojrzyńskiego

A znad morza przyjeżdżają żądni gry chłopcy Leszka Ojrzyńskiego. Charakterni, wytrwali, nigdy nieodpuszczający, zawsze grający do końca. Nawet jeśli w pewnym momencie zabraknie im umiejętności czysto piłkarskich, nigdy nie zabraknie im waleczności, a to cecha czasem znacznie ważniejsza. Zresztą, Ojrzyński zawsze z tego słynął, że jego podopieczni punktują przytłaczając przeciwnika swoją nieustępliwością. I nawet w dzisiejszej, przyjacielskiej rywalizacji, nie spoczną na tym, żeby tylko akompaniować gospodarzom. Oni sami będą chcieli prowadzić grę i nadać jej odpowiedni ton.

Gdynianie zgromadzili niewiele więcej oczek – mają na swoim koncie punkt, wywalczony na własnym terenie w 22. kolejce, kiedy to bezbramkowo zremisowali z Lechem Poznań. Fantastycznie dysponowany był wówczas Jasmin Burić i brak zdobyczy bramkowej wynikał raczej z popisów Bośniaka niż z niemocy strzeleckiej Arkowców. Chociaż pudło Luki Zarandii było znamienne. Aż szkoda, że Gruzin wymierzył tuż obok słupka, tuż obok okienka, bo akcja poprzedzająca tę próbę była czarująca – liczne króciutkie, szybkie podania, zakończone dośrodkowaniem do 21-latka właśnie.

Łotysz jak nie Łotysz

Za to wyjazd do Krakowa zdecydowanie należy do nieudanych. Pavels Steinbors nie był w ten sobotni wieczór Pavelsem Steinborsem. Łotysz sprawił, że byliśmy wręcz przyzwyczajeni do jego fenomenalnych występów, nieprawdopodobnych robinsonad – a wszystko zaczęło się 2 maja 2017 roku na Stadionie Narodowym. Nie można mieć jednak jakichkolwiek pretensji do Steinborsa. Owszem, zaliczył druzgocące interwencje przy bramkach Imaza i Arsenicia, ale przecież kiedyś w końcu musiał popełnić jakieś błędy. Nie można ciągle być na fali. Sportowa złość, jaka zapewne obecnie towarzyszy golkiperowi Arki, może dać swój upust na ul. Skłodowskiej-Curie w Lubinie. Znów może być pewnym punktem, umiejętnie sterować defensywą i dawać spokój z tyłu. Na złość wszystkim wtórującym jego bezmyślność i brak koncentracji.

W przeciwieństwie do Zagłębia, w Arce nie ma jednego liderującego strzelca. Obowiązek ten równomiernie rozkłada się na wszystkich. Dotyczy to także obrońców. Z żelaznej czwórki defensorów, tylko Helstrup nie znalazł jeszcze drogi do bramki. Za to pozostali – Zbozień, Marcjanik i Marciniak – mają łącznie na swoim koncie aż 7 trafień i nie zapowiada się, aby na tym poprzestali. Trio to jest szczególnie groźne przy stałych fragmentach gry. Niedokładnie kryci potrafią wymsknąć się rywalowi w najmniej spodziewanym momencie, aby podbiec do piłki i umieścić ją w siatce.

Best friends

Rok temu Zagłębie pokazało, że przyjacielem się jest, a nie bywa. Znamienna porażka poniesiona z Arką, dała wtedy utrzymanie w lidze żółto-niebieskim. I tajemnicą poliszynela jest, jak w istocie do tego doszło. Ale faktem jest, że nawiązane przyjaźnie należy nieustannie pielęgnować. Dziś nie ma okoliczności do bratania się – Arka zajmuje ósmą, a Zagłębie dziewiątą pozycję w ligowej tabeli. Między nimi jest gruba krecha oddzielającą grupę mistrzowską od spadkowej. Każdy punkt przybliży do tej pierwszej, a nie da się ukryć, że jest to cel i dla Lewandowskiego, i dla Ojrzyńskiego. Traktat pokojowy na trybunach, 90 minut walki na boisku. Tak to będzie wyglądało.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Rozgrywki