Connect with us

Cracovia

Polskie kluby w europejskich pucharach, czyli czy znowu będzie kompromitacja?

Zawsze rok w rok kibice drżą o to, czy ich rodzime kluby od razu nie odpadną w Europie. Wydaje się, że z sezonu na sezon robi się coraz gorzej. Każdego lata drużyny łudzą się, że będą występować w fazie grupowej najbardziej prestiżowych rozgrywek na Starym Kontynencie. Jednak teraz szczytem możliwości polskich zespołów jest gra w II, a czasami tylko w I rundzie europejskich rozgrywek. To nie prawda, że rywale byli za mocni, tylko nasze zespoły przyzwyczaiły się do tej sytuacji. Powiedzą w mediach, że się starali i myślą, że to wystarczy.

Z zastępcami dla Gytkjaera i Jóźwiaka na puchary

Obaj byli niezbędnymi zawodnikami dla Lecha. Dali dużo klubowi, pomogli mu zdobyć wicemistrzostwo i przy nadarzającej się okazji wybrali transfer za granicę. Duńczyk i Polak trafili do zespołów, które występują tuż na zapleczu jednych z lepszych lig Europy. Christian jest zawodnikiem AC Monza, a wychowanek Lecha przeszedł do Derby County, gdzie gra inny nasz reprezentant – Krystian Bielik.

Za młodzieżowego reprezentanta Polski został sprowadzony Jan Sykora. Z kolei za Gytkjaera „Lechici” kupili Mikaela Ishaka. Sykora jeszcze ani razu nie wyjeżdżał za granicę. Interesujący jest fakt, że w sezonie 2016/17 za milion euro przeniósł się do Slavii Praga ze Slovana Liberec. W barwach Slavii zdobył dwukrotnie puchar i mistrzostwo Czech. Jeżeli chodzi o Ishaka, jest złotym medalistą mistrzostw Europy u-21 i olimpijczykiem. Patrząc po jego liczbach można stwierdzić, że nie będzie to transfer jeden do jeden za Duńczyka. Mikael ma trochę inną  charakterystykę. Wprawdzie nie będzie lisem pola karnego, ale może być niezwykle pożyteczny dla drużyny. Grał w kadrze w latach 2015-2016. Sykora za to w drużynie narodowej występuje cały czas.

Piast pisze historię

Może nie jest to wielkie osiągnięcie, ale warto odnotować, że gliwiczanie wyrównali swój najlepszy wynik w europejskich pucharach. W latach 2013-14, 2016-17, i 2020/21 doszli do II rundy eliminacji Ligi Europy. Głównie mierzyli się z mało znanymi klubami, ale podejmowali też  bardziej utytułowane drużyny. Takie ,jak: Dynamo Mińsk, Bate Borysów czy IFK Góteborg. Tylko z Dynamem wyszli zwycięsko z potyczki. O awansie decydował jeden mecz. To drużyna Waldemara Fornalika nie dała szans gospodarzom tego pojedynku i zasłużenie wygrała 2:0. Poprzednio zawsze czegoś brakowało. W rewanżach „Piastunki” nieznacznie przegrali jedną bramką albo przez pechowy remis odpadli.

Rywal polskiej ekipy – austriacki TSV Hartberg także najdalej doszedł do II rundy eliminacji. Uważam, że Piast lepiej się czuje, gdy jest tylko jeden mecz do rozegrania. Można było zauważyć z jaką ambicją grali w poprzednim starciu. Za to w drugich spotkaniach piłkarze z Polski wypadali gorzej. Dawali z siebie wszystko, tylko na zbyt wiele nie pozwalał dobrze przygotowany  przeciwnik.

Moim zdaniem obecna drużyna jest mocniejsza od tej zeszłorocznej, która rywalizowała w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Zostali sprowadzeni: Patryk Lipski , Michał Żyro, Jakub Świerczok, Kristopher Vida. Transfery, jakie zrobili w Gliwicach brzmią ciekawie. Oby nowi piłkarze wnieśli jakąś jakość do gry swojej drużyny.

Cracovia za burtą

Zespół z Krakowa ani razu nie awansował dalej niż I runda kwalifikacji do Ligi Europy. Piłkarze Michała Probierza trzy razy grali w tej fazie. W sezonach: 2016/17 z FK Shendija (1:2 i 0:2 – oba mecze wygrała Shendija). W poprzednim sezonie rywalizowali z DAC Dunajska Streda 1904. Tutaj, żeby wyłonić zwycięzcę potrzebne były karne. Choć i w pierwszym, i w drugim meczu nie było rozstrzygnięcia, podobnie w dogrywce. W rozgrywkach 2020/21 już w pierwszej rundzie „Pasy” dostały niezwykle trudnego i wymagającego rywala w postaci Malmó FF. Utytułowany, trudny do rywalizacji zespół. Znana marka na krajowym i europejskim podwórku. „Pasy” nie miały nawet jak wejść w ten mecz, bo w pierwszej minucie dostali  przysłowiowego „gonga” oznajmiającego, że w każdej sytuacji muszą się mieć na baczności. Szkoda mi Cracovii, że od razu odpadła, ale niestety takie jest życie, taki jest sport.

Legia za słaba na Ligę Mistrzów

Po wysokiej wygranej w Pucharze Polski aż 6:1, Legia podejmowała w I rundzie Champions League Linfield. „Legioniści” pokonali swoich przeciwników tylko 1:0. Nie mogę zrozumieć czemu mistrzowie Polski osiągnęli tak słaby rezultat. Warto wspomnieć, że mecz odbył się na ich boisku. Nie mogli jednak skorzystać z dopingu kibiców. Mimo to gospodarze tworzyli tyle sytuacji, że wynik powinien być okazalszy. Z drobnymi problemami doszli do II rundy, lecz tam szczegóły – niewykorzystane sytuacje, dały o sobie znać i odpadli. W drugiej rundzie także grali u siebie, ale tym razem prawie w ogóle nie tworzyli zagrożenia pod bramką rywali.

Smutne, że już w drugim meczu nasz zespół musiał się pożegnać z najlepszymi europejskimi rozgrywkami. Rywal nie był na tyle mocny, żeby polska drużyna nie była w stanie go pokonać. Chociaż wszystko u „wojskowych” popsuło się, gdy drugą, a w konsekwencji czerwoną kartkę otrzymał Igor Lewczuk. Możemy tylko gdybać co by było, gdyby nie to „czerwo”. Te dwa spotkania pokazują, że w czasach koronawirusa nie ma kompletnie żadnego znaczenia czy rozgrywasz mecz jako gospodarz czy jako gość. Wsparcia z trybun i tak nie będzie. Obecnie mówienie o tym, że ktoś się lepiej czuje na własnym boisku jest niezrozumiałe.

Podsumowując, dobrze, że niektóre nasze drużyny wygrywają mecze w kwalifikacjach. Cieszę się z każdego małego kroku, który wykonują, bo wiemy jak ciężko przychodzą im zwycięstwa. W naszej sytuacji droga do hurra optymizmu jest bardzo daleka. Powinniśmy się cieszyć z każdego punktu zdobytego w rozgrywkach UEFA.

 

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Cracovia