Connect with us

Rozgrywki

Grad goli #MinąłWeekend – 12. kolejka

#MinąłWeekend

Padły aż 33 gole, Kamil Grosicki zdobył swoją pierwszą bramkę po powrocie do Ekstraklasy, Górnik Zabrze zatrzymał Lechię, a Czesław Michniewicz został zwolniony z Legii – to wszystko wydarzyło się w 12. kolejce Ekstraklasy. 

Mecz kolejki

Bruk-Bet grał dobrze, ale nie wygrał meczu tego, ponieważ Raków ma Iviego

Raków Częstochowa 3:2 Bruk-Bet Termalica Nieciecza

Starcie trzeciej drużyny w tabeli z ekipą ze strefy spadkowej. Wydawać by się mogło, że Raków nie powinien mieć większych problemów ze zdobyciem trzech punktów. Nic z tych rzeczy. Podopieczni Marka Papszuna musieli się sporo napracować aby wygrać z Termalicą.

Raków bardzo szybko wyszedł na prowadzenie. W 5. minucie gospodarze mieli rzut karny po tym jak Piotr Grabowski sfaulował we własnym polu karnym Frana Tudora. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Ivi Lopez, który… nie zdobył bramki, bo jego strzał obronił Tomasz Loska. Strzał Hiszpana chciał dobić Vladislavs Gutkovskis, ale mu też nie udało się skierować piłki do bramki. Ta sztuka udała się dopiero Nemanji Tekijanskiemu, który wpakował futbolówkę do własnej bramki. Strata bramki wyraźnie rozwścieczyła przyjezdnych, którzy od razu rzucili się do ataku. Słonie z Niecieczy atakowały dość groźnie, ale Vladan Kovacević w pierwszej połowie nie dał się pokonać.

Cztery gole po przerwie

Trzy minuty po przerwie bardzo blisko wyrównania był Martin Zeman, lecz uderzył tylko w poprzeczkę. Bruk-Betowi wyrównać udało się dopiero w 58. minucie. Po rzucie rożnym, Mateusz Grzybek zgrał piłkę do Tekijanskiego, który doprowadził do wyrównania. Taki wynik nie utrzymał się zbyt długo, bo już w 62. minucie było dwa jeden. Znów błysną Ivi Lopez. Hiszpan, choć uderzał z ostrego konta, umieścił piłkę przy słupku. Kilka minut później ponownie mógł być remis. No i zapewne byłby gdyby Walerian Gwilia nie zablokował w ostatniej chwili uderzenia Michala Hubinka. Termalica nie wykorzystała okazji na wyrównanie, za to Raków wykorzystał szansę na 3:1. Gwilia dośrodkował w pole karne, Tudor zgrał do Tomasa Petraska, a Czech strzelił gola. W ostatniej akcji meczu Słonie zdołały jeszcze zdobyć drugiego gola, ale na więcej nie starczyło już czasu.

Raków, choć momentami był gorszy od Bruk-Betu, odniósł kolejne zwycięstwo i wskoczył na drugie miejsce w tabeli. Termalica po raz kolejny pokazała się z dobrej strony, ale po raz kolejny nie zdobyła chociażby punktu.

Głupio tracone bramki – specjalność Górnika Łęczna

Radomiak Radom 3:1 Górnik Łęczna

Kolejne w tym sezonie starcie beniaminków. Radomiak, drużyna która w tym sezonie zremisowała już aż siedem meczów, chciał po raz trzeci w tym sezonie poczuć smak zwycięstwa. Górnik, który okopał się na ostatnim miejscu w tabeli, chciał wreszcie się z niego wygrzebać.

Pierwszą groźną akcję gospodarze przeprowadzili w 7. minucie. Dawid Abramowicz dośrodkował z lewej strony, ale żaden z jego kolegów nie dobiegł do piłki i ta trafiła do rąk Macieja Gostomskiego. W 19. minucie znakomitą okazję miał Luis Machado. Napastnik minął jednego z zawodników gości i wpadł w pole karne. Jednakże uderzył bardzo niecelnie.  Na pierwszą bramkę w tym spotkaniu trzeba było czekać do 25. minuty. Karol Angielski dostał piłkę za linię obrony Górnika. Snajper chciał przelobować Gostomskiego, piłka trafiła najpierw w poprzeczkę, a następnie, jakimś cudem, wpadła do bramki. Warto też zaznaczyć, że piłkę próbował wybić Kamil Pajnowski, ale piłka przekroczyła już całym obwodem linię bramkową.

Górnik na dobrą okazję czekał do 31. minuty. Zielono-Czarni mieli rzut wolny. Piłkę dośrodkował Alex Serrano. Ta szczęśliwie trafiła pod nogi Pajnowskiego. Obrońca nie zrehabilitował się jednak, bo uderzył obok bramki. Kilka minut później przyjezdni ponownie zaatakowali. Marcel Wędrychowski kiwnął dwóch rywali i wyłożył piłkę Januszowi Golowi. Popularny “Janek” uderzył nad poprzeczką. Po dwóch akcjach Górnika ponownie zaatakował Radomiak. Gospodarze mieli rzut rożny. Po tym stałym fragmencie głową uderzył Maurides. Gostomski chciał wybić piłkę, ale ta przekroczyła już całym obwodem linię bramkową.

25 minut to za mało

Górnicy drugą połowę rozpoczęli z nastawieniem żeby zdobyć bramkę. W 52. minucie Leandro wgrał piłkę w pole karne Radomiaka. Tam strzał oddał Bartosz Śpiączka, lecz uderzył niecelnie. W 60. minucie Radomiak zdobył trzecią bramkę. Oko w oko z Gostomskim stanął Luis Machado. Pierwsze uderzenie Machado golkiper Górnika obronił, ale przy dobitce nie miał już szans. Cała obrona klubu z Łęcznej najwyraźniej myślała, że jest spalony i nawet nie atakowała zawodnika Radomiaka. Zielono-Czarni, choć przegrywali 0:3, to chcieli strzelić chociażby gola honorowego. Za to Radomiak miał chęć na kolejne trafienia. W 73. minucie gospodarze byli blisko czwartego trafienia. Jednakże bardzo dobrą interwencję zaliczył Gostomski. Zielono-Czarni w końcu zdobyli gola honorowego. Bramkę w 82. minucie zdobył, dobrze znany w Radomiu, Damian Gąska.

Najlepiej ten mecz w wykonaniu Górnika podsumował trener Kiereś na pomeczowej konferencji prasowej. Kiereś powiedział, że 25 minut dobrej gry to za mało. Trudno się z tym nie zgodzić. Jeżeli chodzi o Radomiaka, to po prostu zrobił on to co do niego należało. Radomianie chcieli za wszelką cenę zdobyć trzy punkty i to im się udało.

Górnik zatrzymał rozpędzoną Lechię

Lechia Gdańsk 1:1 Górnik Zabrze

Lechia cztery poprzednie mecze wygrała, a w sumie ostatni mecz przegrała pod koniec sierpnia. Gdańszczanie byli murowanym faworytem w meczu z zabrzańskim Górnikiem.

Początek meczu należał do gospodarzy, którzy swoją dobrą dyspozycję udokumentowali golem. Flavio Paixao ładnie podał do Łukasza Zwolińskiego. “Zwolak”, choć było przy nim trzech zawodników Górnika, zdołał oddać strzał i zdobył bramkę. W sumie Lechia grała dobrze tylko w pierwszym kwadransie. W dalszej części pierwszej połowy to przyjezdni prezentowali się lepiej. Gdy na zegarze wybiła 28. minuta znakomitą okazję miał Robert Dadok. Jego strzał trochę instynktownie obronił Dusan Kuciak. Im bliżej było przerwy, tym Górnik grał lepiej. W końcu zabrzanie dopięli swego w 42. minucie. Bartosz Nowak dostał piłkę w polu karnym, przyjął ją, obrócił się i strzelił gola.

W drugiej połowie na boisku wiało nudą. Lechia dłużej utrzymywała się przy piłce, ale nic z tego nie wynikało. Groźniejsze sytuacje miał Górnik, jednak zabrzanom zabrakło zimnej krwi pod bramką Lechii.

Lechia nie wygrała meczu po raz pierwszy od czterech spotkań. Lechici zaliczyli też najgorsze spotkanie pod wodzą Tomasza Kaczmarka. Przez to spadli na trzecie miejsce w tabeli. Górnik pokazał się z przyzwoitej strony, ale to i tak za mało aby odnieść zwycięstwo.

Premierowy gol “Grosika” i wysokie zwycięstwo

Pogoń Szczecin 4:1 Jagiellonia Białystok

Pogoń w tym sezonie u siebie jeszcze nie przegrała. Jagiellonia w delegacji wygrała tylko raz. Za faworyta trzeba było więc uznać Portowców. Podopieczni Kosty Runjaicia potwierdzili swoją dobrą dyspozycję i wysoko wygrali.

Gorąco pod bramką Jagiellonii zrobiło się już w 8. minucie. Xavier Dziekoński w jednej akcji popełnił dwa głupie błędy, ale naprawił je Michał Pazdan, wybijając piłkę na rzut rożny. Dziekoński skapitulował w 24. minucie. Strzał Luki Zahovicia zablokował Tomas Prikryl, ale do piłki dopadł Maciej Żurawski. Zawodnik, który w poprzednim sezonie był wypożyczony do Warty Poznań, zdobył swoją pierwszą bramkę w tym sezonie. Goście nie atakowali zbyt często, ale kiedy już zaatakowali od razu strzelili gola. W 30. minucie Jesus Imaz zagrał górą do Fedora Cernycha, a Litwin uderzył bez przyjęcia i umieścił piłkę w bramce. Jedenaście minut później stadion przy ulicy Twardowskiego oszalał. Pogoń ponownie wyszła na prowadzenie, a bramkę zdobył Kamil Grosicki. To jego pierwsze trafienie po powrocie do Ekstraklasy.

Po przerwie Portowcy strzelili kolejne dwa gole. Oba po fatalnych błędach obrony zespołu z Białegostoku. W 56. minucie Michał Pazdan za daleko wypuścił sobie piłkę, przez co dopadł do niej Luka Zahović. Napastnik podał do Sebastiana Kowalczyka, który zdobył bramkę. W 78. minucie błąd popełnił Bartosz Kwiecień. Piłkę odebrał Kacper Kozłowski. Reprezentant Polski pomknął w kierunku bramki, a w końcowej fazie akcji podał futbolówkę do Zahovicia, który do dwóch asyst dołożył gola. Jagiellonia pomiędzy trzecią, a czwartą bramką Pogoni, miała rzut karny. Jednak Jesus Imaz nie zdołał wykorzystać “jedenastki”.

Pogoń kontrolowała spotkanie i w pełni zasłużenie wygrała. Na pochwałę zasługuje Luka Zahović, który zdobył bramkę i zaliczył dwie asysty.

Hiszpańska rewolta przy Reymonta

Wisła Kraków 0:5 Śląsk Wrocław

Biała Gwiazda w poprzedniej kolejce wygrała z Górnikiem Zabrze i przerwała passę meczów bez zwycięstwa. W tej kolejce Wisła podejmowała u siebie Śląsk. Kibice Białej Gwiazdy na pewno nie tak wyobrażali sobie sobotniego spotkania.

Przyjezdni strzelanie rozpoczęli już w 7. minucie. Mateusz Praszelik podał do Erika Exposito, a Hiszpan zdobył bramkę. Cztery minuty później Exposito miał szansę na drugiego gola. Tym razem górą był Mikołaj Biegański. W 12. minucie kolejną okazję miał Exposito. Tym razem ją wykorzystał. Hiszpan dostał podanie od Krzysztofa Mączyńskiego, “podholował” chwilę piłkę, uderzył i umieścił piłkę w siatce. Śląsk w pierwszej połowie non stop atakował. W 27. minucie było już 3:0. Dino Stiglec dośrodkował z rzutu wolnego, a piłkę głową do bramki skierował Diogo Vardesca. Do szatni  Śląsk powinien schodzić przy czterobramkowym prowadzeniu, lecz tuż przed przerwą Robert Pich nie trafił z kilku metrów. W pierwszej połowie Wisła nie oddała nawet celnego strzału.

Po przerwie Śląsk nie atakował już tak często, ale i tak zdobył jeszcze dwie bramki. W 75. minucie w polu karnym gospodarzy sfaulowany został Exposito. Sędzia Piotr Lasyk wskazał na “wapno”. Karnego skutecznie wykonał Exposito i skompletował hat-tricka. W doliczonym czasie gry wynik na 5:0 ustalił Marcel Zylla.

Blamaż, po prostu blamaż. Wisła w tym spotkaniu po prostu nie istniała. Choć to nie pierwszy domowy mecz w którym Wisła wysoko przegrała ze Śląskiem.

Nafciarze wciąż bez punktu na wyjeździe

Lech Poznań 4:1 Wisła Płock

Poznańska Lokomotywa nie zamierza odpuszczać. Po wygranej nad Legią trzeba szukać kolejnych punktów, ponieważ konkurencja goni. Zadanie przed poznaniakami wydawało się dość proste. Do stolicy Wielkopolski przyjechali Nafciarze, którzy nie zdobyli punktów na wyjeździe.

Od pierwszej minuty było widać, kto jest faworytem do końcowego zwycięstwa. Lech utrzymywał się przy piłce i konstruował kolejne akcje, które mogły zakończyć się zdobyczą bramkową.  Po fatalnym błędzie bramkarza Wisły Krzysztofa Kamińskiego Lech mógł strzelić bramkę, ale w ostatniej chwili golkiper naprawił swój błąd. Natomiast w 14. minucie obrona Płocka pękła. Bramkę zdobył Bartosz Salamon po rzucie rożnym. Jednak dwie minuty później Wisła była w stanie odpowiedzieć. Po wrzucie piłki z autu i lekkim zamieszaniu w polu karnym dobrze odnalazł się Dusan Lagator, który dał wyrównanie gościom. Mimo to Lech miał mecz pod kontrolą. Stworzyli sobie 11 sytuacji bramkowych w pierwszej połowie przy 1 Wisły.

Początek drugiej połowy rozpoczął się od bramki dającej prowadzenie gospodarzom. Radosław Murawski wykorzystał złe wybicie piłki przez Wiślaków. Podopieczni Macieja Bartoszka nie byli w stanie przeciwstawić się silnie prezentującym Lechitom. Szybkość i pewność rozgrywania piłki była doskonała. Kolejne bramki były kwestią czasu. I tak na listę strzelców wpisał się Joao Amaral i Jakub Kamiński, strzelając bramkę w swoim stylu, zszedł na prawą nogę i oddał strzał po dłuższym słupku.

Wisła wciąż czeka na pierwszy punkt na wyjeździe. Kolejną szanse Nafciarze na przełamanie złej passy będą mieli w meczu z Wartą Poznań. Lech ucieka Lechii na cztery punkty oraz na trzy oczka Rakowowi, który ma do rozegrania jeszcze jeden zaległy mecz.

Zasłużony remis

Zagłębie Lubin 1:1 Cracovia

W Lubinie spotkały się ze sobą ekipy, które grają w tym sezonie w kratkę. Jednak ostatnie tygodnie do tych lepszych mogą sobie zaliczyć piłkarze Cracovii. W wyjściowej jedenastce Pasów znalazło się aż czterech Polaków, co w krakowskiej drużynie nie jest oczywistością. Inna sytuacja jest u Miedziowych, gdzie szansę gry dostaje więcej Polaków. Dariusz Żuraw w bój od pierwszej minuty posłał siedmiu Polaków.

Przebieg spotkania do końca pierwszej połowy był dość wyrównany.  W pewnym momencie Cracovii udało się zamknąć na własnej połowie Zagłębie, ale bez większego zagrożenie dla przeciwnika.  Nikt nie chciał podjąć większego ryzyka i zaatakować rywala. Efektem były tylko trzy strzały celne w pierwszej połowie.
Obraz gry w po przerwie nie uległ zmianie. Aż do momentu fenomenalnej bramki Filipa Starzyńskiego w 65. minucie. Pomocnik Miedziowych dostał piłkę od Ilya Zhiguleva przed 16. metrem, oddał mocny strzał pod porzeczkę i pokonał Lukasa Hrosso. Po tej sytuacji spotkanie nabrało tempa. Obie ekipy mogły zdobyć kolejne bramki, ale to Mathias Rasmussen znalazł sposób na Dominika Hładuna  w 87. minucie po asyście Sergiu Hanci. Po golu Cracovii Filip Starzyński mógł zdobyć bramkę dającą Miedziowym komplet punktów, ale Filip Hrosso sparował piłkę na słupek.

Cracovia nie przegrywa w lidze już od ośmiu spotkań. Zagłębie przerywa passę dwóch porażek z rzędu i ponownie punktuje.

Warta przerywa złą passę i wreszcie punktuje

Warta Poznań 0:0 Stal Mielec

Licznik przegranych z rzędu w lidze przed meczem ze Stalą zatrzymał się na czterech porażkach. Kolejny mecz to kolejna okazja na przełamanie niechlubnej serii oraz na podreperowanie dorobku punktowego.

Przebieg spotkania pokazał, że to mielczanie byli pewniejsi w konstruowaniu ataków. Podobnie, jak w meczu z Zagłębie, przed kolejnymi szansami na strzelanie bramki był Mateusz Mak. Jednak w spotkaniu w Grodzisku Wielkopolskim  nie był tak skuteczny. Z biegiem czasu Stal traciła na sile. Pojawiały się problemy z wyprowadzaniem piłki, częste straty. Mimo to Warta Poznań nie potrafiła tego wykorzystać. Z jej strony także było widać wiele nieporadności. Głównym pomysłem na zdobycie bramki przez Wartę były dośrodkowania oraz liczenie na stałe fragmenty gry.

Warciarzom udało się zdobyć pierwszy punkt w lidze od 11 września w starciu przeciwko Termalice. Ale podopieczni Piotra Tworka wciąż są daleko od gry. Stal nie pokazała tego, na co ją stać np. jak w ostatnim spotkaniu przeciwko Zagłębiu Lubin. Gdyby zagrali podobnie jak z Miedziowymi, to byli w stanie zdobyć komplet punktów z Wartą.

Ostatni mecz Michniewicza

Piast Gliwice 4:1 Legia Warszawa

Legioniści, jadąc na Śląsk, stanęli przed trudnym zadaniem. Aby przełamać serię trzech porażek w ekstraklasie musieli urwać punkty drużynie Waldemara Fornalika. Gliwiczanie po nieudanym okresie zaczęli ponownie punktować. Zremisowali z Górnikiem Łęczną oraz pokonali Wisłę Kraków. Legia w czwartek doznała pierwszej porażki w Lidze Europy. Na dodatek przyjechali do Gliwic z mocno osłabioną ławką rezerwowych, gdzie zasiadło zaledwie pięciu zawodników.

Początek spotkania to dobra gra Legii. Pewne rozegranie piłki, próba kreowania sytuacji bramkowych. Wszystko byłoby w porządku, gdyby Legioniści przekuli to na gole. Podsumowaniem nieskuteczności Legionistów były nabite dwa słupki przez Mahira Emreliego w jednej akcji.

Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. W ciągu 5. minut dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Alberto Toril. Wykorzystał on dobre dogrania Arkadiusza Pryki oraz Damiana Kądziora. Przyjezdni dostali mocne dwa strzały, ale nie dali się złamać. W 21. minucie kontaktowego gola strzelił Ernest Muci. Legia do końca pierwszej połowy zagroziła jeszcze kilka razy bramce Frantiska Placha.

Piast zagrał bardzo mądrze w drugiej połowie. Zdając sobie sprawę z przewagi gości, wyczekiwali swoich szans, które musiały przyjść. Przy złym wyniku Legia musiała  zaryzykować. Tak też się stało. W 59. minucie Andre  Toril skompletował hat-tricka. Doskonale wykorzystał dośrodkowanie Michała Chrapka.  Legia mogła złapać kontakt, ale w  ponownie w słupek trafił Mahir Emreli, a kolejni piłkarze oddawali strzały poza światłem bramki. Wynik pod koniec meczu ustalił Nikola Stojiljkovic.

Legia doznała wysokiej porażki, chociaż przebieg spotkania na to nie zapowiadał. Wszystkie oczy teraz zwrócone są na Dariusza Mioduskiego, który po niedzielnej porażce postanowił zwolnić  Czesława Michniewicza. Na chwilę obecną ma go zastąpić Marek Gołębiewski (trener drużyny rezerw Legii). Piast natomiast umiejętnie wykorzystał swoje szanse.

 

Następna kolejka

GospodarzeGoście
Stal MielecWisła Płock
Górnik ZabrzeŚląsk Wrocław
Bruk-Bet Termalica NiecieczaPogoń Szczecin
Jagiellonia BiałystokGórnik Łęczna
Lechia GdańskRaków Częstochowa
Radomiak RadomPiast Gliwice
Zagłębie LubinLech Poznań
CracoviaLegia Warszawa
Warta PoznańWisła Kraków

Mecz kolejki: Legia Warszawa – Pogoń Szczecin

Legia, już bez Czesława Michniewicza, podejmie u siebie będącą w czołówce Pogoń. Cztery ostatnie mecze Legii w Ekstraklasie to cztery porażki. W pierwszym meczu pod wodzą Marka Gołębiewskiego Legioniści będą chcieli ponownie poczuć smak zwycięstwa.

 

Autorzy:

Mateusz Bartoszek

Mateusz Adamczyk

 

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Rozgrywki