Connect with us

Rozgrywki

Faworyci zatrzymani #MinąłWeekend – 14. kolejka

#MinąłWeekend

Lech tylko zremisował w Łęcznej, Legia przegrała szóste spotkanie z rzędu, a Lechia odwróciła losy meczu w końcówce – to wszystko wydarzyło się w 14. kolejce Ekstraklasy.

Mecz kolejki

Deja vu

Śląsk Wrocław 2:2 Jagiellonia Białystok

Na wrocławian po efektownym zwycięstwie nad Wisłą Kraków czekał zimny prysznic w Niecieczy, gdzie przegrali po golu straconym w ostatniej minucie doliczonego czasu gry. W starciu z “Dumą Podlasia” gospodarzom potrzebny był komplet punktów, aby dołączyć do uciekającej czwórki.

W pierwszej części spotkania przewagę w posiadaniu piłki mieli podopieczni Jacka Magiery, ale nie przełożyło się to na sytuacje bramkowe. Wrocławianie wypracowali ich tylko cztery, tyle samo co przyjezdni. W trakcie pierwszej połowy boisko powinien opuścić Israel Puerto za ostry faul na Mateuszu Praszeliku. Arbiter Przybył oszczędził hiszpańskiego obrońcę, karząc go tylko żółtym kartonikiem. Młodzieżowiec Śląska był zmuszony opuścić plac gry. Gospodarzom udało się wyjść na prowadzenie tuż przed przerwą po golu Erika Exposito, który otrzymał doskonałe podanie od Krzysztofa Mączyńskiego i z ostrego kąta pokonał Xaviera Dziekońskiego.

Jagiellonia po zmianie stron ruszyła do ataku. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Po rzucie rożnym piłka trafiła przed pole karne. Tam ustawiony był Tomas Prikryl, który strzałem po ziemi dał upragnionego gola przyjezdnym. Białostoczanie nie zamierzali odpuszczać. W drugiej połowie zdominowali Śląsk. Stworzyli więcej sytuacji, które pozwoliłyby na objęcie prowadzenia. Jacek Magiera dał szansę, podobnie jak w poprzedniej kolejce w Niecieczy, Adrianowi Łyszczarzowi. Jak się później okazało, był to strzał w „10”. Młody Polak po strzale głową dał prowadzenie Śląskowi. Jednak gospodarze nie utrzymali koncentracji do końca spotkania. W ostatniej minucie meczu stracili bramkę po golu Jesusa Imaza.

Wrocławianie przeżyli w piątkowy wieczór deja vu. Niemalże w podobnych okolicznościach stracili punkty w Niecieczy, kiedy to rezerwowy Adrian Łyszczarz zdobywał bramki i dał nadzieję na zdobycz punktową, ale niefrasobliwa gra w obronie w ostatniej minucie burzy wszystko to, co zostało wypracowane w ciągu całego spotkania. Jagiellonia swoją postawą w drugiej połowie zasługiwała na choćby jedno oczko, dlatego końcowy rezultat można uznać za sprawiedliwy.

Drugie zwycięstwo Warty

Piast Gliwice 0:1 Warta Poznań

Wartę w tym spotkaniu poprowadził 29-letni Adam Szała, czyli dotychczasowy asystent Piotra Tworka. Mało kto spodziewał się, że poznaniacy odniosą zwycięstwo w pierwszym meczu po zwolnieniu Tworka. A jednak…

W pierwszej połowie Warta dość głęboko się broniła i tylko czasami jej piłkarze wybierali się pod bramkę rywali. Nie trudno się domyślić, że to gospodarze prowadzili grę. Jednakże Piastowi bardzo trudno było przedrzeć się przez szyki obrony gości. Przed przerwą żadna z drużyn nie oddała nawet celnego strzału. Co nie oznacza, że nie było żadnej ciekawej akcji. Była jedna. W 21. minucie Warta miała rzut rożny. Łukasz Trałka dośrodkował z narożnika boiska, a Dawid Szymonowicz z najbliższej odległości trafił w… poprzeczkę. Chyba tylko on wie jakim cudem nie wpakował piłki do bramki.

Po przerwie było odrobinę ciekawiej. “Zielonym” znudziło się ciągłe bronienie i postanowili się bardziej otworzyć. Piast najbliżej zdobycia bramki był kilka minut po rozpoczęciu gry w drugiej połowie. Adrian Lis popełnił katastrofalny błąd, co mógł wykorzystać Alberto Toril. Nie wykorzystał, bo zanim oddał strzał piłkę spod jego nóg zdołał wybić Szymonowicz. Najważniejsza akcja meczu miała miejsce w 78. minucie. Wtedy to, Szymon Czyż podał do Adama Zrelaka, który uderzył mocno z powietrza i umieścił piłkę w bramce. Frantisek Plach nie miał szans na skuteczną interwencję. Piast po stracie gola chciał jak najszybciej wyrównać. Tylko na chęciach się skończyło, bo gospodarze nie zdołali nawet stworzyć jakiejś sensownej akcji.

Nowy trener

Warta wygrała, no mało kto się tego spodziewał. Chociaż Piast zagrał tak słabo, że nawet szkoda to komentować. Było to pierwsze zwycięstwo Warty pod wodzą Adama Szały. No i jak na razie również ostatnie, bo w poniedziałek władze klubu z Poznania zatrudnili nowego szkoleniowca. Nowym trenerem “Zielonych” został Dawid Szulczek, który ostatnio prowadził drugoligowe Wigry Suwałki. Szulczek deklaruje, że utrzyma Wartę w Ekstraklasie. W maju zobaczymy czy nie jest gołosłowny.

Radomiak pnie się w górę

Radomiak Radom 1:0 Górnik Zabrze

Górnik radzi sobie w tym sezonie raczej słabo. W Zabrzu myślano, że przyjście Lukasa Podolskiego odmieni grę “Górników”. Tym czasem Podolski zawodzi, a wraz z nim klub z Zabrza. O wiele lepiej w obecnych rozgrywkach radzi sobie Radomiak. Podopieczni Dariusza Banasika dwa poprzednie mecze wygrali, a na własnym boisku jeszcze nie przegrali.

Na początku lepiej prezentował się Górnik. W 10. minucie Podolski podał do Jesusa Jimeneza. Obrońcy wybili piłkę spod nóg Hiszpana, ale futbolówkę przejął Krzysztof Kubica. Młodzieżowiec miał bardzo dobrą pozycję, oddał strzał, ale był on niecelny. W 21. minucie Podolski uderzył z dystansu, ale do szczęścia zabrakło mu dość wiele. Dwie minuty później groźnie było pod bramką Górnika. Po rzucie rożnym piąstkował Grzegorz Sandomierski, ale zrobił to tak nieporadnie, że nabił jednego ze swoich kolegów. Nie wiele zabrakło, a piłka wtoczyłaby się do bramki. W 25. kolejna groźną sytuację mieli radomianie. Tym razem zakończyła się ona golem. Leandro dośrodkował z prawej strony, Luis Machado zgrał piłkę do Dawida Abramowicza, a boczny obrońca mocnym uderzenie zdobył bramkę. Pod koniec pierwszej połowy Radomiak mógł podwyższyć prowadzenie. Lewą stroną pomknął Abramowicz, chciał on zagrać do Mauridesa, ale piłkę w ostatniej chwili wybił Erik Janża.

W drugiej połowie Górnik częściej utrzymywał się przy piłce, ale przełożyło się to na choćby jedną bramkę. Radomiak utrzymał prowadzenie do końca i wygrał już trzecie spotkanie z rzędu. Górnika po przerwie reprezentacyjnej czeka mecz z będąco w dołku Legią.

Dublet Terrazzino zapewnił Lechii zwycięstwo

Lechia Gdańsk 2:1 Zagłębie Lubin

Lechia u siebie w tym sezonie jeszcze nie przegrała. Gdańszczanie zajmują ponadto drugie miejsce w tabeli. Zagłębie gra za to w kratkę. Faworytem była więc Lechia.

Mecz rozpoczął się bardzo dobrze dla “Miedziowych”. W 4. minucie spóźniony Ilkay Durmus sfaulował w polu karnym Saszę Ziveca, a sędzia Bartosz Frankowski wskazał na “wapno”. Rzut karny skutecznie wykonał Filip Starzyński. Zagłębie chciało pójść za ciosem i szybko podwyższyć prowadzenie. W 8. minucie zza pola karnego uderzył Zivec, ale z jego strzałem poradził sobie Dusan Kuciak. Lechia przebudziła się dopiero w 30. minucie. Mateusz Żukowski wpadł w pole karne i oddał strzał na bramkę. Dominik Hładun, z lekkimi problemami, złapał piłkę. W 44. minucie bezpośrednio z rzutu rożnego uderzył Maciej Gajos. Piłka po jego strzale przeleciała tuż obok słupka.

Pięć minut po przerwie bardzo dobrą okazję mieli przyjezdni. Jakub Żubrowski podał do Łukasza Poręby. Młodzieżowiec wbiegł w pole karne i wgrał piłkę na przedpole. Na dalszym słupku akcję zamykał Patryk Szysz, ale wychowanek Górnika Łęczna uderzył tylko w boczną siatkę. Potem nie było wielu klarownych okazji. Aż do 84. minuty. Wtedy to, Mateusz Żukowski podał do Marco Terrazzino, który uderzył bez przyjęcia i zdobył bramkę. Kiedy kibicom zgromadzonym na stadionie w Gdańsku wydawało się, że remis, wtedy ostatnią akcję meczu przeprowadziła Lechia. W końcowej fazie tej akcji Flavio Paixao podał do Terrazzino. Niemiec o włosko brzmiącym nazwisku uderzył fantastycznie zza pola karnego i zaliczył piękne trafienie.

Zagłębie nie potrafiło zamknąć spotkania, a więc przegrało. W Lechii błysnął Marco Terrazzino. Niedawno czytałem wywiad z tym piłkarzem. Mówił, że czeka na pierwszego gola w barwach Lechii. Doczekał się nie jednego, a dwóch trafień. Jestem pewny, że nie są to ostatnie bramki Terrazzino w Ekstraklasie. Lechia dzięki temu zwycięstwu zrównała się punktami z Lechem.

Lider potknął się u outsidera

Górnik Łęczna 1:1 Lech Poznań (relacja ze stadionu)

Ostatnia drużyna w tabeli podejmuje lidera. Za Lechem przemawia wszystko. Za Górnikiem praktycznie nic. Z powodu kontuzji w tym meczu zagrać nie mogli Bartosz Śpiączka, Marcel Wędrychowski i Łukasz Szramowski. Ponadto za kartki wypadł Bartosz Rymaniak.

Od początku do ataku rzucili się przyjezdni. Jednakże “Górnicy” nie schowali się za podwójną gardą i bronili dość wysoko. W 8. minucie Joao Amaral ładnie podał do Mikaela Ishaka, ale ze strzałem Szweda poradził sobie Maciej Gostomski. Po chwili zza pola karnego uderzał Amaral, ponownie dobrą interwencję zaliczył bramkarz Górnika. W 17. minucie pięknie lewą stroną pomknął Jakub Kamiński. Młodzieżowiec minął Kryspina Szcześniak i podał do Ishaka. Strzał kapitana Lecha został jednak zablokowany. Po następnej akcji Lech cieszył się już z gola. Ishak zgrał piłkę głową, a futbolówka odbiła się od Kamila Pajnowskiego i kompletnie zmyliła Gostomskiego. Piłkę do bramki dobił jeszcze Amaral. Gospodarze najgroźniejsi byli podczas stałych fragmentów gry. Lecz nie na tyle groźni by zdobyć bramkę.

W 33. minucie ponownie błysnął Kamiński. Skrzydłowy Lecha dostał dobre podanie w polu karnym, przyjął i uderzył. Dobrze ustawiony Gostomski zdołał wybronić jego uderzenie. Cztery minuty później na strzał z dystansu zdecydował się Leandro, ale piłka po jego strzale nawet nie leciała w światło bramki. Górnik przez ostatni kwadrans pierwszej połowy grał odważnie i nawet przejął inicjatywę. Lecz do szatni to Lech schodził prowadząc.

Jeden celny strzał wystarczył

Przez pierwsze dziesięć minut drugiej połowy było dość spokojnie. W 56. minucie dobre podanie od Amarala dostał Pedro Tiba. Portugalczyk, choć było przy nim dwóch zawodników Górnika, zdołał oddać strzał. Na szczęście, dla kibiców Górnika, na posterunku był Gostomski. Na kolejną groźną akcję “Kolejorza” trzeba było czekać do 68. minuty. Wtedy to, Kamiński uderzył zza pola karnego, ale dobrze ustawiony Gostomski nie miał dużych problemów z obroną tego strzału. W 77. minucie Kamiński odebrał piłkę na wysokości pola karnego gospodarzy i znalazł się w bardzo dobrej sytuacji. Młodzieżowiec uderzył celnie, ale Gostomski po raz kolejny popisał się skuteczną interwencją.

Nie wykorzystane akcje Lecha zemściły się w 79. minucie. Serhij Krykun dośrodkował z lewej strony, a Janusz Gol głową skierował piłkę do bramki.  Osiem minut po bramce Gola, świetną okazję na drugiego gola miał Lech. Dokładnie miał ją Ishak. Jednakże czujny Gostomski obronił jego strzał. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry rzut wolny miała Duma Lubelszczyzny. Piłkę dośrodkował Damian Gąska, ale piłkę zdołali wybić obrońcy Kolejorza. Trzy minuty później Dani Ramirez pięknie uderzył z dystansu, ale jeszcze piękniejszą interwencją popisał się Gostomski.

Niespodzianka stała się więc faktem. “Kolejorz” trochę zlekceważył Górnika i poniósł za to karę. Dla “zielono-czarnych” dwa ostatnie mecze mogą być promykiem nadziei. Co prawda Górnik nadal jest na ostatnim miejscu w tabeli, ale dwa remisy z pretendentami do tytułu na pewno podbudują drużynę z Łęcznej mentalnie. W meczu z Lechem bardzo podobał mi się Janusz Gol. Były zawodnik m.in. Legii Warszawa wreszcie jest liderem środka pola w “Dumie Lubelszczyzny”. Swoją dobrą dyspozycję potwierdził zdobytą bramką.

Miał być hit, a wyszło trochę inaczej

Raków Częstochowa 0:0 Pogoń Szczecin

Medaliści z poprzedniego sezonu, a zarazem drużyny, które w tym sezonie też walczą o najwyższe cele. Piłkarze Rakowa chcieli poprawić sobie humory po remisie w Łęcznej. Pogoń chciała wygrać po raz trzeci w tym sezonie w delegacji.

Mecz mógł bardzo dobrze rozpocząć się dla Pogoni. W 2. minucie na bramkę gospodarzy uderzył Sebastian Kowalczyk, a dobijał Rafał Kurzawa. Jednak Vladan Kovacević oba te strzały obronił. Pięć minut dobrą okazję miał Raków. Patryk Kun dośrodkował w pole karne, centrę przedłużył Andrzej Niewulis, a wślizgiem strzał oddał Marko Poletanović. Piłka przeleciała obok słupka. Pogoń w pierwszej połowie miała więcej okazji podbramkowych, ale dobrze dysponowany Kovacević radził sobie ze wszystkimi strzałami Portowców.

Po przerwie tempo gry nieco spadło. W 67. minucie Kurzawa uderzył z rzutu wolnego, lecz Kovacević przeniósł piłkę nad poprzeczką. Jedenaście minut później podobną interwencję zaliczył Dante Stipica. Poletanović dośrodkował z rzutu wolnego na dalszy słupek, a Stipica wypiąstkował piłkę na rzut rożny. Bramkarze na prawdę dobrze bronili w tym spotkaniu. Lecz każdemu zdarzają się błędy. Błąd przytrafił się również bramkarzowi Rakowa w doliczonym czasie gry. Pomyłkę Kovacevicia mógł, a nawet powinien, wykorzystać Piotr Parzyszek. Jednakże snajper Pogoni nie trafił do praktycznie pustej bramki.

Hit troszeczkę zawiódł. Co prawda obie drużyny stworzyły kilka sytuacji, ale zabrakło goli. Raków w drugim meczu z rzędu bezbramkowo. Ten remis częstochowianie powinni zdecydowanie szanować, bo to “Portowcy” mieli więcej sytuacji w tym meczu.

Twierdza obroniona

Wisła Płock 1:1 Bruk-Bet Termalica Nieciecza

Słoniki przyjechały do Płocka umocnione zwycięstwem nad Śląskiem i z wiarą, że uda im się zdobyć niezdobytą w tym sezonie twierdzę “Nafciarzy”. Płocczanie natomiast wiedzą, że mecze przed własną publicznością ratują ich w obecnej kampanii, dlatego liczyli na kolejny komplet oczek. Zapowiadało się więc na ciekawe starcie.

Jednak wszystko, co istotne w tym spotkaniu rozegrało się w pierwszej połowie. Wiślacy zadali cios w 23. minucie. Damian Warchoł wykorzystał dobre zgranie piłki od Łukasza Sekulskiego. Na szczególne wyróżnienie w tej akcji zasługuje dobre podanie Piotra Tomasika w pole karne, które zgubiło linię defensywną niecieczan. Gospodarze długo nie fetowali prowadzenia. Dziesięć minut później Samuel Stefanik zaskoczył defensywę płocczan pięknym prostopadłym podaniem do Murisa Mesanovicia. Bośniak wykorzystał sytuację i doprowadził do wyrównania rezultatu spotkania.

Potem mecz stracił na tempie. Przy piłce dłużej utrzymywali się przyjezdni. Swoich sił ponownie próbował Muris Mesanovic uderzeniami z dystansu, ale bezskutecznie. Można było odnieść wrażenie, patrząc na obie ekipy, że podział punktów im odpowiadał. Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie. “Nafciarze” obronili twierdzę i po przerwie reprezentacyjnej pojadą na spotkanie z Wartą walczyć o pierwsze punkty na wyjeździe. Natomiast Termalica rozegra kluczowe spotkanie dla losów strefy spadkowej z Górnikiem Łęczną.

Wypunktowani

Legia Warszawa 1:3 Stal Mielec

Po czwartkowej porażce z Napoli w Lidze Europy Legioniści podejmowali przy Łazienkowskiej Stal Mielec. Stawka meczu była naprawdę wysoka. Stołeczni znaleźli się w strefie spadkowej. Seria pięciu porażek z rzędu w lidze nadwyrężyła mocno cierpliwość kibiców Legii. Jednak Stal nie zamierzała się położyć przed przeciwnikiem. Mielczanie od pięciu spotkań nie przegrali meczu. Do podstawowego składu po kontuzji wrócił Tomas Pekhart.

Legia jak na faworyta przystało, przejęła inicjatywę i konstruowała kolejne ataki. Niestety dla gospodarzy większość akcji kończyła się w polu karnym Stali, a strzały lądowały w rękach Rafała Strączka. Przyjezdni bardzo konsekwentnie zagrali w linii obronnej. Z każdym kolejnym atakiem Legia mogła tracić cierpliwość. Aż do 42. minuty, kiedy to Mateusz Wieteska pokonał golkipera Stali strzałem głową po dobrym dograniu z rzutu wolnego Josue. Wydawało się, że prowadzenie umocni Legię i da wiarę w końcowe zwycięstwo. Kluczem jest słowo „wydawało się”. Dlatego, że Stal w ciągu trzech minut uciszyła stadion gospodarzy. W 43. minucie bramkę zdobył Maksymilian Sitek (wychowanek Legii). Natomiast w doliczonym czasie gry strzałem z dystansu Fabian Piasecki pokonał Cezarego Misztę. Miał sporo czasu. Bartosz Slisz, zamiast doskoczyć do rywala, to się przed nim cofał.

Zdeterminowana Legia atakowała nadal. Ale swoich okazji nie wykorzystał Mahir Emreli oraz Luquinhas. Presja upływającego czasu nie pomagała gospodarzom. A Stal z wyrachowaniem wypunktowała Legię, pozbawiając w 81. minucie wszelkich złudzeń o jakiejkolwiek zdobyczy punktowej. Gola z rzutu rożnego trafił Mateusz Żyro (wychowanek Legii).

Legia przegrywa 6. spotkanie z rzędu. Mistrzów Polski dobili ich wychowankowie, co stanowi pewien paradoks, patrząc na liczbę Polaków stanowiących o sile Legii. Efekt nowej miotły nie zadziałał. I już wszyscy zdają sobie sprawę, że problem leży zdecydowanie wyżej niż na ławce trenerskiej. Przemyśleniami nt. ostatniego meczu podzielił się w swoim najnowszym tekście Krzysztof Dąbrowski.

Biała Gwiazda panuje w Krakowie

Wisła Kraków 1:0 Cracovia

W 202. derbach Krakowa pomiędzy Wisłą a Cracovią podopieczni Adriana Guli i Michała Probierza mieli coś do udowodnienia. Poprzednie dwa starcia między tymi ekipami zakończyły się remisem. Dodatkowo w ostatniej kolejce “Biała Gwiazda” uległa Wiśle Płock, a Pasy Radomiakowi Radom. Wisła przed prestiżowym starciem z Cracovią w środę rozegrała mecz 1/16 Pucharu Polski, w którym pokonała GKS Tychy 3:1.

Od początku meczu można było wskazać na zespół Cracovii, który przejawiał większą inicjatywę. To “Pasy” miały więcej dogodnych sytuacji bramkowych. Wisła przyjęła rolę statysty, czekając na swoje okazje. W pierwszej połowie na szczególne pochwały zasługiwał bramkarz Wisły Mikołaj Biegański, który popisywał się dobrymi interwencjami. Natomiast “Białą Gwiazdę” było stać na jedynie dwa celne strzały.

Yeboah dał zwycięstwo

Drugą połowę lepiej zaczęli gospodarze. Po kilku składnych podaniach skutecznie akcję wykończył Yaw Yeboah, któremu asystował Michal Skvarka. Od tego momentu role na boisku wyraźnie się podzieliły. Wisła czekała na swoje okazje, jednocześnie skupiając się na defensywie. Cracovia utrzymywała się dłużej przy piłce. Jednak spotkanie przerodziło się w typowy mecz walki. Szarpana gra wywołana kolejnymi faulami. Do końca meczu już żadna z drużyn nie potrafiła zaskoczyć bramkarza rywali.

Wisła wygrywa derbowe spotkanie, które może być przełomowe. Jednak trzeba mieć na względzie, że gra Wiślaków wciąż jest daleka od perfekcji. Cracovia doznała drugiej porażki z rzędu, a za tydzień podejmę na własnym stadionie Raków Częstochowę.

Probierz odchodzi

We wtorkowe przedpołudnie Cracovia poinformowała o rozwiązaniu umowy z Michałem Probierzem za porozumieniem stron. 9 listopada dotychczasowy szkoleniowiec Pasów przestał pełnić funkcję trenera pierwszej drużyny oraz wiceprezesa ds. sportowych Cracovii. Michał Probierz objął zespół w czerwcu 2017 roku po tym, jak rozstał się z Jagiellonią Białystok.  Funkcję wiceprezesa otrzymał na początku 2019 roku. Na ten moment nie wiadomo nic o dalszych planach Michała Probierza, a także o nowym trenerze, który poprowadzi “Pasy” w kolejnych meczach po przerwie reprezentacyjnej.

 

Następna kolejka

GospodarzeGoście
Stal MielecWisła Płock
Górnik ZabrzeŚląsk Wrocław
Bruk-Bet Termalica NiecieczaPogoń Szczecin
Jagiellonia BiałystokGórnik Łęczna
Lechia GdańskRaków Częstochowa
Radomiak RadomPiast Gliwice
Zagłębie LubinLech Poznań
CracoviaLegia Warszawa
Warta PoznańWisła Kraków

Mecz kolejki: Stal Mielec – Lechia Gdańsk

Do zadziwiająco dobrze radzącej sobie Stali Mielec przyjeżdża wicelider z Gdańska. Czy Stal postawi się kolejnemu faworytowi?

 

Autorzy:

Mateusz Bartoszek

Mateusz Adamczyk

 

 

 

 

 

 

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Rozgrywki