Connect with us

Rozgrywki

W niedalekiej przyszłości wszystko będziemy wiedzieć – rozmowa z Serafinem Szotą

Serafin Szota, to zawodnik, który stawia sobie różne cele. Nie obraża się, gdy ląduje na ławce rezerwowych. O błędzie w Tychach, o psychologii we współczesnym futbolu, a także o wielu innych sprawach z zawodnikiem Wisły rozmawiał Mateusz Prochwicz.

Mateusz Prochwicz: Jak oceniasz swój występ w Pucharze Polski? Zdarzył się  wielbłąd, po którym padła bramka. 

Serafin Szota: Niestety, ale ten błąd idzie na moje konto. Uwierz, że bardzo szybko o tym błędzie zapomniałem. Piękno piłki nożnej jest takie, że zaraz mamy kolejny mecz. Nie mogę żyć przeszłością, bo nie mógłbym funkcjonować dobrze w kolejnych spotkaniach. Biorę to na klatę. Fajnie, że jako drużyna nie załamaliśmy się i ostatecznie awansowaliśmy dalej. Myślę, że cała ta sytuacja może tylko zaplusować w przyszłości.

To zostańmy chwilę przy teraźniejszości. Co czuje Serafin Szota po tym, jak rozegrał w Tychach słabe spotkanie i dwa dni później dowiaduje się, że jednak siada na ławie w derbach.

To nie jest łatwe dla każdego zawodnika, ale jak najbardziej normalne. Jestem zawodnikiem, który jest do dyspozycji trenera i całego sztabu. Jeżeli decydują się na takich ruch, że nie wychodzę na mecz w pierwszym składzie, to zostaje kibicować zawodnikom, którzy są na boisku. Trzeba im pomagać, wspierać mentalnie. Dostałem kilka minut. Chciałem zrobić to, co potrafię najlepiej, czyli pomagać drużynie. Jesteśmy jednością. Decyzja trenera, którą w stu procentach akceptuję, ale uwierz, to nie jest łatwe dla zawodnika.

Trener Gula to typ szkoleniowca, który dużo rozmawia z piłkarzami?

Tak. Trener kładzie nacisk na relacje z zawodnikiem. Każdego piłkarza chce poznać, jak najlepiej. Uważam, że to jest dobra droga. Trener chce nam przekazać swoją wizję futbolu, ale żeby ją wprowadzić, to musi poznać zawodnika. Musi wiedzieć kto, jakie ma mocne strony mentalne, poznać jego osobowość. Trener Gula potrafi to zrozumieć. Fajnie, że zwraca uwagę na to, co dzieje się też poza boiskiem.

Czyli trener w dzisiejszych czasach musi być nie tylko trenerem, ale też psychologiem.

Myślę, że tak. Mega ważne. Wiem, że trener współpracuje z psychologiem. Stara się nam przekazać swoją wiedzę. Nie ukrywam, że bardzo mi się to podoba. To jest myślenie przyszłościowe. Trener musi zwracać uwagę na mentalność każdego zawodnika. Kiedyś, jak mój tata grał w piłkę, to opowiadał mi, że za jego czasów wyglądało to inaczej. Zawodnicy wychodzili na boisko. Nikt nie zwracał uwagi na to, co dzieje się w głowie zawodnika. Liczyło się tylko i wyłącznie to, co dzieje się na boisku.  Teraz piłka nożna wkracza w sferę mentalną, a nasz trener to rozumie i stara się wszystko połączyć.

Wrócił po kontuzji Alan Uryga, Maciej Sadlok dawno nie zagrał tak dobrego spotkania, jak to z Cracovią. Łatwo Ci nie będzie wrócić do pierwszego składu.

Tak naprawdę takie opinie jakoś bardzo nie zapadają mi w pamięć.  Wszyscy przed sezonem skazywali mnie na pożarcie. Kilka spotkań rozegrałem i uważam, że na fajnym poziomie. Robię swoje, a to, co dzieje się w świecie social mediów, dziennikarzy, to tak naprawdę nie robi na mnie wrażenia. Żyję swoim życiem. Mam swoje zadanie i bardzo spokojnie do tego podchodzę.

Z kim Ci się najlepiej gra na środku obrony?

To jest naprawdę mega ciężkie pytanie, bo każdy zawodnik daje inne opcje. Ja np. jestem zawodnikiem szybkim i jeśli trener potrzebuje szybkości w defensywie, to wie, że może liczyć na mnie. Każdy zawodnik ma cechy, których nie ma nikt inny i to pomaga zespołowi. Ja jestem tak komunikatywną osobą, że nie mam problemu grać z żadnym z kolegów. Być może na mecz z Cracovią ktoś inny był potrzebny niż ja. Na mecz z Tychami byłem potrzebny ja. Decyzja trenera.

A granie na boku obrony rozważasz? Ok, prawie każdy zawodnik powie, że zagra wszędzie, ale czy będzie się tam rozwijał, to już inna sprawa.

Powiem szczerze, że ja siebie oceniam jako stopera. Większość ludzi może mnie kojarzyć z prawej obrony,  bo grałem na tej pozycji podczas mundialu do lat 20. Najlepiej czuję się na stoperze. Oczywiście nie boję się grać na boku obrony. Żadnej pozycji na boisku się nie boję. Mogę grać też na „szóstce”, jako pół-lewy stoper, jako pół-prawy stoper. Ale najlepiej czuję się jako stoper.

Skoro zahaczyliśmy o trójkę obrońców. Lepiej się gra w trójce stoperów czy stawiając na klasycznych bocznych obrońców?

To wszystko zależne jest od tego, jakich zawodników ma drużyna. Bardzo ważny aspekt, bo jeśli masz naprawdę dobrych zawodników wahadłowych, dobrych stoperów, to fajna jest ta formacja, kiedy gra się trójką z tyłu. Wiadomo, dużo zależy też od tego, jak gra przeciwnik…

To chyba jest taki system, który powoli, ale zaczyna być normą w większości drużyn. Kiedyś zwykły kibic nie wyobrażał sobie, że można odejść od czwórki obrońców. Włosi zaczęli grać trójką z tyłu, a teraz „zaraża się” tym spora liczba zespołów.

Ten system staje się bardzo popularny. Wiadomo, że te dwa systemy mocno się od siebie różnią. Wytłumaczę to na swoim przykładzie. Załóżmy, że gram na pół-prawym stoperze. Główną zasadą gry trójką z tyłu  jest to, że można sobie pozwolić na większe działania ofensywne, bo zawsze zostaje dwójka, która może mnie asekurować. To jest takie zabezpieczenie z tyłu głowy, że mogę sobie pozwolić na większe ryzyko w wyprowadzeniu piłki. Oprócz tego możesz wyjść do środka pola, do pressingu, bo cały czas masz w głowie to, że ktoś cię ubezpiecza. Musisz zagrać agresywnie i wysoko, bo inaczej zabraknie ludzi do pressingu. To takie główne zasady, jeśli chodzi o grę trójką stoperów.

Ty, jakoś specjalnie analizujesz swoje występy? Siadasz po meczu i patrzysz na swoje zachowania? Wiadomo, że z kamery telewizyjnej można dużo więcej zobaczyć.

Nasz sztab ma fajną opcję wrzucania każdego treningu, każdego stałego fragmentu gry i każdego występu indywidualnego. Mamy swój profil, na którym korzystamy właśnie ze statystyk GPS, są też różne dane z każdego spotkania. Trzeba analizować swoje występy, żeby wywnioskować z nich dobre momenty  i złe momenty. Klucz do sukcesu.

Stawiasz sobie jakieś indywidualne cele? Np. zdobycie 3 bramek przez cały sezon? Albo może Twoim celem jest po prostu awans sportowy i wyjazd za granicę po tym sezonie?

Mam swoje cele krótkoterminowe i takie długoterminowe. Ale nie mówię o nich. Mam zapisane na kartce. Cele krótkoterminowe ustaliłem przed sezonem. Są schowane w bezpiecznym miejscu. Sam będę się z tego rozliczał.

Ulubiona liga zagraniczna? Albo taka, w której chciałbyś zagrać.

Angielska, włoska, niemiecka i hiszpańska.

Wybiegnijmy trochę w przyszłość. Masz powiedzmy 34 lata. Fajna kariera np. w Niemczech. Chciałbyś wrócić do Wisły? Mówię tu o czymś takim, że jednak Wisła przyciąga swoich byłych piłkarzy i nie mówię tu o tym, że jej byli zawodnicy lubią zdobywać przeciwko niej bramki.

Nie chcę wybiegać tak daleko w przyszłość, ale  Kraków od zawsze kojarzył mi się z Wisłą Kraków. Jako młody chłopak jeździłem na mecze Wisły. Ja pochodzę z Dolnego Śląska. Pamiętam jeszcze zgodę Wisły ze Śląskiem. Na pewno ofertę Wisły zawsze rozważę.

Masz kontrakt do końca obecnego sezonu. Chcesz zostać w Wiśle Kraków? Rozmawiał ktoś już z Tobą na temat przyszłości?

Były rozmowy, ale te sprawy póki co nie interesują mnie aż tak. Mam menadżera, który się tym zajmuje. Ja skupiam się na powrocie do pierwszego składu. W niedalekiej przyszłości wszystko będziemy wiedzieć.

Z kim w szatni najbardziej się kumplujesz? Kiedyś na pewno z Marcinem Grabowskim i z Przemkiem Zdybowiczem.

Marcina nie ma, ale nadal mam z nim dobry kontakt. Nie chcę kogoś pominąć, ale nie mam problemu z byciem w szatni Wisły. Głównie trzymam z tymi młodszymi zawodnikami.

Czyli siła w młodzieży!

Dokładnie!

Jak byłeś w Stomilu całkiem nieźle Wam szło. Teraz jesteś w Wiśle. Zaglądasz czasami do tabeli 1 ligi, żeby zobaczyć, co dzieje się ze Stomilem?

Pewnie, mam kontakt cały czas z chłopakami, z którymi dzieliłem szatnię. Problemy w tym klubie wciąż są i potrzebna tam jest stabilizacja, żeby to wszystko poukładać. Trudno im będzie o „spokój” w tym sezonie. Super wspominam te czasy. Zrobiłem tam znaczący postęp.

Kiedyś w „Weszło” na pytanie: „Postać w piłce, która zalazła Ci za skórę”, odpowiedziałeś „Nie ma jednej osoby, natomiast początki w Wiśle Kraków nie były dla mnie przyjemne. Ogólnie, jako całokształt nie wspominam tego najlepiej.

Wiesz, to już jest historia i nie chcę rozdrapywać starych ran, ale mogę to powtórzyć, że początki nie były łatwe. Ja, jako zawodnik po mundialu, przychodziłem tu z wielkimi ambicjami, z okazją dostania szansy. Niestety tej szansy nie dostałem. Taka była decyzja trenera, sztabu i innych ludzi.  To był najtrudniejszy moment w mojej przygodzie, ale też uważam, że to mnie ukształtowało jako zawodnika. Teraz wiem, jakich błędów nie powtarzać i komu ufać, a przede wszystkim jak pracować, aby pokazać się na boisku.

Mistrzostwo Polski z Wisłą czy debiut w reprezentacji?

Jako cel krótkoterminowy, to mistrzostwo. Długoterminowy? Reprezentacja, bo pokazuje to, gdzie chcę być jako zawodnik Ale mistrzostwo może mnie przybliżyć do reprezentacji, więc jedna opcja nie wyklucza drugiej.

Film czy książka?

Film. Chociaż ostatnio czytam więcej książek.

Gotowanie samemu czy dieta pudełkowa?

Gotowanie samemu.

Idol z dzieciństwa. Wiem, że mówiłeś kiedyś, ze Twój tata.

Tato jako pierwszy zaczął ze mną treningi. Zawsze we mnie wierzył. Jak popełnię błąd, to nie jest tak, że klepie mnie po plecach. Powie mi prosto w twarz, że zrobiłem tu i tu błąd. Już za dzieciaka tak było. Jak popełniałem błędy, to pierwszy uświadamiał  mnie. Nie głaskał mnie, ale też rozumiał, że dziecko może popełnić błąd. Wiedział, jak zachować równowagę w tym wszystkim. Grał w piłkę na tej samej pozycji, więc też dużo o tym wie. Jest niższy ode mnie, więc musiał sobie inaczej radzić niż ja (śmiech). Musiał pokazywać więcej charakteru i zadziorności. Przed domem rodzinnym w ogrodzie rozkładał talerzyki i uczył mnie, jak prowadzić piłkę. To nie jest idol, którego zobaczysz w telewizji, zrobi sztuczkę z piłką i powiesz: wow. Mam do taty szacunek i o to w tym chodzi. Jak byłem w Lechu Poznań, to były sytuacje, że chciałem wracać do domu. Moi rodzice szybko wtedy reagowali i mówili, że jak teraz się poddam, to drugiej takiej sytuacji może już nie być. To oni wyciągnęli do mnie pomocną dłoń i jestem za to bardzo wdzięczny. Moi rodzice, to są moi idole. Jak było źle, to zawsze przy mnie byli.

Numer na koszulce. Historia czy wziąłeś, bo był wolny?

Mój tata kiedyś grał z tym numerem. Na początku wziąłem numer trzy, bo z tym numerem też grał mój tata. Jak wróciłem z Olsztyna, to ta trójka już była zajęta, nie wiem dlaczego (śmiech).

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Rozgrywki