Obserwuj nas

Rozgrywki

Ciekawa walka o spadek #MinąłWeekend – 31. kolejka

Na dole tabeli zrobiło się jeszcze ciekawiej, Legia przegrała czwarty mecz z rzędu, a w derbach Krakowa padł bezbramkowy remis – to wszystko wydarzyło się w 31. kolejce Ekstraklasy.

Remis w debiucie nowego trenera

Górnik Zabrze 0:0 Radomiak Radom

W ubiegłym tygodniu trener Dariusz Banasik został zwolniony z Radomiaka Radom. Decyzja ta była nie tyle niezrozumiała ze względu na wyniki – bo te Radomiak miał ostatnio słabe – tylko bardziej na to co z Radomiakiem osiągnął. Awansował z 2 ligi do pierwszej, w następnym przegrał w finale baraży o Ekstraklasę, a w poprzednim już awans do Ekstrakalsy wywalczył. W tym sezonie, jesienią, Radomiak pod jego wodzą prezentował się wyśmienicie. Potem coś się zacieło. Władze Raodmiaka uznały, że cała wina leży po stronie trenera Banasika, który za postawę swojego zespołu w ostatnich meczach, przypłacił posadą. Jego miejsce zajął Mariusz Lewandowski.

Piątkowy mecz znakomicie mogli rozpocząć gospodarze. Lecz dwóch znakomitych okazji nie wykorzystał Mateusz Cholewiak. Na pierwszą niebezpieczną akcję Radomiaka trzeba było czekać do 28. minuty. Maurides utknął z dystansu, ale piłka zatrzymała się na słupku. Ogólnie spotkania to nie było zbytnio ciekawe. W końcówce pierwszej połowy prowadzenie Górnikowi mógł dać Lukas Podolski. Jednak były reprezentant Niemiec uderzył prawą nogą. Powszechnie wiadomo, że to jego słabsza noga. Potwierdził to w tej akcji i nie trafił w bramkę.

Po przerwie działo się jeszcze mniej. Aż do 70. minuty. Wtedy to, Bartosz Nowak uderzył z dystansu. Piłka leciałaby pewnie w światło bramki, gdyby na jej drodze nie stanął Rafał Janicki. Co prawda obrońca zdolal opanować piłkę i umieścił ja w bramce, ale gol nie został uznany. Przed strzałem  futbolówka odbiła się od ręki Janickiego. Potem błysnął jeszcze Higinio Marin, ale Hiszpan przegrał pojedynek z Filipem Majchrowiczem.

Jakaś zmiana w grze Radomiaka nastąpiła. Na pewno radomianie więcej grają piłką. Trzy ostatnie spotkania to będzie już przygotowywanie się następny sezon. Przyszły sezon będzie na pewno ciąży dla drużyny z Radomia.

Pazdan ratuje Śląskowi punkt

Jagiellonia Białystok 1:1  Śląsk Wrocław

Obie drużyny jeszcze nie są pewne utrzymania. Choć w lepszej sytuacji jest na pewno Jagiellonia. Patrząc na wynik ostatniego meczu Śląska (0:4 z Bruk-Betem) to właśnie w drużynie z Białegostoku trzeba było upatrywać faworyta tej potyczki.

Lepiej ten mecz rozpoczęli gospodarze. W 9.minucie blisko gola był Taras Romanczuk, ale trafił tylko w poprzeczkę. Dziewięć minut później jeszcze bliżej trafienia był Michał Pazdan. Obrońca uderzył głową. Piłka zmierzała w światło bramki, ale w ostatniej chwili wybił ją Mark Tamas.

Goście przed przerwą stworzyli tylko jedną wartą odnotowania akcję. W 36. minucie Fabian Piasecki zgrał piłkę do Caye Quintany. Hiszpan wpadł w pole karne, nawinął jednego z rywali i chyba chciał nawinąć kolejnego, ale wybito mu piłkę spod nóg. Pięć minut później fantastyczną interwencję zaliczył Matus Putnocky. Z dystansu uderzył Mateusz Wdowik, a bramkarz Śląska czubkami palców sparował piłkę na słupek.

https://twitter.com/Caroll1947/status/1520400859103965185?t=SkEWWqhX4K2j8ZyWz8QLKw&s=19

To co nie udało się Jadze przed przerwą udało się jej na początku drugiej połowy. W 52. minucie Diego Carioca podał do Marca Guala. Hiszpan przyjął piłkę tyłem do bramki, obrócił się i strzelił gola. Najpewniej mecz zakończyłby się takim wynikiem, ale najwyraźniej inne plany miał Michał Pazdan. W 83. minucie Dennis Jastrzembski wgrał piłkę w pole karne, a niefortunnie interweniujący Pazdan wbił piłkę do własnej bramki.

Jagiellonia była lepsza, Jagiellonia powinna wygrać, ale w piłce nie zawsze wygrywa drużyna lepsza. Czasami remisuje. Tak też było tym razem. Śląsk z taką grą może naprawdę wylądować w 1 lidze.

Najpierw głupio tracą, potem się odradzają, a na koniec jeden punkt zdobywają

Zagłębie Lubin 1:1 Lechia Gdańsk

Sentymentalne spotkanie dla trenera Miedziowych. Piotr Stokowiec ten sezon zaczynał jako trener Lechii, lecz dokończy jako trener Zagłębia. Na pewno będzie chciał zrobić wszystko, żeby ten sezon nie zakończył się spadkiem drużyny z Lubina.

Jednak w siódmej minucie można było pomyśleć, że spadek Zagłębia jest coraz bardziej realny. Kacper Sezonienko minął jak tyczki, trzech piłkarzy gospodarzy i podał do Łukasza Zwolińskiego. Podanie do adresata nie doszło, bo przeciął je Aleks Ławniczak, który wpakował piłkę do własnej bramki. Zagłębie błyskawicznie rzuciło się do odrabiania strat.

Miedziowi atakowali i atakowali. W 21. Bartosz Kopacz dośrodkował wprost na głowę Patryka Szysza, ale uderzenie napastnika obronił Dusan Kuciak. Minutę później oko w oko z bramkarzem Lechii stanął Kopacz, ale ponownie górą był czeski golkiper. Podopieczni Piotra Stokowca nie potrafili przed przerwą zdobyć bramki. Jednakże tego problemu nie mieli goście. W 33. minucie Lechia przeprowadziła drugą akcję w tym meczu i pierwszą zakończoną celnym strzałem. Joseph Ceesay po prostu wybił piłkę przed siebie, przejął ją Flavio Paixao. Portugalczyk bez problemów poradził sobie z Saszą Baliciem i strzałem po dalszym słupku pokonał Dominika Hładuna. Gdańszczanie do szatni schodzili prowadząc 2:0, choć w pierwszej części gry oddali tylko jeden celny strzał.

Całkiem inna połowa

Na drugą połowę Miedziowi wyszli z bojowym nastawieniem. Ich ataki przyniosły skutek w 68. minucie. Wtedy to, ładnym przyjęciem i jeszcze ładniejszym strzałem popisał się Szysz. Cztery minuty później trochę zagotował się Piotr Stokowiec, za co dostał czerwoną kartkę i resztę meczu spędził w szatni. Nie zobaczył więc na żywo jak jego drużyna zdobywa drugą bramkę w tym spotkaniu. Miało to miejsce w 82. minucie. Filip Starzyński nie dał szans Kuciakowi strzałem w długi róg. Więcej bramek już nie padło, więc obie drużyny podzieliły się punktami.

Lechia w tym meczu nie wyglądała jak drużyna walcząca o eliminacje europejskich pucharów. Gdańszczanie zagrali bardzo słabo i tylko dzięki fatalnej postawie obrony Zagłębia zdobyli dwie bramki. Miedziowi, gdyby zagrali cały mecz tak jak drugą połowę, to zamiast jednego mieliby trzy punkty.

Legia bez pomysłu i bez punktów

Stal Mielec 2:1 Legia Warszawa

Dla Stali był to bardzo ważny mecz. Zwycięstwo dałoby zespołowi z Mielca względny spokój, porażka zbliżyła jeszcze bardziej do strefy spadkowej.

Kibice na pierwszego gola nie musieli długo czekać. W 5. minucie Stal miała rzut rożny. Z narożnika dośrodkował Krystian Getinger. Jednak z tego dośrodkowania wyszedł strzał, po którym padła bramka. Potem mecz był dość “zamknięty. Żadna z ekip nie potrafiła stworzyć dobrej okazji, choć więcej z gry mieli mielczanie. Legia długo nie potrafiła stworzyć sobie dobrej akcji. Aż do 30. minuty. Legioniści przeprowadzili szybką kontrę. Joel Abu Hanna podał do Macieja Rosołka. Młodzieżowiec dośrodkował w pole karne, a gola zdobył Paweł Wszołek. Stal na stratę gola odpowiedziała błyskawicznie. W 34. minucie Maciej Domański dośrodkował z rzutu rożnego. Centrę zamknął Arkadiusz Kasperkiewicz i było już 2:1. Trzy minuty później powinno być 3:1, lecz Maksymilian Sitek zmarnował fantastyczną okazję.

Może i chcieli, ale nie potrafili

Legia drugą połowę zaczęła wysoko i chciała szybko wyrównać. Jednakże akcje Legionistów były nieskładne i rzadko kończyły się strzałami. Na dobrą akcję trzeba było czekać do 73. minuty. Wtedy to, Tomas Pekhart dostał dobre podanie zgłębi pole, wyprzedził obrońców i umieścił piłkę w bramce. Gol nie został uznany, ponieważ Czech był na minimalnym spalonym. Czas mijał, a goście nie potrafili stworzyć sobie dobrej okazji. Dopiero w doliczonym czasie gry dobrą sytuację miał Rosołek, jednak uderzył zbyt lekko i Rafał Strączek bez problemów złapał piłkę. Trzy punkty został więc w Mielcu.

Stal  bardzo potrzebowała tej wygranej. Mielczanie dzięki niej, zrównali się punktami z Legią i bez większego strachu mogą patrzeć na trzy ostatnie mecze w tym sezonie. Legia w tym meczu mogła podobać się tylko podczas akcji bramkowej. Poza tym Legioniści wypadli bardzo blado. Widoczne jest, że ten zespół chce zakończyć już ten bardzo zły dla nich sezon.

Przepchnięte zwycięstwo

Warta Poznań 2:3 Piast Gliwice

Piast od momentu poniesionej porażki z Pogonią na początku lutego nie przegrał już żadnego spotkania w lidze. Dzięki temu gliwiczanie liczą się w walce o europejskie puchary. Wciąż jednak muszą spoglądać na Lechię, która jest przed nimi. Przyjezdni nie mogli zakwalifikować meczu z Wartą do tych z gatunków łatwych, gdyż podopieczni Dawida Szulczka w ostatnich tygodniach radzą sobie całkiem dobrze, a jesienią byli w stanie wygrać na trenie Piasta.

Żadna z drużyn nie zdominowała rywala. Gra była dość wyrównana, ale nie przekładała się a sytuacje bramkowe. Dlatego przypadek zdecydował o pierwszym golu. W 17. minucie Łukasz Trałka niefortunnie przeciął podanie. 37-latek pechowo wbił bramkę samobójczą.  Gliwiczanie nie ruszyli po kolejne gole. Po półgodzinie gry Frantisek Plach uratował swój zespół przed stratą gola po dobrej interwencji z rzutu rożnego. Jednak arbiter dopatrzył się faulu Ariela Mosóra na Dawidzie Szymonowiczu. W 35. minucie Michał Kopczyński skutecznie odpowiedział z rzutu karnego. Podsumowując, poza tymi sytuacjami w pierwszej połowie nie wiele się działo.

Po zmianie stron pierwszy zaatakował Piast, ale w 56. minucie to Frank Castaneda uderzył w słupek po tym, jak wcześniej błąd popełni Tomas Huk. Następnie role się odwróciły i gdy Piast stanął przed szansą zdobycia bramki, wykorzystał ją. W 66. minucie Alberto Toril strzelił gola, dzięki temu, że Jędrzej Grobelny odbił piłkę wprost pod nogi Hiszpana. Ale po 10 minutach Warta zdołała ponownie doprowadzić do wyrównania po bramce zdobytej przez Adama Zrelaka. W tym sezonie, jeśli 27-leni Słowak trafia do bramki, to Warta nie przegrywała spotkania. Więc nie był to dobry prognostyk dla Piasta, któremu zależało na komplecie punktów. Gliwiczanie chcieli udowodnić, że ten fakt nie ma żadnego wpływu na końcowy wynik. I w 82. minucie udało im się to potwierdzić. Bramka zdobyta przez Martina Konczkowskiego sprzed pola karnego ustaliła wynik spotkania na 2:3. Druga połowa stała na zdecydowanie wyższym poziomie niż pierwsza.

Piast dzięki potknięciu Lechii w Lubinie zbliżył się do gdańszczan na dystans tylko trzech punktów. Jednak za tydzień podejmą u siebie faworyta do mistrzostwa Lecha. Natomiast Warta może żałować, ponieważ nie byli gorszym zespołem od Piasta i punkt mogli zgarnąć, gdyby zachowali większą dyscyplinę w obronie.

 Słoniki wciąż wierzą

Bruk-Bet Termalica Nieciecza 1:0 Wisła Płock

Przed tygodniem niecieczenie odnieśli spektakularne zwycięstwo nad Śląskiem Wrocław. Z pewnością dało to nowy impuls zespołowi prowadzonemu przez Radoslava Latala do walki o utrzymanie. Czech przed spotkaniem z Nafciarzami nie dokonał żadnych zmian w wyjściowej „11”. Natomiast przyjezdni nie mogli liczyć na swojego najlepszego strzelca Łukasza Sekulskiego, którego z gry wyeliminował uraz.

Od początku meczu było widać, której drużynie zależy na zwycięstwie. Gospodarze próbowali utrzymywać się przy piłce. Jednak po pierwszym kwadransie gry niecieczenie nie zagrozili bramce Wisły. Z biegiem czasu Nafciarze częściej gościli przy piłce niż gospodarze. Jednak przyjezdni także nie tworzyli klarownych sytuacji. Niecieczanie mogli dwukrotnie skarcić gości, ale zachowania zimnej krwi przy strzałach zabrakło Tomasowi Poznarowi i Mateji Hybsiowi.

Po przerwie mogliśmy zaobserwować wyrównaną grę z obu stron. Ale jak miało to miejsce w pierwszej połowie, wciąż brakowało konkretów w postaci strzałów celnych na bramkę. W 70. minucie dobrą okazję miał Kristian Vallo, ale Tomasz Loska dobrze wybronił strzał Słowaka.  Za to cztery minuty później wynik spotkania dla gospodarzy otworzył Tomas Poznar po strzale głową. Maciej Ambrosiewicz dośrodkował w pole karne, gdzie idealnie piłkę przedłużył Mateusz Grzybek na głowę Czecha. Po stracie gola Nafciarze nie byli w stanie zepchnąć niecieczan do głębokiej defensywy. W doliczonym czasie gry Samuel Stefanik mógł podwyższyć wynik spotkania, ale strzelił wprost w Krzysztofa Kamińskiego.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1520776401594593281?s=20&t=jXNZBb7NYN8nRHbFcDMrTg

Termalica notuje drugie zwycięstwo z rzędu. Słoniki wciąż wierzą, że utrzymanie jest możliwe. Za tydzień udadzą się do zajmującej ostatnie miejsce w tabeli Górnika Łęczna, gdzie ponownie muszą zdobyć komplet punktów. Natomiast Nafciarze nie zrobili dziś nic ponad stan, aby pokusić się o zwycięstwo. Przyjezdni nie byli w stanie rozmontować defensywy rywala. Jednak ta porażka Wiśle w ligowej tabeli w niczym nie przeszkadza.

Derby na remis

Cracovia 0:0 Wisła Kraków

Derby Krakowa zawsze wzbudzają ogromne emocje. Jednak tym razem dodatkowo stawkę i wagę  meczu podniosła ligowa pozycja Białej Gwiazdy. Broniąca się przed spadkiem Wisła potrzebuje kompletu punktów jak tlenu. Ewentualne zwycięstwo Cracovii miałoby podwójny wymiar. Po pierwsze objęliby panowanie w Krakowie, po drugie przybliżyliby Wisłę do spadku.

Od mocnego uderzenia mogli rozpocząć gospodarze. Po błędzie Stefana Savicia przed doskonałą okazją stanął Evgen Konoplianka. Jednak perfekcyjną interwencją popisał się Paweł Kieszek. Po strzale Ukraińca sekundę później golkiper gości obronił dobitkę Jakuba Myszora. Swoją okazję miał także Pelle Van Amersfort. Po 25 minutach Pasy powinny prowadzić przynajmniej 2:0. Ataki Białej Gwiazdy były niemrawe. Za to Cracovia potrafiła wychodzić szybko z własnej połowy i tworzyć zagrożenie pod bramką rywala. Po intensywniejszej pierwszej części połowy później tempo nieco spadło. Jednak Cracovia ponownie dwa razy zagroziła Wiśle. Za to goście tuż przed przerwą mogli wyjść na prowadzenie, kiedy to Zdenek Ondrasek po rzucie rożnym był kompletnie niepilnowany. Czech oddał strzał wprost w dłonie Lukasa Hrosso. Wiślanie wynik remisowy mogą zawdzięczać dzięki bramkarzowi Pawłowi Kieszkowi.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1520821717995773952?s=20&t=jXNZBb7NYN8nRHbFcDMrTg

Druga odsłona zaczęła się dość intensywnie. Lepiej prezentowali się piłkarze Cracovii, ale wciąż brakowało skuteczności. Z czasem tempo gry spadło.  Odpowiedzi Wisły były rozczarowujące. W drugiej połowie nie oddali ani jednego strzału na bramkę Pasów. W poczynaniach obu ekip było dużo niedokładności. Trzeba jednak przyznać, że to gospodarze derbowego spotkania zasłużyli na zwycięstwo. Gdyby nie sytuacja ligowa Wisły, to piłkarze Białej Gwiazdy powinni być zadowoleni, że udało im się zgarnąć jeden punkt.

Wisła wciąż traci dwa oczka, aby wydostać się ze strefy spadkowej. Jednak do końca zostały już tylko 3 kolejki, więc czasu na odrobienie strat jest już coraz mniej. Pasy zaś już o nic ważnego nie walczą, dlatego ten punkt przyjmą z uszanowaniem. Choć z przebiegu meczu mają, czego żałować, gdyż byli zespołem lepszym. Cracovia nie jest w stanie pokonać Wisły na własnym stadionie od 2016 roku.

W meczach rozegranych awansem padły następujące wyniki: Górnik Łęczna 0:3 Lech Poznań, Pogoń Szczecin 1:2 Raków Częstochowa

Następna kolejka

GospodarzeGoście
CracoviaWisła Płock
Jagiellonia BiałystokLegia Warszawa
Bruk-Bet Termalica NiecieczaPiast Gliwice
Warta PoznańLech Poznań
Zagłębie LubinRaków Częstochowa
Lechia GdańskPogoń Szczecin
Stal MielecŚląsk Wrocław
Górnik ZabrzeGórnik Łęczna
Radomiak RadomWisła Kraków

Mecz kolejki: Piast Gliwice – Lech Poznań

Piast marzy jeszcze o zajęciu czwartego miejsca. Lech nie może już sobie pozwolić na potknięcia.

Autorzy:

Mateusz Bartoszek

Mateusz Adamczyk

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Rozgrywki