Obserwuj nas

Minął weekend

100. gol Flavio #MinąłWeekend – 30. kolejka

Prawie wszystkie drużyny z dołu tabeli przegrały swoje spotkania, Flavio Paixao zdobył swoją setną bramkę w Ekstraklasie, a Bruk-Bet odniósł najwyższe zwycięstwo w historii występów w najwyższej klasie rozgrywkowej – to wszystko wydarzyło się w 30. kolejce Ekstraklasy.

Mecz kolejki

Szalony mecz przy Reymonta

Wisła Kraków 3:4 Wisła Płock

Wiślane derby. Był to bardzo ważny mecz dla krakowskiej Wisły, która w przypadku zwycięstwa, wyskoczyłaby ze strefy spadkowej.

Na początku to gospodarze przeważali, lecz gola strzelili goście. W 10. minucie Piotr Tomasik huknął z dystansu i umieścił piłkę w bramce. Paweł Kieszek jeszcze nie otrząsnął się po uderzeniu Tomasika, a już musiał wyciągać piłkę po raz drugi. W 12. minucie najpierw akcję miała Biała Gwiazda. Heorhij Citaiszwili uderzył zza pola karnego, ale Krzysztof Kamińśki zdołał sparować piłkę na słupek. Po tej interwencji golkipera Nafciarzy, poszła szybka kontra. Jorginho dośrodkował niemalże z linii końcowej, a zupełnie niepilnowany Łukasz Sekulski strzelił swojego 12 gola w tym sezonie. Potem podopieczni Pavola Stano nie pozwalali gospodarzom na zbyt wiele.

Biała Gwiazda jednak potrafiła przełamać płocki mur. W 27. minucie Sebastian Ring podał do Stefana Savicia. Skrzydłowy wbiegł w pole karne i oddał piłkę Ringowi. Szwed minął jednego z obrońców i zdobył swoją debiutancką bramkę w Ekstraklasie. Krakowianie chcieli jak najszybciej wyrównać, ale Nafciarze nie zamierzali się bronić i też szukali bramki. Goście grali spokojnie, czasami aż za spokojnie, bo dwa katastrofalne błędy przy wyprowadzaniu piłki popełnił Kamiński. Gdyby nie dwie dobre interwencje Furmana, to krakowianie mogliby nawet prowadzić. Jednakże zamiast tego, 3:1 prowadziła Wisła z Płocka. W 41. minucie po szybkiej kontrze, drugą bramkę w tym spotkaniu zdobył Sekulski. W pierwszej połowie kibice nie mogli narzekać na nudę.

Wyrównali, ale przegrali

Biała Gwiazda wyszła na drugą połowę w bojowych nastrojach. Krakowianie od początku dążyli do zdobycia drugiej bramki. W końcu tę drugą bramkę zdobyli. W podbramkowym zamieszaniu najlepiej odnalazł się Elvis Manu, który zdobył bramkę kontaktową.  Nafciarze ponownie prowadzić dwoma golami mogli w 70. minucie, ale strzał Filipa Lesniaka obronił Kieszek. Minutę później na tablicy wyników widniał już remis. Citaiszwili wymieni podanie z Manu i wpadł w pole karne. Gruzin przerzucił piłkę nad leżącym bramkarzem, a formalności dopełnił Zdenek Ondrasek.

Potem nie działo się już tak wiele, aż do doliczonego czasu gry. Najpierw, w piątej minucie doliczonego czasu gry, piłkę meczową miał Luis Fernandez, lecz Hiszpan nie trafił w bramkę. Następnie byliśmy pod bramką gospodarzy. Uderzenie Lesniaka obronił Kieszek, ale sędzia Damian Sylwestrzak dostał informację na słuchawkę, że jeden z zawodników Białej Gwiazdy mógł dotknąć piłki ręką. Na powtórkach było widać, że piłka musnęła czubki palców Elvisa Manu. Sędzia, po analizie VAR, podyktował karnego. Wojnę nerwów wygrał Mateusz Szwoch i trzy punkty pojechały do Płocka. Była jedenasta minuta doliczonego czasu gry.

Właśnie tego jednego punktu, który Biała Gwiazda straciła w tym meczu, może jej zabraknąć do utrzymania. Po meczu Manu niemalże płakał, żałując tego, co zrobił. Swoją drogą, po co on wyciągał tę rękę? To chyba wie już tylko sam Holender. Po ostatnim gwizdku nerwów na wodzy nie utrzymał Luis Fernandez, który zaatakował jednego z zawodników gości. Dość nierozważny wybryk Hiszpana, tym bardziej, że nagrał je jeden z dziennikarzy. Możliwe, że Fernandez nie pomoże Wiśle Kraków już w tym sezonie. Szkoda, bo to naprawdę niezły grajek.

 

Bruk-Bet nadal w grze o utrzymanie

Śląsk Wrocław 0:4 Bruk-Bet Termalica Nieciecza

Kibice Śląska przed tym meczem chyba byli raczej pozytywnie nastawieni. W końcu, do Wrocławia przyjechała ostatnia w tabeli Termalica Nieciecza, która, wydawało się, że ma już tylko matematyczne szanse na utrzymanie. Fani liczyli na zwycięstwo ich drużyny i odskoczenie od strefy spadkowej. Mocno się zawiedli.

Gospodarze od samego początku prezentowali się fatalnie. Prędzej czy później Bruk-Bet musiał zdobyć bramkę. No i w końcu zdobył. Choć gościom bardzo pomógł Michał Szromnik. W 11. minucie bramkarz Śląska zagrał piłkę wprost pod nogi Andrija Dobrowskyja. Ukrainiec podał do Tomasa Poznara, a ten wycofał do Michala Hubinka. Czech ładnym uderzeniem otworzył wynik spotkania.

***

Goście szybko zdobyli drugą bramkę. Ponownie pomógł im Szromnik. W 14. minucie Poznar zgrał piłkę do Murisa Mesanovicia. Wydawało się, że napastnik nie dobiegnie do piłki i spokojnie złapie ją bramkarz Śląska. Jednakże golkiper gospodarzy, nie wiadomo dlaczego, nie złapał piłki. Futbolówkę przejął Mesanović, który skierował piłkę do pustej bramki. Nie był to koniec koszmarnych błędów w obronie Śląska. W 19. minucie, po samobójczym trafieniu Wojciecha Golli, było już 3:0 dla Bruk-Betu. Jakby tego było mało, w 39. minucie Mark Tamas obejrzał drugą żółtą kartkę i przedwcześnie zakończył to spotkanie. Tak więc Śląsk na przerwę schodził nie tylko przegrywając 0:3, ale też jednego zawodnika mniej.

Po przerwie goście kontrolowali przebieg spotkania, a w 87. minucie postawili kropkę nad “i” w postaci czwartego gola. Mateusz Grzybek wpadł w pole karne, uderzył po ziemi i ustalił wynik spotkania. Śląsk zagrał fatalnie. W grze drużyny z Wrocławia nie można znaleźć żadnych plusów. Wrocławian czeka ciężka walka o utrzymanie. Jak się okazało o utrzymanie nadal walczy również Termalica, która we Wrocławiu odniosła najwyższe zwycięstwo w historii swoich występów w Ekstraklasie.

Piast goni Lechię

Piast Gliwice 2:1 Jagiellonia Białystok

Gliwiczanie mają nadzieję, że uda im się zająć czwarte miejsce. Żeby tę nadzieję podtrzymać musieli pokonać Jagiellonię. Jaga chciała wygrać i być spokojna o utrzymanie.

O pierwszej połowie tego spotkania można powiedzieć tylko tyle, że się odbyła. Po przerwie działo się zdecydowanie więcej. Już w pierwszej akcji po wznowieniu gry Piast zdobył bramkę. Po nie najlepszej interwencji Zlatana Alomerovicia piłkę zebrał Martin Konczkowski. Były gracz Ruchu Chorzów pobiegł z piłką do końcowej linii, dośrodkował, a jego centrę na gola zamienił Jakub Holubek. W 53. minucie było już 2:0. Tom Hateley dośrodkował z rzutu wolnego wprost na głowę Jakuba Czerwińskiego. Obrońca nie zmarnował okazji i strzelił swojego trzeciego gola w obecnych rozgrywkach.

***

Goście dostali dwa szybkie gongi w drugiej połowie i musieli gonić wynik. Blisko gola w 57. minucie był Diego Carioca, lecz jego uderzenie zostało zablokowane przez Czerwińskiego. Obrońca Piasta wybił piłkę na rzut rożny. Właśnie po tym rożnym w polu karnym Piasta wynikło duże zamieszanie. Piłka wpadła do bramki, ale gol nie został uznany, ponieważ jeden z zawodników Jagiellonii był na spalonym. W 65. minucie Bojan Nastić zagrał piłkę do Bartosza Bidy. Młodzieżowiec uderzył z pierwszej piłki i zdobył bramkę. Jednak chorągiewka sędziego liniowego ponownie powędrowała w górę. Sytuacja ta była sprawdzana długo na VAR-ze, ale ostatecznie gol został uznany. Potem przyjezdni nie mieli już dobrych okazji. Takie okazje mieli za to podopieczni Waldemara Fornalika. W końcówce Piast miał trzy stuprocentowe okazje, lecz żadnej nie wykorzystał.

Nie martwiło to raczej kibiców, bo i tak trzy punkty zostały w Gliwicach. Piast liczył na potknięcie Lechii, ale jak się potem okazało, gdańszczanie wygrali swoje spotkanie. Tak więc drużyna z Gliwic nadal traci do czwartego miejsca pięć punktów.

Flavio w “klubie 100”

Lechia Gdańsk 2:0 Warta Poznań

Trener Szulczek przed meczem mówił, że Warcie do utrzymania brakuje tylko jednego zwycięstwa. Zieloni chcieli to zwycięstwo wywalczyć w Gdańsku. Lecz musieli mieć świadomość, że nie będzie to łatwe zadanie, bo Lechia u siebie przegrała tylko jedno spotkanie.

Gospodarze rozpoczęli ten mecz w najlepszy możliwy sposób. Już w 5. minucie gry Flavio Paixao otworzył wynik spotkania. Lechia chciała szybko pójść za ciosem. Okazja na drugiego gola nadarzyła się w 17. minucie. Michał Kopczyński przewrócił, we własnym polu karnym, Bassekou Diabate. Sędzia Bartosz Frankowski długo oglądał powtórki, ale w końcu wskazał na “wapno”. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Paixao. Portugalczyk pewnie wykorzystał “jedenastkę”. Była to jego setna bramka w Ekstraklasie. Flavio tym samym został pierwszym obcokrajowcem , który ma na swoim koncie 100 bramek w Ekstraklasie. Znakomitą okazję na trzeciego gola Lechia miała w 21. minucie Maciej Gajos zagrał do, będącego na siódmym metrze przed bramką, Diabate. Jednak Malijczyk uderzył wprost w Jędrzeja Grobelnego. Potem to goście zaczęli atakować.

W 33. minucie Zieloni byli bardzo blisko gola kontaktowego. Najpierw strzał Franka Castanedy zablokował Jakub Kałuziński, a po chwili piłkę z linii bramkowej wybijał Mario Maloca. Trzy minuty później fatalny błąd popełnił Dusan Kuciak. Bramkarz Lechii tak długo zwlekał z wybiciem piłki, że mało brakowało, a przejąłby ją Jayson Papeau. Nie przejął jej Paepau, ale przejął Castaneda. Strzał Kolumbijczyka zablokował Michał Nalepa. Gdyby nie interwencja obrońcy, piłka wpadłaby do bramki.

W drugiej bez zmian

O drugiej połowie nie ma co pisać. Dosłownie. Nie działo się nic. Żaden z zespołów nie zdołał nawet oddać celnego strzału. Tak więc Lechia wygrała kolejny mecz i przybliżyła się do czwartego miejsca. Swoją drogą wyczyn Flavio Paixao jest naprawdę godny pochwały. Portugalczyk dokonał tego jako 33 zawodnik w historii, a przecież przychodził do Ekstraklasy w 2014 roku w wieku 29 lat. Jeszcze raz wielkie brawa dla Portugalczyka.

https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1517957731998568448?s=20&t=xLU1jFEAEgsRgTywsA2SIw

Zwycięstwo z problemami

Raków Częstochowa 2:1 Górnik Łęczna

Lider podejmował u siebie przedostatniego w tabeli Górnika Łęczna. Mało kto wierzył, że beniaminek może cokolwiek ugrać w Częstochowie. Obie drużyny w minioną środę rozegrały awansem mecze 31. kolejki. Raków wygrał 2:1 w Szczecinie i wskoczył na fotel lidera. Zielono-Czarni przegrali 0:3 w Poznaniu z Lechem.

Raków od samego początku ruszył do ataku. Lecz w pierwszych minutach Górnik szczelnie się bronił. Goście czekali na kontry i stałe fragmenty gry. W 19. minucie zawodnicy Rakowa wybili piłkę po rzucie wolnym Górnika. W końcu trafiła do Marcela Wędrychowskiego. Młodzieżowiec miał trochę miejsca i zdecydował się na uderzenie z dystansu. Strzał był groźny, ale Vladan Kovacević sparował piłkę na rzut rożny. Trzy minuty później Raków miał dobrą okazję po błędzie zawodników Górnika. Ivi Lopez dośrodkował piłkę wprost na głowę Vladislavsa Gutkovskisa, ale Łotysz nie trafił nawet w bramkę.

Zielono-Czarni dobrze bronili się do 32. minuty. Wtedy to, Ivan Rundić dośrodkował w pole karne. Na dalszym słupku był Ivi Lopez. Ze strzałem głową Hiszpana poradził sobie Maciej Gostomski, ale bramkarz zamiast łapać odbił piłkę przed siebie i Lopez skutecznie dobił piłkę i otworzył wynik spotkania. W 40. minucie było już 2:0. Ivi Lopez bez problemów minął Wędrychowskiego i wystawił piłkę Giannisowi Papanikolaou, ale strzał Greka został zablokowany przez Janusza Gola. Jednak do piłki zdołał doskoczyć Tomas Petrasek, który zdobył bramkę z najbliższej odległości. Gospodarze chcieli pójść za ciosem i zamknąć mecz już w pierwszej połowie.  W 44. minucie, po niemałym zamieszaniu w “szesnastce” Górnika, Petrasek trafił w poprzeczkę. Zielono-Czarni w końcówce pierwszej połowy zostali zamknięci we własnym polu karnym i jakimś cudem schodzili do szatni przegrywając tylko 0:2.

Mogli strzelić, a stracili

Po przerwie gospodarze mieli kilka sytuacji, aby zdobyć trzecią bramkę i “zamknąć” to spotkanie. W 52. minucie tuż obok słupka uderzył Dean Sorescu, a w 67. minucie fantastycznej okazji nie wykorzystał Ivi Lopez. Zawodnicy Dumy Lubelszczyzny do 71. minuty prawie nie atakowali. Jednakże właśnie w 71. minucie zdobyli bramkę kontaktową. Damian Gąska znakomicie podał do wychodzącego na “czystą” pozycję Jasona Lokilo, który płaskim strzałem umieścił piłkę w bramce. Po strzeleniu gola Górnik zaczął atakować, ale najczęściej wrzutki wybijał Kovacević i ostatecznie trzy punkty zostały w Częstochowie.

***

To, że Raków wygrał nie powinno dziwić nikogo. Lecz styl w jakim wygrali może dziwić. Lider grając z drużyną ze strefy spadkowej powinien narzucić swój rytm i wysoko wygrać. Za to Raków wykorzystał dwa błędy gości, a potem nie forsował tempa. Może podopieczni Marka Papszuna oszczędzali siły na finał Pucharu Polski, ale to nie jest dobre usprawiedliwienie. Trzeba pochwalić Górnika, bo przez pierwsze trzydzieści minut i ostatnie dwadzieścia grał na prawdę solidnie. Jednak ponownie odezwały się stare demony. Zielono-Czarni, zwłaszcza pierwszego gola, mogli uniknąć. Górnik nie ustrzegł się błędów i dlatego nie wywiózł z Częstochowy chociażby punktu. Zespołowi trenera Prasoła zostały do rozegrania trzy mecze, czyli jeden mniej niż ich rywalom w walce o utrzymanie. Od Dumy Lubelszczyzny zależy już naprawdę mało. Górnicy, jeżeli marzą o utrzymaniu, muszą wygrać wszystkie mecze do końca sezonu i liczyć na słabe wyniki pozostałych rywali.

Pasy pną się do góry

Radomiak Radom 0:1 Cracovia

Radomiak, będący rewelacją jesieni, wiosną już nie przypomina tego zespołu sprzed kilku miesięcy. Radomianie po sześciu meczach bez zwycięstwa wypisują się z walki o 4. miejsce w ligowej tabeli. Pasy, będące pewne utrzymania, grają bez żadnej presji. Zwycięstwo nad Radomickiem umożliwiłoby Cracovii realną walkę o TOP 6.

Od samego początku spotkania tempo rozgrywania akcji nie powalało kibiców na kolana. Obie ekipy miały problem z konstruowaniem ataków. Brakowało płynności, która przełożyłaby się na atrakcyjność spotkania. W 24. minucie Cracovia wykorzystała jedną z nielicznych swoich sytuacji. W polu karnym przeciwnika doskonale odnalazł się Jakub Myszor, który wykorzystał zawahanie Dawida Abramowicza. Do końca pierwszej połowy żadna z drużyn nie zdołała poważnie zagrozić rywalom.

Po przerwie Radomiak był zespołem, który wykazał się większą inicjatywą gry. Jednak nie miało to żadnego przełożenia na wynik spotkania. Cracovia neutralizowała ataki gospodarzy w środkowej części boiska. Radomiak stwarzał najpoważniejsze zagrożenie pod bramką Lukasa Hrosso po stałych fragmentach gry. Najbliżej wyrównania gospodarze byli po strzale  Leandro. Jednak słupka odbiła się od słupka. W 85. minucie sędzia Damian Kos podyktował rzut karny dla Radomiaka, ale po konsultacji z wozem VAR uznał, że Jo Santos nie był faulowany. Na trybuny odesłany został Dariusz Banasik po otrzymaniu drugiej żółtej kartki za dyskusje.

Cracovia, mimo że w meczu nie zaprezentowała całego potencjału, zdołała wywieźć z Radomia komplet punktów. Po zdobyciu bramki dali grać Radomiakowi, który nie miał pomysłu na sforsowanie obrony Pasów.

Dariusz Banasik zwolniony

W poniedziałek media klubowe Radomiaka podały, że klub rozwiązuje umowę z trenerem Dariuszem Banasikiem. Dla 48-latka był to 4. sezon pracy w Radomiu. W ciągu tych lat wprowadził Radomiaka do pierwszej ligi oraz Ekstraklasy. Decyzja podjęta przez władze klubu dla większości osób jest niezrozumiała, a Dariusz Banasik stał się zakładnikiem dobrych wyników osiąganych jesienią. W oświadczeniu wydanym przez media klubowe Dariusz Banasik mówi, że niewykluczone jest, że pozostanie w klubie w zupełnie innej roli. Nowym trenerem został Mariusz Lewandowski, który do grudnia poprzedniego roku prowadził Termalikę.

Górnicy w końcu skuteczni

Zagłębie Lubin 2:4 Górnik Zabrze

Miedziowi mają nóż na gardle. Konkurencja ze strefy spadkowej nie odpuszcza, dlatego Zagłębie nie może pozwolić sobie na kolejne straty punktowe. W piątkowy wieczór stało przed nimi trudne zadanie. Gospodarze podejmowali Górnika, który w ostatnich meczach stwarza sobie wiele sytuacji bramkowych. Jedyną pocieszającą wiadomością dla Miedziowych było to, że kreowanie wielu okazji przez zabrzan nie przemienia się w strzelane gole.

Górnicy chcieli udowodnić, że problemy z nieskutecznością mają już za sobą. Po jedenastu minutach goście prowadzili. Na listę strzelców wpisał się Krzysztof Kubica, po strzale głową oraz Dariusz Pawłowski, który w drugiej minucie asystował Kubicy, tym razem sam trafił do bramki Dominika Hładuna po rzucie rożnym. Miedziowi natychmiastowo zostali sprowadzeni na ziemię. Górnik nie zwalniał tempa i chwilę później Damian Cholewiak mógł wyprowadzić swój zespół na trzybramkowe prowadzenie, ale dobrą interwencją popisał się Dominik Hładun. W 26. minucie gospodarzy do tlenu podłączył gol Filipa Starzyńskiego, który indywidualną szarżą zapewnił bramkę kontaktową.  Mimo to Górnicy wydawali się mieć wszystko pod kontrolą.

***

Tak jak goście rozpoczęli mecz, tak też zaczęli drugą odsłonę gry. Po zaledwie siedmiu minutach po zmianie stron przyjezdni podwyższyli wynik na 1:4. Kolejnymi strzelcami zostali Piotr Krawczyk oraz Bartosz Nowak.  Miedziowych było jedynie stać na bramkę z rzutu karnego po tym, jak Krzysztof Kubica zagrał piłkę ręką w polu karnym. Patryk Szysz pewnie pokonał Grzegorza Sandomierskiego. Do końca spotkania Górnik był pewny swego. Mając korzystny wynik, skupili się na zorganizowanej grze w obronie. Miedziowi w drugiej połowie stworzyli 16 sytuacji bramkowych, ale oddali tylko 2 strzały celne.

Górnik w końcu zamienił tworzone sytuacje na gole. Dzięki temu będą walczyć o pierwszą ósemkę w ligowej tabeli. Na pochwałę zasłużył Dariusz Pawłowski, który zanotował w meczu bramkę i dwie asysty. Za to Zagłębie czeka trudny miesiąc. Nad strefą spadkową mają tylko dwa punkty przewagi. Dodatkowo terminarz nie jest dla nich korzystny. Spotkania przeciwko Lechii, Rakowowi i Lechowi nie napawają optymizmem w Lubinie.

Niespodziewany początek

Lech Poznań 3:1 Stal Mielec

Lech zdaje sobie sprawę, że komplet zwycięstw do końca sezonu nie pozwoli im na zdobycie mistrzostwa Polski. Dlatego muszą wywierać presję na Rakowie. W niedzielne południe poznaniacy wyszli jako pierwsi na murawę. Wygrana nad słabo spisującą się Stalą (8 meczów bez wygranej) była obowiązkiem, aby postawić częstochowian pod ścianą, którzy rozpoczynali mecz po spotkaniu Lecha.

Niespodziewanie już w 2. minucie Stal objęła prowadzenie po golu Dominika Steczyka, który wykorzystał bierność w obronie Lechitów.  Kolejorz po chwilowej drzemce powrócił na właściwe tory. Coraz więcej zagrożenia stwarzali pod bramką gości. W 12. minucie niepilnowany Joao Amaral oddał strzał z 15. metra, nie dając żadnych szans na obronę Rafałowi Strączkowi, ponieważ piłka poszła jeszcze po rykoszecie od jednego z obrońców Stali. Lech nie zwalniał tempa. Dla nich liczyły się tylko trzy punkty. W 31. minucie Mikael Ishak obrócił się z piłką w polu karnym i strzelił pewnie na bramkę gości. Jednak na pochwałę zasłużył Antonio Milic, który popisał się doskonałym otwierającym podaniem w tej akcji bramkowej.

***

Po przerwie poznaniacy nie odpuszczali. W 49. minucie Mateusz Żyro niefortunnie przeciął wysoko lecącą piłkę i posłał ją do własnej siatki. Gospodarzom będącym na dwubrakowym prowadzeniu nic nie mogło zagrozić. Mielczanie próbowali coś zdziałać za pośrednictwem stałych fragmentów gry. Po jednym z rzutów rożnych Oskar Zawada trafił do bramki, ale arbiter Daniel Stefański po analizie VAR dopatrzył się faulu strzelca gola na zawodniku Lecha. Do końca meczu to gospodarze mieli więcej sytuacji niż przeciwnicy. Bliski wpisania się na listę strzelców był Michał Skóraś, który uderzył w poprzeczkę.

Stal pozostaje najsłabiej punktującą drużyną w tym roku kalendarzowym. To sprawia, że mielczanie mogą mieć problem z utrzymaniem. Natomiast Lech po zwycięstwie Rakowa wciąż ma równą liczbę punktów z częstochowianami. Gorszy bilans meczów bezpośrednich sprawia, że plasują się na drugiej pozycji. Teraz Kolejorza czeka przerwa od ekstraklasowych zmagań. Już 2 maja powalczą w meczu z Rakowem o Puchar Polski.

Gra w osłabieniu nie przeszkodziła Portowcom

Pogoń Szczecin 3:1 Legia Warszawa

W minioną środę Portowcy przegrali kluczowe spotkanie z Rakowem Częstochowa. Porażka z bezpośrednim konkurentem w walce o mistrzostwo Polski postawiło Pogoń w złej sytuacji. Jednak meczu z Legią nie mogli sobie odpuścić, aby dać sobie jeszcze cień nadziei, jednocześnie licząc na potknięcia Lecha i Rakowa, którzy w tej kolejce potwierdzili role faworytów. Natomiast Legia potrzebowała jeszcze jednego zwycięstwa, aby być spokojną utrzymania bez nerwowego spoglądania się za siebie w ostatnich kolejkach.

Pogoń od początku spotkania chciała wywierać presję na przeciwnika. Natomiast Legia nie chciała na to pozwolić, także próbując przenieść ciężar gry na stronę przeciwnika. W 26. minucie Pogoń sforsowała obronę Legii po rzucie rożnym. Golkiper gości źle  odbił piłkę, którą strzałem głową zaatakował Luka Zahovic. Futbolówka  po rykoszecie od Mateusza Wieteski wpadła do siatki. Legia nie zamierzała się poddać. Próbowała wciąż tworzyć zagrożenie w okolicach pola karnego Portowców. W 38. minucie warszawianie odpowiedzieli także po rzucie rożnym. Po tym stałym fragmencie gry  przyjezdni otrzymali prezent od Damiana Dąbrowskiego. 29-latek nie wiedział, jak ma się ustawić do nadlatującej piłki i niefortunnie klatką piersiową zaliczył bramkę samobójczą. Spotkanie w pierwszej odsłonie było dość wyrównane. Nie brakowało zagrożeń pod obiema bramkami, ale gole padły po ewidentnych błędach zawodników, a nie po płynnie rozegranych akcjach.

***

W drugą połowę intensywniej weszli gracze Legii. Maciej Rosołek obił słupek, a Paweł Wszołek przechwycił piłkę od Benedikta Zecha. Austriak  próbował ratować sytuację i sfaulował Legionistę. Arbiter Szymon Marciniak po analizie VAR zmienił decyzję ukarania piłkarza z żółtej kartki na czerwoną. Legia, grająca w przewadze, myślała, że mecz sam się wygra. Jednak Pogoń, widząc poczynania przyjezdnych, śmielej zaczęła gościć w polu bramkowym rywala. Przyniosło to oczekiwany efekt w 63. minucie, kiedy Luka Zahović wpisał się po raz drugi na listę strzelców, wykorzystując błąd defensywy Legii. Od tego momentu Portowcy sumiennie pracowali w obronie, nie pozwalając przyjezdnym rozwinąć skrzydeł. 5 minut później Pogoń zaatakowała z kontrataku i podwyższyła prowadzenie po strzale z dystansu oddanego przez Kamila Grosickiego.

https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1518281505566597121?s=20&t=v6V-oVFKSWoiEQpWCDCLSQ

Legia nie wykorzystała gry w przewadze. Liczyła, że Pogoń zwiesi broń. Jednak tak się nie stało. Pogoń wykazała się ogromną wolą walki i determinacją, dzięki czemu wciąż mogą marzyć o mistrzostwie Polski.

Następna kolejka

GospodarzeGoście
Warta PoznańPiast Gliwice
Górnik ZabrzeRadomiak Radom
Jagiellonia BiałystokŚląsk Wrocław
Zagłębie LubinLechia Gdańsk
Stal MielecLegia Warszawa
Bruk-Bet Termalica NiecieczaWisła Płock
CracoviaWisła Kraków

*Mecze: Lech Poznań – Górnik Łęczna i Pogoń Szczecin – Raków Częstochowa, zostały zagrane awansem.

Mecz kolejki: Cracovia – Wisła Kraków

Derby Krakowa. Bardzo ważne dla Białej Gwiazdy. Jeżeli podopieczni Jerzego Brzęczka marzą o utrzymaniu, muszą wygrać derby.

 

Autorzy:

Mateusz Bartoszek

Mateusz Adamczyk

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Minął weekend