Obserwuj nas

Rozgrywki

Warta podbiła Serce Łodzi [relacja ze stadionu]

Warta zainkasowała kolejny komplet punktów. Po rozbiciu Korony Zieloni znaleźli sposób na kolejnego beniaminka, tym razem na Widzew. Poznaniacy wygrali w Sercu Łodzi 2:0.

W Sercu Łodzi dzieci – dzisiaj po raz trzeci

Do tego spotkania obie ekipy przystępowały w dobrych nastrojach. W poprzedniej kolejce Widzewiacy dwukrotnie gonili Legię, ostatecznie doprowadzając do remisu. Natomiast Warta odniosła efektowne zwycięstwo nad będącą w nie najgorszej formie Koroną Kielce, zwyciężając 5:1. Po takiej wygranej Zieloni pewni swego przyjechali po komplet punktów do Serca Łodzi:

Warta w ostatnim czasie zrobiła znaczący postęp w grze w ataku pozycyjnym. To dobrze ułożony taktycznie zespół – mówił Janusz Niedźwiedź.

Na przedmeczowej konferencji  poinformowano, że w spotkaniu przeciwko Zielonym nie wystąpi Jordi Sanchez. Janusz Niedźwiedź zapewniał zgromadzonych dziennikarzy, że wszystko jest pod kontrolą. Obrońca Widzewa Mateusz Żyro przekonywał, że wewnątrz drużyny panuje wzajemna solidarność:

Jesteśmy razem, jesteśmy drużyną. Gdy ktoś ma jakikolwiek problem, może tu liczyć na każdego.

W szeregach Widzewiaków  w sobotę Serafin Szota świętował swoje urodziny, o czym przed spotkaniem spiker poinformował zgromadzonych kibiców.  Wśród nich było ponad 2000 tysiące dzieci, które miały okazję śledzić spotkanie z bliska w ramach akcji: W Sercu Łodzi dzieci – dzisiaj po raz trzeci.

Fot. Watch-Esa

Dla każdej ekipy z Ekstraklasy przyjazd do Serca Łodzi jest czymś wyjątkowym. Nie inaczej było dla trenera Warty, co sam podkreślał przed spotkaniem:

Nastroje są bojowe, pozytywne. Zawsze jesteśmy nakręceni do tego, żeby zagrać dobry mecz, niezależnie od tego, czy gramy na wyjeździe, czy u siebie. Teraz dochodzi do tego atmosfera, która jest na stadionie Widzewa. To dodatkowa nagroda za to, co robimy na co dzień, za to, że potrafimy w tej Ekstraklasie funkcjonować, zdobywać punkty. Mimo całej tej otoczki, nasze nastawienie się nie zmienia: zawsze podchodzimy na sto procent do swoich obowiązków. Takie podejście cechuje piłkarzy i sztab Warty Poznań.

Dawid Szulczek podszedł do tego spotkania w myśl zasady: zwycięskiego składu się nie zmienia, posyłając do boju tę samą jedenastkę, co przeciwko Koronie. W szeregach Widzewa nie wystąpił Jordi Sanchez, Juliusz Letniowski, Mato Milos. Ich miejsce zajęli Kristoffer Hansen, Łukasz Zjawiński oraz Dominik Kun.

Wsparcie ze Słowacji

Warta rozpoczęła spotkanie od wyjścia wysokim pressingiem. Takie zachowanie piłkarzy gości niewątpliwie wywierało presję na Widzewiakach. W defensywie łodzian  można było dostrzec nerwowość, z jaką wymieniali między sobą podania. Nie było to tak łatwe. Wielokrotnie sympatycy miejscowych musieli wstrzymać oddech, kiedy piłka wędrowała do Henricha Ravasa, a ten pod presją przeciwnika musiał ratować się perfekcyjnymi podaniami do kolegów zespołu, chociaż takie nie zdarzały się zawsze. Słowackiego bramkarza wspierała grupa słowackich kibiców, która przybyła na to spotkanie z rodzinnego miasta Ravasa.

Jednak dość szybko ofensywna wersja gości mogła zostać skarcona. Szybka akcja Widzewa w 4. minucie  wyprowadzona początkowo przez Andrejsa Ciganiksa z lewego sektora boiska pozwoliła gospodarzom wywalczyć rzut wolny tuż przed polem karnym Warty. Do wykonania  stałego fragmentu podszedł Pawłowski, który uderzył w poprzeczkę.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1632022017082785795?s=20

Uznany gol po weryfikacji VAR

To nie zniechęciło Zielonych do zrezygnowania z wysokiego pressingu. W 12. minucie przyjezdni wywalczyli rzut rożny, po którym objęli prowadzenie. Zjawiński wybił futbolówkę przed pole karne, a tam z pierwszej  piłki zagrał Konrad Matuszewski do Adama Zrelaka. Słowak nie miał problemu z pokonaniem swojego rodaka. Kibice Widzewa nerwowo wyczekiwali podjęcia ostatecznej decyzji przez sędziego. Arbiter Łukasz Kuźma czekał na komunikat o potencjalnym spalonym. Finalnie na wozie VAR uznano gola.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1632024757158780928?s=20

Widzew utrzymywał się długo przy piłce, ale często to było przegrywanie futbolówki z jednej strony boiska na drugą. Łodzianie próbowali przyspieszać za pomocą swoich skrzydeł. Często podania wymieniali ze sobą Kun z Ciganiksem, a po drugiej stronie akcje napędzał duet  Terpiłowski z Pawłowskim. Warto zaznaczyć, że obrońca Mateusz Żyro podłączał się lewym skrzydłem do ataków ofensywnych. Przed stratą pierwszego gola defensor Widzewa był bliski zdobycia bramki po strzale z dystansu.

Warta doskonale zawężała przestrzeń, przez co Widzew miał mało miejsca w rozegraniu. Dodatkowo częściej zgarniali drugie piłki. W pierwszej odsłonie poznaniacy także mieli swoje momenty przy piłce, ale po zmianie stron ewidentnie oddali losy spotkania w ręce gospodarzy.

Lepszy Hansen z ławki niż z pierwszej jedenastki

Po upływie 30 sekund drugiej części gry Widzew mógł już remisować. Pawłowski dograł w pole karne do dobrze wbiegającego Hansena, ale Norweg uderzył ponad poprzeczką. 10 minut później w podobny sposób okazję zmarnował Terpiłowski. Kristoffer wystąpił przeciętnie. W ostatnich spotkaniach to jego wejścia z ławki rezerwowych przynosiły zdobycze bramkowe na wagę cennych punktów.

W sobotnie popołudnie Hansen nie wykorzystał nielicznych szans. Zdarzały mu się momenty, kiedy to on dośrodkowywał piłkę w pole karne, ale podanie te nie znajdowały adresatów. Jednak Norweg nie był odosobnionym przypadkiem w swoim zespole pod względem tego aspektu gry. Jeszcze nie tak dawno Hansen przymierzany do wypożyczenia stał się ważnym ogniwem zespołu Niedźwiedzia. Z pewnością w kolejnym spotkaniu będzie chciał się poprawić.

Skarceni

RTS się nie poddawał i zuchwale dążył do odrobienia straty. Jednak razili dużą nieskutecznością. Zwrócił na to uwagę trener miejscowych na pomeczowej konferencji:

Do drugiej połowy zespół podszedł bardzo dobrze nastawiony, grał odważnie i ofensywnie. To wszystko przynosiło efekt w postaci takiej, że zepchnęliśmy przeciwnika i wtedy mieliśmy swój najlepszy moment. Mieliśmy dwie sytuacje bramkowe, ale nadszedł jeden wypad Warty i fantastyczny gol Żurawskiego na 2:0.

Jak wspomina szkoleniowiec w 65. minucie Maciej Żurawski świetnie opanował futbolówkę i oddał mocny strzał, z którego obroną Ravas sobie nie poradził. W tej sytuacji fatalny błąd popełnił Juliusz Letniowski, który dwie minuty wcześniej pojawił się na murawie za Terpiłowskiego.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1632041857201979392?s=20

Ten gol spuścił nieco powietrza z piłkarzy gospodarzy. Nie atakowali już z takim animuszem. W ostatnich 10 minutach spotkania trochę energii odzyskali, ale było to za mało, aby doprowadzić do wyrównania.

Podopieczni Dawida Szulczka wybili wszystkie argumenty Widzewiakom. Powrócili do swojej skutecznej gry w defensywie z połączeniem odpowiedzialnego poruszania się na połowie przeciwnika, kiedy nie posiadają piłki. Choć bywały momenty, kiedy to losy spotkania mogły się odmienić:

Wydaje mi się, że w drugiej połowie popełniliśmy za dużo błędów, trudniej przekazywało się instrukcje. Widzew wyżej wyrzucił Stępińskiego, bliżej było do gry na czwórkę z tyłu niż na trójkę. Mieliśmy drobne problemy w obronie, do czego nie przywykliśmy, ale w naszym polu karnym Widzew był nieskuteczny. Wygraliśmy jednak nie tylko dlatego, że gospodarze nie wykorzystali sytuacji, ale także byliśmy konkretni pod polem karnym. Cieszymy się z tego, że drugi raz z rzędu punktujemy za trzy – podkreślał Dawid Szulczek.

https://twitter.com/WartaPoznan/status/1632120458035318787?s=20

Kolejnych punktów będą szukać w Płocku

Widzew mając niewiele przestrzeni za bardzo kombinował. Zwłaszcza było to widoczne w ostatniej fazie spotkania, kiedy to łodzianie chcieli wejść z piłką do bramki. Często decydowali się o jedno podanie za dużo, zamiast próbować zaskoczyć przeciwnika po strzale z dystansu. To nieco wprowadziłoby różnorodności w kreowaniu akcji ofensywnych, przez co obrońcy Warty musieliby się bardziej wysilić.

Wśród Widzewiaków najbardziej wyróżniał się Pawłowski. Aktywnie grał z przodu, szukał kolegów z zespołu. Próbował akcji jeden na jeden, ale także dośrodkowywał z bocznego sektora. Zabrakło strzałów z dystansu, a przede wszystkim tego, co jest najbardziej wymierne, czyli bramek i asyst.

Łodzianie nie oddali ani jednego celnego strzału. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce 4 września także przeciwko zespołowi z Poznania. Wtedy przy Bułgarskiej Widzew nie był w stanie trafić w światło bramki Kolejorza. Warta dzięki wyrachowanej grze udanie rewanżuje się za sierpniową przegraną w ostatnich minutach na własnym terenie

Zieloni już w środę pojadą do Płocka na rozegranie zaległego meczu z Wisłą Płock. W tym samym kierunku w kolejnej kolejce udadzą się także łodzianie. Nafciarze przegrali wszystkie tegoroczne spotkania, dlatego mecze przeciwko dobrze grającemu Widzewowi i Warcie nie będą łatwą okazją dla płocczan do przełamania fatalnej passy.

1 Comment

1 Comment

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Rozgrywki