Obserwuj nas

Ekstraklasa

Jedna „Gliwicka wygrana”, wiosny nie czyni, czyli Legia Warszawa wraca na dobry tor [KOMENTARZ ZE STADIONU]

„Auf Wiedersehen”, „Panie Jacku, dziękujemy. Już wystarczy” tak Żyleta przywitała Legię Warszawa na swoim stadionie. Odpowiedź piłkarzy? Najlepsza z możliwych. Zespół z Warszawy pewnie pokonał Piasta Gliwice Aleksandara Vukovicia 3:1 i zbliżył się na trzy oczka do Lecha Poznań oraz okupującego trzecie miejsce Rakowa Częstochowa. Jednak mówienie tu o walce o mistrzostwo Polski to bardzo daleko idąca myśl. Czy Legia Warszawa faktycznie gładko „przejechała się” po gościach z Gliwic? Czy Aleksandar Vuković ma czego żałować po niedzielnym spotkaniu na Łazienkowskiej? Jaki jest „lek” na grę Legii Warszawa po przerwie na kadrę? Zapraszam na „Komentarz ze stadionu”. 

Piękne gole i skuteczność

Wow. To najkrótsze słowo i najbardziej treściwie, jeśli chodzi o gole strzelone przez Legię Warszawa w niedzielny wieczór w meczu z Piastem Gliwice. Kibice na pewno nie żałowali pieniędzy wydanych na bilet, mimo tego że atmosfera wokół klubu nie należy do najlepszych. Zresztą trzeba powiedzieć sobie otwarcie, że bramka ze stałego fragmentu gry to rzadkość w wykonaniu Legii Warszawa, zwłaszcza jeśli chodzi o rzuty rożne. Nie o rzut rożny tym razem chodziło. Rzut  wolny w okolicach dwudziestego czwartego metra i Josue… Portugalczyk popisał się wspaniałym uderzeniem, które z pewnością zostanie wybrane golem kolejki w głosowaniu kibiców. Frantisek Plach nie miał najmniejszych szans, aby obronić uderzenie kapitana Legii Warszawa. Oprócz pięknego strzału mogliśmy ujrzeć też wymowną cieszynkę Josue w stronę trybuny, na której zasiadają najważniejsi przedstawiciele klubu oraz dziennikarze. Portugalczyk uciszył trybunę oraz pokazał klasyczne „bla, bla, bla”. Czy to było właściwe zachowanie?

Wiadomo nie od dziś, że Portugalczyk słynie z ostrego charakteru. Czy dobrze, że wykonał taki gest? Może tak, może nie, czas pokaże. Jednak miał prawo to zrobić, gdy niektórzy dziennikarze na siłę próbują przedstawić rzeczywistość taką, jaka nie jest. Moim zdaniem na pewno nie poprawił sobie tym pozycji negocjacyjnej u dyrektora Jacka Zielińskiego.

***

Dużo było krytycznych opinii o Marcu Gualu, który oprócz w meczach z Ruchem Chorzów, zawsze zawodził swoją skutecznością. Jednak w niedzielny wieczór pokazał wersję, jaką znaliśmy z Jagiellonii Białystok. Zawodnika, który nie tylko jest skuteczny pod bramką rywala, ale również stanowi zawsze opcję do zagrania piłki przy budowaniu akcji ofensywnych. Pierwszą bramkę można by śmiało pokazywać młodym napastnikom jak powinno się kończyć akcję, ale i również, aby nie bać się wejścia w drybling z obrońcami. Gual niewinnym wymachem zdołał zwieść jednego z najlepszych obrońców naszej ligi – Ariela Mosóra. No właśnie, drybling, który nie był wybitnie piękny, ale za to bardzo skuteczny, a tego brakowało u hiszpańskiego napastnika – S K U T E C Z N O Ś C I.

***

Kolejna bramka Guala to coś, czego Legii Warszawa zabrakło w ostatnich kolejkach. Wykorzystywanie prezentów otrzymywanych przez rywala. W ostatnich tygodniach to zespół z Warszawy wcielał się w rolę obdarowującego, a nie otrzymującego. Tym razem karygodny błąd w rozegraniu piłki na własnej połowie Jakuba Czerwińskiego, wykorzystał ponownie Marc Gual. Ponownie w bardzo prosty sposób przeprowadził rajd na kilkadziesiąt metrów, a w końcowej fazie, jak za pierwszym razem, oszukał „na zamach” Arkadiusza Pyrkę. Zwód ten staje się bezwzględnie znakiem firmowym Hiszpana. Bardzo dobrze patrzy się na Guala, gdy jest on ustawiony w centralnej części boiska i w żaden sposób nie jest ograniczony w grze poprzez linię boczną.

 

Panika w końcówce

Większość akcji, która zagroziła bramce Legii Warszawa wynikała tylko i wyłącznie ze stałych fragmentów gry. Zazwyczaj był to daleko wyrzucony aut w pole karne przez Ariela Mosóra. Jednak dzięki chociażby Tomasowi Pekhartowi, Legii udawało się skutecznie pacyfikować ataki Piasta Gliwice. Trzeba powiedzieć otwarcie, że żaden z zawodników gości nie potrafił żadnym podaniem otwierającym przełamać obrony Legii Warszawa. Ani Tomasiewicz, ani Chrapek, nie wykazali się ponadprzeciętną kreatywnością w rozgrywaniu piłki, a największe zagrożenie stworzył Fabian Piasecki. Były napastnik Rakowa Częstochowa oraz specjalista od przewrotek, wykorzystał świetną lagę Kostadinova oraz błąd Dominika Hładuna i wpakował z łatwością piłkę do bramki. Ogromny wielbłąd byłego bramkarza Zagłębia Lubin. Brak decyzji o wyjściu do piłki i niepotrzebna nerwówka.

Na pół godziny przed końcem spotkania, gdy Legia Warszawa w pełni kontrolowała mecz i mogła sobie pozwolić na co tylko chciała na boisku… Paweł Wszołek postanowił wspomóc przyjezdnych z Gliwic i bezsensownym wejściem w rywala osłabił swój zespół. Zupełnie niepotrzebne zachowanie reprezentanta Polski. I przez to w warszawski zespół wdała się panika oraz zakłopotanie, gdy Piast Gliwice rozgrywał piłkę po obwodzie pola karnego wicemistrza Polski. Dodatkowo dwukrotnie podopieczni Aleksandara Vukovicia obijali poprzeczkę bramki Dominika Hładuna. Nie było specjalnej filozofii w grze zespołu gości. Rozciągnięcie gry do skrzydła i liczenie na to, że Fabian Piasecki zrobi „coś z niczego”. Trzeba również powiedzieć, że Legia Warszawa dość umiejętnie przesuwała się całym zespołem w obronie, uniemożliwiając tym samym zagranie prostopadłego podania przeszywającego linię defensywną klubu z Warszawy.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1769425010442006777

 

Antidotum? Przerwa na kadrę

Legia Warszawa choć ostatecznie zdobyła komplet punktów i pokonała Piasta Gliwice, to nastrój kibicowski jest nieco inny niż zazwyczaj. Tak jak wspomniałem w tytule przerabiając nieco słynne polskie przysłowie – „Jedna jaskółka, wiosny nie czyni”. Zarówno trener Kosta Runjaić, jak i zawodnicy muszą zrozumieć, że jedno zwycięstwo z Piastem Gliwice nie wystarczy, aby odbudować formę sportową i kontakt z kibicami. Najlepszy sposób na wejście Legii Warszawa na odpowiedni poziom? Zdecydowanie przerwa na kadrę.

Zwycięstwo z Piastem Gliwice jest idealne, aby postawić podwaliny pod walkę o udział w europejskich pucharach. Nie ma co ukrywać, ale patrząc na kalendarz oraz formę rywali, próżno szukać w tym sezonie mistrzostwa Polski w Warszawie. Europejskie puchary są obowiązkiem. chociażby ze względu na finanse. Wcześniej należy jednak wykorzystać należycie prawie dwa tygodnie z zespołem. Co uważam, że Kosta Runjaić powinien zmienić?

***

Zgadzam się z trenerem, że kadra jest dość wąska, lecz nie szedłbym w kierunku takiego myślenia, pod względem ewentualnych roszad. Moim zdaniem głównym antidotum na grę Legii Warszawa byłaby zmiana ustawienia. Zespół Kosty Runjaicia na spokojnie mógłby z 1-4-2-3-1, przechodzić płynnie do gry 1-3-5-2 w ataku. Skąd ta zmiana? Z tego, że już wszyscy w lidze doskonale wiedzą jak gra drużyna prowadzona przez niemieckiego szkoleniowca. Piłka do środka do Josue -> podanie do Pawła Wszołka -> dośrodkowanie w pole karne. Gdy tylko Runjaić zdecydował się na postawienie, chociażby Marca Guala bliżej centralnej części boiska, akcje ofensywne wyglądały nieco inaczej. Portugalski pomocnik również zaczął grać bliżej centrum, dzięki temu w swojej grze nie ograniczała go linia boczna boiska.

***

Problem polega na tym, że niemiecki szkoleniowiec nie lubi zmieniać kwestii taktycznych w zespole. Lubi za to bardzo rotować linią obrony, przez co zawodnicy nie mogą na dłużej pozostać w nominalnym ustawieniu i zgrywać się ze sobą. Czy nie idealna na takie rozwiązania jest przerwa na kadrę? Skoro jeden system jest opanowany, to czemu nie spróbować nauczyć się innego? To nie jest jeszcze przegrany sezon. To sezon, w którym obowiązkiem Kosty Runjaicia jest zdobyć miejsce premiowane grą w europejskich pucharach. Jednak, jeśli uporczywie będzie się trzymał swoich racji i rozwiązań, władze Legii Warszawa mogą po zakończeniu ligi powiedzieć szybkie „auf wiedersehen”.

 

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Ekstraklasa