Obserwuj nas

Ekstraklasa

Duży oddech w Zabrzu [KOMENTARZ]

Po przerwie reprezentacyjnej Legia Warszawa na Śląsku złapała oddech. Oddech tak bardzo potrzebny w walce o miejsce premiowane grą w europejskich rozgrywkach. Czemu „tylko” rywalizacja o europejskie puchary, a nie o mistrzostwo? Trzeba powiedzieć otwarcie, że ze względu na terminarz, jak i grę zespołu, musiałby się stać prawdziwy wielkanocny cud, aby drużyna ze stolicy przywróciła mistrzostwo do Warszawy. Według opinii ekspertów spotkanie z Górnikiem Zabrze było najlepszym meczem Legii Warszawa w 2023 roku. Kto zrobił największe wrażenie po przerwie na reprezentację? Czy Kosta Runjaić odmienił zespół podczas pauzy? Zapraszam na krótki komentarz po poniedziałkowym spotkaniu.

 

Kolumbijski król środka pola

Nie ma co ukrywać, że największym problemem Legii Warszawa w rundzie wiosennej jest zastąpienie Bartosza Slisza – zawodnika uniwersalnego, który doskonale spajał linię defensywną z zawodnikami ofensywnymi. W lany poniedziałkowy wieczór Kosta Runjaić nie kombinował ze składem, a jedynym zaskoczeniem było wystawienie Yuriego Ribeiro na lewym wahadle. Portugalczyk pokazał w poprzednich spotkaniach, że swoją elektryką mógł na spokojnie dostarczyć prąd w domach połowy warszawiaków. Na „nowej” pozycji miał on mniej zadań defensywnych, dzięki czemu nie było aż tak nerwowo w szeregach obronnych jak zazwyczaj. Mimo to, zawodnik z Półwyspu Iberyjskiego dał o sobie znać, gdy w doskonały sposób w pierwszej połowie spartolił sytuację sam na sam z Bielicą. Nie ma żadnego usprawiedliwienia na to, że z tej akcji nie padła bramka.

Jednak całe show na Śląsku skradł Juergen Elitim. Kolumbijczyk był niemalże wszędzie. Prawie 12 km mówi samo za siebie. Dzięki Celhace, który bardziej zajmował się zadaniami defensywnymi, Elitim miał nieco więcej swobody na połowie rywala. Były zawodnik Watfordu popisał się piękną asystą w kierunku Tomasa Pekharta, który przerwał swoją fatalną serię strzelecką. Nie ma co tutaj dużo pisać. Po prostu było to książkowe zagranie w pole karne, idealnie między ostatniego obrońcę a bramkarza. Nic tylko pokazywać młodym adeptom futbolu. Kolumbijczyk zdecydowanie zrobił największe wrażenie po przerwie reprezentacyjnej. A i jeszcze jedno… Jeśli Celhaka ma pić w wolnym czasie wódkę i grać jak w Zabrzu, niech pije, ile chce, byleby utrzymywał solidny poziom.

Salse zatańczy solo, tancerz numer 28

Marc Gual złapał luz. Nareszcie. Wrócił do naszej ligi napastnik, który w koszulce zespołu z Białegostoku czarował swoimi ruchami na Podlasiu. W Zabrzu Hiszpan pozazdrościł Luquinhasowi i Ernestowi Muciemu, zabierając na karuzelę obrońców, prowadzonych przez Jana Urbana. Na pochwałę zasługuje fakt, że w końcu działania Guala przyniosły efekt. Nie były tylko efektowne, ale i efektywne. Nie raz napastnik Legii udowadniał, że potrafi radzić sobie z piłką przy nodze. Jednak w poniedziałkowy wieczór, zdecydowanie zrobił z nią pożytek.

Hiszpan zdecydowanie lepiej czuje się jako centralna postać, aniżeli druga „dziesiątka” w ustawieniu 3-4-3, kiedy to ma więcej zadań defensywnych. W Zabrzu wydawało się, jakoby coś przeskoczyło w głowie Guala. Oczywiście były sytuacje, gdy mógł zagrać piłkę tempo wcześniej do kolegów z zespołu. Jednak w ogólnym rozrachunku, zdobywał on teren i absorbował uwagę obrońców na swojej osobie, dzięki czemu z drugiej linii mógł wbiegać inny pomocnik lub napastnik.

Nakręcać się z meczu na mecz

Przed Legią Warszawa bardzo ważne spotkanie z Jagiellonią Białystok, w którym według bukmacherów to właśnie stołeczny zespół będzie faworytem. Jednak mecz ten nie będzie ważny w kontekście walki o mistrzostwo Polski, a w kontekście zbliżenia się do miejsca premiowanego grą w europejskich pucharach. Trener Adrian Siemieniec do Warszawy przyjedzie w doskonałym nastroju po rozbrojeniu ŁKS Łódź na ich terenie. Ewentualna porażka Legii tylko przybliży gości z Podlasia w kierunku upragnionego mistrzostwa Polski.

Co więc zrobić, aby uniknąć blamażu? Mam nadzieję, że spotkanie z Górnikiem Zabrze było pewnego rodzaju początkiem toczenia kuli śnieżnej. Czy Kosta Runjaić odmienił całkowicie zespół? Oczywiście, że nie. Jednak trzeba liczyć, że drużyna podniosła się mentalnie. I w tym momencie sezonu najważniejsza będzie głowa. Nawet zwycięstwami „przepchniętymi kolanem” w ostatniej minucie gry, trzeba budować pewność siebie oraz nakręcać z meczu na mecz. Potencjalna wygrana z Jagiellonią może dać kopa motywacyjnego na kolejne spotkanie, a efekt kuli śnieżnej  doprowadzić, nawet jeśli nie do mistrzostwa, to do gry w europejskich pucharach. Legia Warszawa nie może sobie pozwolić na kolejną dziurę w budżecie. Warszawski zespół złapał duży oddech, ale trzeba pamiętać, żeby nie zachłysnąć się zabrzańskim smogiem i z pokorą podejść do kolejnego meczu. To już nie jest ta sama Jagiellonia, co w poprzednim sezonie.

 

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Ekstraklasa