Ekstraklasa
Pokaz siły Rakowa, Śląsku- 1. Liga na wyciagnięcie ręki. Raków 3:0 Śląsk
-

Autor
Marcel Rogoziński

W 30. kolejce Ekstraklasy odbyło się spotkanie pomiędzy Rakowem Częstochowa a Śląskiem Wrocław. Był to mecz, w którym rezultat wiele znaczył zarówno w walce o mistrzostwo jednych, jak i w walce o potencjalne utrzymanie drugich. Ostatecznie Raków bardzo pewnie wygrał ze Śląskiem 3:0.
5 finałów, czyli sytuacja obu drużyn przed meczem
Kluby na zupełnie innych biegunach tabeli- Raków, będący w roli gospodarza meczu, który zajmuje 1. miejsce ex aequo z Lechem Poznań musi wygrać, żeby nie uniknąć ogromnych kłopotów na finiszu sezonu. Śląsk natomiast- cytując klasyka- „walczy o spadek”. Przed spotkaniem zajmował przedostatnie miejsce i miał 2 punkty straty do bezpiecznej strefy. Dla Wojskowych każdy punkt jest na wagę złota, jednak dla RKS-u każde mniejsze potknięcie może być błędem nie do wybronienia. Wiadomo było, że Medaliki będą chciały szybko wyjść na prowadzenie, strzelić jedną, dwie bramki i zamknąć mecz zanim zacznie się na dobre. Mogą sobie pozwolić na granie wyżej, wykorzystać możliwości ofensywne Tudora czy Mosóra, który po trzech meczach powrócił do pierwszego składu. Goście mogliby to wykorzystać, zaskoczyć Raków kontrą.
Śląsk gra ostatnio w kratkę. Po zaskakującej wygranej nad Lechem i Stalą, WKS w bardzo przeciętnym stylu zremisował z Motorem. Potem po ładnym zwycięstwie w Krakowie przegrał u siebie z GKS-em Katowice, po dwóch błędach w ustawieniu. Śląsk musiał po prostu zagrać w Częstochowie na 130%, tym bardziej, że za tydzień arcyważne derby Dolnego Śląska, które będą bezpośrednim meczem o utrzymanie w lidze.
1. połowa
Pierwszy kwadrans spotkania szczególnie nie zachwycił. Pierwszy strzał celny oddany w 9. minucie przez Samca-Talara ze spokojem złapał Kacper Trelowski. Kilka minut później pierwszą groźną okazję mieli gospodarze, bo po podaniu Kochergina w pole karne wpadł Braut Brunes. Jednak będąc pod presją Petkova, nie był w stanie oddać odpowiedniego strzału. W 19. minucie Raków odebrał piłkę na przedpolu rywala. Po pięknym rozegraniu akcji kolejną szansę miał Braut Brunes, lecz po jego strzale piłka odbiła się od obrońcy i wylądowała na poprzeczce.
(nie)spodziewany początek
Śląsk po raz kolejny w tym meczu nie poradził sobie z podstawowym rozegraniem na własnej połowie. Jego piłkarze gubili się, nie potrafili wyjść spod zgrabnego pressingu RKS-u. Jose Pozo nie angażował się w grę od własnej bramki. Nie wykorzystywał wolnej przestrzeni, którą dali mu Kochergin czy Jesus Diaz przez pomoc w pressingu. Tym właśnie sposobem Śląsk doprowadził do groźnej sytuacji dla przeciwników już po raz kolejny. Wywalczony wcześniej rzut rożny wykonywał Raków. Kochergin dośrodkował piłkę na dalszy słupek, gdzie stał zupełnie niepilnowany Ariel Mosór. Futbolówka spadła tuż na jego nogę. Szansa wykorzystana, co dało prowadzenie Medalikom. W 31. minucie długą piłkę zagrał Rafał Leszczyński. Ta dotarła do Arnau Ortiza, który wywalczył sobie trochę miejsca, wbiegł w pole karne i wbił piłkę do bramki. Radość nie trwała długo…
Raków zabija mecz
Po weryfikacji VAR sędzia Bartosz Frankowski anulował bramkę Ortiza. Chwilę później po kolejnym szeregu błędów w obronie Raków podwyższył na 2:0. Ivi Lopez wrzucił piłkę w pole karne, a tam znalazł się (po raz kolejny) absolutnie niekryty Jesus Diaz, który uderzył na bramkę. Śląsk znów miał problem z kontrolą półprzestrzeni, do której często zbiegał Braut Brunes i gdzie Raków swobodnie i często gra piłką. W 37. minucie rzut rożny mieli Wojskowi. Piłka najpierw została wybita z pola karnego i następnie przechwycona przez Jezierskiego. Ten znalazł moment na uderzenie na bramkę i interweniować musiał Trelowski. Kilkadziesiąt sekund później jesteśmy już po drugiej stronie boiska. Tam gubią się przy wybiciu piłki obrońcy gości i futbolówka trafia pod nogi Kochergina, który momentalnie uderza na bramkę, jednak przytomnie interweniował Leszczyński.
To by było na tyle emocji w tej części gry. Śląsk mimo swoich przebłysków w ataków nie potrafił wykorzystać żadnej okazji, nie umiał wykorzystać błędów w obronie Rakowa. Do przerwy gospodarze prowadzą 2:0.
2. Połowa
Dobry start Śląska
W drugą część gry lepiej weszli wrocławianie. Chwilę po jej rozpoczęciu Arnau Ortiz mocno uderzył, ale w środek bramki, więc pewnie odbił piłkę Trelowski. W 51. minucie Jose Pozo dograł w pole karne do Ortiza. Ten uderzył na bramkę, jednak znów bramkarz gospodarzy interweniował skutecznie po raz kolejny w tym meczu. Sędzia mimo wszystko odgwizdał spalonego w tej sytuacji. W 66. minucie przed kolejną dobrą okazją stanął Śląsk. Z prawej strony piłkę miał Tomasso Guercio. Płasko dośrodkował w pole karne, w kierunku Pozo, który znalazł sobie trochę miejsca na wrzutkę. W okolicy piątego metra stał Assad Al-Hamlawi, który ładnie się wybił i uderzył futbolówkę głową, jednak ta wylądowała tylko na poprzeczce.
Raków wbija gwóźdź do trumny
W 71. minucie z akcją wyszedł Raków. Gustav Berggren dograł na prawą stronę do Frana Tudora. Ten z pierwszej piłki wrzucił w pole karne. Gdy wszyscy myśleli, że Leszczyński ze spokojem pozbędzie się zagrożenia i złapie futbolówkę, ten po prostu ją wypuścił, co wykorzystał Braut Brunes, uderzając na pustą bramkę. Medaliki wygrywają już 3:0. Szybko próbował zareagować WKS, ale kolejny strzał głową Al-Hamlawiego był minimalnie niecelny. Tym sposobem Raków Częstochowa wygrywa 3:0 ze Śląskiem Wrocław i umacnia się na pozycji lidera, a gości pozostawia w dużych tarapatach.
Jak nie grać w obronie? Śląsk pokazuje!
Mecz Śląska z Rakowem to kolejny pokaz tragikomedii Rafała Leszczyńskiego i spółki. Niedokładność, presja, chaotyczność- to tylko jedno z wielu określeń, jakie nasuwają się po obejrzeniu ostatnich dwóch spotkań w wykonaniu obrony Śląska. O tym co tam się dzieje można napisać osobny artykuł. No, bo jaka drużyna tak bardzo lekceważy zawodników stojących na dalszym słupku? Zobaczmy na pierwsze dwa gole Medalików. Kochergin wrzuca z lewej strony – Mosór totalnie „olany”. Ivi Lopez znów z lewej strony- Jesus Diaz stoi osamotniony, wystarczy po prostu uderzyć. Szota i Guercio wyglądali jakby do Ekstraklasy trafili z castingu. W przypadku tego pierwszego, to miał jedną, dobrą interwencję w 66. minucie, gdy Jesus Diaz wybiegał „sam na sam”. Jednak w perspektywie całego meczu niestety niewiele to zmienia.
Przyjrzyjmy się jeszcze bramce numer „3”. Już pomijając fatalny błąd Leszczyńskiego – jak można dać tyle swobody wbiegającemu w przedpole Berggrenowi? Szwed po prostu wbiegł pomiędzy 5 obrońców, mając mnóstwo przestrzeni i czasu na rozwinięcie akcji. Nieporadność w ustawieniu Wojskowych razi w oczy. Wracając jeszcze na chwilę do golkipera Śląska. To drugi mecz z rzędu, gdzie popełnia błędy przy stracie gola. W tym momencie nasuwa się pytanie: czy nie warto dać szansy Tomaszowi Losce? Osobiście uważam, że tak. Leszczyński to dobry bramkarz z umiejętnościami, jednak popełnia wiele błędów w kluczowych momentach. Loska powinien stanąć między słupkami w nadchodzących, bardzo ważnych derbach z Zagłębiem.
Raków po prostu wykorzystywał błędy rywala. Jego piłkarze umiejętnie operowali piłką, Berggren z Kocherginem rządzili w środku pola. Powrót Mosóra również można odhaczyć na plus, bo oprócz gola zagrał solidny mecz w obronie. Zespół z Częstochowy to solidny kandydat na mistrza, jednak czeka go jeszcze ciężki mecz z obecnymi mistrzami Polski- Jagiellonią czy zawsze groźnym Widzewem.
Oceny pomeczowe
Raków Częstochowa
Kacper Trelowski- 8
Ariel Mosór- 8
Matej Rodin- 7
Zoran Arsenić- 8
Fran Tudor- 7
Gustav Berggren- 8
Vladyslav Kochergin- 8
Amorim- 7
Ivi Lopez- 6,5
Jesus Diaz- 7
Jonatan Braut Brunes- 8
Peter Barath- 6,5
Patryk Makuch- 6,5
Srdan Plavsic- 7
Leonardo Rocha- 6
Ibrahima Seck- 6
Śląsk Wrocław
Rafał Leszczyński- 6
Marc Llinares- 6
Aleks Petkov- 6,5
Serafin Szota- 5,5
Tomasso Guercio- 5,5
Piotr Samiec-Talar- 6,5
Jakub Jezierski- 6,5
Mateusz Zukowski- 5,5
Jose Pozo- 7
Arnau Ortiz- 8
Henrik Udahl- 5,5
Assad Al-Hamlawi- 7
Burak Ince- 6
Krzysztof Kurowski- 5,5
Aleksander Wolczek- 6
Tudor Baluta- 6,5
Lech Poznań