
Znacie to uczucie, gdy jesteście zmęczeni po całym dniu, kładziecie się spać i postanawiacie jeszcze przejrzeć Twittera? 01:04, a na tym fizycznym portalu komunikat Lechii Gdańsk, która rozstała się z Tomaszem Kaczmarkiem. Oto moment, w jakim znajduje się, pisząc ten tekst.
Suche fakty na start
Zacznijmy od tego, że ironią jest, że Kaczmarek w Lechii zatrudniony został 1 września 2021 roku. Co oznacza, że przepracował równe 365 dni. Czy był to dobry rok dla Lechii? Zasadniczo tak. Klub dostał się do eliminacji LKE, gdzie udało mu się dojść do drugiej rundy i tam postawić Rapidowi Wiedeń. W Ekstraklasie widać było długo poprawę względem zeszłego sezonu. Kaczmarek zmienił toporny styl gry Piotra Stokowca i dzięki temu „rozbujał” Lechię. Która z ligowego przeciętniaka stała się topowym ligowym zespołem. 34 mecze ligowe – tyle, ile liczy jeden sezon i 51 zdobytych punktów. Średnio 1,5 na mecz. A do tego piąty wynik w lidze pod względem liczby zdobytych punktów w takiej liczbie spotkań. Dla porównania w swoim pierwszym roku Piotr Stokowiec zdobywał średnio 1,74 punktu na mecz, a Piotr Nowak 1,86. Pod tym względem były już trener Lechii ma gorszy bilans.
Sen letni
Dużym problemem Kaczmarka w Lechii były braki kadrowe lepione na ślinę. Zespół wciąż opiera się na kończącym karierę Flavio Paixao. Którego trener pod koniec swojej przygody z Gdańskiem pozbawił opaski kapitańskiej. Kto wie, jak wyglądałaby sytuacja Lechii, gdyby latem zrobiono cokolwiek. Niegdyś Lechia słynęła z tego, że co okienko klub przypominał bramki na autostradzie w Rusocinie 15 sierpnia. Przez klub przetaczało się po naście graczy w każdą stronę. A w wielu przypadkach nim kibice nauczyli się nazwisk nowych graczy, ich już nie było przy Traugutta.
Z czasem sytuacja ta się unormowała i transfery zaczęły wyglądać na robione z głową. Ale po zakończeniu ostatniego sezonu doszło do sytuacji niespotykanej. Bowiem Lechia jeszcze kilka dni temu miała jeden transfer po stronie „in” i był to młody Dominik Piła. Dopiero w ostatnich dniach doszli do niego Abu Hanna i Joeri de Kamps. Klub stracił Tomasza Makowskiego – co w sumie nie jest wielką stratą. A także Josepha Ceesaya – co stanowi większy problem. Jednak zrobił też najgłupszą rzecz świata. Mimo wąskiej kadry bowiem postanowili wypożyczyć Kryeziu i Biegańskiego. Jak również Zjawińskiego, który mógł być bezcenny w ataku. Kto wie, jak wyglądałby zespół Tomasza Kaczmarka, gdyby został wzmocniony latem?
Działacze czy trener?
Oczywiście częściowo wina za obecną sytuację musi lądować na barkach Tomasza Kaczmarka. Jednak w większości ponoszą ją władze klubu. Paweł Żelem wydaje się być z zawodu prezesem ekstraklasowego klubu. A Adam Mandziara to osoba, która przyssała się do Lechii niemal dekadę temu i od tej pory mniej lub bardziej formalnie rządzi w klubie. To właśnie odejścia tej dwójki, a nie trenera najbardziej domagali się kibice Lechii. Bowiem za chaos w gabinetach, fatalny PR klubu i koszmarne okienko odpowiadają głównie ludzie, którzy na meczach siadają w loży VIP. Trener jest dla nich kimś w rodzaju podwykonawcy. Jednak jak to zwykle w Polsce, lepiej poświęcić trenera, który miał jakiś pomysł na zespół i nie dać mu zrealizować jego wizji, niż zwolnić jednego pana w garniturze, który musiałby się przyznać do porażki.
Kto teraz?
Osobiście marzy mi się Marcin Kaczmarek, ale jest on od jakiegoś czasu poza karuzelą i wątpliwe, by Lechia chciała powrotu swojego byłego gracza. Patrząc na to, że sytuację w Lechii znają raczej polscy trenerzy, a klub szukający po pierwsze właściciela nie postawi raczej na zagranicznego szkoleniowca, warto przyjrzeć się, kto jest dostępny z polskiego rynku. Oprócz Macieja Kalkowskiego, który raczej nie pozostanie na długo pierwszym trenerem, jest na rynku kilka osób, które są związane z klubem i regionem. I mogłyby okazać się dobrą opcją na ławkę Lechii. W ten sposób klub mógłby przemyśleć wyciągnięcie z Puław Mariusza Pawlaka, Tomasza Kafarskiego z Chojniczanki lub zerknięcie w stronę klubowej legendy Piotra Wiśniewskiego. Poza tym rynek nie obfituje w wielkie nazwiska bez klubu – Dariusz Marzec, Dariusz Banasik (który ma objąć Podbeskidzie), Ireneusz Mamrot, Marek Saganowski, Jan Urban i Jacek Magiera to najrozsądniejsze nazwiska, jakie mogą być rozważane w kontekście klubu z Gdańska.