Connect with us

Kluby

Dzięcioła Okiem #1

dzięcioł bramka

Kiedy patrzę na czołówkę Najlepszej Ligi Świata po czterech kolejkach, to zastanawiam się, czy Zagłębie Lubin będzie w stanie utrzymać taką efektywność w zdobywaniu punktów, jaką prezentuje dotychczas. W ogóle to jest dla mnie ewenement, że poza regularnie grającą w pucharach Legią i do niedawna Lechem, znalazła się drużyna, która jest w stanie – nawet po odpadnięciu z pucharów – utrzymać regularność w punktowaniu w lidze. Jak rosnąca systematycznie jakość sportowa tego klubu wpłynie na ligową szarzyznę? Jaki może to mieć wpływ na poziom całej Ekstraklasy? Czy europejskie puchary to faktycznie „pocałunek śmierci”?

W ostatnim czasie – patrząc na całą naszą ligę – można zauważyć pewną prawidłowość: rokrocznie, o mistrzostwo walczy Legia i do niedawna Lech. W pewnej chwili, przez dwa czy trzy sezony, liga została zduopolizowana. Zmieniło się to ostatnio, kiedy Lech popadł w kryzys i nie dotrzymuje kroku Legii i do czołówki dobijają się ekipy, które do tej pory zajmowały lokaty przeważnie w środku tabeli: ostatnio chociażby Piast. Stałym czynnikiem tego dynamizmu jest oczywiście Legia, która dzięki ustabilizowaniu swojej ligowej pozycji, jest w stanie rywalizować z powodzeniem na europejskiej arenie, dzięki czemu regularnie zdobywa punkty do rankingu UEFA i wpływy do budżetu rzędu kilkunastu milionów złotych.

Dlaczego o tym wspominam?

Żeby sukcesywnie zwiększać poziom naszej ligi, potrzeba kilku drużyn, które byłyby w stanie skutecznie rywalizować w Europie. Oczywiście tutaj nieco kamufluję swój egoizm, bo jako sympatyk Legii, takie zewnętrzne bodźce byłyby dla mojego Klubu najodpowiedniejsze do stałego rozwoju, w przeciwnym wypadku nastąpi stagnacja, co nigdy nie jest pozytywnym zjawiskiem – vide: Celtic. I tutaj zmierzam do sedna całego zagadnienia.

Co miał na myśli trener Probierz, mówiąc, że „Puchary” są pocałunkiem śmierci?

Problem chyba jest bardziej złożony. Kiedy władze klubu nie są w stanie zapewnić stabilizacji kadrowej, trener ma poważny ból głowy, a że w Polsce takie sytuacje zdarzają się bardzo często, wtedy wyniki – czy w lidze, czy w Europie – są, jakie są. Do całości obrazu dołącza terminarz – niezwykle rozdęty, mający 37 kolejek sezon, do którego doliczyć należy Puchar Polski, ewentualny Superpuchar, czy przedmiot tego tekstu, czyli puchary europejskie. Jak słusznie zauważył jeden z ekspertów, polski piłkarz nie jest w stanie tyle grać. Stopień wytrenowania piłkarza w Polsce, a piłkarza wychowanego na Zachodzie, jest diametralnie inny, skutkiem czego, taki Ronaldo, czy Messi potrafi zagrać te 50-60 meczów na wysokim poziomie, podczas gdy nasz rodzimy piłkarz przy liczbie 40 meczów jest już przemęczony.

Co pozostaje nieszczęsnemu trenerowi w takich warunkach?

Dopasowanie treningów tak, aby forma przyszła w odpowiednim momencie sezonu. A o czym taki zabieg świadczy? Oczywiście o kalkulacji. Kalkulacji, która bardzo często skłania takiego trenera do – kolokwialnie mówiąc – olania pucharów na rzecz ligi, która zapewni spokojny byt swojemu klubowi. Bardzo wyraźne jest tutaj asekuranctwo i pewnego rodzaju pozostanie we własnej strefie komfortu, która rzecz jasna hamuje rozwój całego indywiduum, jakim jest klub piłkarski. Nie chcę się znęcać, ale takim przykładem jest dla mnie Cracovia, która mając tak łatwego do przejścia przeciwnika, jakim była Shkendija Tetovo, nie zrobiła totalnie nic, żeby pokazać, że faktycznie zależy im na awansie do kolejnej rundy. Z daleka było widać to, że władze klubu liczą na sprzedaż Bartosza Kapustki – co się udało – i z tego źródła chcą czerpać zyski, zamiast męczyć się i grać co trzy dni w nadziei, że jakimś cudem uda się awansować do następnej rundy.

Skoro jest tak źle, to czy jest gdziekolwiek dobrze?

Tak, świetnym przykładem jest tutaj Legia Warszawa. Przy dobrym zarządzaniu, które w końcu nadeszło po nieudolnej erze ITI, jesteśmy świadkami kolejnego z rzędu awansu do fazy grupowej Ligi Europy, a biorąc pod uwagę losowanie ostatniego rywala w IV rundzie, kwalifikacji do Ligi Mistrzów – spełnią się słowa Dariusza Mioduskiego o Champions League w ciągu 3-5 lat. I co ważniejsze – europejska przygoda nie jest już przygodą. To wypadkowa doskonale przemyślanej strategii, która w długofalowej perspektywie ma przynieść wymierne profity, płynące z powstającej Akademii z prawdziwego zdarzenia, czyli trofea na krajowym podwórku i regularne awanse do Ligi Mistrzów.

No dobra, ale co to wszystko ma wspólnego z Zagłębiem Lubin?

Jest wiele klubów w naszej Ekstraklasie, które w końcu pojęły, że kasa, choćby rzędu miliardów euro, źle zarządzana nie przyniesie żadnego efektu. Po latach spływania pieniędzy szerokim strumieniem z miedziowego potentata i przepłacania wszelkiej maści piłkarskiej miernoty, Zagłębie w końcu postawiło na stabilizację i korzystanie ze swojej Akademii, która infrastrukturą należy do ścisłej czołówki w kraju. Ponadto, racjonalna polityka transferowa, dzięki której nawiasem mówiąc Legia zakontraktowała dobrego obrońcę, pozwalała na wykręcenie w zeszłym sezonie chyba najlepszego wyniku sportowego w lidze od czasów mistrzostwa w 2007 roku. Co więcej obecne wyniki w Ekstraklasie przeczą regule, według której pucharowicze nie radzą sobie w lidze. Jeśli więc trener Stokowiec zastosował wspomnianą wcześniej kalkulację, to za same wstrzelenie się z formą na początek sezonu zasługuje on na pochwałę, bo okazuje się, że Zagłębie – poza Legią – jest tym zespołem, dla którego puchary nie są przykrym obowiązkiem, lecz okazją na ciekawe pojedynki i na sprawdzenie się w międzynarodowych bojach. Należy oczywiście uwzględnić fakt, że Zagłębie odpadło, chociaż w analogicznym okresie poprzedniego sezonu – Jagiellonia Białystok – grała w kratkę: dwa zwycięstwa, dwie porażki. Można oczywiście podnieść zarzut, że cztery kolejki to żaden wiarygodny odcinek czasu na weryfikację jakiejkolwiek tezy. I zgadzam się. Jednak moja teza jest inna: Zagłębie w tym sezonie będzie poważnym rywalem dla Legii w walce o mistrzostwo.

Oczywiście tak długo, jak utrzymają w zespole Filipa Starzyńskiego…

 

Głównie piłka nożna, ale też siatkówka i piłka ręczna. Lubię death metal i inne podgatunki muzyki metalowej

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Kluby

  • Radość_piłkarzy_Lecha Radość_piłkarzy_Lecha

    Wnioski po Benfice

    Lech Poznań przegrał z Benficą Lizbona, ale zespół był chwalony za grę. Jednak później...

  • Ciemno, zimno, remisowo

    W sobotę Legia Warszawa podejmowała na wyjeździe Pogoń Szczecin. Był to trzeci mecz w...

  • Obawy przed Benficą

    Lech Poznań w słabym stylu przegrał z Jagiellonią i ma problemy z obroną. A...

  • Pekhart, główka, brama…

    Po serii niepowodzeń Legii Warszawa w niedzielny wieczór, mistrzom Polski przyszło zmierzyć się w...