Obserwuj nas

Rozgrywki

Trudne pytania – to jest Ekstraklasa, tego nie zrozumiesz!

Za nami 18. kolejka Lotto Ekstraklasy, w której tradycyjnie wydarzyło się wiele rzeczy, których nie pojmiesz ni sercem, ni „mędrca szkiełkiem i okiem”. Zapraszamy na przegląd najdziwniejszych wydarzeń z ubiegłego weekendu. To jest Ekstraklasa, tego nie zrozumiesz!

#1 Od 2:0 do 2:2, czyli jak Legia straciła pewne trzy punkty w meczu z Wisłą Płock.

W okolicach 60. minuty spotkania wydawało się, że Legia ułożyła sobie mecz, pewne 2:0, nic nie zwiastowało nadciągającej katastrofy… Miało być lekko łatwo i przyjemnie, wspólne śpiewy w szatni,  szampan, uwielbienie fanów… Jodłowiec przez cały mecz rozmyślał w jakim kierunku udać się zimą, Moulin i Hamalainen jaką znowu piosenkę każe zaśpiewać im w szatni Aleksandar Vuković… I stało się… Najpierw atomowe uderzenie Furmana wpadło po samą poprzeczkę, a niedługo potem Arkadiusz Malarz postanowił zagrać jak siatkarski libero i wybił piłkę wprost w zawodnika z Płocka. Jak w taki sposób gonić czołówkę?

#2 El Clasico, a sprawa polska – czyli piękny gest solidarności naszych arbitrów z Closem Gomezem…

W czasie 233. El Clasico komentatorzy raz po raz pastwili się nad biednym Closem Gomezem, który to postanowił zostać niechlubnym bohaterem starcia gigantów. Co raz padało sformułowanie, że może piłkarsko odstajemy, ale za to w kwestii sędziów to gdzie do nas Hiszpanom… Widocznie w słowa te wsłuchali się polscy arbitrzy i gremialnie postanowili zademonstrować, że Clos Gomez sędzią może nie jest wybitnym, ale że od razu gorszym od polskich?!

Jako pierwszy do akcji przystąpił Paweł Gil i postanowił, że w geście solidarności zagwiżdże sobie dwa karne, dodamy tylko, że oba w równym stopniu z dupy. Kolejnym solidaryzującym się arbitrem był Paweł Raczkowski, który najpierw nie podyktował ewidentnego rzutu karnego dla „Pasów”, a tym samym nie odesłał do szatni Macieja Szmatiuka, którego w tej sytuacji musiałby ukarać minimum żółtą kartką. Chwilę później litościwie oszczędził Miroslava Covilo, który po strzeleniu bramki samobójczej postanowił dodatkowo wejść wślizgiem w kolana zawodnika z Łęcznej. Do szczytnej akcji przyłączył się także arbiter meczu Jagiellonia – Lech – Daniel Stefański, który robił co mógł, żeby zyskać miano najgorszego sędziego ligi. Faul Góralskiego, po którym padła bramka dla Lecha – majstersztyk, po prostu majstersztyk panie sędzio. Wit Ż. i Ryszard F. płakali ze wzruszenia jak oglądali, a  Clos Gomez by tego lepiej nie wymyślił…

#3 UFO we Wrocławiu.

Są w kraju miejsca, gdzie zdarzają się niewytłumaczalne zaginięcia. Nasz redaktor naczelny powiedziałby tak o Szczecinie, ja w swej skromnej osobie o stolicy (tak na marginesie – to, że jesteście naszą stolicą nie znaczy że mogą tam znikać ludzie!). Nigdzie nie ma jednak tak spektakularnych i gromadnych zaginięć jak we Wrocławiu. Jak to mawia mój serdeczny przyjaciel – mają rozmach! Otóż w stolicy Dolnego Śląska w tajemniczych okolicznościach zaginęło osiemnaście tysięcy ludzi i to od ostatniego meczu. Jeśli ktoś chce naprawdę kupić Śląsk to proponujemy równoczesny zakup tak 30 tys. manekinów do posadzenia na trybunach, bo tak duży stadion z czterema tysiącami widzów wygląda przygnębiająco.

#4 Mówią, mówią, że to nie jest miłość…

Do dziś w Krakowie płaczą ze śmiechu i turlają się po ośnieżonych Błoniach. Ostatnia równie głupia scena w historii Ekstraklasy to kiedy Rymaniak próbował robić przekładankę nad piłką i kiwać obrońców. Ubaw po pachy. Otóż obrońca Lechii w czasie trwania akcji przeciwnika postanowił oddać hołd koledze z obrony gromkimi oklaskami. Steven Vitoria, bo o nim mowa, nagrodził Krzysztofa Chrapka za udane przerwanie akcji faulem. Problem w tym, że akcja toczyła się dalej i Boguski przy wtórze oklasków Stevena mijał bramkarza gdańszczan i pakował piłkę do bramki. Obrazek przepiękny –  tzw. Ekstraklasa instant. Aha – Lechia ten mecz oczywiście przegrała, ale co tam! Vitoria ma angaż w chórze u Rubika.

https://twitter.com/MarcinLechowski/status/805181615047577600

#5 Ministerstwo głupich bramek – czyli Putnocky vs Kelemen.

W wielkim skrócie – obaj bramkarze mieli wielkie problemy z określeniem gdzie należy interweniować. Najpierw Putnocky postanowił pościgać się ze Świderskim kto pierwszy przy piłce na czterdziestym metrze. Jak się słusznie domyślacie, bo musi być zabawnie, bramkarz Lecha rozminął się z piłką  i zrobiło się 1:0 dla Jagi.

https://twitter.com/LobozMarcin/status/805461840214052864

Tuż przed końcem pierwszej połowy nie popisał się też Marian Kelemen, który z kolei postanowił łapać piłkę w bramce. Na jego usprawiedliwienie działa chyba tylko to, że był w ciężkim szoku po przyznaniu rzutu wolnego dla Lecha, po którym padła bramka.

https://twitter.com/LobozMarcin/status/805469716059947009

#6 Pytania bez odpowiedzi.

Na sam koniec pytanie z kategorii pytań bez odpowiedzi. Co w Ekstraklasie robi sędzia Stefański?!

Na uwagę po tej kolejce zasługuje jeszcze jeden rekord:

 

Kibic Legii Warszawa oraz Realu Madryt. Przeciwnik wszelkich ekstremistów, wróg agresji w życiu publicznym. Prywatnie ojciec dzieciom i mąż żonie. Wielbiciel gitarowej muzyki i kolei.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Rozgrywki