Obserwuj nas

Rozgrywki

Najwięksi hipokryci – sympatycy Ekstraklasy

My sympatycy Ekstraklasy wszyscy jesteśmy hipokrytami. Oszukujemy samych siebie, że nasza liga ma jakąś piłkarską wartość. Zgrywamy ekspertów, niczym analitycy ze Squawki analizujemy piłkarzy i drużyny w każdych, często nieznaczących aspektach. Żenujemy się, wspominając agrowpierdole z farmerami z Islandii. Marzymy o silnej lidze, z drużynami walczącymi w europejskich pucharach.

…następnie dumnie wypinamy pierś, widząc pudło Przybeckiego na pustą bramkę. Wspominamy wszelkie kompromitujące zagrania i pomeczowe wypowiedzi mające miejsce na przestrzeni lat i bezwstydnie się z nimi identyfikujemy. Bo to nasza liga, za to ją kochamy – mówimy bezwstydnie jako kibice w pełni identyfikujący się z tym grajdołem, którego nie sposób opuścić.

My sympatycy Ekstraklasy kochamy ten nasz folklor, przesiąknęliśmy tymi wszystkimi przyrosiami, pawełkami i innymi kiksami od których można dostać przepukliny ze śmiechu. Powiem więcej – my na to czekamy, jak na bomby z dystansu i finezyjne zagrania. Uwielbiamy przeplatać zagrania rodem z Ligi Mistrzów i nieporadne strzały lądujące na trybunach. To pewnego rodzaju hipokryzja i nie ma w tym nic złego. Problem pojawia się w momencie, gdy trzeba zabrać głos w merytorycznej dyskusji o tym, w jakim kierunku chcemy dążyć. Czy nasze kluby, a więc cała liga ma się profesjonalizować czy pozostać cyrkiem objazdowym, dostarczającej gawiedzi piłki na miernym, swojskim poziomie.

*

Jeżeli ktoś nas zapyta czy chcemy, aby kluby ściągały coraz lepszych piłkarzy, trenerzy, wzorem zachodu, dostawali więcej czasu na wdrażanie swoich idei, a działacze płacili pieniądze na czas, odpowiemy wszyscy chóralnie: Tak, chcemy tego. Ba, chcemy rozwoju w każdym aspekcie. Jednocześnie musimy pamiętać, że do wszystkiego trzeba dochodzić małymi krokami i niejednokrotnie byliśmy świadkami, że to popłaca. Jagiellonia dała kolejny kredyt zaufania trenerowi Probierzowi po nieudanym zespole, a ten dziś walczy o mistrzostwo ligi. Dawid Kownacki, wbrew plotkom, nie został odpalony do Wisły Płock i dziś jest jedną z największych gwiazd Ekstraklasy. To wszystko są te małe kroczki, które wytyczają całą drogą i pozwalają przybliżać nas do celu. Te niekiedy najmniejsze, wydawałoby się, pierdoły.

Dlatego też dziwi mnie mocno podejście mojego serdecznego redakcyjnego kolegi – Łukasza Kawiaka, który w swoim tekście (link) bardzo mocno te pierdoły napastował. Bo różnego rodzaju plebiscyty, Gale Ekstraklasy i cała ta ligowa otoczka to są w istocie pierdoły. Bez niej piłkarze zapewne graliby z takim samym zaangażowaniem, niczego w aspekcie stricte sportowym to nie zmienia. Dam sobie rękę uciąć, że piłkarza Legii, ani grzeje, ani ziębi opinia kolegi po fachu z Górnika Łęczna. I vice versa. Umówmy się – takie zabawy nie mają żadnego wpływu na nikogo i na nic. Nie są ani opiniotwórcze, ani tym bardziej merytoryczne. Czy są zatem potrzebne? Tak. Powinny być organizowane dla samego faktu swojego istnienia. Takie rankingi, plebiscyty, czy gale są z pewnością w każdej szanującej się lidze do której chcemy się z czasem porównywać. Organizuje je Fifa i France Football, niech zrobi je także Ekstraklasa i Canal+.

*

Oczywistym jest, że jeżeli chcemy osiągnąć sukces, to musimy sięgać po wzorce, albo wystrzegać się błędów innych, popełnionych  przez nich w przeszłości. Panowie z Canal+ sami przyznali się, że pomysł z widownią podpatrzyli zza granicą. Dla większości z nas, w tym dla mnie, to niepotrzebny niuans, który nieco zepsuł urok surowego, sprawiającego wrażenie bardziej profesjonalnego programu. Wśród obserwatorów Ekstraklasy, jesteśmy tą grupą odbiorców, która oczekuje przede wszystkim obiektywizmu i profesjonalizmu. Jesteśmy tak zwanymi świadomymi obserwatorami. Musimy jednocześnie pamiętać, że jesteśmy w tym względzie mniejszością, a przeważające grono osób oczekuje całkowicie innych treści, wyrażanych właśnie w różnej maści plebiscytach czy ankietach. Przeciętny telewidz woli obejrzeć M Jak Miłość, niż  jakikolwiek film Bergmana czy Felliniego. Musimy ten stan rzeczy zaakceptować i płynąć z głównym nurtem, bo tylko to przyniesie nam oczekiwany rozwój, jakkolwiek to konformistycznie by nie zabrzmiało.

Konformistyczne idee i czerpanie od zachodu ostatnio stało się wyznacznikiem katastrofy i degrengolady. Pojawia się więc naturalny lęk przed zmianami w tym kierunku. Tutaj właśnie dopatruję się źródła tej wspomnianej w tytule hipokryzji – zbyt mocno kochamy nasz folklor i jednocześnie zbyt mocno chcemy dążyć do podwyższenia poziomu naszej piłki, przez co stoimy na rozdrożu. Oglądając Bundesligę czy inną renomowaną ligę jest czego zazdrościć i nie ma co do tego wątpliwości. Jak dziecko zza szyby zerkamy i podziwiamy wszystko – od marketingu klubów, po tempo rozgrywanych akcji. Jak mamy jednak się równać do takiej Bundesligi, jak kręcimy nosem na tak małostkowe rzeczy jak durny plebiscyt, czy klaszcząca publika w studiu? Takie rzeczy budują tę ligę, przyciągają nowych sponsorów, a przede wszystkim kibiców, którzy z biegiem czasu zaczną się z produktem utożsamiać i przychodzić na mecze, tym samym będąc częścią sukcesu.

I oczywiście zgadzam się z Łukaszem – to jest wszystko iluzja. Iluzja profesjonalizmu. Ta cała otoczka, udawanie lepszych niż jesteśmy. Wygląda to niekiedy komicznie, niekiedy żenująco, ale dajmy tej iluzji czas, aby przekształciła się w rzeczywistość. Odrzućmy sentyment i kroczmy ku nowemu, nawet jak nie zawsze jesteśmy co do niego przekonani. W innym przypadku na zawsze zostaniemy jedynie prowincją i pozostanie nam snucie marzeń o futbolu na niezłym poziomie.

Tekst jest odpowiedzią na felieton Łukasza Kawiaka, który możecie przeczytać tu: W Lidze+ Extra festiwal żenady i złośliwości szumnie nazywany plebiscytem

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Rozgrywki