Jagiellonia (tylko) zremisowała w meczu 6. kolejki Lotto Ekstraklasy ze Śląskiem Wrocław, ale bez cienia wątpliwości można powiedzieć, że punkty straciła na własne życzenie w połączeniu ze sporą dozą pecha. Zespół Mamrota pokazał w końcu swój pomysł na grę, a zawodnicy potrafili dochodzić do sytuacji bez wkładu Arvydasa Novikovasa, który z powodu kontuzji po prostu nie pojawił się na boisku.

fot. Maciej Rogowski

Warto na samym początku wspomnieć, że Śląsk nadal jest drużyną szalenie niezorganizowaną i grającą bardzo chaotycznie. Nie ma co ukrywać, że sporo indywidualnych błędów graczy z Wrocławia i błędy w ustawieniu mocno przyczyniły się do sobotniego obrazu gry. Podobnie było też we wcześniejszych kolejkach. Wydaje się jednak, że krok po kroku i drużyna Jana Urbana zacznie stanowić o wiele pewniejszy niż obecnie kolektyw. Śląsk cały czas dochodzi do optymalnej dyspozycji i Jagiellonia mogła wykorzystać (nie wykorzystała do końca) momentu “docierania się” wrocławian. Żółto-czerwoni bez większego problemu przedzierali się przez szyki obronne Śląska. Bardzo równo rozłożone były atuty ofensywne zespołu z Białegostoku. Mało błędów popełniał Sheridan odgrywając swoim kolegom bardzo dokładnie, a indywidualne akcje przeprowadzali zarówno Pospisil, Cernych i Świderski. W pierwszej połowie królowała jednak nieskuteczność, a z minuty na minutę padający deszcz gęstniał i coraz bardziej utrudniał grę w piłkę.

fot. Maciej Rogowski

***

Jagiellonia bardzo szybko, bo już w 46. minucie, na samym początku drugiej połowy trafiła do bramki Śląska. Przemyślaną akcję na skrzydle i asystę Łukasza Burligi w podręcznikowy sposób wykończył Taras Romańczuk pokazując wszystkim, że ma bardzo przyzwoicie ułożoną nogę i obrońcy nie powinni bać się tylko jego główek i interwencji w środku pola. Ukrainiec z polskim paszportem znajduje się obecnie w szczycie formy, którą to może jednak pokrzyżować uraz powodujący zmianę w 65. minucie. Chwilę wcześniej głupi błąd Gutiego wykorzystał Michał Mak. Brazylijczyk najpierw nie potrafił odnaleźć się w pułapce ofsajdowej, a później dał się wyprzedzić szybkiemu zawodnikowi Śląska. O ile przed stratą bramki Jagiellonia dwa razy uderzała w słupek bramki bronionej przez Wrąbla. To ostatnie 25 minut w wykonaniu żółto-czerwonych było zwyczajnie nudne.

W 78. minucie boisko opuścił Fedor Cernych prawdopodobnie żegnając się z białostocką publicznością. Pierwszą ofertę z chorwackiej Rijeki opiewającą na 450 tys. euro klub z Białegostoku odrzucił, ale od poniedziałku mają spłynąć kolejne. Litwin jest skory do wyjazdu, a włodarze Jagiellonii nie pogardzą kolejnymi milionami złotych. Warto odnotować kolejny krótki występ Bartosza Kwietnia. Mimo tego, że obronił zespół przed stratą bramki i zanotował pierwszą żółtą kartkę to był bardzo bliski zdobycia drugiej i w konsekwencji kolejnej czerwonej w krótkim odstępie czasu (ostatnią “zdobył’ w Lubinie). Uchroniła go i cały zespół od tego tylko ręka Igorsa Tarasovsa, którego było to pierwsze spotkanie z białostocką publicznością od końcówki sezonu 2015/16.

fot. Maciej Rogowski

***

Co warto sobie zanotować po tym meczu? Coraz bardziej w poczynaniach białostoczan widać rękę Ireneusza Mamrota. Widać jak ogromną wagę trener Jagiellonii przywiązuje do gry pozycyjnej i tego, by nie skupiać rozegrania na jednym wariancie, czy jednym zawodniku. Zespół niestety nadal popełnia duże błędy w obronie i dziwi fakt, że wystarczyła słaba dyspozycja Gordona na treningach, aby wykreślić go z osiemnastki. Z drugiej strony kibice Jagi nie muszą martwić się o lewą obronę. Rywalizacja na tej stronie będzie bardzo zaciekła. Wracający po kontuzji Piotr Tomasik będzie miał nie lada wyzwanie, aby wygryźć z pierwszej jedenastki świetnie grającego Guilherme.

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here