PODAJ DALEJ
Wisła Kraków
fot. Adam Piechowiak

Były kiedyś czasy, że kibice Wisły nie zastanawiali się czy Biała Gwiazda wygra mecz tylko ile bramek zaaplikuje rywalowi. Piękne czasy dominacji na krajowym podwórku poszły niestety w zapomnienie. W meczu ostatniej kolejki poczułem się jak za dawnych lat.

Warto przypomnieć, że Wisła do tej pory może poszczycić się najdłuższą serią meczów bez porażki u siebie. Nieprawdopodobna seria trwała ponad 5 lat (od 16 września 2001 do 11 listopada 2006 roku. W tym okresie piłkarze Wisły wygrali 60 spotkań remisując zaledwie 13 uzyskując bilans bramek 184-39. Drużyną, która znalazła sposób na Białą Gwiazdę był GKS Bełchatów[1].

Udając się w sobotnie popołudnie na mecz zastanawiałem się czy Wisła ten mecz wygra, a nie iloma bramkami. Niby wszystko przemawiało za takim właśnie scenariuszem, ale każdy kibic piłkarski wie, że futbol jest nieprzewidywalny. Niemniej jednak trudno było sobie wyobrazić lepszego rywala. Dla drużyny takiej jak Wisła zwycięstwo z przeciwnikiem na poziomie Sandecji to obowiązek. Zwłaszcza w meczach u siebie.

Niespodzianki w składzie

Ten mecz przyniósł kilka niespodzianek w składzie. Zdecydowanie w niełaskę popadł Tomasz Cywka, który mimo słabszej niż w ubiegłym sezonie dyspozycji nie grał aż tak źle by nie łapać się nawet na ławkę rezerwowych. Naprawdę ciężko będzie mu wrócić. Dobrze na prawej stronie spisuje się Arsenić. Może brakuje mu jeszcze pewności w grze ofensywnej ale może i to zaskoczy. Na środku obrony podczas nieobecności Gonzaleza również gra poprawnie. Na tej pozycji będziemy go oglądać przez najbliższe tygodnie z powodu wspomnianej wcześniej, dłuższej kontuzji naszego podstawowego środkowego obrońcy. Zwalnia się więc miejsce na prawej stronie i ku zaskoczeniu – myślę, że nie tylko mojemu – w pierwszym składzie wychodzi Bartkowski.

Sprowadzony jako druga opcja (wcześniej na prawą obronę Wisła chciała ściągnąć Czerwińskiego, który w ostatniej chwili zrezygnował z angażu pod Wawelem) zagrał bardzo dobre spotkanie. Asysta drugiego stopnia przy bramce Imaza palce lizać. Widać, że chłopak ma dobry przegląd pola i nie boi się akcji ofensywnych. Jest zdecydowanie pewniejszy w obronie niż Bartosz, który moim zdaniem o grze na prawej obronie powinien zapomnieć. Prawoskrzydłowy to dla niego właściwa pozycja, ma ciąg na bramkę co udowodnił już wielokrotnie. Szkoda go temperować ustawiając na obronie.

Ondrasek w pierwszym

Kolejną niespodzianką było pojawienie się w  wyjściowym składzie Ondraska. Po tak długiej przerwie, w obliczu kontuzji Brożka liczyłem na więcej w jego wykonaniu. W zimie powinien zostać wytransferowany. Chyba już nie jest w stanie dać Wiśle odpowiedniej jakości.

Kolejną niespodzianką była obecność od pierwszej minuty Halilovica. Spowodowana co prawda niedyspozycją zdrowotną jaką podczas rozgrzewki zgłosił Basha ale w analogicznej sytuacji tydzień wcześniej w Poznaniu za Lloncha wskoczył Wojtkowski. Występ Chorwata był poprawny. Bez fajerwerków ale ustrzegł się też poważniejszych błędów. Powinien grać częściej ale konkurencja w środku pola jest w Wiśle tak duża, że nie będzie o to łatwo.

Victor Perez

Bez wątpienia największym zaskoczeniem był występ Victora Pereza. Mocno krytykowany przeze mnie za mecz z Lechem, a także wcześniejsze występy Hiszpan zagrał najlepsze spotkanie w swojej krótkiej przygodzie z Wisłą. Miał wiele odbiorów, przeszkadzał, był wszędzie. Zaliczył może jedno, góra dwa złe zagrania. Występ przypieczętował bramką z karnego. Euforię może przyćmić fakt, że przeciwnik nie był wymagający. Dwa najbliższe mecze to pojedynek z Pogonią I Termalicą. Jeśli zagra tak jak w tym spotkaniu to może się już rozpędzić na dobre. Tak jak rozpędza się z meczu na mecz Imaz. Jak tak dalej pójdzie „Mały” nie powącha murawy chyba, że wchodząc z ławki. Znając jednak ambicję Patryka – jakby to powiedział Pudzianowski – łatwo skóry nie sprzeda.

VARrrrrr

Na koniec kwestia VARu. Anulowana druga bramka Carlitosa, gdzie zdążył się cieszyć z całą drużyną, gdzie kibice razem ze spikerem wykrzyczeli jego nazwisko, gdzie zdążył zostać zmieniony to jakiś żart… Na stadionie nikt się nie zorientował, o fakcie poinformował spiker. Wyobraźmy sobie taką sytuację przy szóstej bramce Barcelony w pamiętnym meczu z PSG. Stadion zwariował, piłkarze zwariowali, stała się rzecz niemożliwa. Czy sędzia VAR przekazałby informację o spalonym (gdyby był – bramka padła prawidłowo) głównemu? Czy główny miałby odwagę anulować tę bramkę? Czy puściłby akcje z duchem gry bo spalony był centymetrowy. Jak myślicie? Takie spalone powinny być puszczane? Przecież sędzia spalonego o długość stopy bierze na czuja. Nie może być przekonany, że podjął 100% słuszną decyzję. Z duchem gry jak to kiedyś mówił Pan Sławek…

[1] WWW.historiawisly.pl

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here