na końcu futbolu

“Na końcu futbolu” to cykliczna historia pisana przez kibica. Opowiada o nastoletnim chłopaku, który mieszka w małej mieścinie, gdzie wszyscy interesują się piłką. „Młody” przeżywa rozterki związane z traumatycznym boiskowym wydarzeniem, które wpłynie na resztę jego życia. W jego sprawy wmieszają się starsi sympatycy miejscowej drużyny i tajemnicza nieznajoma… Kolejne odcinki, w których zostaną opisane losy naszego bohatera będą się pojawiać na watch-esa.pl w każdy czwartek.

Pierwszy odcinek historii jest dostępny: TUTAJ

Dopiero co miniony weekend był jednym najgorszych w moim życiu, dlatego chyba po raz pierwszy cieszyłem się, że nastał już poniedziałkowy poranek i zacznie się kolejny nudny dzień. Od kiedy przeprowadziłem się z rodzicami do Cukrzynowa zacząłem mieć swoje codzienne rytuały, tak jak pozostali mieszkańcy. Na początku nie było kolorowo. Wcześniej uważałem Cukrzynowo za zsyłkę, po tym jak wcześniej wysiedlili nas z poprzedniego mieszkania, bo budowali obwodnicę koło Łodzi. Nie chciałem opuszczać swoich kumpli i przeprowadzać się na wieś, która wsią tak naprawdę nie jest, ale o tym później… Jednak po dwóch latach od przyjazdu czuję się tutejszym. Do tego po ostatnim meczu moja popularność w miasteczku pewnie skoczyła mocno w górę. Szkoda, że w taki sposób…

Dzisiaj – tak jak co dzień – w drodze na przystanek miałem wstąpić do kiosku prowadzonego przez pana Miecia. Od dwóch lat kupuję tam Przegląd Sportowy. Początkowo odwiedzałem budkę tylko po to, żeby kupić gazetę. Jako sportowy romantyk chciałem pomóc w zatrzymaniu stopniowego upadku sprzedaży najstarszego polskiego dziennika sportowego. Wiem, że przez ostatnie parę lat cena za jeden egzemplarz zwiększyła się o 20 gr i nie mam już wątpliwości, że to kiedyś runie. Dlatego obecnie odwiedzam kiosk, żeby pogadać, a przy okazji tradycyjnie kupię gazetę. Mam wrażenie, że nie jestem odosobnionym przypadkiem i większość  klientów pana Miecia postępuje podobnie. Zresztą to by tłumaczyło dlaczego w lokalu przebywa mniej osób, kiedy sprzedaje w nim małżonka właściciela interesu – pani Zosia.

Kiedy dochodziłem do budki, przez jej okno ujrzałem sylwetki dwóch osób. Najwyraźniej panel miejscowych „ekspertów” obradował jeszcze w niepełnym zestawieniu. Gospodarz jak zwykle stał za małą ladą i rozkładał świeżo rozpakowane pliki gazet. Pomagał mu w tym pan Maciej, z którym wspólnie jeżdżą na mecze piłki nożnej czy hokeja. Oczywiście takie spotkania zwykle się przedłużają do wczesnych godzin porannych, na co skarży się małżonka lokalnego celebryty. Na miejscu nie było jeszcze pana Jacka, który czasem częstuje wymienioną dwójkę własnoręcznie robionym napojem z ziemniaków.

Po chwili obaj panowie spostrzegli, że wszedłem do środka. Zanim jeszcze zdążyłem powiedzieć „dzień dobry”, pan Mieciu wypalił:

– Wiesz młody, że Stach zrezygnował z trenowania naszej drużyny?
– Nie. Niby skąd miałem wiedzieć? Dlaczego zrezygnował? To przez ostatni przegrany mecz? – zarzuciłem ich stekiem pytań.
– Nie powiedział ci? – zastanawiał się kompan właściciela.

Właśnie wszedł do kiosku pan Jacek.

– Cześć Panowie, cześć młody! – podał nam wszystkim rękę i wyjął zza pazuchy flaszeczkę białego napoju – Paczcie co dla Was mam? Młody, może skosztujesz?
–  Nie, dziękuję. Zaraz idę do szkoły – odpowiedziałem z uśmiechem na ustach.
– No i w czym problem? – zastanawiał się „producent” napoju.
– Daj mu spokój. – wtrącił pan Maciej.
– Jego strata.
– Chciałbym, ale naprawdę nie mogę. – powiedziałem z nutką ironii w głosie.
– Ty się młody śmiej, śmiej. Mój bimber jest najlepszy w okolicy. To taki nasz „Sex on the beach”.

Wszyscy parsknęliśmy śmiechem. Po krótkiej chwili kontynuowaliśmy temat rezygnacji trenera. Zwróciłem się do pana Macieja:

– Wcześniej mówił pan, że trener mi czegoś nie powiedział. O co chodzi?
– No o to chodzi, że on mecz z Likieniem to przegrywa od dziesięciu lat. Tylko raz wygrał i to na początku, jak zaczął naszych trenować.

Na to wtrącił się pan Dejna:

– Czego on przez ten czas nie wymyślał… Raz grał z sześcioma obrońcami. Kazał im stać na linii bramki i odbijać wszystkie piłki. Myślał, że ci z Likienia nie będą strzelać w miejscowych chłopaków, ale gdzie tam… Jeden z naszych w dwudziestej minucie był tak poobijany, że go musieli znosić z boiska.
– Wtedy i tak przegraliśmy. – stwierdził pan Maciej – A pamiętasz Mieciu jak kazał naszym chłopakom wymuszać faule?
– No. Jeszcze brat Runińskiego, tego co teraz jest u nas kapitanem, złamał nogę, bo tak niefortunnie upadł. Jaja były…
– Ostatnio przecież kazał ci strzelać karnego. – zwrócił się w moją stronę kompan właściciela kiosku – No to przekonałeś się na własnej skórze, ile są warte jego pomysły.
– Fakt… Jednak dlaczego wcześniej nie chcieliście zmienić trenera?
– A po co? Stach to dobry człowiek, nikt mu tu nie podskoczy…
Nie zdążyłem odpowiedzieć, a mój autobus szykował się do odjazdu. Wybiegłem z kiosku zdążając w ostatnim momencie. Dopiero po chwili się zorientowałem, że nie kupiłem Przeglądu.
***
Przez cały dzień nie mogłem doczekać się dzisiejszego treningu. Musiałem pogadać z trenerem. Najpierw jednak wstąpiłem do kiosku po zapomnianą gazetę. Po otwarciu drzwi przywitał mnie smutny głos pana Dejny:
– Młody, Stach się powiesił.
– Co?! Ale… ale jak?!
– No co, jak? Powiesił się na pasku od spodni. Podobno prezes znalazł go w budynku klubowym. Wezwał karetkę, ale tamten już był nie do odratowania. Lekarze przyjechali tylko stwierdzić zgon.

Poczułem się jakby ktoś uderzył mnie obuchem w potylicę. Mężczyzna dodał:

– Najbardziej szkoda mi Wandzi – jego żony. Najpierw straciła córkę w wypadku, musi wychowywać osieroconą wnuczkę, a teraz to… No tak to jest niestety…
– Nie wiedziałem, że jest im aż tak ciężko… Jednak nie mogę zrozumieć: dlaczego? Jeszcze wczoraj z Wami poszedł na piwo. Mówił coś o tym?
– Nie. Przeżywał jak co roku, że nie wygrał. Coś tam przebąkiwał tylko, że jutro rezygnuje i kończy z piłką, dlatego ci to rano powiedzieliśmy. Eh, kto wiedział, że tak chciał skończyć?

Za oknem zaczynało się ściemniać. Po chwili ciszy, pożegnałem się z panem Dejną. Musiałem wyjść na świeże powietrze. Postawiłem wrócić do domu sądząc, że trening i tak się nie odbędzie. Później spostrzegłem, że znowu nie kupiłem gazety. Pierwszy raz od dwóch lat…

 

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here