Obserwuj nas

Rozgrywki

Zmiany, które niczego nie zmieniają, czyli „rewolucja” po wrocławsku

Przerwa zimowa w Ekstraklasie. Czas w którym kibice ekstraklasowych klubów z niecierpliwością oczekują korekt w kadrach swoich drużyn. Prowadzone są ożywione dyskusje na temat tego czy nowy zawodnik wniesie do klubu jakąkolwiek jakość czy okaże się totalnym niewypałem. Analizuje się czy ten nowy nabytek okaże się lepszy jako skrzydłowy czy może lepiej zagra jako „dziesiątka”. Tak, tak się robi w większości klubów Ekstraklasy. Jednak jak już pewnie wiecie Śląsk Wrocław nie jest zwykłym klubem Ekstraklasy. To klub innowacyjny. Tam wszystko zawsze robi się inaczej niż wszyscy. Na przykład przeprowadza się zmiany, które niczego nie zmieniają.

Przerwa zimowa

Mamy 15. styczeń. Lider Legia Warszawa pozyskała już czterech piłkarzy. Wicelider Lech Poznań pozyskał trzech piłkarzy. Oba kluby mają dosyć szerokie kadry, a mimo to solidnie się wzmacniają. Tak, wzmacniają bo nie wierzę, że tacy ludzie jak Eduardo w Legii czy Tomasik w Lechu nie dadzą swoim drużynom dodatkowej jakości. Zresztą w Legii ogólnie odbyła się potężna rewolucja. Trener Jozak odpala zawodników, którzy nie będą mu potrzebni i zastępuje ich swoimi, lepszymi(?) piłkarzami. W Warszawie mamy, więc do czynienia z wymianą kadry.

W Śląsku wymianę kadry zrobiono latem. Nie wzięto pod uwagę takich rzeczy jak kontuzje, absencje kartkowe itp. Brak myślenia przyszłościowego zemścił się bardzo szybko i przez sporą część sezonu wrocławianie mieli problem z zebraniem osiemnastki meczowej. Teraz szybkie wspomnienie dzieciństwa. Pamiętacie ten smutek pod blokiem, kiedy główny organizator gierki krzyczał „Nie gramy, nie ma składów!!” Śląsk mecze grać musiał, więc tak jak pod blokiem gdy brakowało składów, a chęć do gry była ogromna brało się młodych. Normalnie nikt nie chciałby z nimi grać, bo plątaliby się pod nogami, ale tutaj nie było innego wyjścia, więc trudno. Bierzemy młodych jako uzupełnienie składu, ale trzymamy ich z dala od piłki.

Zmiany, które niczego nie zmieniają

W normalnie funkcjonującym klubie rozmowy z zawodnikami mającymi zwiększyć rywalizację w drużynie i poszerzyć kadrę rozpoczęłyby się w momencie pojawienia się problemów. Jak jednak pisałem na początku Śląsk Wrocław to klub innowacyjny. Lubi robić wszystko inaczej niż wszyscy i jest liderem we wprowadzaniu nowych rozwiązań. Niedawno na twitterze prowadzona była dyskusja na temat bezsensownych i za szybkich zwolnień trenerów. We Wrocławiu chyba czytano te dyskusje, wyciągnięto z nich wnioski i … zwolniono prezesa.

Nowym prezesem został Marcin Przychodny. Jeśli w takiej chwili wymienia się prezesa to należy się spodziewać co najmniej trzęsienia ziemi. Wyobrażałem sobie, że pan prezes Przychodny wejdzie do klubu i na dzień dobry zacznie robić jakieś poważne zmiany. Tymczasem Przychodny wszedł do klubu i jak do tej pory jedyna zmiana jakąś zrobił to wymiana… rzecznika prasowego. Tomasza Szozdę zastąpił Kacper Cecota. Nie dość, że ta zmiana nic nie daje klubowi to jeszcze jest totalnie bezsensowna. Nie mam nic do pana Cecoty, ale w mojej opinii Tomek bardzo dobrze wykonywał swoją pracę.

Marcin Przychodny fot. Śląsk Wrocław

Skoro jesteśmy już przy zmianach to przyjrzałem się zmianom na posadach trenerów i prezesów w Śląsku od czasów duetu Waśniewski – Lenczyk. Brałem pod uwagę tylko ludzi, którzy pracowali dłużej niż miesiąc, więc pominąłem wynalazki takie jak na przykład Grzegorz Kowalski na ławce trenerskiej.  Teraz uwaga. Po stronie prezesi zapisałem: Waśniewski, Żelem, Hołub, Bobowiec, Przychodny. Razem sztuk pięć. Po stronie trenerzy zapisałem: Lenczyk, Levy, Pawłowski, Szukiełowicz, Rumak, Urban. Razem sztuk sześć. Pięć lat. Pięciu prezesów. Sześciu trenerów. Czy to jest normalne? Nie wydaje mnie się.

Powroty

Odpuszczam już temat idiotycznych i politycznych zmian które nie mają żadnego sensu. Czas przeanalizować to co najważniejsze. Jak wygląda teraz kadra Śląska? Na pewno bardzo ważne są powroty po kontuzjach bocznych obrońców Kamila Dankowskiego i Bobana Jovicia. Biorąc pod uwagę fakt, że kontuzja Cotry jest poważna na bokach obrony robiło się gorąco. Wiadomo, że powrót do formy zarówno Danka jak i Jovicia trochę zajmie, ale najważniejsze jest to, że obaj są już praktycznie zdolni do gry.

fot. Śląsk Wrocław

Młodzież

Na tą chwilę w klubie są dwa pozytywy. Pierwszy nazywa się Tadeusz Pawłowski. Ten Tadeusz Pawłowski wziął pod swoją opiekę zrujnowaną Akademię Śląska i stworzył z niej drugi pozytyw. Efektów jest kilka. Po pierwsze wygrana Śląska U-10 w Amber Cup po pokonaniu wychwalanych pod niebiosa młodych adeptów z Zagłębia, Legii i Lecha. Po drugie chyba zaprzestano traktowania młodych wrocławskich piłkarzy jako zło nie nadające się do gry na najwyższym poziomie. Oczywiście zrobiono to dopiero wtedy kiedy już kadra była tak wąska, że nie było innego wyjścia jak zapchać ją młodymi. O tym, że w końcu doceniono wrocławską młodzież świadczy podpisanie profesjonalnych kontraktów z bohaterem ostatnich derbów Mathieu Scaletem, supersnajperem CLJ Sebastianem Bergierem i utalentowanym obrońcą Pawłem Kucharczykiem.To wszystko możemy uznać za sukces Akademii i Pana Pawłowskiego. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze kilka lat temu młodym i obiecującym nazywano 24-letniego Tadeusza Sochę i … Jakuba Więzika.

Transfery

Wiadomo, że każdy kibic chciałby kilka dobrych transferów. Śląskowi przede wszystkim brakuje skrzydłowych. Jednak kiedy przypomnimy sobie wyczyny Igora Tarasovsa w środku obrony to wypożyczenie Tima Riedera z Augsburga wydaje się zbawienne. Wydaje się, bo tak naprawdę nic o niemieckim stoperze nie wiemy. Zagrał kilka meczów na poziomie Bundesligi, a potem spadł do rezerw i tak już został. Jedno jest pewne. Gorszy od Tarasovsa nie będzie, bo to chyba niemożliwe. Rieder jest autorskim pomysłem naszego dzielnego SportDirektora Adama Matyska. Podobno Jan Urban nie do końca jest do Niemca przekonany. Ciekawe który z panów ma rację.

Czy możemy się jeszcze kogoś spodziewać? Trener Urban otwarcie powtarza, że potrzeba mu skrzydłowych. Prezes Przychodny z kolei swoim fachowym, urzędniczym okiem przeprowadził na pewno dogłębną analizę składu. 😉 Po czym powiedział, że to co jest teraz spokojnie wystarczy na pierwszą ósemkę.

Panie prezesie… nie, nie wystarczy. Jedna dwie kontuzje i znów będziemy zbierać w czapę od każdego po kolei. Po drugie Pich i Kosecki mają też jakąś granicę wytrzymałości. Nie każdy jest Piotrem Celebanem. Nie każdy może zapieprzać każdy mecz po 90 minut.

Śląsk Wrocław to nie World Games panie prezesie, więc jak pan chce coś ze Śląskiem osiągnąć to proszę przestać gadać głupoty i robić bezsensowne zmiany w miejscach gdzie one w ogóle nie są potrzebne. Proszę organizować budżet i piłkarzy, a najlepiej to proszę doprowadzić klub do takiego stanu, żeby ktoś poważny w końcu wyrwał go z rąk pana nieudolnych kolegów z ratusza.

Piotr Potępa

Piszę dla Watch-Esa i 2x45info. IT QA. Zakochany we Wrocławiu i Warszawie sprzed wojny.

1 komentarz

1 komentarz

  1. Tomasz

    20 lutego w 15:39

    Pożegnaliśmy kolejnego trenera… Co prawda powrót Tadeusza Pawłowskiego na to stanowisko może cieszyć ale odnoszę wrażenie że taki był właśnie zamysł. Zarząd wie że taki ruch nie zmieni problemów jaki klub ma ze składem, ale jest szansa że kibice (których większość trenera Pawłowskiego postrzega jako chodzący symbol klubu) zmobilizuje się do nadal przychodzenia na mecze, nawet jeśli wyniki zostaną na obecnym poziomie. W krótkiej perspektywie może się udać, pod warunkiem że sprzedadzą klub komuś kompetentnemu do końca sezonu. Bo jeśli kolesiostwo z ratusza nadal będzie decydować o tym co dla kibiców jest święte, z wielkim smutkiem będziemy musieli patrzeć jak znów trenerem Pawłowskim, to właśnie kolesiostwo, wytrze sobie gębę za jakiś czas. A ty drogi kolego możesz odświeżyć swoje wcześniejsze teksty i zacząć je kopiować do nowych publikacji na temat sytuacji w klubie 🙁

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Rozgrywki