Obserwuj nas

Rozgrywki

Wisła po pierwszej randce z ustawieniem 1-4-3-3

Wisła Kraków

No i stało się. Nie wiem jak, nie wiem dlaczego, ale stało się. Zostałem zaproszony do redakcji watch-esa! Podszedłem (bo miałem blisko) do tematu na tyle poważnie, że z meczu pomiędzy Lechią a Wisłą zrobiłem notatki, żeby to jakoś bardziej profesjonalnie wyglądało. 😀

Kiedy człowiek lubi piłkę nożną, kiedy ma swój ukochany klub w Ekstraklasie, bez którego meczów jest mu się ciężko ogarnąć w weekend, to przez ostatnie kilka tygodni przeżywał straszne katusze. Niby można obejrzeć wszystkie znaczące ligi, ale gdy się człowiek przyzwyczai do szybkiego tempa, rozgrywania na jeden kontakt, to potem bardzo trudno jest mu zrozumieć, że nasi tak nie potrafią, a nawet jeśli potrafią, to wolą się nie wychylać, bo wychodzą z założenia, że jak raz pokażesz, że potrafisz, to cię będą nękać, żebyś tak grał co mecz.

Na szczęście minęły ciężkie czasy dla miłośników Ekstraklasy,

Znów będziemy oglądać słabe strzały i niedokładne passy,

Będziemy narzekać, że piłkarze kiepscy, bez klasy,

A grają tylko i wyłącznie dla kasy.

Wczorajszy mecz z Lechią był debiutem naszego nowego trenera, ale także i Mitrovicia, więc to dobry moment, żeby przyjrzeć się im dokładniej. Troszkę się spóźniłem i nie widziałem ani składów, ani ustawienia, ale to nawet lepiej, bo mogłem samemu wywnioskować jakim systemem gramy i przy okazji stwierdzić kto się rzuca w oczy, a kto jest niewidoczny. Oto kilka moich całkowicie subiektywnych spostrzeżeń:

SYSTEM

Dało się zauważyć, ze gramy 4-3-3 ze środkiem pola ustawionym dość defensywnie. W ataku panowała duża wymienność pozycji i pełna swoboda w grze, żaden z napastników nie był przypisany do swojej pozycji, co według mnie bardzo urozmaica grę i utrudnia zadania obronne przeciwnikowi, bo nigdy nie wiadomo gdzie ten Carlitos będzie za chwilę i skąd wybiegnie Małecki. Fajnie.

Środek pola wyglądał według mnie gorzej. Jestem skłonny stwierdzić, że po wczorajszym meczu można by postawić pod wielkim znakiem zapytania sens nauki, jaką jest matematyka, bo piłkarze Wisły udowodnili twierdzenie, że  3 < 2. Dało się zauważyć, że Pol Llonch we krwi ma granie dwójką w środku, bo bardzo często dublował pozycję Cywki, a nawet w niego wbiegał. Nie radził sobie także z grą bliżej linii, często wchodził w paradę Sadlokowi. Maciek też chyba nie należy do fanów tego ustawienia, bo było kilka przypadków, kiedy próbował zagrać schematem, który mają wypracowany, ale albo nie było kolegi przy linii (bo skrzydłowy był za wysoko, a Llonch w środku), albo nie było defensywnego pomocnika do rozegrania przez środek.

Linia obrony grała wczoraj wysoko, żeby nie powiedzieć bardzo wysoko – w jednej linii, blisko siebie. Spoko, tyle że demonów szybkości w obronie nie mamy i każdy błąd w ustawieniu powoduje, że nie zdążą wrócić pod bramkę i będzie pozamiatane.

STYL GRY

Tutaj byłem bardzo mile zaskoczony, bo w odróżnieniu od Wisły Kiko, Wisła Carrillo stara się piłkę przetrzymywać, konstruować grę krótkimi podaniami, zagrywając długą piłkę jedynie wtedy kiedy ma to sens. Super, lubię to. W odbiorze też graliśmy zdecydowanie, jednak mam wrażenie, że piłkarzom przeszkadzało trochę ustawienie (dublowanie się zawodników).

ZAWODNICY

Obrońcy moim zdaniem zagrali wczoraj poprawnie. Nie licząc akcji, po której straciliśmy gola, nie było zbyt wielu błędów w grze obronnej. Nie zwalałbym winy za straconego gola na któregokolwiek z piłkarzy, bo to jest po prostu efekt tego, że graliśmy bardzo ciasno w obronie i nikt nie został na dalszym słupku. Jeśli chodzi o grę do przodu, to mało tego było, a jeśli było to nic z tego nie wynikało. Był taki czas, że Sadlok w ogóle nie mógł się zgrać się z Małeckim na lewej stronie. Kiedy Maciek szedł za akcją, Patryk mu nie podawał i kończyło się na pustym przebiegu, a kiedy zaczęło się to jakoś zazębiać, to Mały poszedł na drugą stronę i teraz z Bartkowskim jest ta sama sytuacja co była z Sadlokiem.

***

Pomoc we wczorajszym meczu zamiast pomagać, sama potrzebowała pomocy. Nie wyglądało to dobrze, ale nie czarujmy się, zagrali w tak eksperymentalnym składzie osobowym i ustawieniu, że równie dobrze mogło się to skończyć blamażem. Nie skończyło się, więc jechać po nich nie będę.

Nie można zarzucić im braku chęci, bo chęci były – starali się chłopaki, biegali do końca, ale niestety wyszedł brak zgrania w tym składzie personalnym oraz brak obycia z grą trójką w pomocy. Jeśli Mitrović został ściągnięty do gry jako ofensywny pomocnik, to po wczorajszym meczu jest to ostatnia możliwa pozycja, którą byłbym w stanie mu przypisać. Nierzadko było tak, że zostawał jako najbardziej cofnięty defensywny, nie było widać u niego tej kreatywności, a jedno super podanie do Sadloka mijające obronę to trochę za mało, żeby go chwalić. Oczywiście nie będę go skreślał od razu i mówił, że się nie nadaje, bo już raz skreśliłem Imaza, a potem musiałem publicznie przepraszać. 🙂

Pozytywnym zaskoczeniem był dla mnie Tomek Cywka. Nie ukrywam, że zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem go w środku, ale naprawdę podobał mi się we wczorajszym meczu. Dyrygował chłopakami, podpowiadał kiedy wyjść wyżej, a kiedy się cofnąć, bardzo pewnie rozgrywał piłkę, rozglądał się za opcjami do grania zanim jeszcze przyjął futbolówkę, a co najważniejsze – bardzo pewnie wspomagał atak. Można powiedzieć, że marnował się na  obronie i skrzydle, bo w środku zagrał chyba najlepszy mecz odkąd jest w Wiśle. Brawo!

NAPASTNICY

W teorii niby trzech, a praktyce jeden, w porywach do półtora. Jeszcze raz napiszę – bardzo podobała mi się wymienność pozycji z przodu. Niestety przez to, że ofensywny pomocnik był zagubiony (pierwszy mecz, może nie czuł się pewnie), to ta wymienność pozycji przynosiła niewiele korzyści. Carlitos – klasa sama w sobie. Widać po nim, jak i po reszcie chłopaków, że treningi z Carrillo to nie jest głaskanie się po głowach, tylko ostre zasuwanie. Brakuje chłopakom świeżości, nogi jeszcze nie niosą jak powinny, to widać. Nie przeszkodziło mu to jednak w zdobyciu przepięknej bramki. Tak pewnego wykończenia niełatwej sytuacji nie widziałem już dawno. I o ile Carlitosa możemy chwalić, tak Boguskiego i Małeckiego już mniej.

***

#BoguśKing znowu gra, ale znowu niewiele daje. Ja wiem, zaliczył asystę, no ale powiedzmy sobie szczerze, to była jedna z łatwiejszych asyst do zaliczenia. Jeden obrońca przed nim, nikogo w koło, nikt nie nęka, tego nie można było spartolić. Za to plus, ale poza tym? To samo co zawsze, zmarnowana akcja sam na sam, gdzie pozwolił się dogonić, w sytuacji gdzie można zagrać szybko, na jeden kontakt, w trójkącie, stoi w miejscu po zagraniu piłki zamiast ruszyć w pole karne/do linii. Zero zagrożenia z jego strony, wszystko wygląda jakby było dziełem przypadku, bo jak mówi przysłowie „raz na rok to i kura pierdnie”.

***

Komentator Dębiński bardzo chwalił Małeckiego za dobrą grę. Proponuję przetrzeć okulary i jednocześnie nie traktować kibiców jak pelikany, które łykną wszystko to, co powie im pan z telewizji. To nie te czasy, że trzeba ludziom mówić kto zagrał dobrze, a kto nie, bo przy dzisiejszej technice widać idealnie z 40 kamer, kto zagrał dobrze, a kto nie. I to wszystko live i w HD, a w niektórych krajach w UHD. Panowie komentatorzy! Po raz kolejny przypominam, tutaj nie ma tajemnej wiedzy i drugiego dna, a wy nie jesteście starszyzną z indiańskiej wioski, której reszta plemienia bierze słowa za pewnik.

Małecki moim zdaniem zagrał przeciętnie, żeby nie powiedzieć słabo. Biegał ociężale, i nawet jeśli sprawiało to wrażenie, ze próbuje robić coś dynamicznie, to obrońcy Lechii bez trudu do niego dobiegali, przepychali, zabierali piłkę. Kolejny raz grał bardzo egoistycznie, nie podawał do lepiej ustawionych partnerów, zakładał klapki na oczy i heja przed siebie. We wczorajszym meczu najlepiej wychodziło mu przepraszanie kolegów z drużyny za to, że nie podał. Żaden nie kazał mu się pocałować w tyłek, więc w tej materii założenia wykonał w 100%.

Super zmianę zaliczył Imaz. Gra ruszyła od momentu, kiedy pojawił się na boisku. Carlitos wreszcie miał z kim pograć kombinacyjnie, przyjemnie się na to patrzyło. Oczywiście zmarnował dobrą okazję na objęcie prowadzenia, ale w moim odczuciu Boguski miał sytuację łatwiejszą i bardziej korzystną, a nawet strzału nie oddał, więc za to bym go aż tak bardzo nie ganił. Mówiłem to już z 874 razy, powtórzę kolejny raz: Imaz powinien grać w ataku razem z Carlitosem i byłyby z tego same korzyści. Bardzo dobrze odnajduje się w polu karnym, potrafi zagrać kombinacyjnie na małej przestrzeni, co daje okazję do wkręcenia obrony w murawę, potrafi wykończyć akcję. Wprawdzie nie doszedłem jeszcze do tego, kto za niego powinien grać na boku pomocy, ale z czasem do tego dojdziemy.

SMUTNE TRYBUNY

Tytułem zakończenia, wspomnę jeszcze tylko o sytuacji na trybunach. Na Wiśle też nie ma szału, na normalne mecze przychodzi około 14 tysięcy (dane za EkstraStats). Na wczorajszym meczu w Gdańsku było niecałe 9 tysięcy, co przy pojemności prawie 42000 wygląda bardzo mizernie. Mam pewną teorię: Ktoś gdzieś popełnił błąd przy wybieraniu miast – gospodarzy na Euro 2012. Wiemy kto rządził w tamtych czasach i którzy politycy pochodzą z Gdańska i Wrocławia. Być może chcieli wypromować swoje miasta i kluby? Spoko, rozumiem, wykorzystali swoje pozycje, żeby pomysły przepchnąć. Szkoda tylko, że nie wzięli pod uwagę, że Euro trwa miesiąc, a stadion trzeba zapełniać tydzień w tydzień. I teraz oba te stadiony, choć piękne, niestety wyglądają bardzo smutno przy takiej frekwencji. Szkoda tylko, że nie można cofnąć czasu. Stadion przy ul. Traugutta 29 w zupełności by wystarczył na obecne czasy.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Rozgrywki