Wyszedłem z psem na spacer. Jest – 10. Wieje. Nie jest mi zimno. Czapkę trzymam w ręce. Wcześniej z kolegą, ełkaesiakiem wypiliśmy trzy wina. Pierwsze padło argentyńskie Cabernet Sauvignon. Delikatne, taniny zrównoważone, w drugich ustach posmak czarnej porzeczki. Poległo zanim zdążyłem zdjąć buty. Drugie w kolejce, w towarzystwie zimnej płyty serków i mięs, wjechała hiszpańskie Rioja. Klasyczne w formie, wytrawne niedojrzałymi cytrusami. Zrobiło się fajnie. Żony zaczęły licytacje, który mąż jest bardziej pijany, który gada bardziej od rzeczy….tak jakby to były jakieś zawody. Na deser pojawiło się wino gruzińskie, całkiem przyzwoite. Zbalansowane, z przodu trochę aromatu świeżo ściętego drzewa, rozlewające się posmakiem prażonych orzechów. Nazywało się Tibilisi. Gdy kieliszki się wysuszyły okazało się, że przypadkiem znalazło się w plecaku trochę magii zasuszonej.

Zużyło się na potrzeby doraźne.

Było pięknie.

Zeszło się na tematy piłkarskie.

– Coś wam nie poszło ostatnio – zagaił nader agresywnie kolega, ełkaesiak. Będąc jednak przyzwyczajonym do popisów mojej drużyny w meczach teoretycznie do odfajkowania, ale kończącymi się srogim laniem, po którym dupa piekła przez tydzień, odpowiedziałem… “chyba Wam”. To że ŁKS jeszcze nie rozpoczął rundy jakoś nam umknęło. Nie miało to jednak jakoś specjalnie znaczenia, bo temat naturalnie przeszedł na fryzury naszych żon. Że kiedyś były lepsze, i że teraz jakoś tak się nie starają…i że są starsze niż kiedyś…

 

Pies mojej żony tymczasem zesrał się w piwnicy – to jednak okazało się gdy wróciliśmy do domu. Nie ubiegamy faktów.

Rozmawialiśmy o “Fandango”, Eltonie Johnie dryfując nieustannie ku piłce nożnej. Musiałem się tłumaczyć za postawę moich w meczu z Jagiellonią. Mimo chęci nie potrafiłem jednak znaleźć kontrargumentu na “chujowo to wyglądało”. Zapiłem wstyd lampką riojy. Potem kolejną. Odrobinę to pomogło lecz kolega wyczuł krew…..Koniec końców zapytałem chytrze o jego ostatnie sukcesy w karierze w Fifie 18. Gra Sandecją, właśnie pokonał w LM Fenerbahce i AS Romę. Zrobiło mi się głupio bo ja doszedłem najwyżej do grupy mistrzowskiej…Nic to, na pewno mam inne atuty. Na przykład takie, że w moim ukochanym Crusader Kings 2 właśnie podbiłem Płock. Dominik Furman i Semir Stilić na kolanach błagają mnie o litość. Będę miłosierny.

***

Pamiętam jak moja Legia walczyła o Płock. Nie pamiętam wyniku ani stylu. Jestem wdzięczny za biologicznie naturalne zjawisko wypierania. Już nawet prawie nie pamiętam tej bramki Furmana. Czas leczy rany. Ogólnie to ostatnio dużo czytam. Głównie hard fantastykę. Może dlatego tak łatwo mi wyobrazić sobie mistrzostwo dla Legii. Nie mam złudzeń. Sukcesem będzie Puchar Polski i vicemistrostwo. To vice tym bardziej bolesne, że zasłużone. Z melancholii wywabiają mnie chuligani Piasta i srające konie. Znowu robi się ciekawie. Dzisiejsze dotychczasowe mecze nie mają porównania do wypróżniającego się konia. Po namyśle stwierdzamy z kolegą, że w sumie nie ma różnicy. Mam szansę zmienić temat. Wypijam łyk Tibilisi, żona wspomina, że powinniśmy się wydalać do domu. Na szczęście dzieci są po moje stronie. “Jeszcze 5 minut” krzyczymy niemal równocześnie. Ja krzyczę najgłośniej, bo jestem starszy.

Żona patrzy gniewnie, wskazuje na zegarek. “Najebałeś się” mówi do mnie podważając moją dominującą rolę w tym małżeństwie. Żeby nie robić jej wstydu przed znajomymi wstaję i pokornie się ubieram. Zawiązuje buty, dzieciom nakładam czapki, synowi tył na przód. Nie szkodzi, uszy ma zakryte.

Jeszcze tylko krótki wykład o odpowiedzialności i już spokój. Pokornie milczę, ukradkiem sprawdzam wyniki na telefonie. Mam podzielna uwagę. W domu wita nas głupkowaty pies żony. Erupcja nieokiełznanej radości. Euforia szczęścia. Jak pisałem, zesrał się. “Jak w Gliwicach” – myślę sobie. Mam do wyboru usypianie dzieci lub spacer z kundlem. Z dwojga złego zabieram psa na spacer. Jest – 10. Nie jest mi zimno. Myślę sobie, że to nie jest trudne być dobrym piłkarzem, po prostu trzeba robić wszystko odwrotnie niż będąc słabym. Byłbym słabym piłkarzem bo mam nadwagę i jestem dość leniwy, dlatego mam pełne podstawy by zostać piłkarzem wybitnym. Może nie jakimś Balakiem czy innym Dziekanowskim, ale już Patrykiem Małeckim jak najbardziej, tylko, że on chyba więcej pije.

Wracam do domu. Pies wylizuje sobie krocze. Ja siadam do komputera. Kazali mi napisać podsumowanie dzisiejszych meczów. No to pisze się…

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here