foto: Tomasz Rulski

Z wielkim niepokojem obserwuję to, co od wczoraj dzieje się w środowisku piłkarskim. Wprost nie mogę uwierzyć, że sytuacje, których świadkami byliśmy wczoraj podczas meczu Lecha z Jagiellonią, jak również Lechii z Legią, bez większego echa odbiły się w polskich mediach sportowych. I to z co najmniej kilku powodów.

Wszystko zaczęło się od sytuacji dość niewinnej. Oto w polu karnym Jagiellonii – po jednym z dośrodkowań – piłkę w wielkim zamieszaniu do siatki wepchnęli Lechici. Dobrze ustawiony sędzia Tomasz Musiał stara się panować nad wydarzeniami. Piłka wpada do siatki, sędzia początkowo gola uznaje, ale pod ciężarem protestów graczy gości postanawia sytuację poddać wnikliwej ocenie. Trwało to dość długo, ale wszyscy pewnie się zgodzą, że 20 czy 30 dodatkowych sekund to niska cena za podjęcie dobrej decyzji. W końcu decyzja zapada (anulowanie gola) i gra toczy się dalej.

VAR, który wszystko zepsuł…

Już przy pierwszym użyciu VAR’u sytuacja jest mocno dyskusyjna. Kiedy jednak po dwóch bramkach Lech wychodzi jednak na prowadzenie, dopiero zaczynają dziać się cudy.

Najpierw Vujadinović postanawia zmienić dyscyplinę sportu:

Sędzia Musiał przy asyście VAR’u stwierdza, że zachowanie Lechity to zupełnie czysta interwencja. Dość znamienne jest to, że zaledwie dwa dni wcześniej za podobne zagranie (tyle że na innej wysokości) z boiska wylatuje z bezpośrednią czerwoną Matras:

Zrozumcie mnie dobrze. Matras ZASŁUŻYŁ na czerwo, bo i impet, i poziom niebezpieczeństwa jest większy, ale kompletny brak reakcji w drugim przypadku to farsa. Już wtedy było czuć, że sędziemu głównemu ten mecz zaczyna się wymykać spod kontroli. Na potwierdzenie nie trzeba było długo czekać. Sędzia dyktuje karnego dla Lecha (od 2:12)

Nie potrafię zliczyć ile już takich sytuacji było wałkowanych. Nie potrafię też zliczyć ileż razy eksperci od sędziowania tłumaczyli, że liczy się intencja zagrania ręką, ruch ręki do piłki czy też odległość jaką piłka przemierza (jest oczekiwana czy nie) zanim dojdzie do kontaktu. I kiedy ta sytuacja nie spełnia w zasadzie żadnych wytycznych – tak często nam powtarzanych – Musiał wskazuje na wapno.

Sędzia ma prawo się mylić. Ma prawo źle ocenić czy zwyczajnie czegoś nie zauważyć. Ale Pan Tomasz sięga ponownie po VAR i widzi wszystko jak na dłoni, a mimo to zostaje przy swoim. Właśnie w takich momentach cała inwestycja w ten system traci kompletnie sens.

Media nabierają wody w usta…

Sytuacją znamienną jest też to, że media zupełnie nie reagują. Na bieżąco pojawiają się coraz bardziej krytyczne głosy oceniające decyzje sędziowskie w mediach społecznościowych. Wątpliwości nie ma też człowiek, który w NC+ dla kibiców ocenia kontrowersyjne sytuacje. Mimo tego w mediach nadal cisza. Zupełnie jakby ktoś wydał taką komendę.

Sytuacja będzie jeszcze bardziej zagadkowa, kiedy uświadomimy sobie, że dosłownie “chwilę” temu (mecze LM w tygodniu) suchej nitki media nie zostawiły na zespole Szymona Marciniaka za błędnie podejmowane decyzje.

Wypaczone wyniki

Czy Lech był drużyną lepszą? Owszem, i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Nie ma ich też w tym, że futbol potrafi być zupełnie nieprzewidywalny i jedna sytuacja może wywrócić wszystko do góry nogami. Niestety nie dowiemy się czy tak byłoby w meczu w Poznaniu. Jaga nie dostała szansy wyrównać (wszak karny to jeszcze nie gol), a w zamian została dobita trzecią bramką, która zupełnie podcięła im skrzydła. Przy 2:2 wcale to nie byłoby takie oczywiste.

Zapyta ktoś “Ale jak to? Lech był lepszy, ostatecznie wygrał, a wynik mimo tego jest wypaczony?”. Tak. Jeśli nie wierzycie mi, zapytajcie któregokolwiek zawodowego sportowca. On nie pozostawi Wam złudzeń…

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here