Złe przeczucia co do spotkania przy Bułgarskiej mogłem mieć już od momentu, gdy dotarłem do Poznania. Problemy z dotarciem na stadion i zmiany w organizacji miejsc związanych z akredytacjami (może dlatego, że prawie 3 lata mnie tu nie było?) powinny mi dać do myślenia.

Na drugiej szali stanęła pogoda, która była jednym z czynników powodujących, że na stadionie pojawiło się prawie 30 tysięcy kibiców. Pomijając kibicowskie sympatie i antypatie to w Poznaniu było czuć prawdziwe piłkarskie święto. Dzięki temu stolica Wielkopolski zawsze była jednym z moich ulubionych kierunków wyjazdowych.

***

Pierwsze kilkanaście minut to kalka ostatnich pięciu spotkań Jagiellonii. Stopniowo budowana przewaga przełożyła się na dość szybko strzeloną bramkę i zapowiadało się mocno na kolejne zwycięstwo ekipy prowadzonej przez Ireneusza Mamrota. To jednak Lech z Poznania okazał się o wiele lepszym długodystansowcem. Jagiellonii z minuty na minutę zaczęło brakować sił. W połączeniu z nowym zestawieniem stoperów (wirusówka Mitrovica) dało to sporo niepewności i mało fortunnych interwencji. Niesmak pozostawił VAR, który po raz kolejny nie spełniał swojej roli. Ani kibice przed telewizorami, ani ci na stadionie nie mieli pojęcia, dlaczego gra została przerwana i co tak na dobrą sprawę widział w swoim monitorze sędzia Musiał. Ostatecznego wyniku w żaden sposób by to nie zmieniło. VAR zamiast kibiców uspokajać, staje się coraz bardziej irytującą niewiadomą. Końcówka drugiej połowy była właściwie egzekucją. Do bramki na 3:1 Jagiellonia próbowała jeszcze złapać dystans, ale po golu Jevtica z karnego zawodnicy Jagi w zasadzie stali i czekali na kolejne wystrzały poznańskiego kałacha.

***

Przed trenerem Mamrotem ciężkie dwa tygodnie. Za tydzień Jagiellonia gra u siebie z bardzo nieprzewidywalną Arką i po tym spotkaniu nadejdzie przerwa na reprezentacje. Na zgrupowanie wyjedzie na 100% 3 Słoweńców. Możliwe jest powołanie dla Frankowskiego i Romańczuka, a nie będzie też zdziwienia w powołaniu dla Karola Świderskiego.

Przez pryzmat starcia z Lechem każdy z nominalnych napastników średnio nadaje się do gry na tej pozycji. Roman Bezjak zagrał zdecydowanie najsłabsze ze spotkań do tej pory, bez większego zaangażowania pokazał się w niedzielne popołudnie Sheridan i mało do ugrania na boisku zastał w końcówce Świderski.

Kibice w Białymstoku sobotnie spotkanie z Arką obejrzą z dużym niepokojem.  Nikt do końca nie wie jak do końca sezonu drużyna Mamrota poradzi sobie w meczach kondycyjnie i czy taka porażka wzmocni morale ekipy i o wiele bardziej ją scali czy będzie początkiem (tfu!) kryzysu zespołu z Podlasia.

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here