Obserwuj nas

Rozgrywki

Przedostatnia kolejka przy świątecznym stole cz. 1

Anglicy mają swój meczowy Boxing Day, my mamy ligowy Poniedziałek Wielkanocny. I w tym roku w śmigusa-dyngusa możemy liczyć na cztery ekstraklasowe mecze. Poza tym na świąteczną kolejkę składają się także cztery spotkania, które zostaną rozegrane dwa dni wcześniej, w Wielką Sobotę. Krótko mówiąc, najpierw będzie święcone, później będzie lane… 

Górnik Zabrze – Sandecja Nowy Sącz

Marcin Brosz będzie miał do dyspozycji Szymona Żurkowskiego oraz Damiana Kądziora, którzy ostatnio byli niedysponowani. Skrzydłowy musiał nawet z tego powodu opuścić zgrupowanie kadry, ale już we wtorek trenował z pełnym obciążeniem. Można więc oczekiwać, że wystąpi od pierwszej minuty. Na pewno nie zagra za to trzykrotny reprezentant Polski, etatowy wykonawca stałych fragmentów gry, Rafał Kurzawa. Na szczęście przyczyną nie jest kontuzja, a konieczna pauza po tym, jak uzbierał cztery żółte kartoniki.

Kazimierz Moskal z kolei ma nóż na gardle. Sandecja osiadła na samym dnie tabeli z dwupunktową stratą do Bruk-Betu. Ewentualne zwycięstwo z zabrzanami sprawi, że wciąż będzie nadzieja na uratowanie ligi, natomiast przegrana jasno pokaże, że beniaminek z Nowego Sącza to główny kandydat do spadku. W sobotnim starciu zabraknie Macieja Małkowskiego, także pauzującego za kartki.

Bruk-Bet Termalika Nieciecza – Cracovia Kraków

Naszpikowana obcokrajowcami Termalika ewidentnie sobie nie radzi. Klub z Niecieczy pogrążony jest w chaosie. W osiągnięciu równowagi nie pomagają zmiany szkoleniowców. Zaczynał Mariusz Rumak, potem był czas Macieja Bartoszka, a teraz rolę strażaka pełni Jacek Zieliński. Nie widać żadnego światełka w tunelu i wyjścia z patowej sytuacji. Widać za to jak na dłoni, że zagraniczny piłkarz to niekoniecznie lepszy piłkarz. Brakuje zgrania, brakuje strzelających napastników, a i Jan Mucha zdaje się, że najlepsze lata w bronieniu ma już za sobą.

Za to Cracovia Michała Probierza szybuje nieustannie w górę. Po jesiennym marazmie i słabych wynikach, nikt nie spodziewał się, że krakowianie tak ostro wkroczą w rundę rewanżową, w dodatku z zamiarem zameldowania się po 30. kolejce w grupie mistrzowskiej. Nie jest to niewykonalne, wszak dzieli ich zaledwie jedno oczko od ósmego Zagłębia. Plusem Pasów jest fakt, że są w gazie. Minusem przed 29. kolejką jest wykartkowanie Miroslava Covilo, niekwestionowanego lidera w środku pola, zawsze groźnego przy okazji wrzutek w pole karne. Wydaje się jednak, że nawet pod nieobecność Serba, goście powinni wyjechać z Niecieczy z trzypunktową zdobyczą.

18:00, Korona Kielce – Lechia Gdańsk

Jeszcze nie tak dawno kielczanie zachwycali swoją dyspozycją. Potem przyszło gubienie punktów, które nieco oddaliło grupę mistrzowską. Mimo wszystko wydaje się, że na ostatniej prostej Koroniarze znów będą na fali, tym bardziej, że przed nimi domowe spotkanie z będącą w fatalnej sytuacji Lechią. A piłkarze Gino Lettieriego przed własną publicznością grają jeszcze lepiej niż na wyjazdach. W końcu to właśnie na Kolporter Arenie odprawili z kwitkiem Legię czy Lecha. Mając w pamięci ostatni rezultat meczu z gdańszczanami, kiedy to Scyzoryki ośmieszyły gospodarzy, wygrywając aż 5:0, zdaje się, że to perfekcyjny moment, aby potwierdzić, że nie był to przypadek, zaś ostatnie słabsze występy to tylko mało znaczące epizody.

A Lechia… Na tę drużynę brakuje słów. Ich jedynym pozytywem i nadzieją na lepsze jutro jest trener Piotr Stokowiec; fachowiec, który potrafi sporo wycisnąć z zespołu. Z drugiej strony, już raz ratował Ekstraklasę, ale ostatecznie się to nie udało – doświadczył bolesnego spadku. Jak będzie tym razem? Pierwsze decyzje nowego szkoleniowca potwierdzają, że niezbędna jest mozolna, ciężka praca. Że od jakiegoś czasu w Gdańsku był wielki bajzel, którego nikt nie chciał uprzątnąć. Domniemywam więc, że porządki będą znaczne. Tylko czy starczy na to sezonu? A może Stokowiec będzie dalej sprzątał, ale już w pierwszej lidze?

20:30, Arka Gdynia – Legia Warszawa

Gospodarze walczą, co by uniknąć przykrej walki o utrzymanie, jaka miała miejsce w zeszłym sezonie. Tym razem ich celem jest wieść spokojne życie na górze. Żeby tego dokonać, muszą punktować. Leszek Ojrzyński jest jednak znany z tego, że preferuje efektywność nad efektownością, więc swojej bandzie zaszczepił już pewnie przekonanie, że liczą się trzy punkty, nic więcej. Czysty pragmatyzm, który może dać oddech gdynianom. Moment rozluźnienia sprawił, że w pokrętny sposób stracili w Białymstoku cenne trzy punkty. Meczem z Legią będą chcieli udowodnić, że może z wicemistrzem im nie poszło, ale za to z mistrzem pokażą swoje ja. Tym bardziej, że grają u siebie.

Legioniści są raz na wozie, raz pod wozem. Ich gra w żaden sposób nie zachwyca i nic nie wskazuje, że lekką ręką obronią mistrzowski tytuł. Rywal w postaci Jagiellonii czy Wisły Kraków pokazał, że niedoskonałości w Legii jest mnóstwo i wystarczy tylko je wypunktować, aby pewnie wygrać. Szybkie podania czy zabójcze kontry sprawiają, że warszawianie tracą dech w piersiach, kręci im się w głowie i za żadne skarby nie umieją zatrzymać pędzących przeciwników. Atmosfery nie poprawia zesłanie do rezerw Michała Kucharczyka, ulubieńca trybun, który zawsze oddawał całego siebie na boisku. Romeo Jozak ma ciężki orzech do zgryzienia, a jego ciągła rotacja składem i brak trenerskiego doświadczenia wcale nie pomagają.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Rozgrywki