fot. Adam Piechowiak

Ekstraklasa jaka jest, każdy widzi, ale zazwyczaj nie zaglądamy jej w zęby. Bo po co się denerwować. Tymczasem w piątkowe popołudnie, w majowym słońcu zobaczyłem to piękniejsze oblicze naszej ligi. Sześć goli, dobre tempo, luz, radość z gry. Piłkarze Cracovii i Śląska stworzyli świetne widowisko. Szkoda tylko, że takie rzeczy widzimy tylko od święta, a na podobne mecze będziemy musieli znów czekać do końca następnego sezonu, kiedy drużyny zapewnią sobie utrzymanie lub do narodzin kolejnego dziecka trenera?

Widziałem wiele meczów na stadionie przy ulicy Kałuży, nawet kiedy Pasy wygrywały, to często czuć można było niedosyt. Mimo wyników, brakowało takiej radości z gry, zabawy piłką. Z trybun, czy sprzed ekranu telewizora wyglądało to zazwyczaj, jakby piłkarze grali tam na siłę albo wręcz za karę.

Brasiliana, copacabana

W meczu ze Śląskiem Wrocław przecierałem oczy ze zdumienia: nogi niosły, piłka cieszyła… Jakby to powiedział Andrzej Twarowski: brasiliana, copacabana. Wychodzi na to, że kiedy nie ma presji, nie ma już wielkich oczekiwań, piłkarze potrafią grać. Może to dziwnie brzmi, bo to, jak powiedzieć, że strażak umie gasić ogień, ale taka jest prawda. Troszeczkę rozluźnienia, chłodna głowa i mamy fantastyczną reklamę Ekstraklasy.

Na trybunach spotkanie obserwował (i się nie nudził) selekcjoner Adam Nawałka. Nie wiem, czy przeczytał może mój poprzedni tekst, a może sam doszedł do wniosku, że temu Piątkowi trzeba się przyjrzeć. Sam Krzysiek na zainteresowanie odpowiedział najlepiej jak mógł – golem. Po raz ostatni piłkarz Cracovii zdobył 20 bramek w lidze w 1948 roku. Wtedy jeszcze Janusz Filipiak nie był bogaty, czyli to było dość dawno. Ba, nie było go nawet w planach.

Dla odmiany… zagrajmy w piłkę

W szatni Cracovii święto. Michał Probierz właśnie po raz trzeci został ojcem. W powietrzu unosi się dym i to tym razem nie smogowy, a grillowy. Słonko świeci, trawa równa… Majówkowy klimat udzielił się piłkarzom obu drużyn. W perspektywie pewne utrzymanie, nie ma co się rzucać, nie ma co się faulować – pomyślał jeden z drugim – zróbmy coś, czego jeszcze nie robiliśmy. Pograjmy w piłkę.

Naprawdę czuć było atmosferę wielkiego piłkarskiego święta. Nie trzeba było pójść na festiwal OFF Camera, żeby być świadkiem pięknych scen. Było strzelanie, była „kołyska”, była dramaturgia, było gonienie wyniku. Do tego spotkanie nie przyniosło rozstrzygnięcia. I to tym bardziej wpisuje się w charakter tego meczu, który mi przypominał raczej sparing pokazowy, taki żeby sobie postrzelać. Okazuje się, że można w tej lidze grać ładnie, na luzie, a zarazem skutecznie.

Życzmy sobie takich meczów

Zbyt wielkie oczekiwania właścicieli i kibiców powodują blokadę, której piłkarze nie potrafią przejść. Może to problem mentalności? Nie wiem. Ale czy nie można tak grać przez cały sezon, a nie, gdy wszystkie karty są już rozdane? Nawet jeśli nie, to teraz, na finiszu rozgrywek, życzę sobie, żeby każdy mecz do końca sezonu był taki, jak ten w Krakowie.

Miało być coś o whisky… No, to zdrowie, panie Michale i gratulacje!

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here