fot. Aleksandra Chuczun

Każdy z nas oglądał kiedyś którąś z amerykańskich produkcji traktujących o superbohaterze. Przeciętny chłopak, na którego nikt nigdy nie stawiał, nagle staje się posiadaczem supermocy. Z dnia na dzień jest w stanie pokonać każdego, zdobyć serce dziewczyny w której się kochał, a w pojedynczym starciu nokautuje jednego z odwiecznych rywali. W absolutnie każdym tego typu filmie nadchodził moment w którym świat superbohatera wali się z sekundy na sekundę, ktoś odbiera mu moc, kradnie ponadprzeciętne atrybuty i nasza postać musi znaleźć sposób, by z tego dołka wyskoczyć. Mamy pierwszy z majowych weekendów i chyba łatwo zauważyć analogię do najnowszej historii jednej z polskich ekip na najwyższym szczeblu rozgrywkowym?

W zasadzie tylko od Jagiellonii zależy, co wydarzy się w jej kontekście w ostatnich czterech kolejkach Lotto Ekstraklasy. Zespół ma przed sobą pojedynki z czołówką tabeli i to od ekipy prowadzonej przez Ireneusza Mamrota zależy jak długo będzie ona walczyć o największy sukces  w historii klubu. W pierwszym z dwóch kluczowych starć w ekipie Żółto-Czerwonych zabraknie Tarasa Romanczuka. Reprezentant Polski ze względu na nadmierną liczbę żółtych kartek nie będzie mógł znacząco wpłynąć na grę w środku pola. W jego miejsce może pojawić się Rafał Grzyb, Piotr Wlazło albo Dawid Szymonowicz. Pierwszy i trzeci znani z o wiele bardziej defensywnej gry i nieobliczalny Wlazło, który może zagrać tragicznie, ale nie boi się uderzać z dystansu i udzielać się w grze ofensywnej, przez co też pozytywnie wpłynąć na wynik spotkania.

Kiedy, jak nie teraz?

Sam Mamrot mógłby też spróbować pokerowej zagrywki i wystawić dwóch ofensywnie nastawionych środkowych pomocników (Świderski i Pospisil), ale wydaje się to zbyt ryzykownym i pochopnym posunięciem. Pytanie tylko kiedy, jak nie w takim momencie? Wiele wariantów rozgrywanych przez Mamrota ostatnimi czasy nie dawało wyśnionych rezultatów, a cała piłkarska Polska mogłaby w niedzielny wieczór zobaczyć manewr jakiego nie widziano od dawna, a piłkę w wykonaniu Żółto-Czerwonych taką, jaką można było obejrzeć ostatni raz właśnie przeciwko Legii w lutym przy Łazienkowskiej.

Co mogłoby jeszcze zaskoczyć sztab szkoleniowy Legii? Cillian Sheridan w podstawowym składzie! Zawodnik będący jedną wielką zagadką, ale jest kilka czynników, które przemawiają za Irlandczykiem. Po pierwsze to nieustający luz, który widać dosłownie wszędzie. W ostatnich krótkich występach Cilliana ciężko wypatrzyć przejęcie lub zatroskanie obecną sytuacją kolegów z drużyny. Luz Sheridana widoczny jest równie mocno w boiskowych zagraniach. Cillian bez większego problemu poradzi sobie w powietrzu ze stoperami Legii i dodatkowo może pomóc w niestandardowym rozegraniu akcji z przodu. Dylemat w wyborze napastnika mógłby rozstrzygnąć rezerwowy, a w przypadku braku powodzenia trener Mamrot może zawsze zastosować “wędkę” lub zmianę w przerwie spotkania.

Po historię, po tytuł!

Mecz w Białymstoku rozgrywany 6 maja 2018 roku jest niewątpliwie jednym z najważniejszych w historii klubu. To on może być początkiem przełomu i drogi w stronę tytułu. Może być równie dobrze początkiem końca marzeń o upragnionym trofeum. Ostatni raz tego typu ciężar emocjonalny kibice w Białymstoku mogli doświadczyć w finałowym starciu sezonu 16/17, gdzie Jagiellonia ostatecznie wywalczyła wicemistrzostwo. Teraz zespół z Białegostoku nie może przegrać, aby dalej liczyć się w grze, ale by móc liczyć tylko na siebie musi zadrwić z piłkarskiej Polski i po raz trzeci w tym sezonie pokonać Legię. Amerykańscy superbohaterowie odzyskiwali ostatecznie w wielkim finale każdego filmu moce i pokonywali na ostatniej prostej każdego z czarnych charakterów. Co będzie z Jagiellonią? Cierpliwie czekam na godzinę 18:00!

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here