Obserwuj nas

Wisła Kraków

Co wiemy po #KORWIS? | 6 wniosków kibica Wisły

Zobaczyłem kurs oscylujący wokół czterech złotych, za każdą złotówkę postawioną na zwycięstwo Wisły i od razu odetchnąłem z ulgą. Już bez nerwów oczekiwałem na gwizdek rozpoczynający spotkanie w Kielcach. Wszystko wskazuje na Koronę, czyli dzisiaj będzie dobrze. Być może to przekleństwo. Być może to urok tej ligi. Bo niemal zawsze wygrywa ten… który nie powinien.

1. W Wiśle ma kto strzelać.

Najważniejszą informacją dla Wisły jest fakt przełamania się kilku graczy. Najwięcej pewności powinien nabrać Krzysztof Drzazga. Czekał 16 spotkań na premierowe trafienie, ale gdy już się udało przełamać, aż czterokrotnie wpakował piłkę do siatki (raz ze spalonego). Po odejściu Ondraszka Biała Gwiazda przestała strzelać. Zaczęło się od meczu z Lechem (Czech był zawieszony), kiedy atak Wisły zagrał na zero z przodu, a w obecnej rundzie miało to miejsce jeszcze z Górnikiem i Lechią. Na pierwszą bramkę z gry kibice musieli czekać od grudnia, a sztuka ta udała się dopiero Bashy, tydzień temu. Na całe szczęście, kiedy drużyna ma problem ze strzelaniem, zawsze można liczyć na ekstraklasowe przekleństwo. Tak, by nic nie było zgodne z logiką.

No i stało się: Wisła ma nowego snajpera. Zameldował się, a po trzeciej bramce żołnierskim salutem dał znać, że jego misja w Kielcach została wykonana. Palił, raz za razem, ale jak na pięć prób raz się uda to i tak będzie świetnie. Nie wolno bać się podjąć ryzyka. Tego Wiśle brakowało, a z zagrywanych bezpiecznych piłek wszerz boiska nic nie wynikało.

Tydzień temu Drzazga zmienił Kolara i widać było jego drapieżność. Ambicji i woli walki nie można mu było odmówić. A pracowitych los zawsze nagradza. I to właśnie tydzień temu po raz pierwszy mogliśmy obserwować zapowiedź tego, co może czekać nas w Kielcach, bo…

2. Zbawca z Serbii?

Transfer Vukana Savićevića może punktem zwrotnym dla losów Białej Gwiazdy w rundzie wiosennej. Serb dał dobrą zmianę w przegranym meczu z Pogonią. Można było się spodziewać, że da tej drużynie więcej niż Patryk Plewka (pisałem o tym tutaj). Wisłę cechowała większa pewność siebie w środku pola, mniej indywidualnych błędów prowadzących do groźnych kontr rywali. Doprowadziło to do skutecznego rozgrywania i zdominowania boiska przez tercet Basha-Savićević-Błaszczykowski. Ten trzeci, wyjątkowo, spędzał więcej czasu przy środkowej linii, niemal cały czas gubiąc krycie rywali i wprowadzając zabójczy element zaskoczenia. Lukę na prawym skrzydle wypełniali Burliga z Kolarem.

I chociaż Chorwat nie był widoczny, to przebiegł najwięcej spośród wszystkich zawodników na placu gry. Pierwszy zaś kapitalnie podłączył się do akcji, wykorzystał genialne podanie Bashy i zanotował asystę. Szybka rehabilitacja za wcześniejszy błąd prowadzący do wolnego, po którym padła bramka dla gospodarzy. Co ciekawe, sprint Burligi przy kluczowym podaniu do Drzazgi był najszybszym w całym spotkaniu.

Wracamy jednak do bohatera drugiego wniosku. Vukan Savićević przybył do Krakowa już kilka tygodni temu. Przez kontuzje jego debiut nieco się opóźnił. Na razie jednak jego wpływ na zespół prezentuje się imponująco. Spędził na boisku w obu meczach łącznie 112 minut, w których to Wisła strzeliła 8 bramek. Jedną z nich on sam. Bez niego w tych samych meczach Wisła miała takie wyniki: 0:3 z Pogonią do 61 minuty, 0:0 z Koroną od 82 minuty. Z Serbem w składzie: 2:0 z Pogonią i 2:6 z Koroną. Oczywiście, to wciąż za mało czasu, by wysuwać daleko idące wnioski. No może poza jednym: Plewka będzie musiał chwilę poczekać na kolejną szansę.

3. Nie wszyscy znaleźli formę.

Mimo że niemal cała drużyna przypominała Barcelonę prowadzoną przez Pepa Guardiolę, to w szeregach Białej Gwiazdy nie wszyscy powinni być zadowoleni ze swojego występu. Pierwsza bramka Korony to dzieło Burligi, który głupio stracił piłkę blisko swojej bramki. Winnym w tym samym stopniu jest także Lis, rozdający w ostatnim czasie prezent za prezentem ligowym rywalom. Złe ustawienie przy rzucie wolnym dało prowadzenie kieleckiej ekipie, a Stolarczykowi kolejny powód, by przychylniejszym okiem spojrzeć na Michała Buchalika.

Wciąż błędy popełnia Wasilewski i chociaż defensywa Wisły zagrała o niebo lepiej niż ostatnio, to Wasyl nie ustrzegł się błędu przy wrzutce Mateja Pučko, kiedy to Arveladze zgubił jego krycie i głową skierował piłkę do siatki. Również Sławomir Peszko nie może być w pełni usatysfakcjonowany swoim występem. Poza jednym, fantastycznym przerzutem do Kuby Błaszczykowskiego, w końcówce pierwszej połowy (co za pudło Savićevića, to powinna być bramka!), skrzydłowy Lechii nie brał udziału w ofensywnych poczynaniach Wiślaków. Bo ciężko zaliczyć do nich przypadkową asystę przy golu Burligi.

Jego mała aktywność miała też związek, z tym że akcje Wisły prowadzone były przez środek pola, skąd piłka była zagrywana bezpośrednio do wychodzącego sam na sam Drzazgi, z pominięciem bocznych stref. Całe szczęście, w Kielcach wreszcie poznaliśmy, jak powinien grać finalista Ligi Mistrzów na tle piłkarzy z Ekstraklasy, bo…

4. Błaszczykowski zagrał jak Błaszczykowski.

To, co wyprawiał w Kielcach Błaszczykowski, przechodziło ludzkie pojęcie. Występ kapitana Wisły doceniła kielecka publiczność, która w momencie zejścia z murawy reprezentanta Polski, nagrodziła go burzą oklasków. Nie trzeba dodawać, że kibice Korony nie przepadają za tymi z Krakowa, i vice versa, więc tego typu scena prędko się nie powtórzy. Tym bardziej warto zwrócić uwagę na klasę fanów Korony.

Ręce same składały się do oklasków, przy każdym kolejnym zagraniu Kuby. Najpierw gol, później wystawiona jak na srebrnej tacy piłka dla Savićevića, następnie asysta rundy przy golu Drzazgi. I gdyby nie pudło sezonu Krzysia, Błaszczykowski chwilę później dopisałby sobie kolejne kluczowe dogranie. Kuba dyrygował linią pomocy. Biegał po całej szerokości boiska, był nie od upilnowania. Z perspektywy boiska widział więcej niż ludzie zasiadający na stadionie.

Tuż po tym, jak dołączył do Wisły, pytany o swoje dalsze losy, przyznał, z przymrużeniem oka, że jeszcze dwa lata pogra i może uda się mu wyjechać za granicę. Coś  jednak czuję, że jeszcze kilka takich występów i ten wymarzony wyjazd odbędzie się wcześniej.

5. Stolarczyk, czyli jak zrobić coś z niczego.

Bardzo podoba mi się to w trenerze Stolarczyku, że nieustannie kombinuje i koniec końców: znajduje rozwiązanie. Kiedy przychodził do Krakowa, objął zespół, który stracił wszystkie swoje gwiazdy. W tym człowieka, na którym opierała się cała ofensywa — Carlitosa. Zbudował wszystko na nowo.

Początkowo zawodziło wykończenie, ale ostatecznie Wisła stała się jedną z najlepiej grających w piłkę drużyn. Gra opierała się na grającym plecami do bramki Ondrášku, który nie tylko strzelał bramki, ale także zgrywał piłkę swoim kolegom z drugiej linii. Dosłownie — rozbijał obrony rywali. Czecha już nie ma, tak samo, jak Imaza, Korta czy Košťála. Wszystko trzeba było budować od nowa, ale zamiast się tym załamywać, Maciej Stolarczyk z uśmiechem na twarzy podjął się piekielnie trudnej misji stworzenia czegoś nowego.

No i cierpliwie tworzy. Zamiast rosłego snajpera, ma do dyspozycji dwóch szybszych, za to mniejszych: Drzazgę i Kolara. W takim razie już nie gramy górą. Pomocnicy szukają podań na dobieg, a Dżago dogodnej okazji, by wyprzedzić obronę rywala. Kilka razy nie wyszło, kilka razy palił napastnik, ale koniec końców Wisła zdobyła 4 bramki po koronkowych akcjach i kibice Wisły z nadzieją mogą zapatrywać się na czekające nas derby. Chociaż…

6. Wygrana w pięknym stylu jeszcze o niczym nie świadczy.

Jeszcze nie tak dawno Wisła rozgromiła Lechię, 5:2 u siebie, by w następnej kolejce przegrać z Pogonią (wówczas na ostatnim miejscu, bez zwycięstwa). W Ekstraklasie świetny mecz zespołu jeszcze o niczym nie przesądza. Ostatnie tak wysokie zwycięstwo w delegacji Wisła zanotowała w 2015 roku. Wyjazdowy łomot został spuszczony Podbeskidziu, skończyło się 0:6. Problem w tym, że przez następne 4 spotkania Biała Gwiazda nie zdobyła bramki. Tyle historia.

W niedzielę czeka Wisłę najważniejszy mecz w sezonie. Dzięki wygranej w Kielcach, marzenia o górnej ósemce znów odżyły. I nie ma co się dziwić, bo tylko jeden punkt dzieli nas od grona ośmiu najlepszych drużyn. Będąca w świetnej dyspozycji Cracovia, jest naszym bezpośrednim rywalem w tej walce. Wszystko powinno rozstrzygnąć się między Koroną, Pogonią, Cracovią, Wisłą oraz Zagłębiem. Tylko dwie drużyny znajdą się ponad magiczną granicą.

Operacja derby

Zostawiając jednak ósemkowe dywagacje, derbowe starcie będzie wyjątkowe. Już od dawna nie było tak bliskiego sąsiedztwa w tabeli między najstarszymi klubami Polski. I naprawdę trudno wskazać faworyta. Chociaż Cracovia gra i punktuje ostatnio dużo lepiej, to Wisła będzie miała za sobą kapitalne spotkanie w Kielcach i pełne trybuny.

Los pewnie podaruje nam nudne 0:0. To takie przekleństwo Ekstraklasy. Chociaż czasem zamienia się w jej największy urok. Wtedy, gdy drużyna, która nie zdobywa bramek, funduje nam popis strzelecki. Zamienia się — jak za pomocą czarodziejskiej różdżki — w krakowską Barcelonę. Kiedy napastnik, który nigdy nie strzelił bramki w Ekstraklasie, zdobywa hattricka. I kiedy drużyna, którą już skazywano na rozpaczliwą walkę o utrzymanie, na pięć kolejek przed włącza się z powrotem w walce o górną ósemkę. Po prostu ekstraklasowe przekleństwo.

Ekstraklasowy entuzjasta. Od zawsze z Wisłą Kraków. Nudny jak poniedziałkowy mecz w Eurosporcie. Mało trafne komentarze i wytarte frazesy. Całodobowo dostępny na twitterze.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Wisła Kraków