
Polskie drużyny trafiły na ekipy w swoim zasięgu. Podejmowały zespoły z Gibraltaru, Słowacji i Białorusi. Nie wszystkim udało się wygrać. W roli faworyta była tylko i wyłącznie Legia.
Kilka słów o BATE
Po wylosowaniu już w pierwszej rundzie takiej drużyny jaką jest BATE wszyscy wiedzieli, że łatwo nie będzie. Jest to znana europejska marka. Pięć razy w XXI wieku występowała w Lidze Mistrzów, a z kolei w Lidze Europy tylko dwa. Mają doświadczenie w europejskich pucharach, co jest kluczowe. W sezonie 2010/11 i 2018/19 zajęli drugie miejsce w grupie Ligi Europy. Toczyli boje nawet z obecnym triumfatorem tych rozgrywek – Chelsea Londyn. W 1/16 grali z Arsenalem i zdołali nawet u siebie wygrać 1:0.
Pierwsze starcie
Piast mierzył się z trudnym rywalem, ale w pierwszym spotkaniu nie dało się odczuć, że zespół z Białorusi jest lepszy. Bardzo dobrze do tego spotkania przygotował ich trener Waldemar Fornalik. Szkoleniowiec zrobił wszystko, co mógł. Świetnie przygotował swoich zawodników pod względem fizycznym, taktycznym i – przede wszystkim – mentalnym. Choć to zespół z Borysowa, od początku coraz groźniej atakował i szukał bramki. Nasi zawodnicy byli jak dzieci we mgle. Nie mogli złapać swojego rytmu. Chociaż z minuty na minutę Gliwiczanie powoli zaczęli dochodzić do głosu. Przykładem jest na przykład sytuacja Kuby Czerwińskiego, który mógł umieścić piłkę w siatce. Piast w pierwszej połowie oglądało się po prostu z przyjemnością, bo widać było styl jaki prezentowali na wiosnę, gdy zdobywali mistrzostwo Polski.
Goście grali z dużą zaciętością, agresywnością, umiejętnie zakładali pressing, a także tworzyli kombinacyjne akcje. Chcieli jak najszybciej wyjść na prowadzenie. Osiągnęli to w 36. minucie za sprawą Piotra Parzyszka. W drugiej połowie groźniejsi byli gospodarze i doprowadzili do remisu.
Wynik i gra na plus
Wynik 1:1 przed rewanżem w Gliwicach można było uznać za bardzo korzystny i stawiający Mistrza Polski w lepszej sytuacji. Trener Fornalik nie kalkulował i postawił na tą samą jedenastkę, co w Borysowie. Eliminacje do Ligi Mistrzów były ważniejsze dla trenera Piasta niż Superpuchar, bo dał odpocząć kluczowym zawodnikom. Oszczędzał aż 6 graczy z podstawowego składu byli to: Frantisek Plah, Uros Korun, Martin Konczkowski, Patryk Dziczek, Joel Valencia i Marcin Pietrowski. W meczu rewanżowym Piast miał wszystko w swoich rękach by awansować do kolejnej rundy.
Rewanż w Gliwicach
Mistrzowie Polski w europejskich pucharach jeszcze nie wygrali meczu. Zaczęliśmy to decydujące spotkanie podobnie jak pierwsze, czyli zepchnięci do defensywy. Zawodnicy BATE chcieli jak najszybciej strzelić gola. Pod naporem tych ataków było łatwo o błąd, lecz wybornie grał Czerwiński. Prawdziwy generał bloku defensywnego. Trzeba dodać, że nasz stoper był najbardziej doświadczonym zawodnikiem zespołu z Gliwic. Tylko on występował w Lidze Mistrzów. Dzięki meczom z Realem, Borussią i Sportingiem zyskał cenne doświadczenie. Dzięki niemu wyszliśmy na prowadzenie w 21. minucie. Po strzeleniu bramki, graliśmy swoją piłkę, byliśmy zdecydowanie lepsi od BATE. Wszystko szło po myśli gliwiczan. Tyły były zabezpieczone dzięki Czerwińskiemu, a z przodu śmiało konstruowano kolejne akcje.
Frantisek Plach – główny powód przegranej Piasta
Przyszła niechlubna 80. minuta, kiedy nie wiadomo co chciał osiągnąć Plach. Bramkarz mistrza Polski uderzył w głowę napastnika gości, przez co nie dość, że dostał żółtą kartkę, to jeszcze później wpuścił gola z rzutu karnego. Sytuacja po prostu absurdalna. Po co w ogóle wychodził z bramki? Gwoźdź do trumny Piasta posłał Volkov w 87. minucie. W tej sytuacji lepiej mógł się zachować bramkarz, bo nawet nie wyszedł do piłki, tylko został na linii. Obrona za to nie przypilnowała strzelca.
Dunajska Streda – rywal Cracovii
Rywal Pasów jeszcze nigdy w swojej historii nie grał w fazie grupowej Ligi Europy. Podobnie jak krakowianie. W pierwszym meczu zespół Michała Probierza uzyskał bardzo korzystny wynik 1:1. Cracovia była przed rewanżem w podobnej sytuacji co Piast. Szkoda, że oba zespoły już odpadły (z Ligi Mistrzów i Ligi Europy).
Trybuny w Krakowie w całości się zapełniły, aby oglądać historyczny awans swojego zespołu do kolejnej rundy. Od początku meczu oglądaliśmy świetną piłkę w wykonaniu gospodarzy, którzy już w 2. minucie zdobyli bramkę. Od początku rzucili się na rywala, chcieli pokazać, że są lepsi. Nasi zawodnicy szybciej grali piłką, na jeden kontakt, konstruowali groźne akcje. Wiedzieli jak się zachować w każdej sytuacji.
W drugiej połowie „Pasy” grały kompletnie inaczej, a świadczył o tym szybko stracony gol. Już w 47. minucie goście doprowadzili do remisu. Ich akcje były coraz to odważniejsze, groźniejsze. Cracovia więcej razy musiała oddalać niebezpieczeństwo od własnej bramki niż kreować sytuacje. Ani jedni ani drudzy nic nie zmienili w drugiej połowie i doszło do dogrywki.
Szalona dogrywka
Gospodarze mieli swoje sytuacje, lecz zawsze czegoś brakowało. Bardziej konkretniejsi byli goście, bo już w 94. minucie zdobyli decydującą bramkę. Zespół Probierza strasznie się męczył w poszukiwaniu tych dwóch goli, które dadzą awans. Do remisu doprowadzili stosunkowo późno, bo dopiero w 2. minucie doliczonego czasu dogrywki. Było tak blisko, a jednak tak daleko. Drużyna z Krakowa stworzyła sobie dużo sytuacji, a do siatki wpadły tylko dwa strzały.
Legia się nie upokorzyła i pewnie pokonała półamatorów
Przed tygodniem wicemistrz Polski osiągnął bardzo rozczarowujący wynik z wicemistrzem Gibraltaru. Jak inaczej można określić sytuację, gdy mecz kończy się bezbramkowym remisem z nieprofesjonalnym zespołem? Europa FC stworzyła sobie na tyle groźne sytuacje i zasłużyła, by mieć na koncie gola. Legia za to w tamtym meczu nie pokazała swojej klasy. Niezrozumiałe są wypowiedzi trenera Vukovicia, który chciał usprawiedliwić swoich zawodników. Moim zdaniem szukał jakiegokolwiek pretekstu, by odwrócić uwagę od ich słabej gry. To był po prostu dramat drużyny, która co roku chce grać w fazie grupowej europejskich pucharów.
Do spotkania rewanżowego polski zespół przystępował w roli faworytów i stanął na wysokości zadania. Już w pierwszym kwadransie Legioniści zdobyli dwie bramki. Strzelcami goli byli: Sandro Kulenović i Carlitos. Ostateczny wynik to 3:0. Decydującą bramkę strzelił wspomniany Carlitos. Warszawiacy mieli wszystko w swoich rękach. Rywal w ogóle nie zrobił im krzywdy, a na dodatek jeszcze został zmuszony, żeby grać w dziesięciu. Wystarczyło, że nasi zawodnicy wychodzili do pressingu i już to zmuszało do błędu bramkarza gości. Mecz był dobrym przetarciem przed rozgrywkami ligowymi i kolejną rundą eliminacji.
Mecze w pierwszej rundzie europejskich pucharów
Piast postawiony był przed trudnym zadaniem, gdyby wygrali, sprawiliby sensację. Chociaż mogę przyznać, że mistrz Polski był zdecydowanie lepszy od BATE. Teraz zostaje mu tylko rywalizacja w eliminacjach Ligi Europy. Cracovia rozegrała wyśmienitą pierwszą połowę, a w drugiej dała się zepchnąć do defensywy. Mogą żałować, że się nie udało awansować, bo tworzyli sporo klarownych sytuacji. Szkoda, że zabrakło jednej bramki do szczęścia. Odnośnie dwumeczu Legii: obowiązkiem był po prostu awans do drugiej rundy. Nie ważne w jakim stylu.