Obserwuj nas

Rozgrywki

Zwycięska Lechia w Warszawie | #MinąłWeekend – 10. kolejka

#MinąłWeekend

Lechia zwycięska w Warszawie po 6 latach, senne derby Krakowa i dwie różne połowy Jagi – to wszystko wydarzyło się w 10 kolejce Ekstraklasy.

Mecze kolejki

Lechia w Warszawie wygrywa i Legię w tabeli prześciga, Legia Warszawa 1:2 Lechia Gdańsk

24 sierpnia 2013 roku – tego dnia Lechia ostatni raz wygrała w Warszawie. Wtedy trenerem gdańszczan był Michał Probierz, a zwycięskiego gola strzelił Paweł Buzała. Bramki Legii w tamtym meczu strzegł Dusan Kuciak. Za to w pomocy grał Daniel Łukasik. Obecnie oboje są czołowymi postaciami w drużynie „Biało-Zielonych”. Od tamtej pory Lechia w stolicy trzy razy zremisowała i dwukrotnie przegrała. W sobotę chciała przerwać serię sześciu lat bez zwycięstwa przy „Łazienkowskiej”. Jednak to Legia przez pierwsze pół godziny sobotniego meczu przeważała. W 10. minucie po błędzie Karola Fili, Błażej Augustyn w ostatnim momencie wybił piłkę spod nóg Jarosława Niezgody.

Jednakże co się odwlecze, to nie uciecze, bo nadeszła 12. minuta i rzut rożny dla Legii, którego wykorzystał Mateusz Wieteska. „Wojskowi” chcieli pójść za ciosem, lecz Domagoj Antolić w 15. minucie minimalnie chybił. Potem do głosu doszła Lechia. Dokładniej mówiąc Lukas Haraslin, który pomknął prawą  flanką, strzelił, piłka odbiła się od kilku piłkarzy i ostatecznie wylądowała w rękach Radosława Majeckiego.

Auty – bolączka Legii

Lechia zdobyła pierwszą bramkę w tym meczu po rzucie z autu. Stało się to na osiem minut przed końcem, a na listę strzelców wpisał się Michał Nalepa. Pod koniec pierwszej połowy obie drużyny miały swoje okazje, ale wynik pozostał remisowy. W drugiej połowie strzelała już tylko Lechia, dokładniej mówiąc – jednego gola, ale za to zwycięskiego. Trafił środkowy obrońca –  Błażej Augustyn. Haraslin podał piłkę z autu do Karola Fili, oboje wymienili kilka podań (żaden z „Legionistów” nawet nie podszedł!), po czym ten drugi dośrodkował w pole karne. Tam zagranie „przedłużył” Artur Sobiech, a Augustyn  zdobył bramkę.

Kac po drugiej połówce, Jagiellonia Białystok 2:3 Pogoń Szczecin

To, że niektórzy ludzie mają kac po połówce, a tym bardziej po drugiej jest w miarę oczywiste.  Nikt by jednak nie przypuszczał, że w mieście oddychającym Duchem Puszczy dosłownie i w przenośni, już po tej drugiej syndrom dnia następnego będzie miał cały Białystok. Podczas, gdy pierwsza połówka weszła na luzie z zakąską i w dobrych humorach, druga była gehenną. I nie tylko dnia następnego kibice na Podlasiu mieli ból głowy. On potrwa co najmniej do najbliższego meczu ze Śląskiem.

***

Mecz rozpoczął się znakomicie, a główną bronią Jagiellonii były długie piłki Romanczuka do Patryka Klimali. W 30. minucie młody napastnik ze Świdnicy znalazł się na spalonym, w 31. – uderzył w Dantego Stipicę, w 37. – podał do Imaza, który fatalnie spudłował. Ale wreszcie na 4 minuty przed przerwą bardzo mądrze podał do Juana Camary. Były zawodnik Barcelony miał sporo czasu na zastanowienie się, przyjęcie piłki i strzał. To był swego rodzaju prezent od defensorów ze Szczecina. Ale choć jego gol na początku cieszył, to okazało się, że niewykorzystane sytuacje się mszczą, a z innych prezentów białostoczanie po prostu nie chcieli skorzystać. I po fantastycznej grze Romanczuka, Camary i chyba najlepszej połowy w tym sezonie Patryka Klimali, w drugiej Pogoń zneutralizowała zagrożenie płynące z pomysłów trenera Mamrota i już nie była uczulona na użądlenia pszczół.

Wprawdzie sam początek 2. części gry nie zwiastował katastrofy. Tomas Prikryl musiał uderzać z 1. piłki po dobrym podaniu Klimali, a opinie kibiców Jagi były mniej więcej takie:

Hostikka i Frączczak byli szczepionką

Po tej pochwale gra oczywiście się pogorszyła. Najpierw piłka po strzale Sebastiana Kowalczyka odbiła się od pleców Guilherme, a  później Juan Camara z bohatera stał się antybohaterem i po jego faulu w polu karnym na strzelcu 1. bramki jedenastkę na gola zamienił Adam Buksa.

W bramce gospodarzy elektryczny jeszcze bardziej niż zwykle był Damian Węglarz. Chyba napatrzył się na Grzegorza Sandomierskiego ze spotkania Pucharu Polski w Krakowie, choć i on miał na koncie niepewne interwencje w tym sezonie Ekstraklasy.

***

Na kilka minut przed końcem wreszcie coś wyszło, ale po strzale Imaza Stipica naprawił swój błąd i zdołał złapać piłkę, zanim ta przekroczyła linię bramkową. A chwilę później gwoździa do jagiellońskiej trumny wbił Adam Frączczak. Gol piękny, a historia jeszcze piękniejsza, bo pokazująca, że z chorobą można wygrać. Zwycięstwo Pogoni nad Jagą jest bowiem niczym przy boju, który wygrał kapitan Portowców. Guz mózgu nie był bowiem żadną przeszkodą.

W końcówce wydawało się, że gospodarzy stać na  wyrównanie, ale jedyny efekt ich działań to kolejne trafienie Jesusa Imaza walczącego o koronę króla strzelców. Wcześniejsze trafienie Wójcickiego nie zostało bowiem zaliczone, bo Ivan Runje uderzający w głowę bramkarza Pogoni był na spalonym, w konsekwencji czego zabrakło czasu na odrobienie strat.

Szczęście sprzyja … Wiśle Płock, Raków Częstochowa 1:2 Wisła Płock

„Ja mam szczęście” śpiewały swego czasu Elektryczne Gitary, to samo mógł nucić po meczu z Rakowem trener „Nafciarzy”. Wisła Płock chociaż wcale nie była drużyną lepszą, to wygrała w Bełchatowie. Jednak po pierwszej połowie nikt się tego nie spodziewał, ponieważ to częstochowianie prowadzili po trafieniu Felicio Brown Forbesa. Po zmianie stron lepiej zaczęli goście. W 53. minucie fatalnie piłkę wybijał Daniel Bartl, tą przejął Mateusz Szwoch i popisał się efektownym strzałem z 16 metrów. Potem mecz układał się na remis. W futbolu jednak opłaca się grać do końca. „Nafciarze” zagrali do końca i wywieźli z Bełchatowa 3 punkty.

Gole młodzieżowców i obcokrajowców, Górnik Zabrze 1:3 Lech Poznań

Gdyby Górnik był skuteczny po 10 minutach mógłby prowadzić nawet 3:0. Jednak skutecznością w tym meczu popisali się zawodnicy „Kolejorza”. Zwłaszcza młodzieżowcy. W 23. minucie Robert Gumny podał do Kamila Jóźwiaka, a ten strzelił z 18 metrów, piłka odbiła się jeszcze od jednego z obrońców Górnika i wpadła do bramki. Gospodarze na odpowiedź potrzebowali kwadrans. Wtedy to Erik Janza zacentrował w pole karne, do piłki dopadł Jimenez i mieliśmy remis. Nie trwało to jednak długo, ponieważ 5 minut później Tymoteusz Puchacz wyprowadził Lecha na ponowne prowadzenie. W drugiej połowie nie wiele się działo, a wynik ustalił w ostatniej akcji meczu Christian Gytkjaer.

Bramek nie było, były race, Arka Gdynia 0:0 Piast Gliwice

Chociaż rac (podobno) nie wolno wnosić na stadiony piłkarskie, są one notorycznie używane przez stadionowych fanatyków z tzw. „Młynów”. Nie inaczej było na meczu Arki z Piastem. Fanatyczni kibice gdynian z Tczewa obchodzili jubileusz i z tej okazji przygotowano oprawę. W drugiej połowie boisko było lekko zadymione, lecz sędzia nie wstrzymał gry. Co do meczu, to świetnie spisywali się w nim bramkarze obu drużyn. Najbliżej zdobycia bramki był Patryk Sokołowski, nawet ją zdobył, jednak sędzia Musiał po konsultacji VAR dopatrzył się spalonego. W Gdyni kibice nie ujrzeli bramek, a Arka z Piastem podzieliły się punktami.

Mecz walki czyli derby Krakowa, Wisła Kraków 0:1 Cracovia

Pełny stadion, doping przez cały mecz, ciekawe widowisko. A nie, czekaj! Tego ostatniego nie było w pierwszych w tym sezonie derbach Krakowa. W pierwszej połowie tego starcia warty odnotowania był strzał Vukana Savicevicia z 8. minuty. Dlaczego? Z prostego, logicznego powodu, bo był to jedyny celny strzał w pierwszej odsłonie meczu. W drugiej części gry było ich już trochę więcej, a nawet kibice zgromadzeni na stadionie przy Reymonta zobaczyli bramkę. Savicević tak fatalnie wyprowadził piłkę, że ta trafiła pod nogi Sergiu Hanci, a on dopełnił formalności i strzelił, jak się potem okazało, zwycięskiego gola dla „Pasów”. Dzięki temu zwycięstwu piłkarze Cracovii są wiceliderami Ekstraklasy. „Biała Gwiazda” natomiast ma już tylko 2 punkty przewagi nad strefą spadkową.

Słoweńcy dali zwycięstwo Zagłębiu, Zagłębie Lubin 3:1 ŁKS

Zawodnicy Zagłębia Lubin to fenomen w skali światowej. Strzelili jak dotąd najwięcej bramek w Ekstraklasie, ale tylko dwie z nich zostały zapisane na konto napastników. Dla wielu klubów niemoc strzelców była by czymś strasznym. Jednak w Lubinie świetnie zastępują ich inni piłkarze z pola. W meczu z ŁKS-em brylowali lubińscy Słoweńcy. Najpierw gola w 16. minucie strzelił Damjan Bohar. Po 20. minutach Zagłębie prowadziło już 2:0, ponieważ w polu karnym dobrze odnalazł się Sasza Zivec.

Drugą połowę dobrze zaczęli „Rycerz Wiosny”. Już w 50. minucie Piotr Pyrdoł zdobył bramkę kontaktową dla łodzian. Wynik ten nie utrzymał się jednak zbyt długo. Siedem minut później karygodny błąd przed polem karnym popełnił Janek Sobociński, piłkę przejął Bohar, minął Arkadiusza Malarza i skierował piłkę do pustej bramki. Był to ostatni gol w tamtym meczu. Warta nagany jest defensywa ŁKS. Obrońcy wyglądali tak jakby dopiero co wrócili z niezłej imprezy. Jak się nie umie nawet wybić piłki, to nie ma co marzyć o utrzymaniu w Ekstraklasie.

Niepokonani polegli z niewygrywającymi, Korona Kielce 1:0 Śląsk Wrocław

Tylko jeden mecz wygrała dotąd w tym sezonie drużyny z Kielc, na początku sezonu z oszołomionym awansem Rakowem. A jeśli dodamy do tego zmianę trenera, brak liderów i niewykreowaną jeszcze jedenastkę, w normalnej lidze nie do pomyślenia byłaby klęska niepokonanego wicelidera na terenie czerwonej latarni ligi. A  jednak, w Ekstraklasie trzeba spodziewać się wszystkiego.

Świetnie w bramce Korony sprawował się Marek Kozioł. To on obronił dwa strzały gości na początku i na końcu meczu. Najpierw – Przemysława Płachety, który znalazł się z goalkeeperem sam na sam po świetnym, prostopadłym podaniu Łabojki, a później w 94. minucie – przy strzale na remis Michała Chrapka.

W ekipie Śląska dobrze spisywali się: szybki i fantazyjny Przemysław Płacheta, inteligentny Robert Pich, a także Matus Putnocky. Ten ostatni wpuścił jednak piłkę do siatki dwukrotnie. I choć przy strzale Jukicia mu się upiekło – był spalony, a chwilę później piłkę zagraną przez Kovacevicia ofiarnie wybił Israel Puerto, to Łabojko popełniając niewybaczalny przekroczył limit szczęścia. Piękne trafienie zaliczył Milan Radin, a Korona przełamała dwie passy – wygrała po raz pierwszy od 9 meczów i okazała się jedynym oprawcą Śląska w tym sezonie w lidze. Pamiętając jednak o niedawnej porażce w meczu 1/32 Pucharu Polski z Widzewem, kibice wrocławian mogą się martwić o to, czy w drużynie nadal wszystko gra.

Jedenastka kolejki

Frantisek Plach (Piast Gliwice)

Gdyby nie jego obrony, Piast nie wywiózłby punktu z Gdyni.

Michał Nalepa (Lechia Gdańsk)

Gdy on strzela, Lechia wygrywa. Tak samo było w Warszawie.

Błażej Augustyn (Lechia Gdańsk)

Bramka i solidny mecz w obronie.

Adnan Kovacević (Korona Kielce)

Mocno przyczynił się do wygranej nad Śląskiem.

Damjan Bohar (Zagłębie Lubin) – Piłkarz kolejki

Dwie bramki przeciwko ŁKS.

Kamil Jóźwiak (Lech Poznań)

To on strzelił pierwsza bramkę w Zabrzu.

Jakub Moder (Lech Poznań)

Przeciwko Górnikowi najczęściej odbierał piłkę, najlepiej dryblował i stworzył najwięcej okazji na gola.

Sebastian Kowalczyk (Pogoń Szczecin)

Z Jagiellonią zdobył swoja drugą bramkę w tym sezonie.

Adam Frączczak (Pogoń Szczecin)

Pierwszy gol od powrotu po chorobie.

Sergiu Hanca (Cracovia)

Dzięki bramce w derbach zapisał się na zawsze w pamięci kibiców Cracovii.

Felicio Brown Forbes (Raków Częstochowa)

Kolejny mecz z bramką.

Następna kolejka

Wisła PłockArka Gdynia4 października, 18:00
Śląsk WrocławJagiellonia Białystok4 października, 20:30
Pogoń SzczecinRaków Częstochowa5 października, 15:00
Lech PoznańWisła Kraków5 października, 17:30
Lechia GdańskZagłębie Lubin5 października, 20:00
ŁKS ŁódźKorona Kielce6 października, 12:30
CracoviaGórnik Zabrze6 października, 15:00
Piast GliwiceLegia Warszawa6 października, 17:30

Mecz kolejki: Piast Gliwice – Legia Warszawa

Mecz mistrza z wicemistrzem.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Rozgrywki