Obserwuj nas

Jagiellonia Białystok

Zastał „Jagę” murowaną, a zostawi drewnianą?

Król Mamrot I zastał Jagiellonię murowaną, wspartą na solidnych fundamentach zbudowanych przez jego poprzednika, Michała I Wielkiego. Tymczasem po porażce z Piastem w Gliwicach wydaje się, że wszystko się sypie, a króla Mamrota czeka rychły upadek. Pytanie tylko jaką rzeczywistość po sobie pozostawi?

Zastał „Jagę” murowaną, a zostawi drewnianą?

Po pierwszym roku panowania Ireneusza z Trzebnicy, wydawało się, że królestwo Jagiellonów wciąż rośnie w siłę – przecież nawet za Michała z Bytomia gra nie była tak piękna, jak choćby w pamiętnym meczu z Legią przy Łazienkowskiej. Jagiellonowie wygrali 2:0 i miało się wrażenie, że nic nie zatrzyma ich marszu po koronę. Później zabrakło jednak wyrachowania i szczęścia. W ubiegłej kampanii można było jeszcze zwalić winę na wiele ubytków w zimowym oknie, ale dziś jest inaczej.

Oprócz Novikovasa, który był ostatnim bastionem litewskiego wsparcia dla Jagiellonów, nie odszedł żaden kluczowy piłkarz, a gra kompletnie się nie klei. Mocarstwa już dawno nie ma i powoli następują rozbiory. Kto wie, czy porażka w Gliwicach z przedstawicielami dynastii Piastów nie była tym drugim ostrzeżeniem (kiepsko było już przecież z Wisłą Płock i Pogonią – głównie ze skutecznością). A skoro do trzech razy sztuka, to być może trzeci rozbiór (już po przerwie reprezentacyjnej) będzie, tak jak w państwie Poniatowskiego, jego końcem?

Drewniana gra 

Poziom gry Jagi załamuje, a opisać można to chyba tylko określeniem – drewniany, tak jak stan całej drużyny Mamrota. Bo w odróżnieniu do porażek w Płocku i u siebie z Pogonią, w Gliwicach nie funkcjonowało nic. Drewniana była każda formacja zespołu – od bramki po atak.

  • Bramka jak topola

Mówiło się kiedyś o osobnikach mało inteligentnych, że są „wysokie jak topola, a głupie jak fasola”. Nikt inteligencji odmawiać Damianowi Węglarzowi nie zamierza, nawet pomimo braku matury. Traktować to należy jednak bardziej jako ciekawostkę, a nie powód do oceniania bramkarza „Jagi”. Przecież wiele razy widzieliśmy na kanale „Matura to bzdura” jak bardzo nieprzydatny jest to egzamin i jak niewiele jest w stanie powiedzieć o osobie zdającej.

Wracając jednak do topoli, jest to jedno z najmiększych gatunków drewna wg metody Janki. I rzeczywiście, zarówno Sandomierskiego i Santiniego możemy ocenić jako bramkarzy miękkich, którym nogi uginają się już wtedy, gdy widzą zbliżającą się do nich futbolówkę. Damian Węglarz chyba stara się zapracować na podobną opinię, choć pojedyncze dobre występy oczywiście miewał – najlepiej spisał się z Rakowem Częstochowa, a także tydzień temu z ŁKS-em Łódź. Kto wie, czy gdyby nie jego świetna interwencja przy wyniku 0:0, białostoczan byłoby stać na 3 punkty. Z  Piastem zagrał jednak dużo gorzej. Wielkiej wtopy nie zaliczył, ale przy straconych bramkach mógł zachować się lepiej.

  • Drewniane fortyfikacje

Michał Pazdan był równie dobry jak Ivan Runje. Do tego drugiego zresztą od lat dobierani są tylko partnerzy na pozycję stopera i spokojnie Chorwata możemy nazwać ministrem obrony. Jednak nawet pomimo jego zdolności, coś w obronie „Jagi” się zmieniło. Na pewno nie są to już mury nie do przejścia. Na lewej stronie całkiem nieźle zagrał ostatnio islandzki wiking – Bodvar Bodvarsson, a więc może to w nim nadzieja. Runje z Arseniciem (szczególnie wobec fatalnego występu Kwietnia w piątek) są nie do ruszenia, a choć Wójcicki rzadko kiedy notuje dobre występy, jego zastępca – Andrej Kadlec w ogóle nie naciska. Obrona jest jak z drewna i tylko stalowa osłona jaką tworzy ustawiony nieco wyżej Taras Romanczuk uniemożliwia rywalom dziurawienie naszych zbroi raz za razem. Bez swojego kapitana „Jaga” miałaby naprawdę bardzo ciężko, co pokazał również ostatni mecz.

  • Środek pola – lipa 

Kolejne dość miękkie drzewo, tu kojarzące się raczej z nieudolnością i bylejakością w wykonaniu środkowych pomocników. Jesus Imaz sprawia wrażenie, jakby lepiej czuł się ustawiony jeszcze wyżej, Bartosz Kwiecień występu życia z meczu z ŁKS-em już raczej nigdy nie powtórzy, a więc spośród zawodników kreatywnych, tylko Martin Pospisil pokazuje pełnię możliwości. Albo… pokazywał. Bo z Piastem robił to chyba w końcówce 1. połowy i w części 2., aż do odniesienia kontuzji. A że ta wyglądała fatalnie, możemy spodziewać się jeszcze większych problemów w środku boiska. Kwiecień zastępujący Pospisila niczego dobrego nie zapowiada.

  • Atak – łysa leszczyna

Symbolem szrotu i wielokrotnych pomyłek transferowych Jagiellonii jest łysy jak olcha zimą Ognjen Mudrinski. Jest jednocześnie równie cienki, nie wspominając o tym, że przy takiej grze uzyskał już w pewnych kręgach ksywę „leszcz”. Na innym biegunie znajduje się Patryk Klimala. I oby nie stracił swojej świetnej formy (nieudany mecz z Piastem potraktujmy jako wypadek przy pracy), bo inaczej nasz atak będzie naprawdę goły i… smutny.

Niezgrane formacje wojsk

Trener Mamrot przez bardzo długi czas korzystał na dobrej dyspozycji którejś z formacji. Bo to nie tak, że nie mają one żadnego potencjału – wręcz przeciwnie. Obrona mogłaby być stalowa, pomoc – kreatywna, a atak – ostry i przeszywający defensywę rywali jak szpikulec szpady wrogie wojska. I rzeczywiście, w każdej z dotychczasowych części sezonu, jedna z formacji wojsk działała dobrze. Na początku wyniki oparte były na skuteczności Imaza, dobrym wejściu do ligi Bidy, później na fantastycznej grze ustawianego niżej niż wcześniej Pospisila, a potem – na dalekich podaniach Romanczuka, formie Klimali i pojedynczych przebłyskach Camary. Niczego więcej nie udało się uzyskać.

Więcej niż kilku błysków w meczu dotąd nie było i szczytu formy wielu zawodników jednocześnie – również nie. Wobec kontuzji Pospisila i Kostala, niewiele zapowiada poprawę. I pozostaje liczyć na Cud nad Białką, bo wielkich szans na ponowne odrodzenie potęgi Jagiellonów pod dowództwem Ireneusza I raczej nie ma.

Noty po meczu #PIAJAG:

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Jagiellonia Białystok