Connect with us

Rozgrywki

Włochy 2-0 Polska, czyli najniższy wymiar kary

16 listopada 2020 roku, w ramach 5. kolejki fazy grupowej Ligi Narodów, Polska podejmowała Włochów. To spotkanie, które wedle wybujałych marzeń wielu kibiców, miało dać nam wyjście z grupy.

Wizja selekcjonera

Selekcjoner Jerzy Brzęczek postanowił w tym spotkaniu wymieszać doświadczenie z młodzieńczą siłą. Tę miały dać kreatywne skrzydła, na których zagrali Kamil Jóźwiak i Sebastian Szymański. W zamyśle, zapewne swoją nieprzewidywalnością, mieli siać zamęt w zorganizowanej włoskiej obronie oraz szukać dośrodkowań na Lewandowskiego.

W środku pola na pozycjach defensywnych znaleźli się: Grzegorz Krychowiak – jako doświadczony, zaprawiony w podobnych bojach piłkarz, zabezpieczał strefę przed obrońcami, oraz Jakub Moder. Przed nimi, jako kreator akcji ofensywnych, zawodnik, który z piłką przy nodze czuje się znakomicie. W dodatku szuka „małej gry” czy próbuje niekonwencjonalnych zagrań, Karol Linetty.

W formacji obronnej na bokach wystąpili: Bereszyński, mogący wreszcie zagrać na swojej nominalnej pozycji oraz Reca. Czyli znający ligę włoską defensor, z możliwościami ofensywnymi, szczególnie –  obiegiem skrzydłowego. Środek obrony był zdaje się najoptymalniejszy w obecnym okresie, czyli Glik i Bednarek. Całość dopełniał Wojciech Szczęsny między słupkami.

Polska niemoc

Włosi od samego początku rozpoczęli znakomitą grę. Koronkowe, szybkie akcje z wymianą pozycji siały postrach w naszych szeregach obronnych. W środku dzieliło i rządziło trio: Barella, Jorginho, Locatelli. Do akcji włączał się bardzo ruchliwy Lorenzo Insigne, otwierający przestrzenie dla wchodzących: Emersona i Florenziego. Akcje Włochów „szły” lawinowo, a my nie potrafiliśmy im zapobiec. W obronie byliśmy apatyczni, niezdecydowani. Brakowało pewnego odbioru, w niejednokrotnie bardzo prostych sytuacjach. Nasz atak pozycyjny nie istniał. Włosi grali wysokim pressingiem, z którym kompletnie sobie nie radziliśmy.

Głównym problemem Polaków były boczne sektory. Osamotnieni boczni obrońcy mieli niemałe kłopoty z samymi skrzydłowymi rywali, nie mówiąc już o podłączających się bocznych obrońcach Italii. Dało się odnieść wrażenie, że w naszej defensywie brakowało pomocy skrzydłowych, którzy zdaje się czekali na kontrę, by móc czwórką zawodników szybko zaatakować rywali. Jednakże próby takich akcji duszone były w zarodku lub zaprzepaszczane przez proste błędy piłkarzy Brzęczka.

Problemy mnożyły się przez co schodziliśmy coraz niżej, a o rozgrywaniu piłki poza środkowymi obrońcami nie było mowy. W 27. minucie, Andreę Belottiego w  polu karnym sfaulował Grzegorz Krychowiak. Do jedenastki podszedł Jorginho. Przy strzale nie dał szans Wojtkowi Szczęsnemu. 1-0. Minuty mijały, a w naszej grze nic się nie zmieniało. Nadal nie potrafiliśmy zainicjować żadnej konkretnej akcji w ofensywie. Schowani za obrońcami skrzydłowi nie dawali sobie szans na otrzymanie piłki prostopadłej, a sami często wdawali się w nieudane dryblingi. W środku pola brakowało szybkości w rozegraniu. Wszystko szło wolno, przez co Włosi nie mieli problemów z przesuwaniem i odcinaniem poszczególnych możliwości zagrań. Smuci fakt, że nawet bez stosowania pressingu, po własnej stracie, gospodarze szybko odzyskiwali piłkę, którą my oddawaliśmy za darmo.

Zmiany nie dały oczekiwanych zmian

Jasne było, że nasza reprezentacja potrzebowała radykalnych zmian. Wiedział to również selekcjoner, który dokonał ich aż trzech. Na ławkę rezerwowych oddelegował: Modera, Jóźwiaka i Szymańskiego, na ich miejsce wprowadzając: Góralskiego, Grosickiego i Zielińskiego. Te ruchy dały impuls. Wprowadzenie Góralskiego do środka pola pozwoliło na większe bezpieczeństwo, w strefie przed obrońcami, ale także w bocznych sektorach, które „Góral” asekurował. Widać było, że zawodnicy chcą coś w tym meczu jeszcze zmienić, czego wynikiem była nasza najgroźniejsza akcja w tym meczu, mianowicie… zablokowane przez rywali uderzenie Kamila Grosickiego. Nasz „lepszy” okres nie potrwał jednak długo. Włosi ponownie przejęli inicjatywę, nie dając nam możliwości na podjęcie jakiejkolwiek ofensywnej próby. Czarę goryczy przelał w 77. minucie faul Jacka Góralskiego, który zakończył się czerwoną kartką dla winowajcy. Poniekąd ta sytuacja zaprzepaściła szansę na dobry wynik, którego ostateczną wartość na 2-0 w 83. minucie ustalił Domenico Berardi.

Ciężko szukać pozytywów

Smutno wręcz oglądało się tak słabo dysponowanych, bezradnych reprezentantów Polski. Przykro było patrzeć jak od czasu do czasu „Lewy” dostawał możliwość powalczenia o jakieś beznadziejne podanie górą. O sile ofensywnej miał stanowić Karol Linetty, który zdaje się przeszedł obok spotkania. Nie pomagali słabo dysponowani skrzydłowi, którzy nie otrzymywali również wsparcia ze środka pola. Ten zarówno w defensywie jak i ofensywie zawodził na całej linii.

Włosi ucięli czcze gadania o ich słabości, o „zdziesiątkowaniu”, o niepewnej obronie, której nawet nie sprawdziliśmy. Gdyby to nie był mecz o punkty, a mecz towarzyski, selekcjoner Mancini mógłby o nim mówić tak jak my o meczu z Finlandią. Czyli: „dobrze, że wygraliśmy, ale to nie jest adekwatny rywal do wyciągania wniosków”. Z Włochami zagraliśmy podobnie jak z Ukrainą, nie tworzyliśmy okazji, mieliśmy problemy w środku pola. Tylko tym razem włoski bramkarz nie wystawił nam piłki do pustej bramki… A nawet jeśli tak by zrobił, to w tym meczu nawet z wykorzystaniem tej łatwej sytuacji moglibyśmy mieć problem.

 

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Rozgrywki