Connect with us

Rozgrywki

Sensacja w Radomiu #MinąłWeekend – 2. kolejka

#MinąłWeekend

Radomiak wygrał z Legią, Wisła Kraków pozostała liderem Ekstraklasy, a Lukas Podolski zadebiutował w Górnik Zabrze – to wszystko wydarzyło się w 2. kolejce Ekstraklasy. 

Mecz kolejki

Zwycięski powrót

Radomiak Radom 3:1 Legia Warszawa

Po 36. latach Ekstraklasa powróciła do Radomia. Lepszego pierwszego meczu po powrocie kibice Radomiaka nie mogli sobie wymarzyć. Kibice Radomiaka i Legii są w bardzo dobrych stosunkach. W sobotę w Radomiu było prawdziwe święto futbolu. Choć zdecydowanym faworytem byli Wojskowi.

Pierwsza połowa nie porywała, więc od razu przejdę do tego co działo się w drugich czterdziestu pięciu minutach. Bo po przerwie działo się więcej niż w meczu koszykówki 3×3. Już w pierwszej akcji po przerwie kibice zgromadzeni na stadionie mogli cieszyć się z pierwszej bramki Radomiaka w tym sezonie. Gola strzelił, rodowity radomianin, Mateusz Radecki. Legia grała bardzo słabo. Jeszcze gorzej Legionistom grało się po 63. minucie. Wtedy to zupełnie bezmyślnie zachował się Filip Mladenović. Najlepszy zawodnik poprzedniego sezonu uderzył łokciem zawodnika drużyny przeciwnej. Po analizie VAR sędzia pokazał mu czerwoną kartkę.

Jeszcze ciekawiej było w samej końcówce spotkania. W 80. minucie Karol Angielski uderzył nie do obrony i wyprowadził Radomiaka na dwubramkowe prowadzenie. Dopiero po stracie dwóch goli Legia przeprowadziła jakąkolwiek w miarę groźną akcję. Akcję zakończona strzałem Maika Nawrockiego. Piłka po uderzeniu młodzieżowca odnalazła drogę do bramki i Legioniści przegrywali już tylko jedną bramką. Legia na pewno chciała wyrównać, ale jej plany pokrzyżowało to co wydarzyło się dosłownie chwilę później. Na boisku zrobiło się bardzo dużo miejsca. Powodem tego były dwie czerwone kartki. Jedną dostał Josue, drugą Filipe Nascicmento. Tak więc gospodarze kończyli mecz w dziesięciu, a goście w dziewięciu.

Do trzech razy sztuka

Osłabienie Legii najlepiej wykorzystał Dominik Sokół, który zameldował się na boisku w 90. minucie. Na dobre zaprezentowanie się miał trochę czasu, bo sędzia doliczył osiem minut. Sokół po meczu mógł powiedzieć: “do trzech razy sztuka”.  Rodowitemu radomianinowi bramkę udało się zdobyć  dopiero po trzeciej próbie (Za pierwszym razem fatalnie spudłował, za drugim obronił bramkarz.

Radości w Radomiu nie było końca. Radomiak zaliczył bardzo dobry powrót, tydzień temu zremisował w Poznaniu, a teraz wygrał  Mistrzem Polski. Radomiak zagrał znakomicie, a Legia fatalnie. Legioniści w środowym starciu z Dinamem Zagrzeb muszą zagrać o wiele lepiej. Inaczej sny o Lidze Mistrzów pozostaną tylko snami.

Festiwal pięknych bramek

Zagłębie Lubin 3:1 Górnik Łęczna

Trzy lata temu Patryk Szysz został zawodnikiem Zagłębia. Do Miedziowych Szysz przechodził z drugoligowego wtedy Górnika Łęczna. Jesień sezonu 2018/19 spędził jeszcze w Łęcznej, na zasadzie wypożyczenia. Strzelił wtedy 11 goli w 21 meczach. Zimą Zagłębie postanowiło skrócić roczne wypożyczenie i zabrało młodego zawodnika do siebie. Wiosną 2019 roku Szysz rozegrał pięć spotkań w Ekstraklasie. Górnik po stracie najlepszego strzelca miał problemy ze strzelaniem goli i ostatecznie tamten sezon zakończył na 9. miejscu. W następnych latach było już tylko lepiej, zarówno dla Szysza, jak i dla klubu z Lubelszczyzny. Szysz z czasem stal się podstawowym zawodnikiem Miedziowych. Górnik powrócił do Ekstraklasy. W piątek Patryk Szysz po raz pierwszy stanął naprzeciw drużynie w której się wychował.

Przez pierwsze minuty w Lubinie nie działo się zbyt wiele. Na pierwszą groźną sytuację trzeba było czekać do 18. minuty. Leandro Dośrodkował z rzutu wolnego, a głową niecelnie uderzył Tomasz Midzierski. Trzy minuty później szybką akcję rozegrali gospodarze. Erik Daniel zagrał do Patryka Szysza. Wychowanek Górnika bez problemów ograł Janusza Gola i uderzył zza pola karnego. Uderzył przepięknie i wyprowadził Zagłębie na prowadzenie. Z prowadzenia Miedziowi cieszyli się jedenaście minut. W 33. minucie z rzutu rożnego dośrodkował Leandro. Centrę przedłużył Michał Mak, a swoje debiutanckie trafienie w Ekstraklasie zaliczył Przemysław Banaszak.

Profesor się nie popisał

Dziesięć minut po przerwie ponownie na prowadzenie wyszło Zagłębie. Wszystko zaczęło się od straty Janusza Gola w środowej strefie boiska. Piłkę przejął Szysz i od razu zagrał do przodu. Finalnie piłka trafiła do Szaszy Zivca, który uderzył fenomenalnie zza pola karnego. Gostomski nie miał szans na skuteczną interwencję. Duma Lubelszczyzny znakomitą szansę na wyrównanie miała w 68. minucie. Jednak Sergiej Krykun najbliższej odległości trafił wprost w bramkarza. W 85. minucie Górnik stracił trzecią bramkę i jasne było, że trzy punkty zostaną w Lubinie. Ponownie przy akcji bramkowej zamieszany był Janusz Gol. Drugiego gola w tym spotkaniu strzelił Patryk Szysz. Co ciekawe, ponownie z dystansu.

Przed sezonem nie myślałem, że kiedykolwiek to napiszę, ale  trzeba przyznać, że Janusz Gol zawalił Górnikowi mecz. Doświadczony pomocnik, który tydzień temu grał jak profesor, był odpowiedzialny za stratę wszystkich tech goli. Podopieczni Kamila Kieresia nie zagrali bardzo złego spotkania. Zielono-Czarni groźni byli zwłaszcza po stałych fragmentach. Górnicy mogą być groźni w tym elemencie gry. Mecz z Miedziowymi pokazał także, że Górnik nadal potrzebuje wzmocnień. Ławka jest za krótka, w przypadku kontuzji na prawdę nie będzie kim grać. Z wielką radością przeczytałem na Twitterze, że na Lubelszczyznę ma trafić Damian Gąska. 24-letni pomocnik był by na pewno wzmocnieniem dla Górnika. Lize również na kolejne transfery.

Najważniejsza jest skuteczność

Stal Mielec 0:2 Piast Gliwice

Obie drużyny inaczej wyobrażały sobie rozpoczęcie nowego sezonu. W 1. kolejce Stal zremisowała z beniaminkiem z Niecieczy, a Piast przegrał z Rakowem. W sobotę zawodnicy obu ekip chcieli poprawić sobie humory i pierwszy raz w tym sezonie poczuć smak zwycięstwa.

Od początku więcej akcji stwarzali sobie gospodarze. Już w 5. minucie na bramkę Frantiska Placha uderzał Maciej Jankowski, ale jego strzał skutecznie wybronił bramkarz Piasta. Stal atakowała, a Piast strzelał. Goście największe zagrożenie pod bramką Michała Gliwy stwarzali po kontrach. Właśnie po kontrze padła pierwsza bramka dla zespołu z Gliwic. Patryk Lipski znakomicie podał do Kristophera Vidy. Węgier stanął oko w oko z bramkarzem i z zimną krwią umieścił piłkę w bramce. Kolejną niebezpieczną kontrę przyjezdni przeprowadzili w 39. minucie. Michał Chrapek podał do Patryka Sokołowskiego. Jednak pomocnik nie zdołał pokonać Gliwy. Po koniec pierwszej połowy bramkę zdobyła Stal, ale nie została ona uznana, bo Marcin Budziński był na spalonym. W dosłownie ostatniej akcji pierwszej połowie zdobył za to Piast. Lipski dośrodkował w pole karne. Na “dalszym” słupku był Arkadiusz Pyrka, który strzelił gola głową.

Po przerwie gospodarze nadal “walili głową w mur” i nie mogli pokonać, dobrze dysponowanego tamtego dnia, Frantiska Placha. Ostatecznie Mielczanie zdobyli nawet bramki honorowej. To nie pierwszy mecz Stali w którym stwarza sobie dużo sytuacji, ale nie potrafi strzelić gola. Już w poprzednim sezonie była kilka takich spotkań.  Chyba sami zawodnicy i trener nie potrafią wytłumaczyć dlaczego tak się dzieje. Jeżeli Stal nie zacznie wykorzystywać chociażby co drugiej czy co trzeciej sytuacji, to o utrzymanie może być trudno.

Słonie ponownie nie utrzymały prowadzenia

Bruk-Bet Termalica Nieciecza 2:2 Wisła Kraków

W meczu z Bruk-Betem w Ekstraklasie w barwach Białej Gwiazdy zadebiutował 19-letni Mikołaj Biegański. Pierwsza połowa przebiegała pod dyktando gospodarzy. Termalica atakowała i dopięła swego w 28. minucie. Adam Radwański wbiegł w pole karne i podał do Mateusza Grzybka, a on odegrał do Radwańskiego. Pomocnik o dość tenisowym nazwisku zobaczył, że Biegański zostawił bardzo dużo miejsca przy słupku. Radwański wykorzystał to i zdobył bramkę. Młody Biegański nie popisał się w tej sytuacji. Wisła pierwszą groźną sytuację stworzyła dopiero pod koniec pierwszej połowy. Po rzucie wolnym piłka trafiła do Jana Klimenta, który z bliskiej odległości skierował ją do bramki. Jednakże był on na ewidentnym spalonym i gol nie został uznany.

Na początku drugiej połowy atakować zaczęła Wisła. Ataki Białej Gwiazdy przyniosły skutek w 56. minucie. Konrad Gruszkowski dośrodkował w “szesnastkę”, a niekryty Gieorgij Żukow doprowadził do wyrównania. Kiedy wydawało się, że to Wisła przejęła inicjatywę, na prowadzenie ponownie wyszedł Bruk-Bet. Gola bezpośrednio z rzutu wolnego strzelił Piotr Wlazło. Choć miał trochę ułatwione zadanie, bo fatalnie ustawiony był Biegański. Słonie długo utrzymywały się na prowadzeniu, bo aż do 90. minuty. W ostatniej minucie podstawowego czasu gry wyrównał Maciej Sadlok. Gospodarze po raz kolejny fatalnie kryli zawodników Wisły. Sadlok miał bardzo dużo miejsca. Po chwili mogło być 3:2 dla Bruk-Betu, ale Patryk Czarnowski trafił tylko w słupek.

Zawodnicy z Niecieczy mogą sobie pluć w brodę, bo byli drużyna lepszą. Lecz bruk-Bet nie potrafił strzelić jednego gola więcej od rywali. Należy też wspomnieć, że podopieczni Mariusza Lewandowskiego kiedy tracili bramki byli źle ustawieni. Co do Wisły, to powinna ona szanować ten punkt. Występ Biegańskiego może nie był wymarzonym debiutem (zawalił przy dwóch bramkach), ale na pewno jest to bardzo utalentowany zawodnik i warto obserwować jego postępy.

Więcej o tym meczu możecie przeczytać na naszej stronie. (TUTAJ)

Szczęście też trzeba mieć

Lechia Gdańsk 1:0 Wisła Płock

“Szczęście to coś, co każdy z nas musi wypracować dla samego siebie” – ten cytat Ericha Fromma dobrze opisuje to w jakich okolicznościach wygrała w poniedziałek Lechia. Choć Wypracować to szczęście pomogli trochę Nafciarze. Jednak, jakby to powiedział Bogusław Wołoszański, nie uprzedzajmy faktów.

Fakty są takie, że w pierwszej połowie więcej z gry miała Lechia. W 9. minucie Ikay Durmus dośrodkował z lewej strony. Z pierwszej piłki uderzył Łukasz Zwoliński, ale jego strzał obronił Bartłomiej Gradecki.  Dwadzieścia minut później w sytuacji strzeleckiej znalazł się Jakub Kałuziński. Młodzieżowiec nieznacznie się pomylił, a więc nadal było 0:0.

Po raz pierwszy piłka zatrzepotała w siatce w 54. minucie. Zatrzepotała w bramce Lechii. Po rzucie wolnym głową uderzał Damian Michalski. Ze strzałem obrońcy poradził sobie Zlatan Alomerović, ale z dobitką Marko Kolara nie miał już szans. Radość przyjezdnych była przedwczesna, ponieważ po analizie VAR okazało się, że w momencie uderzenia Michalski był na spalonym. Wisła nie miała szczęścia w ofensywie, ale po chwili miała w defensywie. Jakub Rzeźniczak popełnił błąd w obronie, co skrzętnie wykorzystać chcieli Lechici. Uderzał Joseph Ceesay, a piłkę niemalże z linii wybił Michalski.

W 63. minucie szczęście mieli gospodarze. Chociaż Nafciarze mocno temu szczęściu pomogli. Lechia miała rzut wolny. Jarosław Kubicki szykował się do dośrodkowania, ale podał do Ceesaya, który był niekryty w tej sytuacji. Szwedzki pomocnik wbiegł w “szesnastkę” i wyrażał chęć odegrania do jednego z kolegów. Jednakże nie pozwolił mu na to Dawid Kocyła. Młodzieżowiec wślizgiem chciał wybić piłkę, ale zamiast tego wbił ją do własnej bramki.

Defensywa do poprawy

Więcej bramek w tym spotkaniu nie padło, choć obie drużyny miały jeszcze swoje okazje. Lecz szczęście tego wieczoru było po stronie Lechii. Przed sezonem w Płocku mówiono, że w obecnych rozgrywkach nie chcą do końca drżeć o utrzymanie. Po pierwszych dwóch kolejkach gra Wisły nie wygląda zbyt dobrze, zwłaszcza w defensywie. Trener Bartoszek musi to poprawić, bo w Płocku nie mają takiej cierpliwości, jak w innych miastach.

Debiut mistrza świata

Górnika Zabrze 1:3 Lech Poznań

Zespół Jana Urbana zagrał słabo na rozpoczęcie sezonu. Jednak w głowie kibiców przed piątkowym meczem tliły się nadzieję, że z Lechem Górnicy zdobędą pierwsze punkty w sezonie. Po pierwsze do Zabrza przyjechał Kolejorz, który w pierwszym meczu tylko zremisował z Radomiakiem Radom. Po drugie,  przy Roosevelta miała zadebiutować Łukasz Podolski, największa gwiazda tego sezonu w ekstraklasie.

Jednak nie wszystko poszło po myśli gospodarzy. Choć początek wskazywał na co innego. Już w 8. minucie  rzut karny na bramkę zamienił Jesus Jimenez. Ale to by było na tyle ze strony Górnika.  Lech przejął inicjatywę. Utrzymywał się przy piłce i czekał na dogodne sytuacje do strzelenia bramki. Jeszcze przed przerwą Jakub Kamiński trafił dla Kolejarza i wyrównał wynik spotkania. Zatem druga połowa zapowiadała się ciekawie. Dodatkowo tuż po zmianie stron na murawie pojawił się Lukas Podolski, który został przywitany gromkimi brawami przez licznie zgromadzonych kibiców.

Jednak nie zobaczyliśmy koncertu gry Poldiego. Widać u zawodnika jeszcze zaległości treningowe oraz brak zgrania z zespołem. Na pewno trzeba poczekać kilka kolejek, kiedy zobaczymy Lukasa w dobrej formie. Natomiast Lech z każdą minutą zyskiwała na sile i zwiększał pole rażenia. Konsekwencją tego były bramki Kolejorza strzelone przez Mikaela Ishaka oraz Michała Skórasia

Gra Lecha wywołuje u ambiwalentne uczucia swoich kibiców. Nie zachwycają tak jak jeszcze 12 miesięcy temu. Jednak Kolejorz po dwóch spotkaniach ma 4 punkty na 6 możliwych. Natomiast Jan Urban rozpoczął swoją ponowną przygodę z ekstraklasą od dwóch porażek. Drużyna gra bez jakiegokolwiek charakteru, zgrania. Brakuje wielu elementów, które mogłyby wzbudzić pozytywne emocje kibiców.

Waleczne serca

Warta Poznań 1:1 Pogoń Szczecin

Pogoń po wyrównanym boju odpadła z Osijekiem w drugiej rundzie eliminacji do Ligii Konferencji. Teraz powrót do ekstraklasowej rzeczywistości, aby ponownie walczyć o Europę. Portowcy zawitali do Grodziska Wielkopolskiego, gdzie swoje domowe mecze rozgrywa Warta Poznań. Przed tygodniem zawodnicy Piotra Tworka wyrwali punkty pucharowiczowi z Wrocławia. Teraz apetyty były na poprawienie swojego dorobku w meczu z Pogonią.

Początek spotkania mógł wskazywać na to, że nie powiedzie się ten plan. W 11. minucie do szatni musiał udać się Łukasz Trałka, który obejrzał czerwony kartonik za faul na Kacprze Kozłowskim w polu karnym. Jedenastkę pewnie wykorzystał Kamil Drygas. Pogoń grająca w przewadze jednego zawodnika i jednej bramki nie mogła wypuścić trzech punktów z rąk. A jednak… dali się zaskoczyć. Warta grała to, co najlepiej potrafi. Piłkarze dobrze skondensowani w obronie czekający na być może tę jedyną okazję pod bramką rywala. Portowcy nie potrafili wykorzystać nadarzających się sytuacji. Natomiast w 84. minucie po wrzucie piłki z autu przez Jana Grzesika futbolówka trafiła do Roberta Ivanova, który wyrównał wynik spotkania.

Pogoń chciała zgarnąć komplet punktów jak najmniejszym kosztem. Za taką postawę zostali ukarani. Jeszcze w doliczonym czasie gry drugą żółtą kartkę ujrzał zawodnik Pogoni Maciej Żurawski. Natomiast Warta Poznań po raz kolejny udowodniła, że nie ma dla nich sytuacji beznadziejnych, z których nie potrafiliby wyjść. Warciarze mogą być w pełni zadowoleni z wywalczonego punktu.

Tracą gole, ale nie przegrywają

Cracovia 1:2 Śląsk Wrocław

Zespół Jacka Magiery ciężko określić jednym słowem. Z jednej strony przeszli już dwie rundy w eliminacjach do europejskich rozgrywek, zapunktowali na otwarcie sezonu. W tym sezonie w każdym spotkaniu strzelali przynajmniej dwie bramki. Jednak istnieje druga strona medalu. W sześciu meczach stracili aż dziewięć goli. To nad tym elementem najbardziej wojskowi muszą pracować.

W 16. minucie prowadzenie Śląskowi dał Robert Pich po strzale z rzutu karnego. To  już jego 6. gol w tym sezonie (wliczając mecze pucharowe). Przebieg spotkania pokazał, że Śląsk zasługuje na reprezentowanie polskie zespoły w Europie. Grał wyrachowany futbol, nie pozwalając Cracovii na wiele pod własnym polem karnym poza pojedynczymi sytuacjami. Długo wyglądało na to, że wrocławianie zakończą mecz na zero z tyłu. Jednak tę sytuację skomplikowała czerwona kartka dla Petera Schwarza po tym, jak zobaczył drugi żółty kartonik. Wrocławianie konsekwentnie bronili korzystnego wyniku. Co więcej, przed doliczonym czasem gry potrafili podwyższyć prowadzenie po golu Exposito.  Nic nie mogło się już przyjezdnym, ale po chwili nadzieję w serce gospodarzy wlał Pelle van Amersfoort, który strzelił gola sprzed szesnastki.

W końcówce doszło jeszcze do zamieszania w polu karnym Śląska, po którym żółtą kartkę dostał bramkarz Cracovii Lukas Hrosso, a czerwoną kartkę piłkarz gości Mark Tamas po celowym odepchnięciu golkipera Pasów. Wynik nie uległ już zmianie i to Śląsk cieszył się z końcowego zwycięstwa, mimo że prze 30 minut grał z Cracovią w przewadze. Jednak niedosyt pozostawia po raz kolejny brak czystego konta Śląska Wrocław.

Trudne życie pucharowicza

Białystok 3:0 Raków Częstochowa

Prawdziwy thriller zapewnili swoim kibicom piłkarze Rakowa w czwartkowym spotkaniu z Suduvą, którą wyeliminowali dopiero po serii rzutów karnych. Marek Papszun od początkowych minut dał odpocząć swoim podstawowym zawodnikom  m.in. Vladislavsowi Gutkovskisowi czy Marcinowi Cebuli, którzy usiedli na ławce rezerwowych. Natomiast Ivi Lopez i Andrzej Niewulis nie znaleźli się w kadrze meczowej. Dodatkowo w obronie zagrało dwoje debiutantów: Dominik Wydra i Jordan Courtney-Perkins. Ciężko było o powodzenie w wyjazdowym spotkaniu.

 Jagiellonia zamierzała wykorzystać tę sytuację. Od początku spotkania przejęli inicjatywę w tym meczu. Raków stanowił tło dla zespołu z Podlasia. Konsekwencją tego były dwie bramki Tarasa Romanczuka oraz Jesusa Imaza. Decyzje kadrowe Marka Papszuna pokazały, że priorytetem dla częstochowian w następnych dwóch tygodniach są spotkania z Rubinem Kazań. Nie są w stanie przy obecnej sytuacji kadrowej rywalizować skutecznie na dwóch frontach. Włodarze Rakowa nie ukrywają, że w przypadku kolejnych awansów zostaną przeprowadzone kolejne transfery mające na celu wzmocnienie wicemistrza Polski. Natomiast trzeba pochwalić zespół prowadzony przez Ireneusza Mamrota, że potrafił wykorzystać nadarzającą się sytuację i zgarnąć komplet punktów. Warto przyglądać się Jagielloni, gdyż dzięki ciekawym transferom przeprowadzonych latem mogą namieszać w ligowej tabeli.

Następna kolejka

GospodarzeGoście
Górnik ŁęcznaLechia Gdańsk
Jagiellonia BiałystokLech Poznań
Stal MielecRadomiak Radom
Warta PoznańZagłębie Lubin
Legia WarszawaRaków Częstochowa
Bruk-Bet Termalica NiecieczaGórnik Zabrze
Śląsk WrocławWisła Płock
Wisła KrakówPogoń Szczecin
Piast GliwiceCracovia

Mecz kolejki: Pogoń Szczecin – Piast Gliwice

Obie drużyny chcą być w czubie tabeli. Obie drużyny są prowadzone według określonego planu. Zapowiada się emocjonujące spotkanie.

Autorzy:

Mateusz Bartoszek 

Mateusz Adamczyk

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Rozgrywki