Connect with us

Rozgrywki

Pogrom i skromne zwycięstwa #MinąłWeekend – 3. kolejka

#MinąłWeekend

Górnik Łęczna sromotnie przegrał z Wartą, cztery mecze zakończyły się wynikiem 1:0, a Wisła Kraków głupio przegrała z Rakowem – to wszystko wydarzyło się w 3. kolejce Ekstraklasy.

Mecz kolejki

Czerwona kartka nie złamała Rakowa

Wisła Kraków 1:2 Raków Częstochowa

Raków Częstochowa mimo czwartkowego meczu w europejskich pucharach, nie dokonał zbyt wielu zmian w składzie. Wynika to przede wszystkim z braku szerokiego składu. Na ławce, w porównaniu ze spotkaniem z Rubinem Kazań, usiadł Vladislavs Gutkovskis, Patryk Kun oraz Zoran Arsenic. W ich miejsce swoją szansę dostał Sebastian Musiolik, Żarko Udovicic i Milan Rundic.  A między słupkami zadebiutował jeszcze 17-letni Kacper Trelowski. Zapowiadało się całkiem ciekawe spotkanie, gdyż mierzyły się ze sobą zespoły lubiące grać piłką, które nie czekają tylko na kontrataki.

Tak też wyglądał mecz. Akcje rozgrywane przez obie ekipy były bardzo dynamiczne, kończące się strzałami. Chociaż w pierwszej połowie dało się zauważyć optyczną przewagę Rakowa, to jednak Wisła pierwsza cieszyła się z gola w tym spotkaniu. Dobrym rajdem popisał się Yeboah, który lekkim, ale precyzyjnym strzałem pokonał Kacpra Trelowskiego. Biała Gwiazda schodziła do szatni z korzystnym wynikiem po pierwszych 45 minutach.

Druga połowa dla gospodarzy nie mogła zacząć się lepiej. Za niesportowe zachowanie czerwoną kartką ukarany został zawodnik gości Papanikolau. Wydawało się, że Wisła nie wypuści z rąk kompletu punktów. Rzeczywistość jednak okazała się okrutna dla Białej Gwiazdy. Dziesięć minut po grze w osłabieniu świetnym strzałem popisał się Marcin Cebula, który dał wyrównanie przyjezdnym. Natomiast w 79. minucie po wrzutce z rzutu wolnego Vladislavs Gutkovskis trącił piłkę nogą, kierując futbolówkę w światło bramki. Ten gol dał prowadzenie Rakowowi, którego nie oddali aż do końca spotkania.

https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1424423862180192260?s=20

Raków zagrał bardzo mądrze w osłabieniu. Nie dali zepchnąć się do defensywy. To oni starali się przejąć inicjatywę, nie pozwalając gospodarzom na podwyższenie wyniku. Wisła może żałować niewykorzystanej szansy. Jednak nie należy ich krytykować. Wyglądają dość dobrze w tym sezonie i pewnie skończą go w górnej połowie tabeli. Przy odrobinie szczęścia może włączą się w walkę o puchary.

Pogrom w Łęcznej

Górnik Łęczna 0:4 Warta Poznań

Mecz Górnika Łęczna z Ruchem Chorzów rozegrany 19 listopada w Lublinie i mecz Górnika Łęczna z Wartą Poznań rozegrany w miniony piątek. Co łączy te dwa spotkania? Oba Górnik przegrał 0:4. W piątek w Łęcznej Warta nie miała dla Górnika litości i bezwzględnie wykorzystała błędy Zielono-Czarnych.

Pierwszy kwadrans w wykonaniu Górnika nie był wcale taki zły. Co prawda na samym początku spotkania groźnie zaatakowała Warta, ale później dwie dobre akcje przeprowadził Górnik. Żadna z nich nie zakończyła się jednak golem. Golem zakończyła się za to przeprowadzona w 17. minucie akcja zespołu z Poznania. Podopieczni Piotra Tworka odebrali piłkę w środku pola i przeprowadzili szybki atak. W końcowej fazie Milan Corryn bardzo ładnie podał do wbiegającego w pole karne Adama Zrelaka. Zrelak wykorzystał to podanie i zdobył bramkę. Przez dalszą część pierwszej połowy Górnik nie miał pomysłu na stworzenie sytuacji, która mogłaby zaskoczyć graczy z Poznania. Warto też zaznaczyć, że bardzo dobrze ustawieni byli zawodnicy Warty. Janusz Gol praktycznie cały czas był pilnowany przez jednego ze środkowych pomocników Zielonych. Warta nie pozwalała też Górnikowi rozegrać ataku pozycyjnego, przez co Tomasz Midzierski i Paweł Baranowski musieli wykonywać dalekie podania do przodu, które zazwyczaj były niecelne.

Po przerwie jeszcze gorzej

W drugiej połowie było jeszcze gorzej. Warta od razu po przerwie zaatakowała. Dwie minuty po wznowieniu gry Maciej Gostomski znakomicie wybronił strzał Mateusza Czyżyckiego. Po chwili sytuację miał Zrelak, ale Słowacki napastnik nie zdołał skierować piłki do bramki. Wydawało się, że bramka dla Warty to tylko kwestia czasu. Ten czas nadszedł w 51. minucie. Midzierski chciał podać do Macieja Gostomskiego, ale zrobił to zbyt słabo i piłkę przejął Corryn. Belg pobiegł w kierunku bramki i podwyższył prowadzenie Warty. Piątek był naprawdę dniem Milana Corryna. W 61. minucie,  sprowadzony do Warty latem zawodnik, miał już na swoim koncie dwie bramki. Czwartą bramkę przyjezdni zdobyli już w doliczonym czasie gry. Gola strzelił Jan Grzesik. Zarówno przy drugiej bramce Corryna, jak i przy bramce Grzesika obrońcy Górnika stali jak wryci.

Za ten mecz na pewno trzeba pochwalić Wartę, bo Zieloni zagrali naprawdę dobre spotkanie. Warta pokazuje, że gdy ma się jeden z najniższych budżetów w lidze, też można zbudować ciekawy zespół, który gra dobrze w piłkę.

Nowi zawodnicy w Łęcznej

Tuż przed meczem z Wartą, Górnik ogłosił, że w Łęcznej ponownie zagra Szymon Drewniak. W poniedziałek do Łęcznej trafił kolejny zawodnik – Damian Gąska. Obaj mają wzmocnić środek pola w klubie z Lubelszczyzny. Drewniak grał już w Łęcznej w sezonie 2016/17. Zapamiętałem go jako solidnego zawodnika, który dobrze wykonuje stałe fragmenty gry. Do tej pory pamiętam jego pięknego gola z rzutu wolnego przeciwko Arce Gdynia. Za to Gąska w poprzednim sezonie był wypożyczony do Radomiaka Radom ze Śląska Wrocław. Był wtedy podstawowym graczem Radomiaka i mocno przyczynił się do awansu do Ekstraklasy. Do Górnika Gąska trafił na zasadzie transferu definitywnego ze Śląska.

W mojej ocenie są to dobre wzmocnienia. Szczególnie jestem ciekaw postawy Damiana Gąski. Jest to młody gracz, który naprawdę prezentuje solidny poziom. Jeżeli podtrzyma formę z poprzedniego sezonu, to na pewno będzie podstawowym graczem środka pola w Górniku. A tam ewidentnie brakuje dobrego zawodnika, który grałby obok Janusza Gola. Bartłomiej Kalinkowski i Adrian Cierpka pokazali, że Ekstraklasa to dla nich trochę za wysoki poziom. Gąska, ale też i Drewniak na pewno wniosą jakość i rywalizację w środku pola.

Pszczoły ukąsiły Słoniki

Jagiellonia Białystok 1:0 Bruk-Bet Termalica Nieciecza

Zarówno Jagiellonia, jak i Bruk-Bet przed tą kolejką nie zaznały goryczy porażki. Jaga zaliczyła remis i zwycięstwo, a Termalica dwa mecze zremisowała. Dla Bruk-Betu mecz w Białymstoku był pierwszym wyjazdowym spotkaniem w tym sezonie.

Mecz był rozgrywany w dość szybkim tempie. Kibice na brak akcji z obu stron nie mogli narzekać. Zawodnicy z Niecieczy nie przestraszyli się Jagiellonii. Bruk-Bet na prowadzenie mógł wyjść w 7. minucie. Wtedy to, Mateusz Grzybek zaskoczył Xaviera Dziekońskiego centro-strzałem. Młody bramkarz w ostatniej chwili wybił piłkę z linii i uchronił swój zespół przed utratą bramki. Nie minęły cztery minuty, a szansę miała Jaga. W bardzo dobrej sytuacji strzeleckiej znalazł się Andrzej Trubeha, ale uderzył zbyt lekko, żeby zaskoczyć Tomasza Loskę. W 35. minucie znów groźnie zaatakowali podopieczni Ireneusza Mamrota. Martin Pospisil dośrodkował w pole karne. Wydawało się, że piłka wyjdzie za linię, ale zdołał do niej dojść Karol Struski. Młodzieżowiec  uderzył, ale tylko w boczną siatkę.

Kiedy wydawało się, że do szatni obie drużyny zejdą z zerowym dorobkiem bramkowym, akcję przeprowadziła Jagiellonia. Bojan Nastić zacentrował w “szesnastkę” gości. Futbolówkę wybił Artem Putiwcew, ale wybił ją wprost pod nogi Tomasa Prikryla. Czech uderzył zewnętrzną stroną buta i umieścił piłkę tuż przy słupku.

Po przerwie Jaga miała co najmniej dwie znakomite sytuacje na podwyższenie prowadzenia. W sumie obie te akcje miał wprowadzony w przerwie Fedor Cernych. Za pierwszym razem były zawodnik m.in. Górnika Łęczna został zatrzymany przez bramkarza Bruk-Betu. Za drugim zdołał umieścić piłkę w bramce, ale po analizie VAR okazało się, że przed oddaniem strzału dotknął piłkę ręką. Goście nieskuteczność litewskiego snajpera mogli wykorzystać w doliczonym czasie gry. Rezerwowy Marcin Wasielewski uderzył z dystansu. Lecz Dziekoński, choć był trochę zasłonięty, obronił ten strzał.

Jaga zadziwia

Jagiellonia na początku sezonu prezentuje bardzo dobrą formę. Przed sezonem chyba nikt nie spodziewał się, że Duma Podlasia tak dobrze rozpocznie sezon.  Podopieczni Ireneusza Mamrota w tym sezonie jeszcze nie przegrali i po trzech kolejkach są w czubie tabeli. Jaga gra solidnie zwłaszcza w obronie (tylko jeden stracony gol), ale w ataku też spisuje się dobrze. Widać, że powrót Michała Pazdana wyszedł Jagiellonii na duży plus. Jeżeli zespół z Białegostoku podtrzyma taką dyspozycję, to może nawiązać do swoich najlepszych czasów, które nie są wcale tak odległe.

Zwycięski gol Jimeneza

Górnik Zabrze 1:0 Stal Mielec

Obie drużyny inaczej wyobrażały sobie początek sezonu. Stal zremisowała z beniaminkiem z Niecieczy i przegrała z Piastem, choć w starciu z Piastunkami miała kilka dobrych okazji. W Zabrzu humory były jeszcze gorsze. Górnik nie dość, że przegrał dwa pierwsze spotkania, to jeszcze prezentował się w nich bardzo słabo.

Pierwsza połowa tego meczu była tak nudna, że kibice na stadionie spokojnie mogli uciąć sobie drzemkę. Nie będę się więc zbytnio rozpisywał o tym, co działo się (a raczej nie działo) w pierwszych 45 minutach. Po przerwie wreszcie obudzili się gospodarze. Bardzo aktywny po stronie Górnika był Lukas Podolski. W 56. minucie Mistrz Świata z 2014 roku dostał dobre podanie od Bartosza Nowaka i wgrał piłkę w pole karne. Lecz Jesus Jimenez nie zdołał oddać celnego strzału. Osiem minut później w bardzo dobrej sytuacji znalazł się sam Podolski, ale Michał Gliwa w dość ekwilibrystyczny sposób uratował Stal przed stratą gola. Jedynego gola w tym spotkaniu strzelił jednak nie Podolski, a Jimenez. W 75. minucie Hiszpan wpadł w pole karne, nawinął jednego z obrońców i bardzo ładnym strzałem pokonał Gliwę.

Więcej, zdobytych prawidłowo bramek w tym meczu już nie było. Padła za to jedna nieuznana. W ostatniej akcji meczu piłkę do bramki Stali wpakował Krzysztof Kubica, ale po analizie VAR okazało się, że strzelił tego gola ręką. Kubica na debiutancką bramkę w Ekstraklasie musi jeszcze poczekać.

Górnik w drugiej połowie był lepszy, ale nie była to duża sztuka. Zespół z Mielca zagrał bardzo słabe spotkanie. Dość powiedzieć, że Stal nie oddała żadnego celnego strzału. Trzy mecze i tylko jeden gol to marny dorobek, Mielczanie na początku sezonu wcale nie grają lepiej niż w poprzednim. Brak poprawy w następnych spotkaniach może skutkować tym, że Stal znów do końca będzie drżeć o utrzymanie.

Wrócił i strzelił

Wisła Płock 1:0 Radomiak Radom

Marko Kolar w latach 2017-2019 grał w Ekstraklasie w barwach Wisły Kraków. Na polskich boiskach Kolar spisywał się dość dobrze. Zwłaszcza w sezonie 2018/19, kiedy zdobył 11 bramek. Przed tym sezonem wrócił do Ekstraklasy, tym razem reprezentuje barwy innej Wisły, tej z Płocka. W poniedziałek miał okazję wreszcie zagrać przed płocką publicznością i przywitał się z nią w najlepszy z możliwych sposobów.

Pierwszy w historii mecz pomiędzy Nafciarzami i Radomiakiem w Ekstraklasie w pierwszej połowie był dość żywy. Radomiak dobrą sytuację miał już w 3. minucie. Karol Angielski spróbował przelobować Bartłomieja Gradeckiego, ale zrobił to zbyt lekko. Trzy minuty później Nafciarze mieli rzut wolny. Dominik Furman uderzył ładnie, ale Filip Majchrowicz obronił jego strzał. Na bramkę kibice zgromadzeni na przebudowywanym stadionie w Płocku musieli czekać do 19. minuty. Wtedy to, Michał Kaput stracił piłkę na własnej połowie. Ostatecznie futbolówka trafiła pod nogi Kolara. Pierwszy strzał Chorwata skutecznie zablokowali obrońcy Radomiaka. Kolar dopadł jednak do piłki i za drugim razem umieścił ją w bramce. Wisła chciała pójść za ciosem i zdobyć drugą bramkę. Dwa razy uderzał Mateusz Szwoch, za pierwszym razem nie trafił w bramkę, za drugim jego strzał zablokował Mateusz Cichocki.

Po przerwie nie działo się już zbyt wiele. Radomiak nie był zbyt skory do atakowania, a Wisła też nie forsowała tempa. Mecz zakończył się więc takim wynikiem jak pierwsza połowa, czyli 1:0. Radomiak w dwóch pierwszych kolejkach na tle, wydawałoby się, lepszych rywali zaprezentował się bardzo dobrze. Podopiecznych Dariusza Banasika można było śmiało stawiać w roli faworytów poniedziałkowego meczu. Lecz Radomiak w tym spotkaniu był “bezzębny” i nie potrafił stworzyć dobrej sytuacji bramkowej. Wisła to wykorzystała i zasłużenie wygrała.

Poznańska Lokomotywa nabiera rozpędu

Lech Poznań 2:0 Cracovia

Podopieczni Macieja Skorży, po remisie wywalczonym przeciwko beniaminkowi z Radomia, zdołali zgarnąć komplet punktów w spotkaniu z Górnikiem Zabrze. Natomiast Cracovia pod dowództwem Michała Probierza także rozpoczęła sezon remisem nad beniaminkiem, ale tym z Łęcznej. Jednak kolejne spotkanie to porażka ze Śląskiem Wrocław. Zwycięstwo nad Lechem pozwoliłoby im  na zrównanie się w tabeli z poznańską drużyną. Ale zadanie nie było proste.

Początkowe  tempo spotkania było dość niemrawe. Brakowało śmiałych ataków z obu stron aż do 18. minuty, kiedy to pięknego gola strzelił Ishak. Bramka nie została uznana, ponieważ asystujący Alan Czerwiński był na pozycji spalonej. Do końca połowy nic szczególnego się nie działo. Po przerwie dwa zabójcze ciosy zadali gospodarze. Mocny i celny strzał  oddał Bartosz Salamon. Sześć minut później wynik podwyższył Jakub Kamiński, który zdobył bramkę po rykoszecie od zawodnika Cracovii. Lech, mając pozytywny wynik, skupił się na grze obronnej, która uniemożliwiała przyjezdnym tworzenie klarownych sytuacji. Także Kolejorz wciąż czekał na swoje okazje.

Jednak wynik nie uległ zmianie do końca spotkania. Trzeba przyznać, że Lech zalicza bardzo dobre wejście w sezon. Muszą pamiętać, że w zeszłym sezonie, którego początek też nie był najgorszy, zakończył się najgorzej na przestrzeni kilku ostatnich lat. Natomiast w zespole Pasów nie widać powodów do optymizmu. Nie ma elementów gry, za które można byłoby chwalić zespół Michała Probierza.

Portowcy zabójczo skuteczni

Pogoń Szczecin 1:0 Piast Gliwice

Portowcy zakończyli grę w Europie. Po minimalnej porażce z Osijekiem pożegnali się z eliminacjami w Lidze Konferencji. Mimo tego, że nie grali już w czwartek spotkania, Pogoń przystępowała do meczu bez swoich podstawowych zawodników m.in. Dominika Dąbrowskiego, Michała Kucharczyka czy Rafała Kurzawy. Nadzieja pojawiła się więc dla Piasta, który przemierzył wiele kilometrów, aby powalczyć o ligowe punkty.

Gra Pogoni nikogo nie zaskoczyła. To Granatowo-Bordowi wzięli na siebie posiadanie piłki. Jednak nic z tego nie wynikało. Brakowało ostatnich dwóch, trzech podań, które zmieniłyby wynik spotkania. Dlatego Jean Carlos pokusił się o strzał zza pola karnego. Futbolówka szczęśliwie odbiła się od Jakuba Czerwińskiego i zmyliła golkipera Piasta. W drugiej połowie przyjezdni nie zamierzali odpuszczać. Pogoń broniła się bardzo szczęśliwie, ale dla nich najważniejsze, że skutecznie. Na wielkie pochwały zasługuje Dante Stipica, który swoimi interwencjami zapewnił czyste konto Portowcom.

Piast nie wygląda najgorzej w tym sezonie. Jednak brakuje tej kropki nad “i”, która dałaby im większą zdobycz punktową niż tylko 3 punkty, które mają na swoim koncie po zwycięstwie nad Stalą Mielec. Pogoń natomiast dołącza do liderujących Jagiellonii i Lecha.

Grali do końca

Śląsk Wrocław 1:1 Lechia Gdańsk

Jacek Magiera zmienił aż 9 zawodników w porównaniu ze składem, który mierzył się przeciwko Hapoelowi Beer Szewa. Krzysztof Mączyński i Rafał Makowski zostali jedynymi z wyjściowej 11. W ubiegłym sezonie Lechia toczyła wraz ze Śląskiem walkę do ostatnich minut o awans do europejskich pucharów. Koniec końców udało się to zespołowi ze stolicy Dolnego Śląska. Dlatego Lechia za wszelką cenę chciała się zrewanżować.

Mimo że był to mecz przyjaźni między obiema ekipami, to nikt nie zamierzał odpuszczać. Już na początku spotkania sędzia Przybył po analizie VAR wskazał na wapno. Do wykonania rzutu karnego podszedł zawodnik Lechii Gdańsk Łukasz Zwoliński, który bardzo wyraźnie przestrzelił, posyłając piłkę ponad poprzeczkę. Jak to się mówi: niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Tę zasadę potwierdzili piłkarze Śląska, a szczególnie Dino Stiglec, który wyprowadził gospodarzy na prowadzenie 1:0. Przebieg meczu pokazał, że wrocławianie mają pewnych bramkarzy. Pod nieobecność Matusa Putnockiego z dobrej strony pokazał się Michał Szromnik. To dzięki jego interwencjom przyjezdni, wypracowując wiele sytuacji, nie mogli przez dłuższy czas wyrównać wyniku spotkania Wydawało się, że mimo osłabionego składu, gospodarze zdołają wywalczyć komplet punktów.  Dogodnej sytuacji na podwyższenie rezultatu nie wykorzystał m.in. Petr Schwarz. Lechia walczyła do końca i w doliczonym czasie gry doprowadziła do remisu po golu Tomasz Makowskiego.

https://twitter.com/KDabrowski_99/status/1424439184757075983?s=20

Przed meczem Śląsk brałby taki wynik w ciemno. Z przebiegu spotkania także, gdyż to przyjezdni byli bardziej aktywni i tylko dzięki świetnym interwencjom Michała Szromnika zachowywali czyste konto. Mimo to Lechia zdołała wyrównać w ostatniej chwili. Gdy prowadzi się praktycznie do samego końca, to pewien niedosyt pozostaje.

Mecz Legii z Zagłębiem został przełożony na 15 grudnia.

Następna kolejka

GospodarzeGoście
Górnik ŁęcznaLechia Gdańsk
Jagiellonia BiałystokLech Poznań
Stal MielecRadomiak Radom
Warta PoznańZagłębie Lubin
Legia WarszawaRaków Częstochowa
Bruk-Bet Termalica NiecieczaGórnik Zabrze
Śląsk WrocławWisła Płock
Wisła KrakówPogoń Szczecin
Piast GliwiceCracovia

Mecz kolejki: Warta Poznań – Legia Warszawa

Dobrze spisująca się na początku Warta zostanie sprawdzona przez Legię.

Autorzy:

Mateusz Bartoszek

Mateusz Adamczyk

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Rozgrywki