Connect with us

Rozgrywki

Warszawa zdobyta #MinąłWeekend – 9. kolejka

#MinąłWeekend

Raków pokonał Legię w Warszawie, Lech przegrał pierwszy mecz w sezonie, a Bruk-Bet wreszcie wygrał – to wszystko wydarzyło się w 9. kolejce Ekstraklasy. 

Mecz kolejki

Szczęście sprzyja lepszym, Legia się smuci, a Raków cieszy

Legia Warszawa 2:3 Raków Częstochowa

Pojedynek Mistrza z wicemistrzem zapowiadał się bardzo emocjonująco. No i taki był. Dla Legii był to nie lada sprawdzian przed czwartkowych meczem z Leicester. Warszawianie co prawda tydzień temu wygrała z Górnikiem Łęczna, a w tygodniu pokonała w Pucharze Polski Wigry Suwałki, ale nie ma co ukrywać, nie byli to rywale tego pokroju co Raków. Jednak z nimi Legia też się męczyła.

Mecz mógł dobrze rozpocząć się dla Legionistów. W 15. minucie z około 10 metrów huknął Andre Martins, ale piłka zatrzymała się na poprzeczce. raków pierwszą groźną sytuację przeprowadził w 28. minucie.  Ivi Lopez podał do Sebastiana Musiolika, zawodnik gości nie dobiegł jednak do tej piłki, bo zatrzymał go Cezary Miszta. Zrobił to w sposób nieprzepisowy, a więc sędzia podyktował rzut karny. Do piłki ustawionej na 11. metrze podszedł Ivi Lopez. Hiszpan uderzył precyzyjnie w lewy róg bramki i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Goście nie cieszyli się zbyt długo z prowadzenia. Legioniści wyrównali w 33. minucie. Mahir Emreli ładnie przyjął piłkę i fantastycznym strzałem umieścił piłkę w bramce. Więcej bramek przed przerwą kibice zgromadzeni na stadionie przy Łazienkowskiej 3 już nie oglądali.

Dwa ciosy i pudła

Na początku drugiej połowy drużyna z Częstochowy wyprowadziła dwa szybkie ciosy. W 53. minucie Ivi Lopez dośrodkował z rzutu rożnego, centrę przedłużył Vladislavs Gutkovskis, a wbiegający na dalszy słupek Fran Tudor skierował piłkę do bramki.  Cztery minuty później Raków był już na dwubramkowym prowadzeniu. Ivi Lopez zdobył bramkę bezpośrednio z rzutu rożnego. Strzał nie był aż tak groźny,ale źle ustawiony Miszta nie zdołał skutecznie interweniować.

Dwie bramki gości trochę ożywiły Legię. Ekipa z Warszawy zaczęła groźnie atakować, co przyniosło skutek w 70. minucie. Wtedy to, Josue wystawił piłkę Ihorowi Charatinowi, a on ładnym uderzeniem strzelił swojego pierwszego gola w barwach Legii. Ataki podopiecznych Czesława Michniewicza przybierały na sile. W końcówce Legia miała dwie stuprocentowe akcje. W 82. minucie przed szansą stanął Rafael Lopes. Napastnik Legii musiał tylko dostawić nogę, ale skiksował i Kacper Trelowski bez problemów złapał piłkę.  Jeszcze lepszą okazję w 89. minucie miał Emreli. Snajper Legii fatalnie spudłował z czterech metrów.

Jeżeli Legia nie będzie wykorzystywać takich sytuacji, jakie miała w końcówce meczu z Rakowem, to w meczu z Leicester nie ma czego szukać. Legioniści muszą też popracować nad stałymi fragmentami gry, bo wszystkie gole z Rakowem stracili właśnie w taki sposób. Dużym osłabieniem Legii w czwartkowym meczu będzie na pewno brak Artura Boruca, który ma kontuzję. Teraz Czesław Michniewicz będzie musiał wybrać bramkarza spomiędzy popełniającego głupie błędy Miszty i niedoświadczonego Kacpra Tobiasza. Wybór nie do pozazdroszczenia, ale być może w meczu z Leicester jeden z nich zostanie bohaterem. Rozpisuje się o Legii, a trzeba też wspomnieć o Rakowie, który zagrał bardzo solidnie i wygrał na Łazienkowskiej. Była to pierwsza ligowa porażka Legii u siebie od grudniowego starcia ze Stalą Mielec.

O tym meczu, z perspektywy kibica Legii, możecie przeczytać na naszej stronie. (TUTAJ)

Górnik znów dostał “czwórkę”

Górnik Łęczna 0:4 Lechia Gdańsk

Duma Lubelszczyzny po zwycięstwie nad Wisłą Płock i niezłym występie w Warszawie podejmowała u siebie Lechię Gdańsk. Górnik przystępował do tego spotkania bez swojego najlepszego napastnika, Bartosza Śpiączki.

Początek spotkania wyglądał, w wykonaniu Górnika, inaczej niż w meczu z Legią. z Lechią Zielono-Czarni byli cofnięci i czekali na kontry. Pierwszą taką kontrę Górnik przeprowadził w 4. minucie, Jason Lokilo dośrodkował z lewej strony. W pole karne wbiegał Marcel Wędrychowski, który uderzył bez przyjęcia. Lecz piłkę po strzale młodzieżowca złapał Dusan Kuciak. W 18. minucie bardzo dobrą okazję miał Flavio Paixao. Portugalczyk uderzał głową, ale świetnie interweniował Maciej Gostomski.  Lechia do 35. minuty atakowała, a Górnik odpierał jej ataki.

Nierozważny Gol

Wszystko zmieniło się właśnie w 35. minucie. Wtedy to, Janusz Gol obejrzał druga żółtą kartkę i Górnik musiał grać w osłabieniu. Od tej pory ataki drużyny przyjezdnej jeszcze bardziej się nasiliły. Gdańszczanie dopięli swego i zdobyli bramkę w 41. minucie. Najpierw strzał Zwolińskiego obronił Gostomski, piłka wyszła na rzut rożny. Z narożnika boiska dośrodkował Maciej Gajos, a zupełnie niepilnowany Zwoliński uderzeniem głową otworzył wynik spotkania. Trzy minuty później było już 2:0. Conrado zagrał z prawej strony wprost na głowę Paixao. Gostomski nie wiele mógł zrobić w tej sytuacji.

W przerwie trener Kiereś postanowił postawić wszystko na jedną kartę i dokonał aż czterech zmian. Od początku drugiej polowy Duma Lubelszczyzny rzuciła się do odrabiania strat. Górnik bardzo dobrą okazję miał w 48. minucie. Sergiej Krykun odebrał piłkę przy linii końcowej i podał do Michała Maka. Mak uderzył bez przyjęcia, ale Kuciak zdoła skutecznie interweniować. Lechia odgryzła się w 55. minucie. Goście przeprowadzili znakomita akcję zakończoną golem strzelonym przez Kacpra Sezonienko. Jak się potem okazało nie było to ostatnie słowo drużyny z Gdańska. W 71. minucie wynik na 4;0 ustalił Flavio Paixao.

Lechia była zdecydowanie lepsza i zasłużenie wygrała. Choć, nie wiadomo jakby ten mecz potoczył się gdyby Górnik nie grał przez większą część meczu w osłabieniu. W ekipie Kamila Kieresia zdecydowanie brakowało Bartosza Śpiączki. Jego zmiennik, Paweł Wojciechowski, w ogóle nie czuł gry i słusznie został zmieniony w przerwie. Dość słaby mecz rozegrał również Marcel Wędrychowski. Choć trzeba przyznać, że największy minus trzeba postawić przy osobie Janusza Gola. Tak doświadczony zawodnik nie powinien zachowywać się aż tak nieodpowiedzialnie. We wtorek Górnik rozegra mecz Pucharu Polski. Dla Zielono-Czarnych może to być okazja do przełamania i poprawy humorów.

Karny wystarczył do zwycięstwa

Stal Mielec 1:0 Radomiak Radom

Za faworyta tego spotkania raczej należało uznać Stal. Przed tą kolejką mielczanie mieli na swoim koncie dwa zwycięstwa u siebie. Za to Radomiak w obecnych rozgrywkach na wyjeździe jeszcze nie wygrał.

W pierwszej połowie groźniej atakowali gospodarze. Stal dobrą sytuację miała już w 6. minucie. Fabian Piasecki zgrał piłkę do Mateusza Maka, który zdecydował się na uderzenie. Piłka najpewniej znalazłaby się w bramce, ale skutecznie interweniował Filip Majchrowicz. Radomiak dobra sytuację miał w 23. minucie. Po wrzutce z autu, uderzał Karol Angielski. Jego strzał w ostatniej chwili zablokował Mateusz Żyro. Najważniejsza akcja pierwszej połowy miała miejsce w 45. minucie. Wtedy to, Majchrowicz fatalnie się pomylił i zamiast w piłkę, trafił w nogi Piaseckiego. Sędzia nie zastanawiał się zbyt długo i od razu wskazał na “wapno”.  Do piłki podszedł Grzegorz Tomasiewicz i finezyjnym strzałem umieścił ją w bramce.

Znakomity Strączek

O dziwo, po przerwie Radomiak nie rzucił się od razu do ataku. W pierwszym kwadransie drugiej połowy Stal była bliżej zdobycia drugiej bramki. W 60. minucie Piasecki bardo dobrze podał do Maksymiliana Sitka. Młodzieżowiec znalazł się w sytuacji sam na sam z Majchrowiczem, tym razem jednak górą był bramkarz Radomiaka. Na pierwszą groźną akcję Radomiaka po przerwie, trzeba było czekać do 68. minuty, kiedy to uderzał Mario Rondon, jednakże piłka po jego strzale przeleciała nad poprzeczką bramki Stali. W końcówce podopieczni Dariusza Banasika mocno przycisnęli gospodarzy. Kolejną dobrą sytuację miał Rondon, ale tym razem uderzył w poprzeczkę. Dwie znakomite sytuacje Radomianie mieli w 88. i 89. minucie.  Najpierw bardzo groźnie uderzył Meik Karwot. Lecz Rafał Strączek wyciągnął się jak struna i zdołał wybić piłkę na rzut rożny. Jeszcze groźniej było było po chwili. Fantastyczną okazję miał Maurides. Brazylijczyk huknął piekielnie mocno, ale w boczną siatkę.

Stal ostatecznie zdołała dowieźć zwycięstwo do końca. Trzy punkty zdobyte z Radomiakiem pozwolili Stali znacząco odskoczyć od strefy spadkowej.

Warta nie ma farta

Warta Poznań 0:2 Zagłębie Lubin

Obie drużyny miały zgoła odmienne powody by wygrać ten mecz. Warta chciała wydostać się ze strefy spadkowej, za to Miedziowi chcieli pozostać nadal w czubie tabeli.

Zieloni od początku mocno atakowali, ale długo ich ataki nie przynosiły skutków. Na najlepsza okazję Warty trzeba było czekać do 39. minuty. Wtedy, wbiegający w pole karne Jayson Papeau, został sfaulowany przez Tomasa Zajica. Sędzia Bartosz Frankowki podyktował “jedenastkę”. Do rzutu karnego podszedł Mateusz Kupczak. Pomocnik Warty uderzył w lewy róg, lecz jego intencje wyczuł Dominik Hładun i obronił to uderzenie. W takim układzie mogło wydawać się, że do szatni oba zespoły zejdą bez zdobyczy bramkowych. Nic z tych rzeczy. W doliczonym czasie swoją drugą bramkę w drugim kolejnym spotkaniu zdobył Zajic i to Zagłębie prowadziło do przerwy.

Po przerwie Warta miała dwie stuprocentowe sytuacje. Dwa razy z najbliższej odległości uderzał Adam Zrelak, ale w obu przypadkach fantastycznie bronił Dominik Hładun. Bramkarz Zagłębia w sobotę bronił jak natchniony i nie dał się pokonać. Ostatecznie Zagłębie wygrało 2:0. W 66. minucie przepięknego gola strzelił Patryk Szysz.

Dla warty to już szósty mecz bez zwycięstwa. Choć Zielonych trzeba pochwalić za dobrą grę. Gdyby nie fantastyczne interwencje Hładuna, to mecz mógłby zakończyć się innym wynikiem.

Zatrzymana rozpędzona lokomotywa

Jagiellonia Białystok 1:0 Lech Poznań

Rozpędzona poznańska lokomotywa przywędrowała na Podlasie. Dla Kolejorza miał być to łatwy i przyjemny pobyt w północno-wschodniej części Polski. Poznaniacy dotąd byli niepokonani obok Śląska Wrocław. Tym razem przyszło im  się mierzyć z Jagiellonią, która od pięciu spotkań w lidze nie potrafiła wywalczyć choćby jednego kompletu punktów. Faworyt wydawał się zdecydowany, ale z tyłu głowy pojawia się myśl, że to EKSTRAKLASA, a w niej prawa logiki nie obowiązują.

Lech zaczął spotkanie pewnie. Kontrolował przebieg meczu, ustawiał się do wysokiego pressingu. Gospodarze mieli ogromne kłopoty, aby wydostać się na połowę rywala. Jednak problem przyjezdnych polegał na tym, że przy tworzonych sytuacjach bramkowych nie potrafili uderzyć w światło bramki. Wszystkie strzały w pierwszej odsłonie powędrowały obok lub ponad bramkę Pavelsa Steinobrsa. Natomiast Jagiellonia miała dwie sytuacje, które mogły zakończyć się zdobyciem bramki.

Kolejorz nie potrafił potwierdzić zdecydowanej przewagi w pierwszej połowie. W drugiej odsłonie przyjezdni wytracili impet. Jagiellonia już częściej znajdowała się pod polem karnym gości. To poskutkowało w 71. minucie. Błąd Salomona wykorzystał Jesus Imaz, który wykorzystał złe odegrania Polaka, szybko odebrał piłkę, a następnie oddał strzał dający prowadzenie. Lech próbował do ostatnich minut wywalczyć choćby punkt, ale bezskutecznie.

Żółto-Czerwoni wygrywają pierwsze spotkanie w lidze od początku sierpnia, kiedy to na własnym boisku pokonali beniaminka z Niecieczy. Pierwsza porażka Lecha w sezonie nie jest powodem do paniki, ale warto wyciągnąć wnioski, aby tworzona ogromna ilość sytuacji  przekładała się na zdobywanie bramek.

Osiem minut, które zmieniło losy spotkania

Bruk-Bet Termalica Nieciecza 3:1 Górnik Zabrze

Niecieczanie pozostali jedyną drużyną w ekstraklasie, która nie ma jeszcze zwycięstwa na swoim koncie. Powiew optymizmu mogła wlać w serca podopiecznych Mariusza Lewandowskiego czwartkowa wygrana w Pucharze Polski ze Śląskiem Wrocław. Kibice zgromadzeni w niedzielne popołudnie liczyli na pierwszy poważny krok swoich ulubieńców od odbicia się od dna ligowej tabeli.

 Mecz odważniej rozpoczęli Górnicy. Gospodarzom ciężko było się przedostać na połowę rywali. W 9. minucie Piotr Krawczyk stanął w sytuacji sama na sam z Łukaszem Budziłkiem, który wygarnął piłkę spod nóg zawodnika przyjezdnych. W kolejnych minutach jednak spotkanie się wyrównało, ale żadna ze stron nie potrafiła poważnie zagrozić rywalowi.

 Emocje zaczęły się od drugiej połowy. W 55. minucie bramkę zdobył Rafał Janicki po rzucie rożnym. Piłka szczęśliwie spadła pod jego nogi, a obrońca Górnika mocnym uderzeniem pod  poprzeczkę wykończył akcję. Jednak to były miłe złego początki. Między 68. a 76. minutą Termalica zagrała bardzo skutecznie, wykorzystując błędy rywali. Pierwszy do bramki trafił Piotr Wlazło, choć potrzebował do tego drugiego podejścia. Za pierwszy razem strzał z jedenastego metra wybronił Grzegorz Sandomierski, ale arbiter Łukasz Szczech nakazał powtórzyć karnego, gdyż golkiper gospodarzy zbyt wcześnie opuścił linię bramkową. Za drugim razem Piotr Wlazło strzelił gola. A już po kolejnych dwóch minutach niecieczanie  prowadzili po bramce młodzieżowca Kacpra Śpiewaka, który kilka minut wcześniej pojawił się na boisku. Przedłużył podanie Bartłomieja Kukułowicza, uderzając piłkę głową tyłem do bramki.  Ale to nie był koniec. Sześć minut później ponownie na listę strzelców wpisał się Piotr Wlazło, ponownie po rzucie karnym.

Górnicy nie byli już w stanie odpowiedzieć. Termalica przeskakuje Górnika Łęczna i nie jest już czerwoną latarnią ekstraklasy.

VAR w roli głównej

Śląsk Wrocław 3:1 Wisła Płock

Spotkanie we Wrocławiu zarówno dla podopiecznych Jacka Magiery, jak i Macieja Bartoszka było dobrą okazją zrewanżowania się po przegranych w środku tygodnia w Pucharze Polski. Śląsk na własnym stadionie uległ Termalice. Natomiast Nafciarze przegrali po dogrywce na wyjeździe z Koroną Kielce.

Śląsk i Wisła początkowo wyczekiwali siebie nawzajem. Jednak po dwudziestu minutach tempo spotkania zdecydowanie przyśpieszyło. Zagrożenie pod bramką pojawiało się z obu stron boiska. Zwycięsko po pierwszej połowie z tej wymiany ciosów wyszli  gospodarze. W 25. minucie po dośrodkowaniu Bartłomieja Pawłowskiego  Mateusz Praszelik skutecznie po główce wykończył akcję. Jednak na odpowiedź gości nie trzeba było długo czekać. Także głową golkipera Śląska pokonał Azer Anton Kryvotsiuk. Radość w zespole Wisły nie trwała długo. W 34. minucie jedenastkę wykorzystał Robert Pich. Bohater Nafciarzy sprzed kilku minut zablokował ręką strzał Erika Exposito w polu karnym.

Druga część spotkania rozpoczęła się od podwyższenia prowadzenia przez Erika Exposito, ale sędzia szybko po analizie z wozem VAR anulował bramkę, gdyż chwilę wcześniej Chorwat Dino Stiglec znalazł się na minimalnej pozycji spalonej. Ale to nie była ostatnia interwencja VAR-u w tym meczu. W 56. minucie  sędzia Tomasz Musiał wskazał na jedenasty metr po zagraniu piłki ręką przez Verdasce. Jednak arbiter został wezwany do przeanalizowania tej sytuacji. Po analizie został anulowany rzut karny, gdyż najpierw piłka uderzyła w rękę, Portugalczyka, którą miał przy ciele.  Śląsk w kolejnych minutach zagroził jeszcze kilkukrotnie. Pod koniec spotkania w polu karnym gości ręką zagrał Piotr Tomasik, a rzut karny ponownie wykorzystał Robert Pich.

Z perspektywy całego meczu trzeba oddać gospodarzom to, że byli lepsi w tym spotkaniu. Nafciarzom w końcówce zabrakło  argumentów. Śląsk pozostaje jedyną drużyną w lidze bez porażki.

Biała Gwiazda straciła blask

Wisła Kraków 0:1 Pogoń Szczecin

Portowcy ostatnich tygodni nie mogą zaliczyć do udanych.  Odpadnięcie z Pucharu Polski już na etapie 1/32 z drugoligowym KKS Kalisz oraz brak zwycięstwa w lidze od trzech spotkań dla brązowych medalistów z poprzedniego sezonu nie jest powodem do dumy. Przyjazd do Krakowa na spotkanie z Białą Gwiazdą, która została rozbita przed tygodniem przez Kolejorza, pozwalał mieć nadzieję gościom na osiągnięcie korzystnego wyniku. Biała Gwiazda natomiast zwycięstwem nad Stalą Mielec przerwała niechlubną passę czterech przegranych z rzędu na etapie 1/32 w Pucharze Polski.

Od początku oba zespoły były nastawione ofensywnie, zostawiając rywalom mało przestrzeni do rozgrywania akcji. W 8. minucie  strzelił gola Felicio Brown Forbes, ale bramka nie została uznana. Zawodnik Wisły znajdował się na pozycji spalonej. To, co nie udało się Białej Gwieździe, w 15. minucie udało się Portowcom. Jean Carlos Silva wykorzystał niefortunne zagranie Konrada Gruszkowskiego. Były Wiślak znalazł się sam na sam z Pawłem Kieszkiem.  Zrozumiałe było to, że nie okazywał radości po strzelonej bramce ze zrozumiałych względów.

W pierwszej połowie Wisła nie oddała ani jednego strzału na bramkę rywali. W drugiej połowie sytuacja była już nieco lepsza. Ale tylko nieco, bo dwa strzały. Wiśle brakowało płynności w rozegraniu. Wszystko było takie niemrawe. Portowcy mądrze zagęszczali środek boiska, zmuszając krakowian do przeprowadzania akcji skrajnym stronami boiska. Portowcy zasłużenie zgarniają komplet punktów i awansują na 4. lokatę.

Miłe złego początki, Pelle daje Pasom trzy punkty

Piast Gliwice 2:4 Cracovia

Piast jest obecnie w dołku. Drużyna z Gliwic w poprzednich dwóch kolejkach odniosła dwie porażki. Po mecz z Cracovią kibice z Gliwic również nie mieli zbyt wielu powodów do zadowolenia.

Chociaż początek meczu należał do Piasta. Podopieczni Waldemara Fornalika rozpoczęli mecz w najlepszy z możliwych sposobów – od zdobycia bramki. W 10. minucie Alberto Toril chciał podać na prawą stronę, ale piłka odbiła się od jednego z zawodników gości i trafiła pod nogi Damiana Kądziora. Były zawodnik Dinama Zagrzeb płaskim strzałem pokonał Lukasa Hrosso. Była to jego pierwsza bramka w sezonie. Cracovia do wyrównania doprowadziła w 19. minucie. Michal Siplak dośrodkował z rzutu wolnego, a dobrze ustawiony Cornel Rapa głową skierował futbolówkę do bramki. Piętnaście minut później ponownie z wolnego dośrodkował Siplak, ale tym razem gola strzelił Pelle van Amersfoort.

Jak się potem okazało nie był to jedyny gol Holendra w tym meczu. W 58. minucie napastnik Pasów zdobył swoją druga bramkę w tym spotkaniu. Karol Knap wpadł w pole karne i oddał strzał na bramkę, z tym uderzeniem poradził sobie Frantisek Plach. Szybko do piłki dopadł jednak van Amersffoort i umieścił piłkę w bramce.  Nie minęło sześćdziesiąt sekund, a już na tablic wyników wyświetlił się wynik 2:3. Nie był to błąd osoby odpowiedzialnej za tę tablicę, bo bramkę zdobył Michael Ameyaw, który dobrze odnalazł się w zamieszaniu pod bramką Cracovii. Kibice Piasta mogli wtedy pomyśleć, że ich drużyna ma nawet szansę doprowadzić do remisu. Nie pozwolił na to van Amersfoort, który w 71. minucie zdobył swoją trzecią bramkę w tym spotkaniu i zapewnił Pasom zwycięstwo.

Cracovia nie przegrała piątego meczu z rzędu. Maszyna Michała Probierza ruszyła na dobre i chyba nie zamierza się zatrzymać. Piast jest w zgoła odmiennej sytuacji. Drużyna z Gliwic przegrała trzeci mecz z rzędu i spadła na 13. miejsce w tabeli.

Następna kolejka

GospodarzeGoście
CracoviaRadomiak Radom
Stal MielecLech Poznań
Bruk-Bet Termalica NiecieczaŚląsk Wrocław
Warta PoznańLechia Gdańsk
Górnik ZabrzeZagłębie Lubin
Jagiellonia BiałystokPiast Gliwice
Wisła PłockWisła Kraków
Górnik ŁęcznaRaków Częstochowa
Legia WarszawaPogoń Szczecin

Mecz kolejki: Lech Poznań – Śląsk Wrocław

Spotkanie lidera z wiceliderem. Lech jest podrażniony po porażce w Białymstoku. Za to Śląsk w tym sezonie na wyjeździe jeszcze nie przegrał.

Autorzy:

Mateusz Bartoszek

Mateusz Adamczyk

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Rozgrywki