Connect with us

Rozgrywki

Panowie, chcemy częściej oglądać tyle bramek #MinąłWeekend – 10. kolejka

#MinąłWeekend

Padły aż 32 gole, Śląsk został rozbity przez Lecha, a Piast wreszcie się przełamał – to wszystko wydarzyło się w 10. kolejce Ekstraklasy.

Mecz kolejki

Podolski z asystą, Górnik z trzema punktami

Górnik Zabrze 4:2 Wisła Płock

Mecz drużyn z dolnej części tabeli. W Zabrzu liczyli na pierwszego gola Lukasa Podolskiego. Drużyna z Płocka chciała wygrać pierwszy mecz na wyjeździe.

Na pierwszą bramkę w tym meczu kibice czekali do 19. minuty. Ci zabrzańscy nie byli raczej zadowoleni, ponieważ wynik spotkania otworzyli przyjezdni. Rafał Wolski ładnie uderzył i umieścił piłkę w bramce. Na odpowiedź Górnika nie trzeba było długo czekać. W 23. minucie Lukas Podolski bardzo ładnie podał do Piotra Krawczyka, który uderzeniem bez przyjęcia pokonał Krzysztofa Kamińskiego. W dalszej części pierwszej połowy to gospodarze przeważali. Tej przewagi nie udokumentowali golem.

Od samego początku drugiej połowy zdecydowanie atakowała Wisła. Ataki “Nafciarzy” przyniosły efekt w 57. minucie. Wtedy to, Robert Dadok sfaulował we własnym polu karnym Dominika Furmana. Sędzia Tomasz Musiał po analizie VAR podyktował karnego. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Rafał Wolski i strzałem przy słupku pokonał Grzegorza Sandomierskiego. Strata drugiej bramki zdecydowanie rozwścieczyła gospodarzy. W 64. minucie strzał z ostrego konta Lukasa Podolskiego, obronił Krzysztof Kamiński. Trzy minuty później był już remis. Erik Janża uderzył bardzo mocno, piłka odbiła się od poprzeczki i spadła na głowę Jesusa Jimeneza. Hiszpan wbił futbolówkę do bramki.

Górnik nie zatrzymywał się i nadal atakował. Pod bramką Wisły zakotłowało się w 70. minucie, ale wtedy “Nafciarze” zdołali się wybronić. Nie zdołali tego zrobić w 78. minucie.  Bartosz Nowak nie patrząc wcale w kierunku bramki, oddał strzał i dał gospodarzom prowadzenie. Zabrzanie kropkę nad “i” postawili w 83. minucie. Jesus Jimenez dryblingiem odciągnął trzech zawodników Wisły i podał do niepilnowanego Krzysztofa Kubicy. Młodzieżowiec rozejrzał się i strzelił trzeciego gola w obecnych rozgrywkach.

Wisła po raz kolejny nie potrafiła utrzymać prowadzenia. “Nafciarze” do tej pory przegrali wszystkie mecze wyjazdowe. Co ciekawe, u siebie jeszcze nie przegrali. Górnik dzięki temu zwycięstwu wskoczył na dziewiąte miejsce.

Emocje przy Kałuży

Cracovia 3:3 Stal Mielec

Stal szukała w Krakowie pierwszego w tym sezonie wyjazdowego zwycięstwa. Za to “Pasy” chciały podtrzymać bardzo dobrą serię meczów bez porażki.

Gospodarze bardzo blisko strzelenia gola byli już w 2. minucie spotkania, ale w ostatniej chwili Jonathan de Amo wybił piłkę na rzut rożny. Ostatecznie Cracovia na bramkę czekała do 7. minuty. Sergiu Hanca jednym zagraniem zwiódł dwóch piłkarzy Stali i strzelił gola. Goście szybko ruszyli do odrabiania strat, bo już po następnej akcji był remis. Maksymilian Sitek dostał piłkę od Fabiana Piaseckiego, minął obrońcę i umieścił piłkę w bramce. Stal nabrała wiatru w skrzydła i w 22. minucie zdobyła drugą bramkę. Krystian Getinger podał do Mateusza Maka, a ten obrócił się z futbolówką i uderzył tuż przy słupku. Mielczanie do szatni schodzili przy dwubramkowym prowadzeniu. Przy rzucie rożneym Matej Rodin ciągnął za koszulkę Mateusza Matrasa. Sędzia, po konsultacji VAR, wskazał na “wapno”. Do rzutu karnego podszedł Fabian Piasecki i skutecznie go wykonał.

Po przerwie Cracovia oddała tylko jeden celny strzał. Zdołała jednak strzelić dwa gole. W 62. minucie Kamil Pestka wgrał piłkę w pole karne. Żaden z obrońców nie wybił piłki, a więc ta trafiła do Otara Kakabadze, który uderzył bez przyjęcia. Piłka nie była wcale taka trudna do obrony, lecz źle ustawiony Rafał Strączek nie zdołał jej wybić. “Pasy” poszły za ciosem. Piętnaście minut później był już remis. Choć dość mocno przyczynił się do tego Krystian Getinger. Michal Siplak wgrał piłkę przed bramkę Stali, w piłkę nie trafił Michał Rakoczy, ale futbolówka odbiła się od Getingera i wpadła do bramki.

Cracovia jest już niepokonana od sześciu spotkań. Choć Stal przegrała na własne życzenie. Nawet trener Majewski na konferencji prasowej nie krył zażenowania z powodu straty dwóch goli w drugiej połowie.

Nie dowieźli zwycięstwa

Radomiak Radom 1:1 Bruk-Bet Termalica Nieciecza

Pierwsze w tym sezonie starcie beniaminków. Jak wiadomo takie starcia są zawsze bardzo ważne w kontekście walki o utrzymanie.

Na początku spotkania Radomiak przeważał. W 19. minucie o strzał zza pola karnego pokusił się Leandro. Piłka po jego uderzeniu przeleciała nad poprzeczką. Po raz pierwszy futbolówka zatrzepotała w bramce w 24. minucie. Byłby to gol dla Bruk-Betu, ale sędzia dopatrzył się w tej akcji faulu i trafienia nie uznał. Podobnie było chwilę później. Piłka zatrzepotała w bramce Termaliki, ale sędzia odgwizdał spalonego.

Drugą połowę przyjezdni rozpoczęli w najlepszy z możliwych sposobów – od zdobycia bramki. Bartłomiej Kukułowicz dobrze podał do Michała Hubinka. Pomocnik gości dośrodkował piłkę w pole karne, a Adam Radwański skoczył niczym… zając i strzelił gola głową. Stracona bramka zdecydowanie rozwścieczyła zawodników Radomiak. Ci rzucili się od razu do ataku. Radomianie mieli kilka ciekawych akcji. W 65. minucie przed znakomitą okazję miał Maurides, ale jego strzału nie ma co komentować, bo był po prostu fatalny. Kolejną groźną sytuację zespół z Radomia miał w 84. minucie. Wtedy w jednej akcji dwie znakomite interwencje zaliczył Łukasz Budziłek. Radomiak w końcu doprowadził w wyrównania, ale dopiero w doliczonym czasie gry. Tiago Matos najpierw uderzył w poprzeczkę, ale skutecznie dobił i mógł się cieszyć z pierwszego trafienia w barwach Radomiaka.

Radomiak nadal jest niepokonany u siebie, a Bruk-Bet wciąż nie może wygrać w delegacji. Gdyby nie Budziłek, to podopieczni Mariusza Lewandowskiego z Radomia wracaliby na tarczy.

Kolejny rywal zdemolowany w Poznaniu

Lech Poznań 4:0 Śląsk Wrocław

Spotkanie zapowiadano jako hit tej kolejki. Niepokonany u siebie Lech podrażniony wyjazdową porażką z Jagiellonią podejmował świetny w tym sezonie Śląsk Wrocław.

“Kolejorz” strzelanie rozpoczął już w 2. minucie. Wynik otworzył Joao Amaral. Lech na początku spotkania prowadził grę, ale oprócz akcji bramkowej, brakowało mu konkretów. Za to goście pierwszą bardzo dobrą akcję stworzyli dopiero w 28. minucie. Wtedy to, groźny strzał oddał Robert Pich. Bramkarz Lecha sparował piłkę na rzut rożny. Właśnie po tym rzucie rożnym padła bramka. Dla Śląska? Nic z tych rzeczy. Dla Lecha. Wrocławianie wykonali stały fragment gry, piłka trafiła do ustawionego przed polem karnym Krzysztofa Mączyńskiego. Kapitan przyjezdnych chciał uderzyć, ale został zablokowany przez Jakuba Kamińskiego. Młodu gracz Lecha wykorzystał fatalne ustawienie drużyny gości i pomknął w kierunku bramki Śląska. Żaden z piłkarzy z Dolnego Śląska nie zdołał dogonić “Kamyka”, więc młodzieżowiec rozejrzał się i posłał piłkę tuż przy słupku.

Po przerwie Lech nadal dominował. W 54. minucie drugiego gola w tym spotkaniu strzelił Kamiński. Młodzieżowiec dwoma zwodami minął dwóch zawodników Śląska i spokojnie umieścił piłkę w bramce. Dwie minuty później było już 4:0. Sytuacje sam na sam z Michałem Szromnikiem wykorzystał Mikael Ishak i wiadome było, że trzy punkty zostaną w Poznaniu.

Tym zwycięstwem Lech potwierdził, że porażka w Białymstoku była tylko wypadkiem przy pracy. “Kolejorz” nadal trzyma bardzo dobry poziom i jest liderem Ekstraklasy.

Patent na medalistów

Raków Częstochowa 2:2 Radomiak Radom – mecz zaległy

Między jednym a drugim weekendem był czas na nadrobienie zaległego meczu 4. kolejki między Rakowem a Radomiakiem. Wszystko przez decydujące mecze Rakowa o awansie do fazy grupowej europejskich pucharów. Częstochowianie przed własną publicznością liczyli na pierwsze zwycięstwo na swoim stadionie. W ostatnim spotkaniu u siebie z Lechem Poznań byli już tego blisko, prowadząc 2:0, ale dali sobie wydrzeć tą wygraną. Mecz z beniaminkiem wydawała się idealną okazją, ponieważ Radomiak w lidze nie potrafi wygrać spotkania od 20 sierpnia.

Trzeba jednak mieć na uwadze to, że Radomiak wygrał już w tym sezonie z Legią, a brązowym medalistom ze Szczecina urwał punkt. Spotkanie dla gospodarzy nie mogło zacząć się lepiej. Już w 4. minucie w polu karnym piłkę ręką zagrał Leandro. Arbiter po chwili podyktował jedenastkę, a ją na bramkę zamienił skuteczny ze stałych fragmentów gry Ivi Lopez. Raków w kolejnych minutach atakował. Swoich szans ponownie szukał Ivi Lopez czy Vladislavs Gutkovskis. Dlatego dla kibiców Rakowa  zaskoczeniem była bramka przyjezdnych. Dokładne dośrodkowanie Damiana Jakubika wykorzystał Brazylijczyk Maurides. Od tego momentu gra z obu stron wyrównała się, a na przerwę zawodnicy schodzili przy jednobramkowym remisie.

Częstochowianie ruszyli ambitnie do zdobycia bramki. Większych efektów jednak to nie przynosiło. Ponownie jedną z nielicznych sytuacji wykorzystali radomianie. W 73. minucie strzał Mateusza Radeckiego odbił bramkarz gospodarzy, ale z dobitką Mauridesa  Kacper Trelowski nie był w stanie już nic zrobić. Raków po chwilowym marazmie podkręcił tempo. Tym razem to goście zdobyli bramkę po strzale głową przez Sebastiana Musiolika, któremu dobrze dograł Frans Tudor.

Raków musiał poczekać na pierwsze zwycięstwo na własnym stadionie do kolejnego meczu z Wartą Poznań. Natomiast Radomianie w rundzie jesiennej urwali punkty każdemu medaliście z poprzedniego sezonu oraz zaliczyli szósty remis, co obecnie daje pozycję lidera w tej statystyce.

Raków pokazał moc

Raków Częstochowa 3:0 Warta  Poznań

Faworyta tego meczu nie trudno było wskazać. Piąty Raków podejmował u siebie trzecią od końca Wartę.

Wydawało się, że “Zieloni” nie mają zbyt wielu argumentów aby zagrozić Rakowowi. W sumie, właśnie tak to wyglądało. Choć na początku to goście stworzyli groźną okazję. W 7. minucie Mateusz Kupczak zdecydował się na strzał sprzed pola karnego. Piłka szczęśliwie przetoczyła się obok słupka. Później do głosu doszli gospodarze. Raków wynik spotkania otworzył w 22. minucie. Ivi Lopez dośrodkował piłkę z narożnika boiska, “przedłużył” ją Fran Tudor, a do bramki skierował Milan Rundić. Częstochowianie dążyli do zdobycia drugiej bramki. Udało im się to tuż przed przerwą. Rundić znakomicie podał za linię obrony do wychodzącego na pozycję Vladislavsa Gutkovskisa. Łotysz znalazł się w wybornej okazji, którą skrzętnie wykorzystał. Początkowo sędzia odgwizdał spalonego, ale po analizie VAR, gol został uznany.

Po przerwie Raków szybko zdobył trzecią bramkę. Lopez dośrodkował z rzutu wolnego wprost na głowę Andrzeja Niewulisa. Kapitan Rakowa podwyższył wynik i wiadome już było, że trzy punkty zostaną w Częstochowie. Potem Raków kontrolował grę. Zwycięstwo mogło być jeszcze okazalsze. Pod koniec meczu, debiutujący w czerwono-niebieskich barwach, Miguel Luis przymierzył zza pola karnego, ale piłka po jego strzale przeleciała tuż nad poprzeczką.

Raków wygrał zdecydowanie zasłużenie. Drużyna Marka Papszuna mądrze operowała piłką, wykorzystała stałe fragmenty gry i nie pozwoliła Warcie na zbyt wiele. Drużyna z Częstochowy dzięki temu zwycięstwu awansowała na 4. miejsce w tabeli. Warta spadła na miejsce przedostanie.

Błędy, błędy, błędy

Pogoń Szczecin 4:1 Górnik Łęczna

Niekwestionowanym faworytem tego meczu była Pogoń. Szczecinianie w tym sezonie u siebie jeszcze nie przegrali i są w czubie tabeli. Za Górnikiem nie przemawiało praktycznie nic. “Duma Lubelszczyzny” w tym sezonie w delegacji zdobyła zaledwie punkt. Jednak górnicy odważnie deklarowali, że do Szczecina jadą powalczyć o pozytywny wynik.

W pierwszej połowie drużyna z Lubelszczyzny nie grała wcale tak źle, a nawet oddawała celne strzały. Tak na przykład w 26. minucie mocno z dystansu uderzył Leandro. Strzał obrońcy Górnika, nie bez problemów, wybronił Dante Stipica. Cztery minuty później na prowadzeniu była już Pogoń. Sebastian Kowalczyk wykorzystał błąd Kamila Pajnowskiego i zdobył bramkę. Zielono-Czarni do wyrównania doprowadzili w 40. minucie. Marcel Wędrychowski znakomicie podał do Bartosza Śpiączki, który ładnym strzałem umieścił piłkę w bramce. Remis nie utrzymał się nawet do końca pierwszej połowy. Tuż przed przerwą, po serii błędów defensywy Górnika, piłkę do własnej bramki wpakował Kryspin Szcześniak.

Po przerwie absolutną przewagę miała Pogoń. “Portowcy” prowadzili grę i zdobyli dwie bramki. W 49. minucie gola na 3:0 strzelił Kacper Kozłowski. Jedenaście minut później było już 4:0. Kamil Grosicki zagrał do Jeana Carlosa. Strzał Hiszpana obronił Maciej Gostomski, ale z dobitką Michała Kucharczyka nie miał już szans.

Kolejny raz Górnik popełnił kuriozalne błędy i kolejny raz znacząco przegrał. Na szczęście teraz jest przerwa reprezentacyjna. Pamiętajmy, że po poprzedniej pauzie na kadrę Górnik wygrał z Wisłą Płock. Być może w następnej kolejce będzie podobnie.

Statystyki nie grają

Zagłębie Lubin 0:1 Jagiellonia Białystok

“Miedziowi” po dobrej serii trzech zwycięstw z rzędu w lidze oraz w Pucharze Polski z rezerwami Śląska podejmowali przed własną publicznością Jagiellonię. “Duma Podlasia” przyjechała podbudowana po zwycięstwie nad niepokonanym dotąd Lechem Poznań. Kolejna wygrana pozwoliłaby im się na zrównanie punktami z Zagłębiem w ligowej tabeli.

Oba zespoły rozpoczęły z wysokiego C. Jagiellonia próbowała swoich szans, korzystając z bocznych sektorów boiska. Natomiast gospodarze, oddając strzały z dystansu, myśleli o pokonaniu Pavla Steinborsa. Po pierwszych dwudziestu minutach kolejne upływające sekundy przyniosły rozczarowanie. Coraz mniej dogodnych sytuacji, a co za tym idzie celnych strzałów na bramkę. W drugiej odsłonie nie było dużo lepiej, po jednym strzale celnym. Dla Jagielloni okazał się tym szczęśliwym. Tomas Prikryl zauważył w polu karnym Jesusa Imaza. Hiszpan, mimo że miał wiele przestrzeni wokół siebie, to zdecydował się na uderzenie z pierwszej piłki, którym pokonał Dominika Hładuna.

Przez całe spotkanie to gospodarze stworzyli zdecydowanie więcej sytuacji bramkowych oraz dłużej utrzymywali się przy piłce. Ale nie od dziś wiadomo, że liczy się tylko jedna statystyka. Ta dotycząca strzelonych goli.

Przełamanie jednych, nieszczęście drugich

Piast Gliwice 1:0 Wisła Kraków

Po początkowych zachwytach nad Wisłą Kraków pozostaje coraz mniej pozytywnych przymiotników, którymi moglibyśmy komplementować grę “Białej Gwiazdy”. Gliwiczanom ostatnio także się nie wjedzie. Zaliczają passę trzech przegranych z rzędu. Jedyne pozytywne akcenty w obu ekipach to przebrnięcie 1/32 rundy Pucharu Polski.

Dwie drużyny pragnęły się przełamać, co mogło zwiastować fascynujące widowisko, ale… Ale tak nie było. Pierwsza połowa to brutalnie zweryfikowała. Zobaczyliśmy łącznie trzy strzały celne.  Wisła wydawała się bardziej aktywna od swojego przeciwnika, co przełożyło się na zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki, ale nie na gole.

W drugiej części było już trochę lepiej, jeśli chodzi o dynamikę tworzonych sytuacji. “Biała Gwiazda” była bliska zdobycia prowadzenia. Yaw Yeboah przewrócił się w polu karnym, arbiter podyktował rzut karny, ale z interwencją przyszedł wóz VAR. Po analizie sędzia dostrzegł, że tuż przed upadkiem Ghańczyk sam zaczął się przewracać przed kontaktem z przeciwnikiem. Ponownie szczęście do gliwiczan uśmiechnęło się w 68. minucie, kiedy to zdobył bramkę Alberto Toril, wykorzystując katastrofalny błąd Pawła Kieszka. Golkiper “Białej Gwiazdy” potknął się przy złapaniu piłki. Po tej fatalnej sytuacji Wisła ruszyła do zdecydowanych ataków, aby odwrócić losy spotkania. Jednak to już nie przyniosło im bramki na wagę jakiegokolwiek punktu.

Wisła przegrywa trzeci mecz z rzędu, a Piast przełamuje się po trzech spotkaniach z rzędu z porażką.

Na krajowym podwórku bez zmian.

 Lechia Gdańsk 3:1 Legia Warszawa

W niedzielne popołudnie zapowiadało się na naprawdę ciekawe spotkanie. Obecny wicelider Lechia Gdańsk podejmowała przed swoimi kibicami mistrzów Polski Legię Warszawa. “Wojskowi” w czwartkowy wieczór sprawili niespodziankę, pokonując Leicester City w Lidze Europy. Ale sukcesy w pucharach nie idą w parze z tymi w ekstraklasie. Legia po siedmiu rozegranych meczach ma na koncie aż cztery porażki. Z rozpędzoną Lechią na pewno o przełamanie nie będzie łatwo. Na ławce usiadł Emreli strzelec zwycięskiego gola z angielską drużyną. A jego miejsce zajął Tomas Pekhart.

Lechia niesiona przez blisko 30 tys. grupę kibiców w pełni zdominowała pierwszą połowę. Najlepiej przedstawią to liczby, które odzwierciedlają przebieg spotkania:
-posiadanie piłki 72% do 28%;
-strzały celne 5 do 1;
-sytuacje bramkowe 13 do 3.

Wszystko na korzyść Lechii. Gospodarze jednak nie zdobyli premierowej bramki z akcji. Potrzebny był im do tego stały fragment gry, z którego gola strzelił  Maciej Gajos.

https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1444717797746135040?s=20

Czesław Michniewicz szybko zareagował na złą sytuację jego zespołu. W bój posłał Kastratiego, Martinsa, Emrelego oraz Josue. Może dziwić brak Kastratiego od pierwszej minuty, który stanowi duże wzmocnienie stołecznej drużyny. Legioniści utrzymywali się już dłużej przy piłce w drugiej połowie. Nie dali się zepchnąć do głębokiej defensywy, ale to nadal Lechia była skuteczniejsza. I tak Jarosław Kubicki w 54. minucie oraz Łukasz Zwoliński w 67. minucie powiększyli prowadzenie nad przyjezdnymi do trzech bramek. Legię jedynie w końcówce spotkania stać było na bramkę z rzutu karnego zdobytą przez Tomasa Pekharta.

Coraz częściej chodzą plotki o tym, że posada Czesława Michniewicz zaczyna wisieć na włosku. Znając ruchy Dariusza Mioduskiego z przeszłości, wszystkiego możemy się spodziewać. Gdyby nie sukcesy w Europie, Michniewicza przy Łazienkowskiej pewnie byśmy już nie oglądali.

 

Następna kolejka

GospodarzeGoście
CracoviaRadomiak Radom
Stal MielecLech Poznań
Bruk-Bet Termalica NiecieczaŚląsk Wrocław
Warta PoznańLechia Gdańsk
Górnik ZabrzeZagłębie Lubin
Jagiellonia BiałystokPiast Gliwice
Wisła PłockWisła Kraków
Górnik ŁęcznaRaków Częstochowa
Legia WarszawaPogoń Szczecin

Mecz kolejki: Legia Warszawa – Lecha Poznań

Mistrz Polski w Ekstraklasie radzi sobie słabo. W następnej kolejce na Łazienkowską przyjedzie lider z Poznania.

 

Autorzy:

Mateusz Bartoszek

Mateusz Adamczyk

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Rozgrywki