Connect with us

Rozgrywki

Legia ponownie poległa #MinąłWeekend – 11. kolejka

#MinąłWeekend

Legia przegrała z Lechem i nadal jest w dolnej części tabeli, Śląsk przegrał po raz pierwszy w tym sezonie u siebie, a Cracovia wygrała mecz po golach Polaków – to wszystko wydarzyło się w 11. kolejce Ekstraklasy.

Mecz kolejki

Choć do przerwy przegrywali, to po przerwie strzelili trzy gole i wygrali

Stal Mielec 4:2 Zagłębie Lubin

Trener Dariusz Żuraw przed meczem zaskoczył wszystkich i w pierwszym składzie wystawił dwóch debiutantów. W sumie nie byłoby to aż tak dziwne, gdyby nie fakt, że Kacper Lepczyński i Aleksandar Pantić stworzyli duet stoperów. Pierwszy z nich to młodzieżowiec występujący ostatnio w rezerwach Zagłębia. Drugi to doświadczony gracz z przeszłością w La Liga, jednakże niegrający przez kilka poprzednich miesięcy.

Przebudowana obrona Miedziowych od początku popełniała błędy i kwestią czasu była bramka dla Stali. Ta padła w 14. minucie. Piotr Tomasiewicz dośrodkował z prawej strony wprost na głowę, wcale nie tak znowu wysokiego, Mateusza Maka. Pomocnik Stali był zupełnie niepilnowany i bez problemu zdobył bramkę. Zagłębie grało słabo w defensywie, ale za to nieźle radzili sobie w ofensywie. W 22. minucie Erik Daniel przepięknie uderzył z 16 metrów i w Mielcu było już 1:1. Cztery minuty później ponownie na prowadzeniu mogła być Stal. Jednakże tym razem Mak, uderzający ponownie głową, strzelił w poprzeczkę. Potem groźnie było pod bramką gospodarzy. Dwie dobre okazje miał Patryk Szysz. W obu przypadkach fatalnie uderzył. Co nie udało się Szyszowi, udało się… Krystianowi Getingerowi. Kapitan Stali po raz trzeci w tym sezonie zaliczył tzw. swojaka i to Miedziowi schodzili na przerwę prowadząc.

Trzy gole i trzy punkty

Na drugą połowę mielczanie wyszli  bardzo zmotywowani. Gospodarze bardzo chcieli strzelić gola. Stal bardzo dobrą okazję na bramkę miała już w 51. minucie. Maksymilian Sitek został sfaulowany w polu karnym Zagłębia, a sędzia Sebastian Krasny wskazał na “wapno”. Do piłki ustawionej na 11. metrze podszedł Grzegorz Tomasiewicz i bez problemów wykorzystał karnego. W 63. minucie Stal była już na prowadzeniu. Defensywa klubu z Lubina znów się nie popisała i ponownie nie upilnowała Mateusza Maka. Brat bliźniak Michała, na raty, ale w końcu zdobył swoją drugą bramkę w tym spotkaniu. Wynik w 75. minucie ustalił Marcin Flis. Stal mogła wygrać wyżej. W 83. minucie gospodarze mieli drugi w tym spotkaniu rzut karny. Lecz w tym przypadku strzał Fabiana Piaseckiego obronił Dominik Hładun.

Dla Stali jest to już trzeci mecz bez porażki. Drużyna z Mielca dzięki temu zwycięstwu awansowała na ósme miejsce w tabeli.

Remis dający nadzieję na przyszłość

Górnik Łęczna 1:1 Piast Gliwice

Górnik ugrzązł na dnie tabeli. Punktów szukał w starciu z różnie radzącym sobie w tym sezonie Piastem Gliwice.

Już w drugiej minucie goście mieli okazję w postaci rzutu wolnego. Piast wykorzystał niekompetencję zawodników Górnika, którzy stali jak wryci, podczas gdy Patryk Sokołowski zdobył bramkę z pięciu metrów. W pierwszym kwadransie tego spotkania gospodarzom wychodziło bardzo mało. Piast co raz groźniej atakował. W 20. minucie bardzo groźnie i bardzo mocno uderzył Martin Konczkowski, ale piłka przeleciała nad poprzeczką. W 30. minucie wreszcie groźnie zaatakowali gospodarze. Bartosz Śpiączka wyskoczył w powietrze i uderzył głową. Instynktownie piłkę do boku wybił Frantisek Plach. Dopadł do niej Alex Serrano, lecz ofensywny pomocnik łęcznian nie potrafił skierować piłki do bramki. Pod koniec pierwszej połowy gra Górnika wreszcie zaczęła przyzwoicie wyglądać. Efektem takiej gry była bramka zdobyta w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Leandro dośrodkował z lewej strony, a Śpiączka, choć było obok niego trzech obrońców Piasta, zdołał głową umieścić piłkę w bramce.

Bramka do szatni wyraźnie dodała skrzydeł Dumie Lubelszczyzny. Górnicy od początku drugiej połowy szukali okazji do strzelenia gola. W 66. minucie Zielono-Czarni krótko rozegrali rzut rożny. Na strzał zza pola karnego zdecydował się Marcel Wędrychowski. Piłka leciała w światło bramki, lecz skutecznie interweniować zdołał Plach. Po chwili dobrą akcję miał Piast. Damian Kądzior zakręcił obrońcami Górnika, ale ostatecznie uderzył fatalnie. W 90. minucie Górnik miał piłkę meczową. Janusz Gol prostopadle podał do Michała Maka. Skrzydłowy uderzył, ale jego strzał zdołał wybronić bramkarz Piasta.

Górnicy mogą czuć niedosyt. W drugiej połowie Zielono-Czarni powinni zdobyć drugą bramkę i zgarnąć trzy punkty. Górnik, nie licząc akcji bramkowej dla Piasta, wreszcie zagrał solidnie w obronie. To może być bardzo dobry prognostyk na przyszłość.

Gładka wygrana rozpędzonej Lechii

Bruk-Bet Termalica Nieciecza 0:2 Lechia Gdańsk

Lechia przystępowała do tego meczu po pięciu spotkaniach bez porażki. Bruk-Bet, który przed przerwą reprezentacyjną w dwóch meczach zdobył 4 punkty, chciał zatrzymać rozpędzoną Lechię.

Od początku spotkania Lechia groźnie atakowała. Podopieczni Tomasza Kaczmarka już w 8. minucie umieścili piłkę w bramce gospodarzy. Jednakże po analizie VAR okazało się, że jeden z piłkarzy Lechii był w tej sytuacji na spalonym. Bruk-Bet jedyną groźną okazję przed przerwą miał w 27. minucie. Wtedy to, z dystansu ładnie uderzył Sebastian Bonecki, a piłka przeleciała kilka centymetrów nad poprzeczką.

Po przerwie Lechia nadal atakowała. Już w pierwszej akcji po wznowieniu gry gdańszczanie byli bardzo blisko gola. W dobrej sytuacji był Kacper Sezonienko, ale piłka po jego strzale nie potoczyła się nawet w kierunku bramki. W 53. minucie fatalny błąd popełnił Maciej Gajos. Pomyłkę pomocnika Lechii chciał wykorzystać Michal Hubinek, który odebrał piłkę i pomknął z nią w kierunku bramki. Gdy wbiegł w pole karne, zdecydował się na strzał, lecz trafił tylko w boczną siatkę.

Po chwili kibice musieli już skierować wzrok w kierunku bramki Bruk-Betu, bo to pod nią działy się bardzo ciekawe rzeczy. W 55. minucie Ilkay Durmus dośrodkował w pole karne, Conrado zgrał piłkę głową do Flavio Paixao. Portugalczyk dopełnił formalności i skierował piłkę do bramki. Nie minęło dziewięćdziesiąt sekund, a drużyna z Gdańska prowadziła już 2:0. Akcja była bliźniaczo podobna do poprzedniej. Ponownie Durmus zacentrował w pole karne i ponownie piłka trafiła do Conrado. Lecz tym razem Brazylijczyk zamiast podawać, sam zdobył bramkę. Po tej akcji Lechia cofnęła się i to Słonie atakowały częściej. Jednakże podopieczni Mariusza Lewandowskiego nie potrafili nawet strzelić gola honorowego.

Lechia wygrała w pełni zasłużenie i utrzymała drugie miejsce w tabeli. Dla gdańszczan to szósty mecz bez porażki z rzędu.

Przełamanie Białej Gwiazdy

Górnik Zabrze 0:1 Wisła Kraków

Wisła przystąpiła do tego spotkania w mocno zmienionym składzie. Od pierwszej minuty wyszedł m.in. Alana Uryga, który przed tym sezonem wrócił po czterech latach do Krakowa. Uryga wrócił do gry po poważnej kontuzji. Zmiany przeprowadzone przez trenera Adriana Gulę miały przynieść skutek w postaci trzech punktów.

W 6. minucie Biała Gwiazda miała bardzo dobrą okazję. Szansę na otwarcie wyniku miał Piotr Starzyński. Młody zawodnik gości znalazł się w sytuacji sam na sam z Grzegorzem Sandomierskim, ale to bramkarz Górnika wyszedł z tej potyczki zwycięsko. Cztery minuty później okazję mieli gospodarze. Wbiegający w pole karne Rafał Janicki uderzył bez przyjęcia, ale piłka przeleciała nad poprzeczką. Jeszcze lepszą okazję Górnik miał w 27. minucie. Wtedy to, oko w oko z bramkarzem Wisły stanął Piotr Krawczyk. Jednakże Mikołaj Biegański nie dał się pokonać. Tuż przed przerwą dobrą pozycję strzelecką wypracował sobie Jesus Jimenez, lecz piłka po uderzeniu Hiszpana nie leciała nawet w światło bramki. W pierwszej połowie bramek więc nie było, choć zdecydowanie bliżej trafienia był zespół Jana Urbana.

Druga połowa rozpoczęła się znakomicie dla Białej Gwiazdy. W 50. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Michal Frydrych. Piłka po uderzeniu Czecha odbiła się od jednego z zawodników Górnika i wpadła do bramki. Zabrzanie mogli wyrównać już sześć minut później. W znakomitej sytuacji znalazł się Lukas Podolski. Mistrz Świata z 2014 roku musiał tylko skierować piłkę do bramki. Uderzył jednak w taki sposób, że futbolówka przeleciała obok słupka. Potem obie drużyny nie miały już ciekawych sytuacji, a więc trzy punkty pojechały do Krakowa.

Biała Gwiazda wygrała mecz po czterech spotkaniach bez zwycięstwa. Choć Wisła w meczu z Górnikiem przeprowadziła praktycznie tylko jedną groźną akcję. Jednakże w futbolu liczą się gole, a krakowianie strzelili w sobotę o jednego gola więcej niż rywale.

Twierdza Wrocław upadła

Śląsk Wrocław 1:2 Raków Częstochowa

Niepokonany u siebie Śląsk Wrocław podejmował Raków Częstochowa. Drużyna z Częstochowy w tym sezonie przegrała tylko raz. Przed tą kolejką obie drużyny dzielił tylko punkt.

W pierwszej połowie działo się niewiele, a więc od razu przejdę do tego, co działo się po przerwie. Podczas drugiej połowy obie drużyny śmiało atakowały. W 51. minucie mocno z dystansu uderzył Vladislavs Gutkovskis, ale do szczęścia trochę mu zabrakło. Po chwili w podobnej sytuacji znalazł się Erik Exposito. Hiszpan również uderzył zza pola karnego, ale piłka po jego strzale nie znalazła drogi do bramki. Wynik spotkania w 64. minucie otworzył Gutkovskis. Ivi Lopez znakomicie podał do Łotysza, a ten strzelił gola. Pięć minut później Raków był już na dwubramkowym prowadzeniu. Ponownie geniusz wykazał duet Gutkovskis-Lopez. Tym razem to Gutkovskis podał, a Ivi wykończył akcję. Śląsk chciał odpowiedzieć i być może doprowadzić do wyrównania, lecz wrocławian było stać tylko na jednego gola. W 75. minucie Exposito wystawił piłkę Mateuszowi Praszelikowi, a młodzieżowiec fantastycznie przymierzył i umieścił piłkę w bramce.

Twierdza Wrocław upadła. Choć wcale nie musiała. Raków zagrał przeciętnie. Tyle tylko, że Śląsk zagrał jeszcze gorzej.

Skuteczni tylko u siebie

Wisła Płock 1:0 Pogoń Szczecin

Na przerwę reprezentacyjną oba zespoły jechały w zupełnie innych nastrojach. Portowcy dwa mecze z rzędu wygrali, a Nafciarze przegrali. Wisła miała coś do udowodnienia swoim kibicom, a mecz z 3. drużyną ekstraklasy wydawał się do tego idealną okazją. Nie mieli nic do stracenia.

Szczecinianie przejęli kontrolę nad meczem. Choć to za dużo powiedziane, po prostu utrzymywali się dłużej przy piłce niż przeciwnik. Jednak nic z tego poważnego nie wynikało. Jako pierwsi na prowadzenie mogli wyjść gospodarze. Jednak strzał Rafała Wolskiego skutecznie wybronił Dante Stipica. Do przerwy jednak nic więcej ciekawszego się nie działo.

Przebieg drugiej połowy wyglądał tak, jakby przyjezdni myśleli, że małym wysiłkiem pokonają Nafciarzy. Jednak Wisła wykazała determinację i podchodziła wyżej, aby odbierać piłkę Pogoni. W 57. minucie błąd przy wybiciu piłki popełnił Kamil Grosicki. Z kontrą poszli gospodarze, a akcję skutecznie wykorzystał Damian Warchoł. Po stracie bramki przyjezdni nie potrafili nic konkretnego zaprezentować, aby poważnie zagrozić Wiśle. Kwintesencją nieporadności była kontra Pogoni, którą fatalnie zmarnował Michał Kucharczyk, nie trafiając celnie w piłkę. Nadzieja dla gości pojawiła się w 88. minucie po drugiej żółtej kartce, a w konsekwencji czerwonej dla Jakuba Rzeźniczaka. Okazję na wyrównanie stanu spotkania miał Jean Carlos oraz młodzieżowiec Maciej Żurawski, który zastąpił nieobecnego Kacpra Kozłowskiego.

Nafciarze, u których w wyjściowej jedenastce pojawili się sami Polacy, zdobywają ważny komplet punktów na czołowej drużynie Ekstraklasy, dzięki czemu oddalili się od strefy spadkowej. Dodatkowo wciąż są niepokonani na swoim terenie, odnosząc cztery zwycięstwa i remisując jeden mecz. Jednak dramatycznie jest na wyjazdach, gdzie nie zdobyli żadnego punktu. Natomiast Portowcy wypadli z czołowej trójki i spadli na czwartą pozycję.

Polacy też potrafią

Cracovia 2:0 Warta Poznań

Cracovia po niemrawym początku sezonu zalicza coraz lepsze występy z wyjątkiem meczu w Pucharze Polski, kiedy to odpadli z ŁKS-em po serii jedenastek. Natomiast w lidze ostatni raz przegrała 14 sierpnia w spotkaniu z Lechią Gdańsk. Odmienne nastroje panują w zespole Warty. Przegrali ostatnie trzy mecze w Ekstraklasie, odpadli z Pucharu Polski z 3-ligową Olimpią Grudziądz, a ostatni komplet punktów zdobytych przez zielonych został 6 sierpnia w spotkaniu z Górnikiem Łęczna.

Mecz miał ewidentnego faworyta. Cracovia przejęła kontrolę nad meczem. Pierwsza połowa to pełna dominacja gospodarzy. Oddali sześć celnych strzałów przy jednym przyjezdnych. Dodatkowo nie dopuszczali Warciarzy do piłki, którzy w pierwszej połowie mieli posiadanie wynoszące zaledwie 27%. Przyjezdni potrafili zagrozić jedynie dwa razy po kontrach. Niecelny strzał Maria Rodrigueza z pięciu metrów może śnić się po nocach piłkarzowi Warty.

Przebieg drugiej połowy nie zmienił się aż do 58. Minuty, kiedy to zdobył bramkę młodzieżowiec Pasów – Michał Rakoczy. Był to pierwszy gol Polaka strzelony dla Cracovii od lutego tego roku. Po tej bramce Warta próbowała dłużej utrzymać się przy piłce, aby wykreować akcję dającą wyrównanie. Solidna postawa Pasów w obronie uniemożliwiła im to. W doliczonym czasie gry mecz zamknął Jakub Myszor, który zmienił poprzedniego strzelca Michała Rakoczego.

Dwie bramki Polaków, do tego młodzieżowców, są czymś wyjątkowym dla Cracovii. Być może Michał Probierz odczuje ulgę. Szkoleniowcowi zarzucono, że gra tylko obcokrajowcami, nie dając szans Polakom. Być może dostrzeże w nich potencjał, który w kolejnych tygodniach będzie stanowił o sile Pasów. Sytuacja Warty się nie poprawia, a po blasku drużyny z ubiegłego sezonu nie ma już śladu.

Klasyk dla Kolejorza

Legia Warszawa 0:1 Lech Poznań

Legia radzi sobie dobrze w Europie, a zdecydowanie gorzej w lidze. Przerwa reprezentacyjna wydawała się idealną okazją na chwilę odpoczynku i odpowiednie przygotowanie się do ligowego klasyka. Jednak powołania wielu graczy do reprezentacji narodowych nie ułatwiły sprawy Czesławowi Michniewiczowi. Mimo to, zgromadzeni kibice przy Łazienkowskiej oczekiwali na przełamanie ligowego marazmu. Zwycięstwo nad Lechem mogło przynieść nowe otwarcie dla Legionistów. Natomiast Kolejorz chciał pozbawić złudzeń gospodarzy, myślących o obronie mistrzowskiego tytułu, a dodatkowo obronić pozycję lidera przed rozpędzoną Lechią Gdańsk. Zapowiadało się na arcyciekawy klasyk.

Szkoleniowcy obu ekip wystawili możliwie najlepsze składy. Początkowe minuty trzeba przypisać na korzyść gospodarzy. Kwintesencją była bramka Artura Jędrzejczyka, która po chwili została anulowana, gdyż obrońca Legii zagrywał piłkę ręką. Od tego momentu Lech zaczął dochodzić do głosu. Po chwili bliski strzelenia gola był Iworyjczyk Ba Loua. Podsumowując, w pierwszej połowie obie ekipy oddały jedynie po jednym celnym strzale. Ale dynamika zawodników na boisku sprawiła, że ten mecz jak na warunki Ekstraklasy oglądało się bardzo dobrze.

Jeden gol wystarczył

Drugą połowę od mocnego uderzenia mogli rozpocząć Legioniści. Niepilnowany w polu karnym Mahir Emreli fatalnie spudłował, oddając strzał głową obok bramki. Gra Legii do 54. minuty mogła się podobać, zaczęli ofensywnie, nie dając żadnych okazji Lechowi. Jednak 54. minuta zmieniła przebieg spotkania. Po dograniu z rzutu wolnego przez Pedro Rebochę Mikael Ishak oddał strzał z pierwszej piłki, dający prowadzenie. Czesław Michniewicz ratował się zmianami. Wprowadził na boisko Filipa Mladenovicia oraz Tomasa Pekharta, licząc na to, że dzięki dośrodkowaniom Serba, Czech będzie w stanie zmienić wynik spotkania. Jednak ten plan nie wypalił. W doliczonym, czasie gry Mladenovic sfaulował Ramireza w polu karnym. Jedenastki nie wykorzystał Mikael Ishak, którego strzał obronił młody bramkarz Kacper Tobiasz. Lech zagrał bardzo konsekwentnie w obronie, nie pozwalając gospodarzom na żaden celny strzał w drugiej odsłonie spotkania.

Ostatnie zwycięstwo Lecha przy Łazienkowskiej to to, które odniósł w sezonie 2014/15, kiedy zdobyli ostatnie mistrzostwo Polski, a trenerem Poznańskiej Lokomotywy był Maciej Skorża. Kibice Dumy Wielkopolski czekali długie 6 lat na kolejną wygraną w Warszawie. Czy tym razem historia zakończy się podobnie? Tu byłbym ostrożny. To, że Legia oddaliła się od mistrzostwa Polski, nie oznacza, że droga przed Kolejorzem po majstra jest prosta, bez żadnych przeszkód. Lechia, Raków łatwo nie odpuszczą. A za plecami jest także goniąca Pogoń czy Śląsk. Jedno jest pewne, tak ciekawie w Ekstraklasie nie było od lat. Po dokładniejszą analizę niedzielnego klasyka odsyłam do tekstu Krzysztofa Dąbrowskiego.

Remis Radom

Jagiellonia Białystok 1:1 Radomiak Radom

Remis Radom – taki przydomek można nadać tegorocznemu beniaminkowi. W ostatnich sześciu meczach Ekstraklasy Radomiak zremisował w pięciu spotkaniach. Podopieczni Dariusza Banasika pojechali na Podlasie, aby powalczyć o komplet punktów. Jagiellonia po zwycięstwach nad Lechem i Zagłębiem z pewnością nie zamierzała odpuszczać przed własną publicznością.

Wydawało się, że obu ekipom zależy na wygranej, dlatego można było oczekiwać ciekawego starcia. Początek spotkania dał nadzieję na wyrównany pojedynek. Dobrymi interwencjami popisali się bramkarze obu zespołów. Jednak po żywiołowym początku w poczynania zawodników wdał się marazm, trwał aż do 25. minuty. Wtedy to Taras Romanczuk zagrał bardzo dobre, długie podanie otwierające akcję na lewej stronie. Z bocznego sektora boiska Bojan Nastic idealnie dograł piłkę do Fedora Cernycha, który precyzyjnie wykończył akcję, dając prowadzenie gospodarzom.

Kolejne wydarzenia na boisku nie były już szczęśliwe dla Jagielloni. Po chwili, asystujący Bojan Nastic musiał opuścić boisko z powodu kontuzji, a trzy minuty po tej zmianie, Radomiak wyrównał wynik spotkania, po golu Karola Angielskiego z rzutu karnego. Arbiter musiał skonsultować się z wozem VAR. Powtórki pokazały, że zawodnik Jagielloni zagrał piłkę ręką.  Do końca spotkania jednak już nic więcej się nie wydarzyło. Dużo nieporadności ze strony obu ekip. Częste straty piłki w środkowym sektorze boiska uniemożliwiały konstruowanie akcji, które w poważny sposób mogły zagrozić przeciwnikowi.

Radomiak remisuje już siódme spotkanie w tym sezonie, pozostawiając daleko za sobą drużyny Ekstraklasy w tej statystyce.

Następna kolejka

GospodarzeGoście
Stal MielecWisła Płock
Górnik ZabrzeŚląsk Wrocław
Bruk-Bet Termalica NiecieczaPogoń Szczecin
Jagiellonia BiałystokGórnik Łęczna
Lechia GdańskRaków Częstochowa
Radomiak RadomPiast Gliwice
Zagłębie LubinLech Poznań
CracoviaLegia Warszawa
Warta PoznańWisła Kraków

Mecz kolejki: Wisła Kraków – Śląsk Wrocław

Wisła po zwycięstwie na wyjeździe będzie chciała też wygrać u siebie. Za to Śląsk jest rozdrażniony po porażce z Rakowem.

 

Autorzy:

Mateusz Bartoszek 

Mateusz Adamczyk

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Rozgrywki