Connect with us

Felietony

Czyżby to był TEN sezon? (Komentarz ze stadionu)

Lech po raz kolejny udowodnił w tym sezonie, że jest bardzo dobrze naoliwioną maszyną, która co najważniejsze… Działa! Ważne trzy punkty, zdobyte w niedzielę wieczorem na Łazienkowskiej przybliżyły poznaniaków do upragnionego tytułu mistrzowskiego. To Lech był bardziej konkretny w swoich poczynaniach, a Legia? Drużyna Czesława Michniewicza jest w ogromnym kryzysie ligowym. Mecz z poznaniakami miał być przełamaniem, a wyszła kompletna katastrofa… Co dalej? Jak ma wyglądać Legia w najbliższych miesiącach według mnie?

Skrzydlata wojna

Kiedy zobaczyłem składy obu zespołów, wiedziałem, że piłka przez większość czasu będzie operowała w bocznych sektorach. Zwłaszcza, że Lech posiada świetnych skrzydłowych (Kamiński, Ba Loua). Legia powróciła do systemu gry z czwórką obrońców, gdzie skrzydłowymi w tym meczu byli Luquinhas oraz Kastrati. Zresztą sam Michniewicz na konferencji pomeczowej odniósł się do pytania o grę właśnie czwórką z tyłu:

– Zmiana ustawienia wynika z profilu zawodników. Josue i Kastrati to piłkarze, którzy nie czują się tak dobrze w ustawieniu z trójką obrońców, a dziś chcieliśmy ich mieć na boisku. Poprzedni wariant praktycznie nie istnieje, bo nie ma już do tego wykonawców. – mówił trener mistrzów Polski na konferencji pomeczowej.

Od samego początku Legia chciała za wszelką cenę wyjść na prowadzenie. Wysoko ustawiony był Ribeiro, który wspierał w wojażach Luquinhasa. Ich współpraca układała się dosyć średnio. Zwłaszcza, że Portugalczyk miał drobne kłopoty w pojedynkach jeden na jeden z Ba Louą. Skrzydłowy Lecha pokazał, że już przyjęciem potrafi zgubić rywala i odjechać w pierwszych 2-3 metrach. Dobrze uzupełniał go z tyłu Satka, który nie miał tego dnia ofensywnych zapędów pod bramkę Legii. Ogólnie skład Lecha był praktycznie kopią zestawienia Legii, gdzie profile piłkarzy na danych pozycjach były bardzo podobne (oprócz może dwóch nazwisk).

Slisz=Kalstrom

Josue=Tiba

Kamiński=Luquinhas

Ba Loua=Kastrati

Amaral=Muci

Ishak=Emreli

***

Pod koniec spotkania trener Michniewicz zdecydował się na zmianę Ribeiro za Mladenovicia. Na boisku pojawił się także Pekhart, co mogło sugerować tylko jedno – bombardowanie wrzutkami pola karnego Lecha. Efekt? Dość marny. Rzadko kiedy te dośrodkowania były precyzyjne, a i stoperzy Lecha w tym dniu zachowywali się jak profesorowie. Trzeba im to niestety oddać, że spisywali się doskonale. Nie byli ustawieni zbyt wysoko, dzięki czemu mogli uniknąć pojedynków biegowych z Kastratim, czy Emrelim. Właśnie przy jednej takiej sytuacji, drużynę z Poznania dalekim wyjściem musiał ratować Bednarek.

-Chcieliśmy wprowadzić zmiany, żeby wprowadzić trochę ruchu w boczne sektory boiska. Wszedł chociażby Filip Mladenović. Liczyliśmy na jego dośrodkowania w stronę Tomasa Pekharta(…). – skomentował decyzję o wprowadzeniu Serba trener mistrzów Polski.

 

Mentalność zwycięzców

Już na rozgrzewce było widać, że oba zespoły są naładowane pozytywną energią jak kabanosy. Od pierwszych minut mogliśmy ujrzeć jazdę z piłką od jednej do drugiej bramki. Naprawdę kibice oglądający polski klasyk nie mieli na co narzekać. I to w dodatku Legia, niesiona dopingiem fanów objęła prowadzenie w tym spotkaniu. To mógł być piękny scenariusz, ponieważ fantastycznym uderzeniem popisał się kapitan drużyny Artur Jędrzejczyk. Jednak po konsultacji z z wozem VAR gol nie mógł być uznany. Sędzia Musiał dopatrzył się wcześniej zagrania ręką. Decyzja była jak najbardziej słuszna. Trzeba powiedzieć, że oprócz 2-3 błędów Musiał naprawdę poprowadził bardzo dobre zawody.

Właśnie po tej strzelonej bramce z minuty na minutę z zespołem Michniewicza było coraz gorzej. Lech od 25. minuty zdecydowanie starał się pressować Legionistów i odbierać piłkę, jak najbliżej bramki strzeżonej przez Tobiasza. Maciej Skorża przy linii krzyczał wniebogłosy, żeby Lechici podchodzili bliżej przy wykonywanych autach Legii na własnej połowie.  Z trybun to wyglądało jakby Lech miał zdecydowanie więcej wiary i motywacji do działania. Chociażby za sprawą Pedro Tiby, który jeździł na “dupie”, dobrze dogrywał piłkę do kolegów. Totalny szef środka pola we wczorajszym spotkaniu.

Nieskuteczność  i brak koncentracji zaważyła

Nic nie zdarza się dwa razy? Otóż nie. Ponownie Emreli nie miał swojego dnia. Napastnik Azerbejdżanu to dziwny przypadek. Potrafi wykończyć akcję z bardzo trudnej pozycji, a te najprostsze nagminnie marnuje. Gdyby to był jednorazowy wybryk, to można byłoby to zrozumieć. Jednak w takich spotkaniach, jak to niedzielne trzeba wykorzystywać prezenty od przeciwnika. Emreli miał doskonałą okazję, aby wyprowadzić Legię na prowadzenie. Obrońcy Lecha zupełnie pogubili krycie i chyba sam reprezentant Azerbejdżanu do dziś nie wie, jak to możliwe, że piłka nie znalazła drogi do siatki. Reklamy Emreli tym strzałem sobie nie zrobił, a na trybunach zasiadło wielu skautów z topowych europejskich lig. To właśnie napastnik Legii był jednym z zawodników, którego bacznie obserwowali.

Czy Lech strzelił zasłużenie bramkę? Tak. Czy był to rzut wolny, którego nie dało się obronić? Zdecydowanie nie. Gdy przeanalizujemy całą sytuację, Muci odpowiadający za strefę, w którą wbiegał Ishak dopiero w końcowej fazie lotu piłki odwraca głowę za plecy, aby zobaczyć jak Szwed pakuje piłkę do siatki Tobiasza. Karygodne zachowanie, zwłaszcza, że każdy wie – Szwed jest najgroźniejszym piłkarzem Lecha i trzeba zwracać  na niego szczególną uwagę.

***

To właśnie brak koncentracji w kluczowych momentach meczu jest według mnie największą bolączką Legionistów. Czy to sytuacja Emrelego, czy to krycie Muciego. W tych momentach trzeba być skupionym na sto procent.  Albańczyk w niedzielę oprócz jednej ruletki (po której Josue trafił w poprzeczkę z wolnego), nie pokazał nic szczególnego. Współpraca z Emrelim nie układa się tak jak trzeba, a sam Muci nie miał dużo miejsca, aby rozwinąć skrzydła. Świetnie środek pola zagęszczali Tiba z Karlstromem, dzięki czemu Legia grała praktycznie jednego zawodnika mniej. W tej sytuacji za kreację akcji odpowiedzialny był tylko Josue.

Lech zagrał bardzo dojrzałe spotkanie. Być może nie skończyło się to totalną dominacją, ale jednak to zespół z Poznania lepiej wykorzystywał otrzymane szanse. W końcówce spotkania los mógł uśmiechnąć się do Legii, gdy karnego wybronił młody Kacper Tobiasz. Zawodnicy Legii niesieni dopingiem dostali wiatru w żagle, ale niestety na wyrównanie zabrakło już czasu. Lech po raz pierwszy od 2015 roku świętował zwycięstwo przy Łazienkowskiej. I to w pełni zasłużenie, proszę Państwa, w pełni zasłużenie…

 

Czy to będzie TEN sezon?

Wiele spekulowało się przed meczem o możliwości zwolnienia Czesława Michniewicza w przypadku porażki z Lechem Poznań. Istnieje przysłowie, że historia lubi się powtarzać. W przypadku Legii można to bardzo łatwo zauważyć. Chociażby na przykładzie zwolnień po odpadnięciu z eliminacji do europejskich pucharów lub po wtopach w Ekstraklasie. Oczywiście nie wszystkie decyzje były słuszne, ale teraz nie można dać się zwariować. Tak, Legia jest w bardzo słabej sytuacji w tabeli. Jeśli jednak prezes Dariusz Mioduski znowu chce bawić się odnowa w błędne koło, to myślę, że jego prezesura nie ma sensu. Z tego co można przeczytać na sportowefakty.wp.pl to nie ma być żadnych nerwowych ruchów przy Łazienkowskiej. Sam trener na konferencji prasowej odniósł się również do ewentualnych spekulacji:

– Nie martwię się o swoją przyszłość. Martwię się szóstą porażką w lidze. Co będzie, to będzie. Pracuję najlepiej jak potrafię. Gdy przychodziłem do klubu, postawiono przede mną jasny cel – grę w Europie. Udało nam się zakwalifikować do Ligi Europy. Lipiec i sierpień, to był trudny czas. Dziś mamy do czynienia z innym zespołem, który wciąż jest w budowie. Mamy świadomość, jaka jest sytuacja w tabeli. Legia jest na tyle silna, że poradzi sobie w tej trudnej sytuacji. To doświadczenie dla każdego z nas. Liga Europy i wyniki w europejskich pucharach – to jest miłe, ale na koniec dnia patrzymy na ligę, a tam nie wygląda to dobrze.

***

Wiadomo, że w Legii liczą się tylko i wyłącznie trofea. Nieważne, w jaki sposób się je zdobędzie, ale w maju w gablocie musi widnieć puchar i medal za mistrzostwo Polski. Niedawno śmiano się z fanów Liverpoolu, którzy zawsze na początku lub tuż przed rozpoczęciem sezonu mówili słynne “To będzie TEN sezon”. W końcu zatrybiło i zdobyli upragniony tytuł w czasach pandemii.

Czy to będzie TEN sezon, w którym Legia nie zdobędzie mistrzostwa? Trudno powiedzieć, ponieważ nie wiemy jeszcze, czy na wiosnę zagra ona w europejskich pucharach. Jednak tutaj trzeba spojrzeć na dobrą pracę, jaką wykonują rywale. Lech Poznań chodzi jak dobrze naoliwiona maszyna, prowadzona przez Skorżę. Widać, że w Poznaniu zatrudnili fachowca, który szybko wprowadził swoje zasady i plan. I ten plan jak najbardziej działa. Co najgorsze, to faktycznie może być TEN sezon bez mistrzostwa Polski na Łazienkowskiej… Artur Boruc jednak uspokaja kibiców w swoich mediach społecznościowych, że “Koniec sezonu jest w maju”. Szkoda byłoby, gdyby w prawdopodobnie ostatnim sezonie nie zdołał zawiesić medalu na szyi za mistrzostwo Polski.

***

Czesław Michniewicz znany jest z tego, że w meczach gdzie jest underdogiem potrafi wykrzesać z piłkarzy 120% umiejętności. Jednak w lidze ze słabszymi rywalami ma pecha lub jego zawodnicy nie są zbyt zmotywowani. aby grać o największą pulę. Wielu kibiców po meczu z Lechem wydało wyrok, że trzeba zwolnić Michniewicza, ponieważ strata robi się zbyt duża. Uważam, że byłoby czystą głupotą zwolnić takiego fachowca jak Michniewicz. Każdy zespół musi przejść pewnego rodzaju kryzys. Najważniejsze jest dać szansę trenerowi na wyjście z tego kryzysu. Dać zaufanie i pełne poparcie. Nie wyobrażam sobie zmiany trenera w środku sezonu. Znów budowanie wszystkiego od nowa? Znów badanie zawodników, gdzie kto może grać i trenowanie nowej taktyki? Czysta głupota. Ewentualne wszelkie zmiany powinny odbywać się po rozliczeniu całego sezonu. Jednak nie widzę lepszego trenera dostępnego dla Legii Warszawa.

 

fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com

1 Comment

1 Comment

  1. Pingback: Legia ponownie poległa #MinąłWeekend - 11. kolejka | WATCH EKSTRAKLASA

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Felietony