Connect with us

Rozgrywki

Dużo goli albo wcale #MinąłWeekend – 13. kolejka

#MinąłWeekend

Pięć goli strzelono w doliczonym czasie gry, Legia wylądowała w strefie spadkowej, a Lech i Raków pogubiły punkty w Mielcu i Łęcznej. To wszystko wydarzyło się w 13. kolejce Ekstraklasy. 

Mecz kolejki

Rollercoaster w Niecieczy

Bruk-Bet Termalica Nieciecza 4:3 Śląsk Wrocław

Bruk-Bet w poprzedniej kolejce zagrał dość solidnie z Rakowem, ale i tak przegrał. W sobotę Słonie chciały pokazać, że dobra postawa w Częstochowie była zapowiedzią dobrej formy drużyny z Niecieczy.

Mecz dla gospodarzy rozpoczął się bardzo źle. Już w 5. minucie Śląsk za sprawą Robert Picha objął prowadzenie. Trzy minuty później Tomasz Loska musiał wyjmować piłkę z siatki po raz drugi. Lecz, po analizie VAR okazało się, że w momencie podania Erik Exposito był na minimalnym spalonym i gol nie został uznany. Nieuznany gol dla wrocławian dodał skrzydeł Termalice. W 13. minucie gospodarze doprowadzili do wyrównania. Adam Hlousek wgrał piłkę w pole karne. Futbolówkę przepuścił Roman Gergel, a Samuel Stefanik strzałem bez przyjęcia umieścił ją w bramce. Pięć minut po bramce Słoni, okazję na wyjście po raz drugi na prowadzenie miał zespół z Wrocławia. Uderzał Krzysztof Mączyński, ale z jego strzałem poradził sobie Loska. W 26. minucie powinno być 2:1 dla Śląska. Nie było, bo Dino Stiglec trafił tylko w słupek.

Gol w ostatniej minucie

W pierwszej połowie więcej groźnych sytuacji stworzył sobie Śląsk. Po przerwie do głosu doszli gospodarze.  W 50. minucie Uros Mesanović przebiegł z piłką pół boiska i mocnym strzałem wyprowadził Bruk-Bet na prowadzenie. W 59. minucie było już 3:1. Roman Gergel mógł strzelać, ale zdecydował się na podanie do Kacpra Śpiewaka. Młodzieżowiec uderzeniem bez przyjęcia zdobył bramkę. W 68. minucie podopieczni Mariusza Lewandowskiego mieli świetną okazję, aby podwyższyć wynik, ponieważ sędzia podyktował rzut karny. “Jedenastkę” wykonał Piotr Wlazło. Kapitan Bruk-Betu mógł już praktycznie zapewnić swojej drużynie zwycięstwo. Jednakże dobra interwencja Michała Szromnika utrzymała Śląsk w grze.

Długo wydawało się, że interwencja Szromnika na mało się zda, bo Śląsk nie potrafił stworzyć ciekawej akcji. W 80. minucie na boisku zameldował się Adrian Łyszczarz. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że to właśnie Łyszczarz w siedem minut zdobył dwie bramki i doprowadził do wyrównania. Były zawodnik GKS-u Katowice najpewniej byłby bohaterem, gdyby remis utrzymał się do końca. To nie utrzymał się? Nic z tych rzeczy. W ostatniej akcji meczu trzy punkty Termalice zapewnił Mateusz Grzybek.

Sensacja może nie, ale niespodzianka na pewno. Mający duże aspiracje Śląsk, poległ w Niecieczy. Bruk-Bet dzięki temu zwycięstwu zdołał wygrzebać się ze strefy spadkowej.

Walka o najbardziej kuriozalną bramkę trwa

Warta Poznań 0:2 Lechia Gdańsk

Lechia w poprzedniej kolejce tylko zremisowała u siebie z Górnikiem Zabrze, a w miniony wtorek odpadła z Pucharu Polski po porażce z trzecioligowym Świtem Nowy Dwór Mazowiecki. Gdańszczanie chcieli poprawić sobie humory i wygrać z Wartą Poznań, która w tym sezonie u siebie zdobyła zaledwie cztery punkty.

Goście od razu rzucili się do ataku. W pierwszym kwadransie dwie dobre okazje miał Łukasz Zwoliński. Obu nie wykorzystał. Później dwa groźne strzały oddał Maciej Gajos. Po pierwszym strzale piłka musnęła poprzeczkę, po drugim niedaleko niej przeleciała. W 35. minucie w stuprocentowej sytuacji znalazł się Ilkay Durmus. Zamiast strzelić mocno, on zdecydował się lekko uderzyć i spróbować przelobować Adriana Lisa. Nie udało się i Lis obronił to uderzenie. Nieudany strzał Durmusa dobijał jeszcze Jarosław Kubicki, ale jego uderzenie zablokował Łukasz Trałka. Pod koniec pierwszej połowy odgryźć próbowała się Warta. Dwie bardzo dobre okazje miał Mario Rodriguez. Podczas pierwszej próby minimalnie spudłował, za drugim razem trafił w słupek.

Przegrana na własne życzenie

Po przerwie tempo gry nie było już tak wysokie. Przyjezdni nie atakowali już tak często, ale nadal prowadzili grę. W 66. minucie w znakomitej sytuacji koszmarnie spudłował. Później nie działo się już aż tak dużo. Aż do drugiej minuty doliczonego czasu gry. Wtedy to, Jakub Kiełb sfaulował we własnym polu karnym Flavio Paixao. Sędzia wskazał na “wapno”. Karnego wykorzystał sam poszkodowany. Wydawało się, że gorzej być już nie może. Okazało się, ze jednak może być gorzej. Pamiętacie wszystkie głupio stracone bramki przez Górnika Łęczna? Kilka z nich było kuriozalnych. Jan Grzesik postanowił strzelić gola jeszcze bardziej kuriozalnego niż te tracone przez zespół z Łęcznej. Grzesik nie zauważył, że Lis wybiegł z bramki. Obrońca chciał podać głową do bramkarza, zamiast tego zaliczył bardzo głupiego samobója.

jak nie idzie, to nie idzie. Zieloni długo odpierali ataki Lechii, ale ostatecznie przegrali na własne życzenie. Po tej porażce czara goryczy w Warcie przelała się i Piotr Tworek został zwolniony. Ta decyzja po raz kolejny pokazała, że w polskiej piłce brak jest cierpliwości.

Mało porywające widowisko

Górnik Zabrze 0:0 Zagłębie Lubin

Obie drużyny w poprzedniej kolejce zremisowały. Obie drużyny w tym sezonie nie mogą znaleźć swojego rytmu i zacząć wygrywać mecz za meczem. Nie ma co ukrywać, w sobotę też go nie znalazły.

W pierwszej połowie tempo gry nie było jakieś bardzo porywające. Obie ekipy miały swoje sytuacje. Z tych ciekawszych można odnotować po jednej w wykonaniu obu drużyn. W 11. minucie w miarę ciekawą sytuację miał Górnik. Erik Janza dośrodkował w pole karne, a Jesus Jimenez uderzył nad bramką. Tuz przed przerwą dobrą okazję mieli Miedziowi. Łukasz Poręba zagrał do Saszy Zivca. Strzał skrzydłowego w ostatniej chwili został zablokowany. Po chwili znów uderzał Zivec, tym razem dobra interwencją popisał się Dominik Hładun.

W drugiej połowie zmieniło się, no w sumie mało się zmieniło. w 52. minucie wydawało się, że wreszcie coś się ruszy i będzie trochę ciekawiej. Wtedy to, najpierw groźnie uderzał Filip Starzyński, a już w następnej akcji po drugiej stronie boiska strzał oddał Lukas Podolski. W obu przypadkach górą byli bramkarze. Potem ciekawa akcja była średnio co dziesięć minut. W 62. minucie Patryk Szysz fantastycznie podał do Zivca. Słoweniec znalazł się w akcji sam na sam z Grzegorzem Sandomierskim. Zawodnik Zagłębia przerzucił futbolówkę nad golkiperem, lecz piłka trafiła tylko w słupek.

Po dziesięciu następnych minutach okazję mieli gospodarze. Bartosz Nowak uderzył bezpośrednio z rzutu wolnego, ale jego strzał zdołał wybronić Hładun. W 82. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Oliwier Sławiński. Uderzenie młodego zawodnika Zagłębia zablokowali obrońcy Górnika. Mecz w Zabrzu nie był jedynym spotkaniem Sławińskiego w miniony weekend. W niedzielę o 12:00 zagrał w meczu rezerw Zagłębia. ów taka ciekawostka. Swoją drogą warto mieć tego Sławińskiego na oku, ponieważ może być z niego niezły grajek.

https://twitter.com/krzych_l/status/1454499595787067396?s=20

Podział punktów zasłużony. Żadna z drużyn nie zagrała aż tak dobrze, żeby zdobyć trzy punkty.

Prowadzili, nie dotrzymali, zamiast trzech punktów, tylko jeden zyskali

Jagiellonia Białystok 3:3 Piast Gliwice

W tym sezonie Jagiellonia na własnym boisku przegrała tylko raz. U siebie Jaga pokonała m.in. Lecha i Raków. W sobotę kolejnym zespołem, który z Białegostoku miał wrócić z niczym, miał być Piast Gliwice. Piast, który w poprzedniej kolejce wysoko wygrał z Legią.

Mecz mógł znakomicie rozpocząć się dla gospodarzy. Tomas Prikryl wgrał piłkę w pole karne, a Michał Żyro spudłował z najbliższej odległości. Sześć minut później w bardzo dobrej sytuacji znalazł się Jesus Imaz, ale Frantisek  Plach dobrze skrócił kąt i obronił strzał Hiszpana. Na pierwszą bramkę w tym spotkaniu trzeba było czekać do 22. minuty. Piast przeprowadził szybką kontrę. Alberto Toril podał do Arkadiusza Pyrki, który przebiegł z piłką pół boiska i zdobył bramkę. na przerwę Piast schodził prowadząc 2:0. W 41. minucie rzut karny, podyktowany za faul na Pyrce,  wykorzystał Damian Kądzior.

Pierwsza połowa zakończyła się rzutem karnym. Druga połowa zaczęła się, a jakże również od “jedenastki”. Tym razem karnego miała Jagiellonia. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Fedor Cernych. Plach wyczuł intencje strzelca, ale strzał był tak mocny, że bramkarz Piasta nie miał szans na skuteczną interwencję. W 63. minucie na tablicy wyników widniał już remis. Żyro dostał podanie od Cernycha i wgrał piłkę przed bramkę Piasta. Tam Był już Imaz, który skierował piłkę do bramki. Dwie minuty później jaga była już na prowadzeniu, lecz nie cieszyła się z niego zbyt długo, bo okazało się, że jeden z zawodników gospodarzy był na spalonym.

Gol w końcówce

Piast po przerwie nie atakował zbyt często, ale gdy już zaatakował to zdobył bramkę. W 82. minucie Michał Chrapek znakomicie przymierzył z bocznego sektora pola karnego i umieścił piłkę w bramce. Jaga nie złożyła broni i dążyła do wyrównania. Blisko wyrównania w drugiej minucie doliczonego czasu gry był Bartosz Bida, który strzelił nawet gola, tyle tylko, że w momencie strzału był na spalonym. Bida ostatecznie bramkę zdobył. W ostatniej akcji meczu Cernych dośrodkował z linii końcowej, a Bida głową strzelił gola,

Jaga rzutem na taśmę wywalczyła remis. piast dwa razy prowadził, ale nie potrafił tego prowadzenia dotrzymać.

Szczęście wreszcie po stronie Górnika

Górnik Łęczna 0:0 Raków Częstochowa

Choć nie ma nawet połowy sezonu, sytuacja Górnika Łęczna już jest nie do pozazdroszczenia. Zielono-Czarni przed tą kolejką mieli na swoim koncie zaledwie sześć punktów i zamykali ligową tabelę. W tej kolejce o punkty Górnik walczył z drugim w tabeli Rakowem Częstochowa. Ekipa z Częstochowy jest niepokonana od dziewięciu spotkań. W starciu z “czerwoną latarnią” ligi częstochowianie przedłużyć tą znakomitą serię.

Już w 5. minucie dobrą okazję mieli przyjezdni. W dobrej sytuacji znalazł się Tomas Petrasek. Czech wyskoczył najwyżej i uderzył głową. Piłka po jego strzale przeleciała nad poprzeczką. Górnik nie przestraszył się jednak bardziej renomowanego rywala i dość odważnie atakował. W 17. minucie Serhij Krykun ładnym zwodem minął Marko Poletanovicia i wystawił piłkę Michałowi Makowi. Lecz Mak uderzył niecelnie.  Później to Raków zaczął atakować. Częstochowianie przeprowadzili kilka groźnych akcji i gdy już wydawało się, że Górnik dotrwa do  końca pierwszej połowy z czystym kontem, wtedy Raków miał rzut karny. Do piłki podszedł Fran Tudor, który najpierw uderzył w słupek, a dobijając fatalnie spudłował. Szczęście, chyba pierwszy raz w tym sezonie, dopisało gospodarzom.

Wytrzymali napór gości

Raków mógł znakomicie rozpocząć drugą połowę. Ivi Lopez idelanie dośrodkował na głowę Vladislavsa Gutkovskisa, jednakże uderzenie Łotysza ładnie obronił Maciej Gostomski. Kilka minut później groźnie uderzał Lopez. Ponownie górą był Gostomski. Raków atakował praktycznie co chwila, ale Górnicy potrafili wyjść obronną ręką. W 62. minucie Ivi Lopez praktycznie wszedł z piłką do bramki Górnika. Lecz sędzia Krzysztof Jakubik bramki nie uznał, bo Hiszpan w przyjęciu piłki pomógł sobie ręką. Po chwili znakomitą okazję mieli Zielono-Czarni. Krykun znalazł się w niemalże stuprocentowej akcji, ale nie trafił nawet w bramkę.

W 84. minucie Marcin Cebula z łatwością minął Tomasza Midzierskiego i oddał strzał na bramkę. Jego strzał obronił Gostomski, ale w polu karnym Górnika doszło do nie małego zamieszania. Jakimś cudem Górnik się wybronił i cały czas był w grze. Dwie minuty później Łukasz Szramowski odebrał piłkę przed polem karnym Rakowa i zdecydował się na strzał. Jednakże był on daleki od ideału. W 90. minucie fantastyczną okazję mieli Górnicy. Śpiączka zagrał do Maka, ten wbiegł w pole karne i uderzył, ale jego strzał zdołał wybronić Vladan Kovacević. Nie minęło wiele czasu, a groźnie było pod bramką Górnika. Znów czujny był jednak Maciej Gostomski, który obronił strzał Cebuli. Jak się okazało była to ostatnia interwencja Gostomskiego w tym meczu, bo po chwili sędzia zakończył mecz.

Niespodzianka stała się faktem. Górnik pokazał charakter i zatrzymał rozpędzony Raków. Częstochowianie po raz kolejny przekonali się, ze niżej notowani rywale też potrafią napsuć krwi. W następnej kolejce przed Górnikami jeszcze trudniejsze spotkanie. Do Łęcznej przyjedzie przodujący w tabeli Lech.

Radomianie pną się w górę

Cracovia 1:2 Radomiak Radom

Przy Kałuży spotkały się drużyny, które od dłuższego czasu nie doznały porażki w lidze. Krakowianie są niepokonani od ośmiu spotkań, zaś radomianie od czterech. Mimo to przed meczem można było wskazać na przewagę gospodarzy, którzy ostatnio częściej wygrywali.

Przebieg spotkania nie rozczarował. Obie drużyny próbowały konstruować składne akcje, ale to Radomiak stwarzał większe zagrożenie pod polem karnym Cracovii. I to do gości uśmiechnął się los w 25. minucie. Gola z rzutu karnego strzelił Karol Angielski. Wcześniej mocno dyskutował z Mauridesem, kto z nich ma wykonać rzut karny. W pierwszej połowie trzeba przyznać, że przyjezdni byli konkretniejsi od swoich przeciwników. Oddali pięć strzałów celnych przy jednym Cracovii.

Gol w ostatniej akcji

W drugiej odsłonie gospodarze wykazali więcej inicjatywy, niż miało to miejsce przed przerwą. Radomiak próbował grać uważnie w defensywie licząc że skuteczna obrona zapewni im komplet punktów. Jednak w 72. minucie Filip Piszczek wykorzystał dobre dośrodkowanie Floriana Loshaja i pewnym uderzeniem głową pokonał Filipa Majchrowicza. W 88. minucie arbiter Szymon Marciniak ukarał czerwoną kartką Floriana Loshaja, który sfaulował wychodzącego na dogodną pozycję Karola Angielskiego. Jednak po analizie z wozem VAR zmienił decyzję. Kosowianin został ukarany żółtą kartką.

Wszystko wskazywało, że Radomiak zremisuje kolejne spotkanie w lidze. Ale nie tym razem. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry Radomiak zaskoczył Cracovię rozegraniem rzutu z autu. Szybką i skuteczną akcję sfinalizował Artur Bogusz, zapewniając swojej drużynie komplet punktów w drugim mecz z rzędu. Zespół z Mazowsza awansował na 6. pozycję. Natomiast Cracovia musiała przełknąć gorycz porażki. To pierwsza przegrana Pasów w ekstraklasie od 14 sierpnia, kiedy to na wyjeździe ulegli Lechii Gdańsk.

Rażąca nieskuteczność

Stal Mielec 0:0 Lech Poznań

Typowana przed sezonem do spadku Stal spisuje się przyzwoicie. Jednak zadanie przed gospodarzami było niezwykle trudne. Aby zdobyć punkt, trzeba było zatrzymać grającego efektywnie w ofensywnie Kolejorza. Po wtorkowym meczu w środku tygodnia z Unią Skierniewice Maciej Skorża narzekał na dużą nieskuteczność swoich zawodników pod bramką rywali. Słowa szkoleniowca miały w sobie dużo prawdy. Potwierdził to mecz w Mielcu.

Stal w pierwszej połowie nie potrafiła stworzyć ani jednej dogodnej sytuacji bramkowej. Gospodarze nastawieni byli tylko na mocno skonsolidowaną obronę. Momentami większość mielczan była ustawionych w swoim polu karnym. Lech napierał, ale tylko dwa z nich skończyły się strzałami w światło bramki.

Początek drugiej połowy to dobra okazja Mateusza Maka. Zawodnik Stali posłał futbolówkę tuż obok słupka. Ta akcja jednak nie zmienia obrazu gry. Wróciliśmy do stałego schematu, gdzie Lech tworzył kolejne sytuacje. Jednak marnowali je Mikael Ishak, Joao Amaral czy Jakub Kamiński. Na duże słowa uznania zasłużył  bramkarz gospodarzy Rafał Strączek. W dużej mierze on utrzymał przy życiu Stal i wprowadzał w stan irytacji poznaniaków, którzy nie znaleźli sposobu na pokonanie mielczan.

Maciej Skorża dobrze zdefiniował problem drużyny. Jego piłkarze są nieskuteczni pod polem karnym swoich przeciwników. To czwarty remis kolejarza w tym sezonie. Stal może być zadowolona z wywalczonego punktu przeciwko obecnie najlepiej prezentującej się ekipie w ekstraklasie.

Sekulski pogrążył Białą Gwiazdę

Wisła Płock 2:0 Wisła Kraków

Białą Gwiazdę już w kolejnej kolejce czeka mecz derbowy z Cracovią, a w tygodniu spotkanie w Pucharze Polski z GKS-em Tychy. Wcześniej jednak musieli udać się na mecz do Płocka przeciwko swojej imienniczce. Nafciarze w tym sezonie jeszcze na swoim stadionie, który jest w przebudowie, nie doznali porażki. Przed Wisłą z Krakowa stało bardzo trudne zadanie. A w głowach piłkarzy musiały przebiegać myśli o przegranej 5:0 ze Śląskiem Wrocław.

Krakowianie od początku spotkania starali się dominować. Utrzymywali się długo przy piłce. Stworzyli kilka sytuacji mogących zakończyć się zdobyczą bramkową. Ale nieskuteczność Białej Gwiazdy jest bardzo widoczna. W ostatnich pięciu ligowych spotkaniach zdobyli tylko jedną bramkę. Po półgodzinie gry mogli prowadzić przynajmniej dwoma golami. Natomiast Nafciarze pokazali swojej imienniczce, jak wykorzystywać swoje okazje. Pogromcom Białej Gwiazdy stał się Łukasz Sekulski. Zarówno w 39. minucie, jak i 48. minucie pokonał Mikołaja Biegańskiego uderzeniem głową. Płocczanie dwukrotnie zastosowali podobny schemat, kierując piłkę z rzutu wolnego do bocznego sektora boiska, aby następnie dograć któremuś ze swoich zawodników.

Gra przyjezdnych stawała się coraz bardziej nieporadna. Dużo niedokładności przy rozgrywaniu akcji, brak strzałów celnych nie zwiastowała jakiejkolwiek nadziei dla krakowian.  Gospodarze z każdą minutą byli pewni, że nic złego im się w tym meczu nie stanie. Nafciarze podtrzymują passę bez porażki na swoim terenie. Biała Gwiazda musi wziąć się w garść. Nadchodzący tydzień będzie bardzo ważny. Awans w Pucharze Polski oraz wygrana w derbach Krakowa może zdecydowanie poprawić morale drużyny.

Legioniści pogonieni do strefy spadkowej

Legia Warszawa 0:2 Pogoń Szczecin

Pierwszy mecz Marka Gołębiewskiego w roli szkoleniowca Legii zakończył się sukcesem. Jednak styl gry stołecznych w rywalizacji z trzecioligowym Świtem Skolwin pozostawiał wiele do życzenia. W niedzielę poprzeczka przy Łazienkowskiej poszybowała zdecydowanie w górę. Do Warszawy przyjechała trzecia drużyna ubiegłego sezonu. Portowcy chcieli wykorzystać słabą dyspozycję mistrzów Polski.

Początek meczu wlał w serca kibiców Legii powiew optymizmu. Utrzymywali się częściej przy piłce niż rywale. Wywierali presję na przeciwniku. Przekonał się o tym dwukrotnie Dante Stipica. Bramkarz Pogoni  minął się z piłką, ale ostry kąt uniemożliwił Mahirowi Emreliemu strzał w światło bramki. W drugim przypadku Stipica nabił Emreliego, po czym piłka odbiła się od słupka. W kolejnych minutach Legia nie była już tak aktywna. Na domiar złego gospodarze dostali bramkę do szatni. Sebastian Kowalczyk dograł do Luki Zahovicia, który miał dużo swobody. Żaden z obrońców nie był zainteresowany kryciem Słoweńca, który dał prowadzenie przyjezdnym.

Po przerwie Legioniści zostali jeszcze w szatni. W 40 sekundzie drugiej połowy Rafał Kurzawa Podwyższył prowadzenie. Jakub Bartkowski w ostatniej chwili wycofał futbolówkę z linii końcowej do Rafała Kurzawy. Tak jak wcześniej Luka Zahovic, tak i Rafał Kurzawa uwolnił się bez problemu spod opieki obrońców gospodarzy. Do końca spotkania Legia miała jeszcze kilka szans, aby odrobić straty. Jednak Portowcy byli bardzo zdyscyplinowani w obronie.

Legia przegrywa w lidze piąte spotkanie z rzędu i ląduje w strefie spadkowej. Zmiana trenera nie przyniosła efektu nowej miotły. Z pewnością jeszcze upłynie kilka tygodni, po których będzie można rozliczać nowego trenera z jego pomysłu na prowadzenie mistrzów Polski. Na ten moment wygląda to fatalnie, a przede wszystkim problem leży już w głowach samych zawodników. Pogoń dzięki zwycięstwu w Warszawie wskoczyła na trzecie miejsce. W kolejnej kolejce będzie bronić tego miejsca w bezpośrednim starciu z Rakowem Częstochowa.

 

Następna kolejka

GospodarzeGoście
Stal MielecWisła Płock
Górnik ZabrzeŚląsk Wrocław
Bruk-Bet Termalica NiecieczaPogoń Szczecin
Jagiellonia BiałystokGórnik Łęczna
Lechia GdańskRaków Częstochowa
Radomiak RadomPiast Gliwice
Zagłębie LubinLech Poznań
CracoviaLegia Warszawa
Warta PoznańWisła Kraków

Mecz kolejki: Wisła Kraków – Cracovia

Derby Krakowa zawsze obfitują w emocje. W niedzielę na pewno ich nie zabraknie.

 

Autorzy:

Mateusz Bartoszek

Mateusz Adamczyk

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Rozgrywki