Connect with us

Wywiady

Marzenie staje się celem – rozmowa z Dawidem Abramowiczem

W ostatniej kolejce zdobył  swoją pierwszą bramkę na najwyższym szczeblu rozgrywek. O dedykacji dla samego siebie, ale też o wielu innych nie tylko piłkarskich  wątkach porozmawiałem z zawodnikiem Radomiaka Radom Dawidem Abramowiczem.

Mateusz Prochwicz: Z  twojej perspektywy nadal jest problem z nierównymi połowami?  Górnik miał kilka dobrych okazji w pierwszej połowie. W drugiej dużo mniej pokazywał pod waszą bramką.
Dawid Abramowicz: Biorąc pod uwagę nasze ostatnie wyniki jestem daleki od tego, że mamy dwie różne połowy. Wcześniej zgodziłbym się z tą tezą, ale teraz wydaje mi się, że jest to już za nami. Przede wszystkim udaje nam się obejmować prowadzenie w meczu, a wcześnie się to nie zdarzało. Cieszy to, że udało się to zmienić . Udało się znaleźć balans, który długo wyczekiwaliśmy, a to się przekłada na nasze wyniki.

Dla ciebie to też było wyjątkowe spotkanie. Zdobyłeś pierwszego gola na najwyższym szczeblu rozgrywek.
Może nie było, jakiejś wielkiej euforii, ale cieszy.  We wcześniejszych spotkaniach dochodziłem do takich sytuacji, ale brakowało tego kolokwialnego „stempla”.  Fajnie, że udało się to zrobić po dobrej akcji zespołowej. Zaryzykowałem, podłączyłem się i się opłaciło. Dzięki temu mogłem cieszyć się z pierwszej zdobyczy bramkowej w ekstraklasie. Głęboko wierzę w to, że nie jest to moja ostatnia zdobycz bramkowa.

Jakaś specjalna dedykacja?
Jakbym zebrał ze swojego życia sytuacje życiowe bądź takie newralgiczne, które się wydarzyły w moim życiu, to musiałbym  zdobyć ze dwadzieścia bramek. Może specjalnej dedykacji nie ma, ale na pewno jest to nagroda dla mojej osoby. Nagroda za ciężką pracę i trud, jak będą kolejne gole, to na pewno będą dla córki, żony i paru innych osób.

Niedługo zmierzycie się z Wisłą Kraków. Dla ciebie, to będzie powrót na Reymonta. Przygoda z krakowskim klubem nie trwała zbyt długo. Serce choć troszkę bardziej zabije kiedy odwiedzisz ten stadion?
Wisłę Kraków darzę naprawdę wielkim sentymentem, co może wydawać się abstrakcją, z racji tego, że spędziłem tam tylko pół roku. Ale było to dla mnie duże wydarzenie w życiu, bo w końcu ktoś wyciągnął do mnie rękę, ktoś dostrzegł we mnie potencjał. Prezesi Wisły Kraków widzieli mnie w swoim zespole i osoba trenera Artura Skowronka, więc wdzięczny będę im zawsze, bo na logikę, to niejeden mógł się zastanawiać nad tym, że taki wielki klub z taką historią i z taką wspaniałą społecznością sięga po gościa, który jest bliżej końca swojej przygody niż początku. Ale, jak przyjdzie mi wyjść na murawę i wysłuchać „Jak długo na Wawelu”, czyli hymnu śpiewanego przez kibiców, to na pewno będzie niedosyt, że nie przyszło mi tego słuchać częściej, ale pewnie szybko to minie i skupię się na spotkaniu i swojej teraźniejszej drużynie. Z  perspektywy czasu mogę kolokwialnie  stwierdzić, że radomskie powietrze bardziej mi służy.

Patrząc na krakowski smog, to na pewno.
Nie da się ukryć. (śmiech)

Moim zdaniem Wisła źle zrobiła, że z ciebie zrezygnowała.
Dzięki, to miłe. Ja zawsze uważam, że jednostka idzie do góry tylko i wyłącznie poprzez grę drużynową, a niestety w okresie, w którym trafiłem do Wisły tych wyników nie mieliśmy i na każdym kroku spotykaliśmy się z dużą krytyką, a oczekiwania były duże i teraz można się zastanowić czy nawet nie za duże. Znając ambicje zawodników, z którymi dzieliłem szatnię, to wiem, że ich te wyniki też nie zadawalają.

Trzymając się krakowskiej piłki, to dzisiaj (9.11) z Cracovii wyleciał Michał Probierz.
Wiem. Gdzieś na Twitterze ukazał się news. Ja, jako zawodnik Radomiaka i tego, że przed dwoma tygodniami mierzyliśmy się z Cracovią, to może dołożyliśmy do tego cegiełkę, że w gabinecie prezesa Filipiaka pojawiła się myśl o zwolnieniu trenera Probierza, a Wisła w niedzielę zrobiła taki stempel na tej decyzji. Ale, żeby było jasne, nikomu nie życzę źle. Taki jest futbol, a trenerowi życzę znalezienia nowego pracodawcy. Jest to na tyle rozsądny i dobry szkoleniowiec, że rozłąka nie będzie trwała długo.

Ty też dołożyłeś do tego zwolnienia swoją cegiełkę.
Była tam kontrowersja. Były bramkarz Cracovii Marcin Cabaj złapał piłkę, a ja ruszyłem zdecydowanie i mu ją zabrałem. Można nawet powiedzieć, że wyszarpałem. Później oglądaliśmy skrót tego spotkania i zastanawialiśmy się, czy ta sytuacja nie spowodowała, że wdarło się rozluźnienie w ekipie gospodarzy. Nie pokryli odpowiednio naszych zawodników, my to wykorzystaliśmy i zdobyliśmy trzy punkty.

Oglądałeś Derby Krakowa?
Jasne.

Z wyniku zadowolony?
Z racji tego, że byłem zawodnikiem Wisły, to kibicowałem Wiśle. Tym bardziej, że w ostatnim okresie borykali się z niepowodzeniami. Oby to był mecz na przełamanie, ale oczywiście potkną się z nami (śmiech).

W ostatniej kolejce zdobyłeś pierwszą bramkę w Ekstraklasie. Powiem ci tylko tyle -byli zawodnicy lubią strzelać gole Wiśle.
Czyli można śmiało stwierdzić, że zdobędę bramkę (śmiech).

Kto będzie wyżej w tabeli na koniec sezonu, Radomiak czy Wisła Kraków?
Radomiak!

W jednym z wywiadów wspominałeś, że widzisz się na pozycji wahadłowego, ale to przy systemie 3-5-2 , a gdyby trener ustawiał cię jako skrzydłowego w systemie 4-2-3-1? Tu też mógłbyś się  rozpędzić i skorzystać ze swoich atutów.
Wydaje mi się, że nie ma to sensu. Trener Skowronek próbował mnie tak ustawiać i nie ma co się oszukiwać, nie mam takich walorów, żeby móc sobie radzić na tej pozycji. Nie mówiąc już o grze plecami do bramki. Moim atutem jest to, że jestem niezmordowany i mogę wspierać chłopaków, którzy są lepiej usposobieni ofensywnie. Mam też z tyłu głowy to, że jestem tak dobrze przygotowany, że nie braknie mi sił, żeby wrócić do obrony.

Jesteś najlepszym przykładem, że można grać skutecznie, ostro i nie łapać kartek. Jak to robisz?
Ciekawe pytanie. Może wynika to z tego, że jednym z moich atutów jest dobra motoryka. Nie jest dla mnie problemem wybicie na prędkościomierzu 33 czy nawet 34km/h. Jestem zwolennikiem tego, że wślizg to już w ostateczności. Jak już się na to decyduje, to muszę być przekonany, że piłka nie przejdzie razem z zawodnikiem. Wiesz, jedno głupie zagranie i trzeba grać cały mecz z żółtą kartką na koncie, a decyzji na boisku podejmujesz mnóstwo. Wystarczą dwie złe i nie ma cię na boisku.

Ale w pierwsze lidze po powrocie do Radomiaka w szesnastu  spotkaniach złapałeś cztery żółte kartki. 1.Liga  jest bardziej fizyczna i nastawiona pod grę na faul?
Nie sądzę. Dynamika meczu w pierwszej lidze jest niższa, ale to wynika z tego, że w Ekstraklasie jest więcej zawodników, którzy dają jakość. Na poziomie pierwszej ligi w kadrze drużyny jest trzynastu, może czternastu zawodników, którzy gwarantują pewną jakość. Oczywiście zależy to od zespołu i celów, jakie mają postawione -zawodnik piętnasty czy szesnasty gwarantuje tak naprawdę uzupełnienie składu. Ale jest to moje spostrzeżenie, coś tam wiem, bo byłem w wielu szatniach i widziałem, jak to funkcjonuje, a w Ekstraklasie jest tych zawodników  zdecydowanie więcej.

Marzysz  jeszcze o wyjeździe za granicę?
Oczywiście, że tak, dlaczego nie? Najlepszym przykładem jest Igor Lewczuk, który w wieku trzydziestu jeden lat debiutował w reprezentacji i wyjechał do Bordeaux. W pierwszym sezonie chyba zbierał całkiem niezłe recenzje. Jesteśmy sportowcami, każdy ma swoje marzenia. Marzenie spisane na kartkę staje się celem. Ja takie również posiadam, ale żeby wyjechać, to musi się to najpierw przełożyć na dobro zespołu, czyli musimy grać dobrze, jako zespół, później ja jako jednostka. I też klub musiałby się mnie chcieć pozbyć w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Jaki pomysł na życie po karierze? Wielu piłkarzy otwiera biznesy, ale wiem, że ty byś chciał skończyć dietetykę i pomagać innym piłkarzom.
Na bieżąco staram się inwestować pieniądze. Wydaje mi się, że ze względu na zakręty życiowe nie jestem rozrzutną osobą. Mam swoje cele i ambicje. Też mam dla kogo to robić, bo przecież mam 3-letnią córkę, muszę jej zapewnić byt. Chcę jej zapewnić na pewno lepszy start niż ja sam miałem. Ale też nie chce demonizować, bo rodzice dali wszystko, co najlepsze.

Możesz powiedzieć coś więcej o dzieciństwie i tej całej sytuacji, o której wspomniałeś?
Pochodzę z mniejszej mieściny. W pewnym okresie naszego życia tata, jako głowa rodziny, harował na dwa etaty, żeby starczyło na cały dom. Przychodził z jednej pracy i szedł do drugiej. Rodzice liczyli każdą złotówkę, ale równolegle chcieli mi i bratu zapewnić jak najlepszy byt, żebyśmy nawet podczas wyjścia do rówieśników nie byliśmy wyobcowani, a dumnie unosili do góry brodę i cieszyli się każdym dniem. Mieliśmy wielkie wsparcie od rodziców. Ja przez rok czasu nie mogłem grać w piłkę, bo złapałem chorobę kociego pazura. Byłem na antybiotykach przez pół roku. Miałem też inną przypadłość, która powodowała to, że nie mogłem chodzić po schodach, a co dopiero grać w piłkę. Ale takie sytuacje też kształtowały charakter i to się przekłada na dzisiejsze życie. Może bez tych zdarzeń dzisiaj byśmy nie rozmawiali?

Jesteś jednym z niewielu piłkarzy, którzy nie mają menadżera. Dlaczego?
Na początku korzystałem z pomocy jednego agenta, ale później dowiadywałem się, że nie zawsze grywał czysto wobec mnie. Zraziło mnie to, ale oczywiście nie wrzucam wszystkich agentów do jednego wora. Natrafiłem w swojej przygodzie z piłką na ludzi nieuczciwych i zachłannych. Dlatego podchodzę do takich spraw roztropnie, ale teraz nie mam agenta. Wydaje mi się też, że środowisko jest tak małe, że jak ktoś będzie chciał się ze mną skontaktować, to znajdzie numer w ciągu dziesięciu minut.

Ile kalorii dziennie przyjmujesz? Wiem, że masz pozytywnego fioła na punkcie żywienia.
Wcześniej liczyłem, teraz troszkę odszedłem od tego, ale myślę, że to przez to, że wypracowałem sobie pewne nawyki i tego się trzymam. Znam swój organizm. Codziennie się ważę, pilnuje nawodnienia w ciągu dnia. Wiem, kiedy przyjmować węglowodany, żeby na trening nie wyjść głodnym i żeby z głodu nie kręciło mi się w głowie.

Pizza po wygranym meczu? Czy jednak piwko?
Pizza i piwko.

Po karierze powrót do Brzegu Dolnego, czy jednak Radom albo Warszawa?
Pomidor.

Jakiś sport poza piłką nożną uprawiasz?
Lubię grać w siatkówkę. Lubię jeździć gokartami. Ogólnie zajęcia, które wytwarzają adrenalinę. Udało się polecieć kilka razy za granicę i bardzo mnie wciągnęły skutery wodne. Żona trochę dokuczała, że każdy wolny pieniądz zostawiałem na tych skuterach, a szło to w setkach euro. Kosztowny sport i kosztowna zabawa.

Oglądasz piłkę nożną?
Tak, ale bardziej analitycznie do tego podchodzę, czyli na zasadzie co robią lepsi ode mnie. Podpatruję Jordiego Albę z Barcelony. Szkoda, że Asley Cole zakończył karierę, bo też dużo czerpałem z jego gry. Z drugiej strony nie da się przenieść wszystkiego na siebie, bo każda liga jest inna. Każda drużyna też inaczej funkcjonuje.

Dużo czytasz książek?
Kiedyś czytałem sporo. Teraz mniej. Głównie bajki dla córki. Dużo czytam ciekawostek. Lubię tematykę drugiej wojny światowej. Ale w kręgu moich zainteresowań jest też tematyka Starożytności, ale bardziej mówię tu o ciekawostkach, a nie informacjach ze szkolnych podręczników.

Byłeś w wielu klubach, ale najwięcej miłych wspomnień będziesz miał z Radomiaka?
Zdecydowanie tak.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Wywiady