Connect with us

Rozgrywki

W Warszawie bez zmian #MinąłWeekend – 15. kolejka Ekstraklasy

#MinąłWeekend

Legia przegrała już siódmy mecz z rzędu, padło kilka pięknych bramek, a Jacek Zieliński wygrał pierwszy mecz po powrocie do Cracovii – to wszystko wydarzyło się w 15. kolejce Ekstraklasy.

Mecz kolejki

Stal znów się nie poddała i z Lechią zremisowała

Stal Mielec 3:3 Lechia Gdańsk

Mecz zapowiadał się bardzo emocjonująco. Stal nie przegrała od września, a Lechia jest w czubie tabeli.

Początek należał zdecydowanie do gospodarzy. Stal kontrolowała grę i swoją dobrą dyspozycję potwierdziła golem. W 13. minucie Mateusz Żyro posłał górne podanie do Mateusza Maka. Brat bliźniak Michała znakomitym przyjęciem zwiódł dwóch zawodników Lechii i wystawił piłkę Maksymilianowi Sitkowi. Młodzieżowiec dostrzegł, że Dusan Kuciak jest wysunięty z bramki i przelobował słowackiego golkipera. Lechia przebudziła się w 28. minucie. Niezły strzał Ilkaya Durmusa obronił Rafał Strączek.  Dziewięć minut później Durmus dostał piłkę przed polem karnym i zdecydował się na uderzenie. Wyszedł mu fenomenalny strzał i na tablicy wyników było już 1:1. Przyjezdni na przerwę schodzili z prowadzeniem. W doliczonym czasie gry Marco Terrazzino zagrał do Paixao, a ten błyskawicznie odegrał do Niemca. Terrazzino wpadł w pole karne Stali i uderzył po długim słupku.

Wszystko pod kontrolą?

Po przerwie Lechia zdobyła trzecią bramkę. Miało to miejsce w 59. minucie. Terrazzino uderzył piekielnie mocno z dystansu. Strączek nie miał szans na skuteczną interwencję. Wtedy mogło wydawać się, że gdańszczanie mają wszystko pod kontrolą i spokojnie wygrają. Nic z tych rzeczy. W 65. minucie Mateusz Żukowski sfaulował wbiegającego w pole karne Maka i sędzia wskazał na “wapno”. Karnego bez problemu wykorzystał Grzegorz Tomasiewicz i Stal złapała kontakt. Jak się później okazało, sprokurowany karny był tylko przedsmakiem tego co Żukowski zrobił w 77. minucie. Młodzieżowiec Lechii postanowił wycofać piłkę do bramkarza. Tyle tylko, że przed Kuciakiem stał, wracający ze spalonego, Fabian Piasecki. Napastnik Stali przyjął piłkę i podał do Maka, który podcinką umieścił piłkę w bramce.

Oj było co oglądać w Mielcu. Było. Bardzo dobry był to mecz. Stal pokazała, że gra do końca i nigdy się nie poddaje. Za to Lechia może sobie pluć w brodę. Ten remis oznacza, że drużyna z Gdańska traci do pierwszego Lecha dwa punkty.

Nafciarze zbytnio się nie napracowali, ale i tak wygrali

Warta Poznań 1:2 Wisła Płock

Warcie brakowało impulsu, a więc zmieniono trenera. Nowym szkoleniowcem Zielonych został Dawid Szulczek. 31-letni trener chciał wygrać w debiucie. Wydawało się, że lepszego rywala do ogrania u siebie nie ma. Nafciarze przed tą kolejką na wyjeździe mieli bilans 007 – 0 zwycięstw, 0 remisów i 7 porażek.

W pierwszej połowie Warta na prawdę dobrze grała w piłkę. Gospodarze prowadzili grę i nie pozwolili Wiśle na zbyt wiele. Najlepszą akcję przed przerwą mieli w 43. minucie. Po rzucie rożnym głową uderzał Michał Kopczyńśki, ale jego strzał fantastycznie nogą wybronił Krzysztof Kamiński. Przyjezdni jedyną groźną sytuację w pierwszej połowie, przeprowadzili w doliczonym czasie gry. Piotr Tomasik zagrał piłkę do kompletnie niepilnowanego Radosława Cielemięckiego. Młodzieżowiec uderzył bez przyjęcia i zdobył swoją debiutancką bramkę w Ekstraklasie.

Obrona Zielonych nie popisała się podczas akcji bramkowej Wisły. Jak się potem okazało, ten błąd defensywy był niczym w porównaniu do błędu Adriana Lisa w 64. minucie. Wtedy to, golkiper Warty dostał podanie od jednego z kolegów. Bramkarz chciał przyjąć piłkę, ale zrobił to tak nieporadnie, że podał do Kristiana Vallo. Wahadłowy płocczan podał do Łukasza Sekulskiego, który wbił piłkę do pustej bramki. Zawodnicy z Poznania robili co mogli żeby zdobyć bramkę. Nawet im się to udało. W jednej z ostatnich akcji meczu piłkę do własnej bramki skierował Damian Rasak.

Warta, choć była drużyną lepszą, przegrała po raz kolejny u siebie. Nowy trener, ale stare demony. Zieloni przegrali po błędzie obrony i katastrofalnej pomyłce bramkarza. Nowy trener nie tylko musi znaleźć lekarstwo na nieskuteczność, ale również na błędy w defensywie.

Czerwona kartka ustawiła to spotkanie

Jagiellonia Białystok 3:1 Wisła Kraków

Wisła przystępowała do tego spotkania po wygranych derbach z Cracovią. Za to Jaga na zwycięstwo czekała od czterech spotkań. Mało tego, z powodu kontuzji Jesusa Imaza, Jagiellonia musi sobie radzić bez swojego lidera.

Mecz rozpoczął się źle dla przyjezdnych. W 9. minucie Maciej Sadlok zbyt lekko podał do Michala Frydrycha, a piłkę przejął Bartosz Bida. Na faul zdecydował się więc Frydrych. Jako, że Bida wychodził na sam na sam, to sędzia Szymon Marciniak bez wahania ukarał obrońcę Wisły czerwonym kartonikiem. Gospodarze grali w przewadze, ale o dziwo, to Biała Gwiazda grała lepiej. W 31. minucie, po błędzie Michałą Pazdana, blisko strzelenia gola był Jan Kliment, ale uderzenie napastnika zdołał wybronić Pavels Steinbors. Jaga przebudziła się dopiero w 40. minucie. Mikołaj Biegański popisał się ładną interwencją po niezły uderzeniu Bogdana Tiru. Po tej akcji gospodarze mieli rzut rożny. Martin Pospisil dośrodkował piłkę z narożnika boiska, a Błażej Augustyn strzałem głową otworzył wynik spotkania. Zawodnicy Jagiellonii mogli schodzić do szatni prowadząc 2:0, ale zamiast tego zeszli do niej remisując 1:1. W doliczonym czasie pierwszej połowy wyrównał Serafin Szota.

Po przerwie grę kontrolowali już podopieczni Ireneusza Mamrota. Choć tempa jakoś strasznie nie forsowali. W sumie po przerwie gospodarze strzelili dwa gole. W 59. minucie Biegańskiego pokonał Tomas Prikryl, a kropkę nad “i” pod koniec spotkania postawił Michał Żyro. Warto zaznaczyć, że gol byłego zawodnika m.in. Legii Warszawa był na prawdę ładnej urody.

Jagiellonia wygrała, choć kto wie jak potoczyłby się ten mecz gdyby nie czerwona kartka dla Frydrycha. Białostoczanie znów powrócili na zwycięską ścieżkę.

Kolejorz ponownie zwycięski

Lech Poznań 1:0 Piast Gliwice

Kolejorz po dwóch wyjazdowych remisach wrócił na własne boisko. Lech chciał też powrócić na zwycięską ścieżkę. Do stolicy Wielkopolski przyjechał Piast, który w poprzedniej kolejce przegrał z inną drużyną z Poznania – Wartą.

Mecz od początku wyglądał tak: Lech atakował, a Piast schowany za podwójną gardą czyhał na kontry. Lechici przed przerwą nie potrafili przejść zasieków defensywy Piasta. Na przerwę obie drużyny schodziły bez zdobyczy bramkowej, choć, o dziwo, prowadzić mogła drużyna z Gliwic. W ostatniej akcji pierwszej połowy piłkę do bramki Lecha wbił Patryk Sokołowski, jednak sędzia dopatrzył się w tej sytuacji spalonego.

W przerwie na boisku pojawił się Adriel Ba Loua, który rozruszał atak Lecha i napsuł sporo krwi obrońcom Piasta. Trzy minuty po wznowieniu gry właśnie Ba Loua uderzał z powietrza, a dobra interwencja Frantiska Placha uchroniła gości przed stratą gola. W 55. minucie Ba Loua podał na prawą stronę do Joela Pereiry. Boczny obrońca zagrał do Joao Amarala, który uderzył bez przyjęcia i zdobył bramkę. Ten jeden gol wystarczył do zwycięstwa.

Mecz nie porywał. Lech wygrał, ale w Poznaniu o tym meczu raczej chcieliby jak najszybciej zapomnieć. Kolejorz nie grał dobrze.

Dużo walki, mało gry

Bruk-Bet Termalica Nieciecza 1:1 Górnik Łęczna

Mecz dwóch beniaminków, który był bardzo ważny w kontekście utrzymania. Zwycięstwo Bruk-Betu oznaczałoby, że drużyna z Niecieczy odskoczyłaby od Górnika na sześć punktów. Za to Zielono-Czarni wygrywając zrównaliby się punktami z Termalicą i Wartą.

Gospodarze praktycznie od początku musieli grać w osłabieniu. W pierwszej akcji meczu Nemanja Tekijaski sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Damiana Gąskę. Sędzia Tomasz Wajda po długiej analizie VAR wyrzucił Tekijaskiego z boiska. Choć Bruk-Bet grał w dziesięciu, to na boisku nie było zbytnio tego widać. Można nawet napisać, że to Bruk-Bet grał lepiej. W 34. minucie siły wyrównały się. Tomasz Loska wyszedł przed pole karne aby wybić piłkę do której zmierzał Przemysław Banaszak. Napastnik Górnika, choć widać było, że nie zdąży do piłki, postanowił i tak o nią zawalczyć. Nie był to dobry wybór, bo wpadł w bramkarza gospodarzy i obejrzał za to drugą żółtą kartkę. Chwilę po tym, Bruk-Bet wyszedł na prowadzenie. Tomasz Midzierski sfaulował wbiegającego w pole karne Romana Gergela, a sędzia podyktował rzut karny. “Jedenastkę” na gola zamienił Piotr Wlazło.

Piękne trafienie Lokilo

W przerwie trener Kamil Kiereś dokonał dwóch zmian. Na boisku pojawili się Jason Lokilo i Alex Serrano, a kilka kilka minut po wznowieniu gry weszli również Paweł Wojciechowski i Damian Dziwniel. Ta czwórka trochę “rozhulała” ofensywę przyjezdnych. W 66. minucie w dobrej sytuacji znalazł się Wojciechowski, ale jego strzał zdołał obronić Loska. Jedenaście minut później bramkarz Termalici nie miał już szans na skuteczną interwencję. Serrano podał do Lokilo, który podholował piłkę i uderzył przepięknie w samo okienko. Choć skrzydłowy miał ułatwione zadanie, bo żaden z zawodników Bruk-Betu nawet nie próbował mu przeszkodzić. W samej końcówce obie drużyny mogły przechylić szalę na swoją korzyść. Jednakże zarówno Gostomski, jak i Loska dobrze spisali się pomiędzy słupkami.

Nie był to najpiękniejszy mecz. W pierwszej połowie bardziej przypominał on sporty walki niż futbol. Remis to jak najbardziej sprawiedliwy wynik. Górnik zaliczył już trzeci remis z rzędu. Sytuacja Górników z Łęcznej nadal jest nieciekawa, ale ostatnie mecze pokazują, że podopieczni Kamila Kieresia nie złożyli broni i nadal chcą walczyć o utrzymanie.

Walka o pozostanie w czołówce

Pogoń Szczecin 2:1 Śląsk Wrocław

Wrocławianie pojechali do Szczecina z jasno wyznaczonym zadaniem – dołączyć do uciekającej czwórki. W przypadku wygranej Śląsk mógł dogonić Portowców na dwa punkty. Jeśli mecz zakończyłby się z korzyścią dla gospodarzy, to powiększyliby oni przewagę nad przyjezdnymi aż do ośmiu oczek. Dlatego spotkanie zapowiadało się niezwykle ciekawie.

Pogoń nie zamierzała zdać się tylko na przypadek. Postanowili wyjść ofensywnie na rywala. Wysoki pressing Portowców uniemożliwiał skuteczne rozgrywanie piłki przez Śląsk. Przełożyło się to na sytuacje bramkowe, których szczecinianie stworzyli aż dziesięć przy zerowym dorobku strzałów celnych wrocławian. Pogoń nie potrafiła potwierdzić swojej przewagi golem.

Po przerwie już jednak się udało. W 53. minucie bramkę zdobył, niezawodny w ostatnich tygodniach, Luka Zahović. Entuzjazm w zespole gospodarzy był na tyle duży, że nie zdołali się skoncentrować i już po minucie doszło do wyrównania spotkania. Dobre dośrodkowanie Dino Stigleca wykorzystał Rafał Makowski. Ponownie to Pogoń miała więcej okazji z gry, a przewagę potwierdzili po akcji zmienników.  Kamil Grosicki dośrodkował piłkę z linii końcowej do Michała Kucharczyka, który z bliskiej odległości wyprowadził Pogoń na prowadzenie. W ostatniej fazie meczu Michał Kucharczyk miał szansę podwyższyć wynik, ale jego strzały były niecelne.

Ostatecznie to Portowcy odskakują Śląskowi na 8 punktów i zbliżają się do Lecha i Lechii. Natomiast Śląsk musi patrzeć już za siebie, gdyż w odstępie jednego punktu za nimi są aż cztery drużyny.

Emocje do końca

Górnik Zabrze 3:2 Legia Warszawa

Przerwa reprezentacyjna była odpowiednim czasem dla szkoleniowca Legii – Marka Gołębiewskiego na przetestowanie różnych wariantów taktycznych. Pierwsze dwa mecze w lidze  pod wodzą nowego trenera zakończyły się niepowodzeniem. Teoretycznie teraz miał więcej czasu, aby popracować z zespołem. Dlatego mecz z Górnikiem był spotkaniem o wysoką stawkę. Zabrzanie nie potrafili wygrać w lidze od czterech spotkań, a warszawianie od sześciu.

Górnicy nie przestraszyli się Legii. Próbowali presować rywala. Udawało im się to dość skutecznie. Legioniści byli bezradni przy rozgrywaniu własnych akcji. A jedynym sposobem na zagrożenie bramki rywala były wrzutki na Tomasa Pekharta, czyli… to nie stanowiło żadnego zaskoczenia dla przeciwnika. Konsekwencją tego było zero strzałów po stronie Legii. Górnik pod koniec połowy dopiął swego. Gole dające prowadzenie zdobyli Erik Janza i Lukas Podolski po raz pierwszy w tym sezonie. Zdobyte bramki w odstępstwie dwóch minut wydawały się położyć Legionistów na łopatki.

Marek Gołębiewski próbował coś zmienić. W bój posłał Mahira Emreliego, Bartosza Slisza oraz Kacpra Skibickiego. Po przerwie zobaczyliśmy grę Legii, którą można oczekiwać od mistrza Polski.  Przyjezdni zagrali bardzo ofensywnie i nie odpuszczali żadnej piłki. Po dziesięciu minutach na tablicy wyników widniał remis 2:2 po bramkach Mateusza Wieteski i Ernesta Muciego, którego bramka padła w dużej mierze po błędzie bramkarza Grzegorza Sandomierskiego. Przez chwilę istniało ryzyko, że Górnicy będę przegrywać po golu Mahira Emreliego. Jednak analiza VAR pokazała minimalny spalony we wcześniejszej fazie akcji. Krótka przerwa pozwoliła złapać oddech gospodarzom, a po niej gra się wyrównała. W końcówce to głos należał do Górników. Najpierw gola strzelił Krzysztof Kubica, ale trafienie zostało anulowane po analizie VAR. Jednak, co się odwlecze, to nie uciecze i w szóstej minucie doliczonego czasu gry ponownie Krzysztof Kubica wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie.

Górnik przełamuje się i odnosi upragnione zwycięstwo. Legia może czuć się pokrzywdzona, ponieważ przy jednym z goli sędzia mógł wcześniej przerwać grę po faulu na Filipie Mladenoviciu w środkowym  sektorze boiska, czy odgwizdać rzut karny dla Legii przy starciu jednego z piłkarzy Górnika w starciu z Luquinhasem. Nie zmienia to faktu, że przyjezdni rozegrali kolejne  słabe spotkanie z wyjątkiem tych 10 minut rozegranych tuż po przerwie.

Beniaminek nie zwalnia tempa

Zagłębie Lubin 0:2 Radomiak Radom

Radomianie są rewelacją jesieni. Beniaminek typowany do walki o utrzymanie plasuje się na piątej pozycji. Po serii remisów jego piłkarze wszedli na ścieżkę zwycięstw. W ostatnim czasie mają na koncie trzy wygrane z rzędu. Do Lubina radomianie przyjechali po kolejne zwycięstwo i mieli ku temu powody. Ostatnia wygrana Miedziowych w lidze miała miejsce 25. września nad Wartą Poznań. Od tego momentu zdobyli tylko dwa punkty.

Początek spotkania mógł zwiastować przełamanie miejscowych. W 2. minucie Sasa Zivec nie trafił do pustej bramki. Zagłębie było jeszcze zdolne do kilku ataków, ale to przyjezdni otworzyli wynik meczu. W 15. minucie na listę strzelców wpisał się Raphael Rossi po asyście Leandro. Była to premierowa bramka Brazylijczyka w ekstraklasie. Zagłębie jeszcze nie zdążyło ochłonąć po stracie pierwszej bramki, a już w 27. minucie musieli wyciągać piłkę z siatki po raz drugi. Swojego szóstego gola w sezonie strzelił Karol Angielski. Tym razem po uderzeniu głową. Do przerwy wynik nie uległ zmianie, a radomianie zasłużenie schodzili na przerwę z prowadzeniem.

Chwilę po zmianie stron miał miejsce kluczowy moment spotkania. Po faulu w polu karnym Radomiaka doszło do pojedynku dwóch Filipów. Ze starcia Starzyński kontra Majchrowicz zwycięsko wyszedł golkiper przyjezdnych, który popisał się dobrą interwencją. Aby tego było mało, zawodnicy oprócz emocji na boisku, zapewnili nielicznie zgromadzonym kibicom coś “extra”. W wyniku przepychanek między piłkarzami  Karol Angielski otrzymał drugą żółtą kartkę i musiał opuścić plac gry. Bezpośredni czerwony kartonik ujrzał rezerwowy Sasa Balić, który uderzył zawodnika Radomiaka. Dla miedziowych pojawiła się szansa na powalczenie o choćby punkt. Beniaminek zagrał bardzo wyrachowanie. Świadomy całej sytuacji spowalniał grę i wybijał rywali z rytmu.

Ostatecznie Radomiak cieszy się z czwartej wygranej z rzędu, a Zagłębie musi czekać nadal na zwycięstwo. A o nie nie będzie łatwo. Miedziowi wybiorę się do Częstochowy na spotkanie z Rakowem.

Udany powrót na ławkę trenerską

Cracovia 1:0 Raków Częstochowa

Po ponad czterech latach na ławkę trenerską ławkę Pasów wrócił Jacek Zieliński. Z pewnością przerwa reprezentacyjna pozwoliła na zapoznanie się z zespołem. Pierwsza przeszkoda, w kolejnej przygodzie szkoleniowca z Cracovią, nie była łatwa. Raków po dwóch remisach chciał wywalczyć komplet punktów. Przed spotkaniem spekulowano nt. przejścia zimą Marka Papszuna do Legii, gdzie miałby objąć funkcję pierwszego trenera. Szkoleniowiec częstochowian starał się ucinać te domysły.

Jak na faworyta przystało, Raków stworzył sobie przewagę na boisku. Cracovia skupiona na defensywie próbowała przeszkadzać rywalom w płynnym rozgrywaniu akcji bez żadnego pomysłu na grę z przodu. Dlatego swoje okazje mieli m.in. Ivi Lopez, Marko Poletanovic, Sebastian Musiolik. Dobrze w bramce Pasów spisywał się Karol Niemczycki, który powrócił do wyjściowej jedenastki.

Druga odsłona zmieniła przebieg spotkania. Cracovia wykazała więcej inicjatywy. Przede wszystkim Jacek Zieliński spróbował kilku zmian. I jedna z nich okazała się strzałem w „10”. W 69. minucie zmiennik Otar Kakabadze wykorzystał wybitą piłkę z pola karnego i bez wahania oddał bardzo silny strzał sprzed szesnastego metra. Vladan Kovacevic nie miał szans przy tej obronie. Bramka Gruzina może śmiało kandydować na trafienie sezonu. Raków próbował odwrócić losy spotkania. Jednak akcje bocznymi sektorami boiska i niedokładne dośrodkowania nie zwiastowały poprawy wyniku.

Raków doznał drugiej porażki w tym sezonie. Pasy pod wodzą Jacka Zielińskiego odnoszą zwycięstwo. Nie zagrali wybitnego spotkania, ale wykorzystali swoją okazję oraz niemoc Rakowa.

 

Następna kolejka

GospodarzeGoście
Stal MielecWisła Płock
Górnik ZabrzeŚląsk Wrocław
Bruk-Bet Termalica NiecieczaPogoń Szczecin
Jagiellonia BiałystokGórnik Łęczna
Lechia GdańskRaków Częstochowa
Radomiak RadomPiast Gliwice
Zagłębie LubinLech Poznań
CracoviaLegia Warszawa
Warta PoznańWisła Kraków

Mecz kolejki: Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk

Trzecia drużyna podejmie u siebie drugą. Pogoń na własnym boisku jeszcze nie przegrała

 

Autorzy:

Mateusz Bartoszek

Mateusz Adamczyk

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Rozgrywki