Obserwuj nas

Rozgrywki

Legia na dnie #MinąłWeekend – 18. kolejka

Radomiak pokonał Lecha, Legia przegrała kolejne spotkanie i jest ostatnia w tabeli, a Warta wygrała po raz pierwszy pod wodzą trenera Dawida Szulczka – to wszystko wydarzyło się w 18. kolejce Ekstraklasy. 

Mecz kolejki

Portowcy nie wykorzystali szansy

Górnik Zabrze 2:2 Pogoń Szczecin

Dzięki przegranej Lecha w Radomiu Portowcy stanęli przed szansą zrównania się punktami z drużyną z Poznania. Najpierw jednak musieli pokonać Górnika i to na jego terenie. Zabrzanie są ostatnio na fali. Wygrali trzy spotkania z rzędu tak samo, jak Portowcy.

Ale spotkanie dla podopiecznych Kosty Runjaicia nie mogło rozpocząć się lepiej. Bramkarz Górnika Grzegorz Sandomierski faulował w polu karnym. Do rzutu karnego podszedł Sebastian Kowalczyk. Pewnie wykorzystał jedenastkę. Po tym zdarzeniu Górnik zdeterminowany do odrobienia strat przejął inicjatywę. Pogoń w dość łatwy sposób dała zepchnąć się do defensywy. Przyjezdni musieli włożyć wiele wysiłku, aby utrzymać prowadzenie. Jednak w doliczonym czasie gry mur pęknął. Strzał Roberta Dadoka odbił się od Luisa Maty. I to bramka samobójcza została przypisana Portugalczykowi.

Po przerwie Górnik nie zamierzał poprzestać. W doskonałej sytuacji znalazł się Lukas Podolski. Jednak, zamiast uderzać na bramkę dostrzegł niepilnowanego Bartosza Nowaka, który w dogodnej okazji przestrzelił. Potem spotkanie się wyrównało. W 70. minucie Portowcy wyszli na prowadzenie po golu Kamila Grosickiego, asystował mu Luka Zahović. Górnik nie poddał się i tuż przed końcem meczu doprowadził do wyrównania. Gola na wagę punktu zdobył Adrian Gryszkiewicz po podaniu od Jesusa Jimeneza.

Przyjezdni byli bliscy odniesienia zwycięstwa i dogonienia Lecha. Jednak wynik spotkania można uznać za sprawiedliwy. Obu ekipom po trzech wygranych przyszło się podzielić dorobkiem punktowym.

Niespodzianka w Radomiu

Radomiak Radom 2:1 Lech Poznań

Radomiak w tym sezonie na własnym boisku jeszcze nie poniósł porażki, Lech w delegacji przegrał tylko raz. Ponadto klub z Radomia, przed tą kolejką, wygrał pięć meczów z rzędu.

Pierwsze minuty były wyrównane. W 11. minucie groźnie zaatakował Radomiak. Abramowicz chciał dograć w pole karne, ale piłka trafiła w rękę Jaspera Karlstroma. Sędzia Jarosław Przybył po konsultacji VAR podyktował rzut karny. „Jedenastkę” bez problemów wykorzystał Karol Angielski. Lech chciał jak najszybciej wyrównać. W 23. minucie Radosław Murawski uderzył z dystansu, ale wprost w Filipa Majchrowicza. Kolejorz atakował, a Radomiak czekał na kontrę. Okazja na kontrę nadarzyła się w 30. minucie. Luis Machado zagrał do Abramowicza, który wgrał piłkę w pole karne. Żaden z obrońców gości nie wybił piłkę, a więc do futbolówki dopadł Maurides. Napastnik podwyższył na 2:0. W pierwszej połowie Lech był częściej przy piłce, ale nie przełożyło się to na gole. Piłkarze Kolejorza do szatni schodzili przegrywając dwiema bramkami.

Jeden gol to za mało

Po przerwie gra obu drużyn zbytnio się nie zmieniła. Choć Lech zaczął być częściej pod bramką Radomiaka. Fantastyczną okazję na gola kontaktowego Kolejorz miał w 71. minucie. Piłka po rzucie rożnym została wybita z pola karnego, ale dopadł do niej Daniego Ramireza. Portugalczyk uderzył bardzo mocno. Futbolówka odbiła się jeszcze od Joao Amarala i zmierzała w kierunku bramki. W ostatniej chwili, niemalże z linii  bramkowej, wybił ją Mateusz Cichocki. Pięć minut później poznaniacy mieli kolejną bardzo dobrą okazję. Goście mieli rzut karny, po tym jak ręką we własnym polu karnym zagrał Damian Jakubik. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Mikhael Ishak. Kapitan Lech uderzył pewnie, więc Kolejorz przegrywał już tylko jedną bramką. W 81. minucie Ishak mógł strzelić gola na wagę remisu, jednakże jego uderzenie zostało zablokowane przez jednego z obrońców. Lech ostatecznie nie zdobył drugiej bramki i z Radomia nie wywiózł choćby punktu.

Szóste zwycięstwo Radomiaka z rzędu. Rewelacyjnego beniaminka nie zatrzymał nawet lider. Radomianie pokazali charakter i zagrali bardzo dobre spotkanie. Lech nadal jest liderem, ale ostatnie spotkania Kolejorza pokazują, że kwestie mistrzostwa nie są jeszcze rozstrzygnięte.

Przełamanie Miedziowych

Zagłębie Lubin 2:1 Wisła Kraków

Mecz sąsiadów w tabeli. Przed tą kolejką Zagłębie zajmowało 14 miejsce w tabeli, a Wisła była 13. Obie drużyny liczyły, że w tym meczu się przełamią.

Pierwsze minuty były dość wyrównane. Wydarzenie, które miało kolosalny wpływ na przebieg spotkania miało miejsce w 23. minucie. Wtedy to Michal Frydrych sfaulował, wychodzącego sam na sam z Mikołajem Biegańskim, Saszę Zivca. Za ten faul stoper Wisły obejrzał bezpośrednią czerwoną kartkę. Po tym wydarzeniu inicjatywę przejęli gospodarze. Dobrą okazję w 32. minucie miał Zivec. Słoweniec zakręcił obrońcami Wisły, ale uderzył obok bramki. Zagłębie atakowało, ale na przerwę schodziło przegrywając. W 45. minucie przyjezdni odebrali piłkę na połowie rywala. Aschraf El Mahdioui fantastycznie podał do wbiegającego w pole karne Konrada Gruszkowskiego. Z pierwszym uderzeniem młodzieżowca, poradził sobie Dominik Hładun, ale przy dobitce nie miał już szans na skuteczną interwencję.

Kilka minut po wznowieniu gry siły na boisku mogły się wyrównać. Wbiegającego w pole karne Patryka Plewkę zatrzymał Jakub Żubrowski. Wydawało się, że Żubrowski nieprzepisowo zatrzymał Plewkę i za chwilę zobaczy drugą żółtą kartkę. Nic z tych rzeczy, sędzia Dobrynin owszem dał żółtą kartkę, lecz Żubrowskiemu, a Plewce za symulowanie.

Wisła karnego nie dostała, ale grała dość przyzwoicie. Jednakże piłkarze Białej Gwiazdy powoli opadali z sił i w końcu stracili gola. W 75. minucie wyrównał Zivec. Nie minęło dziesięć minut, a na tablicy wyników było  już 2:1. Tym razem Biegańskiego pokonał Patryk Szysz. Miedziowi mogli wygrać wyżej, ale młody bramkarz Wisły w końcówce zaliczył dwie dobre interwencje.

Zagłębie wygrało pierwszy mecz od września. Choć mecz mógł potoczyć się zupełnie inaczej. Moim zdanie sędzia Dobrynin popełnił kilka znaczących błędów mających duży wpływ na wynik.

Logika Ekstraklasy

Lechia Gdańsk 1:2 Jagiellonia Białystok

Jagiellonia dwóch poprzednich spotkań na pewno nie może zaliczyć do udanych. Zespół z Białegostoku przegrał kolejno z Legią Warszawa i Górnikiem Łęczna. W Gdańsku Jaga też wszyscy skazywali na porażkę.

W początkowej fazie meczu atakowali gospodarze. Jednak czujny był, no właśnie niekoniecznie Pavels Steinbors, a Michał Pazdan. Lider defensywy Jagiellonii skutecznie zapobiegał strzeleniu gola przez Lechię. Przyjezdni groźnie zaatakowali dopiero w 35. minucie. Po dość dużym zamieszaniu w polu karnym Lechii piłkę do bramki wpakował Tara Romanczuk. Jak się później okazało nie był to ostatni raz tego wieczoru, kiedy zawodnicy gospodarzy pogubili się we własnym polu karnym. Nie uprzedzajmy jednak faktów. Fakty są takie, że gdańszczanie przed przerwą zdołali wyrównać. Tuż przed przerwą Romanczuk sfaulował we własnym polu karnym Flavio Paixao. Sędzia Paweł Raczkowski bez wahania wskazał na „wapno”. Rzut karny na gola zamienił sam poszkodowany.

Kibice zgromadzeni na stadionie w Gdańsku zapewne myśleli, że po przerwie Lechia zdobędzie co najmniej jedną bramkę i wygra to spotkanie. No to się nie lada zdziwili. W 54. minucie Tomas Prikryl podał do niepilnowanego Bartosza Bidy, który zdobył bramkę. Mało tego strzelił tego gola piętką. Małym szczegółem jest to, że wszyscy obrońcy Lechii podczas tej akcji nawet nie atakowali młodzieżowca Jagiellonii. W sumie gospodarze nie spieszyli się żeby wyrównać. Warte odnotowania sytuacje przeprowadzili dopiero w doliczonym czasie gry. Najpierw Łukasz Zwoliński trafił w słupek, a chwilę potem strzał Bartosza Kopacza znakomicie obronił Steinbors.

Pierwsza porażka Lechii u siebie. Gdańszczanie nie wykorzystali wpadki Lecha i nadal do lidera tracą pięć punktów. Ten wynik jest znakomitym przykładem tzw. logiki Ekstraklasy. Niepokonana u siebie Lechia przegrała ze słabo radzącą sobie Jagą. Jak nie kochać tej ligi.

Górnik złapał rytm

Cracovia 0:2 Górnik Łęczna

Górnik Łęczna po wyjazdowej wygranej z Jagiellonią przyjechał do Krakowa. Cracovia po zmianie trenera na własnym boisku jeszcze nie przegrał.

Przez pierwsze pięć minut to goście utrzymywali się przy piłce. Górnicy dwa razy wrzucali piłkę w pole karne Cracovii, ale w obu przypadkach wybili ją obrońcy. W 25. minucie Jason Lokilo wykorzystał błąd Sergiu Hanci i przejął piłkę na połowie Pasów. Lokilo przebiegł z futbolówką kilka metrów i podał do Bartosza Śpiączki. Napastnik Górnika oddał strzał, ale skuteczną interwencję zaliczył Karol Niemczycki. Dwie minuty później ponownie Lokilo podał do Śpiączki. Najlepszy snajper Dumy Lubelszczyzny, choć uderzył piłkę „nieczysto” to zdobył swoją siódmą bramkę w tym sezonie. Cracovia mogła odpowiedzieć dosłownie po chwili. Hanca zakręcił Kryspinem Szcześniakiem i oddał groźny strzał. Czujny Maciej Gostomski nie dał się pokonać. W 34. minucie Z dystansu Gostomskiego chciał zaskoczyć Hanca. Jednakże bramkarz Górnika obronił strzał kapitana Cracovii. Gospodarze chcieli wyrównać, a zamiast tego stracili drugą bramkę. W 41. minucie Damian Gąska dośrodkował z rzutu rożnego, a piłkę do bramki wpakował Śpiączka.

Po przerwie Pasy mogły szybko złapać kontakt, ale sędzia dopatrzył się spalonego. Cracovia nie potrafiła przebić się przez szyki obronne Górnika. Zielono-Czarni w końcówce mogli postawić kropkę nad „i”. Janusz Gol znakomicie podał do Serhija Krykuna. Ukrainiec wpadł w pole karne, ale jego strzał wybronił Niemczycki.

https://twitter.com/PawelBalcerek/status/1470434852101144580?s=20

Drugie zwycięstwo z rzędu. Drugie zwycięstwo z rzędu na wyjeździe. Górnik Łęczna wreszcie złapał swój rytm. Zielono-Czarni z Cracovią potrafili prowadzić grę i ponownie zdobyć dwie bramki. Dzięki temu zwycięstwu Górnik ma 15 punktów. Górnicy mają tyle samo punktów co Warta i o trzy wyprzedzają Bruk-Bet oraz Legię.

Bohater Strączek

Stal Mielec 1:0 Bruk-Bet Termalica Nieciecza

Niecieczanie przyjechali do Mielca z prostym zadaniem – pokonać Stal. Przy odrobinie szczęścia to zwycięstwo pozwoliłoby Słonikom na opuszczenie strefy spadkowej. Przebieg spotkania wskazywał, że cel może zostać osiągnięty. Mielczanie punktują regularnie, co odzwierciedla ligowa tabela. Stali już nikt nie typuje do spadku, jak to miało miejsce przed rozpoczęciem sezonu.

Termalica od początku spotkania chciała przejąć inicjatywę. Utrzymywała się dość długo przy piłce, nie pozwalając przy tym gospodarzom na stworzenie żadnej sytuacji. Jednak po kwadransie obraz gry zmienił się. Stal odbierała futbolówkę rywalom, na co przyjezdni nie potrafili zareagować. W 20. minucie zgromadzonych kibiców na stadionie ucieszył gol Fabiana Piaseckiego, dla którego była to piąta bramka w tegorocznych rozgrywkach. Stal pewna swego była do 38. minuty. Wtedy to Krystian Getinger zatrzymał ręką strzał tuż przed linią bramkową. Po analizie VAR sędzia Sebastian Jarzębiak wskazał na jedenasty metr, a pomocnika ukarał czerwoną kartką. Do wykonania rzutu karnego podszedł Piotr Wlazło. Na nieszczęście gości strzał okazał się zbyt słaby. Rafał Strączek nie miał problemu z jego wybronieniem.

Przyjezdni w przerwie musieli pozbierać się po zmarnowanej okazji i przystąpić do ataku, zdając sobie sprawę z gry w przewadze. Tak też się stało. Już na początku drugiej połowy sędzia odgwizdał kolejny rzut karny. Tym razem po faulu Bozhidara Chorbadzhiyskiego na Marcinie Wasilewskim. Goście zmienili wykonawcę rzutu karnego. Jednak to nie poskutkowało. Bośniak Muris Mesanovic też nie był w stanie pokonać Rafała Strączka. Zdeterminowani gospodarze cofnęli się do defensywy. Grali tam blisko siebie, konsekwentnie przeszkadzając Termalice. Goście przy 14 sytuacjach bramkowych zdołali oddać tylko dwa strzały celne (w tym jeden z rzutu karnego).

Stal może być dumna z tego, czego dokonała w piątkowy wieczór na własnym stadionie, a Termalica… A Termalica może żałować tej sytuacji. Mieli rywala na łopatkach, którego nie byli w stanie pozbawić złudzeń o zwycięstwie.

Mariusz  Lewandowski zwolniony

W końcowym rozrachunku ta przegrana okazała się bardzo bolesna dla trenera niecieczan Mariusza Lewandowskiego. W poniedziałek poinformowano o jego zwolnieniu. Obowiązki pierwszego szkoleniowca obejmie Waldemar Piątek (obecny trener bramkarzy). Na razie nie wiadomo, kto zastąpi na stałe Mariusza Lewandowskiego.

Gol widmo

Raków Częstochowa 1:0 Piast Gliwice

Podopieczni Marka Papszuna nie zachwycają swoją grą w ostatnich tygodniach. W czterech poprzednich meczach potracili punkty z rywalami z sąsiedztwa (przegrana z Lechią, remis z Pogonią). Dlatego mecz z Piastem, który ostatnio gra poniżej oczekiwań, był dobrą okazją, aby zapunktować i dołączyć do ścisłej czołówki. Gliwiczanie wracają na murawę po krótkiej przerwie związanej z zakażeniami koronawirusa w zespole.

Przebieg spotkania nie rozgrzał częstochowskiej publiczności w mroźny wieczór. Obie ekipy miały problem z wyklarowaniem dogodnych okazji do strzelenia gola. Piast próbował zagrozić Rakowowi poprzez dośrodkowania w pole karne. Natomiast gospodarze ponownie chcieli wykorzystać Iviego Lopeza, ale podania do Hiszpana dobrze były odcinane przez obronę gości. Przed przerwą Piast mógł wyjść na prowadzenie, ale piłkę z linii bramkowej wybił Fran Tudor.

W drugiej połowie Raków przejął inicjatywę. Rzadko dopuszczał gości do piłki. Ale jak to w ostatnich tygodniach u częstochowian bywa, nie przekłada się to na bramki. Pod spotkania w Częstochowie na boisku pojawiła się gęsta mgła, która w ostatnich minutach utrudniła śledzenie widowiska. Dlatego o bramce, która padła w ostatniej akcji meczu, można było dowiedzieć się po okrzykach radości zawodników Rakowa, a nie zobaczeniu jej na własne oczy. Po strzale gospodarzy futbolówka szczęśliwie trafiła pod nogi Mateusza Wdowiaka. Celny strzał 25-latka dał częstochowianom upragniony komplet punktów.

https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1469424272506503173?s=20

Częstochowianie doskakują do ścisłej czołówki, dzięki swojemu zwycięstwu oraz korzystnym wynikom w pozostałych meczach. W zanadrzu mają jeszcze jedno zaległe spotkanie, które rozegrają w środę z Górnikiem Zabrze. Piast natomiast dziś odrabia zaległości w meczu z Radomiakiem.

Gołębiewski skapitulował

Wisła Płock 1:0 Legia Warszawa

Morale zawodników Legii są w dramatycznym stanie. Nie ma, co się dziwić. W miniony czwartek odpadli z Ligi Europy, w lidze mają na koncie 11 porażek (najwięcej w lidze). W tej kolejce przyszło im się zmierzyć z Wisłą Płock. Nafciarze na swoim terenie prezentują się bardzo dobrze. Biorąc pod uwagę tylko mecze u siebie, Wisła plasuje się na trzeciej pozycji spośród wszystkich drużyn.

Jak to w meczach Legii bywa, to warszawianie utrzymują się częściej przy piłce częściej od swoich rywali. Wisła nie zamierzała się temu przeciwstawiać. Przebieg spotkania pokazał, że była to opcja idealna. Legioniści atakowali, ale nic z tego nie wynikało. Co więcej, nieporadność w rozegraniu doprowadziła ich do straty gola. Podczas wykonania rzutu rożnego zawodnicy Legii z każdym podaniem oddali się od pola karnego przeciwnika, aż do momentu straty piłki. Nafciarze wyprowadzili szybką kontrę, którą golem sfinalizował Mateusz Szwoch.

W drugiej części gry nie było widać żadnego optymizmu po stronie warszawian. Wisła kontrolowała przebieg spotkania i nie zamierzała oddać żadnego punktu. Przed doskonałą okazją stanął zmiennik Szymon Włodarczyk, ale spudłował z trzech metrów od bramki. Jeśli takich szans się nie wykorzystuje, nie ma mowy o możliwości wyrwaniu choćby jednego punktu. Wisłą zagrała konsekwentnie, wykorzystując wiele strat gości

Stary nowy trener

Legia coraz bardziej pogrąża się w kryzysie. Po niedzielnym meczu trener Marek Gołębiewski zrezygnował z funkcji trenera. Rolę pierwszego szkoleniowca objął nowy stary trener Aleksandar Vuković. Vuko ma poprowadzić Legię do  końca sezonu.

Śląsk nie radzi sobie z dołem tabeli

Warta Poznań 2:1 Śląsk Wrocław

W poprzedniej kolejce blisko było premierowego zwycięstwa Warty pod wodzą trenera Dawida Szulczka. Wtedy po golu straconym w ostatniej minucie Warta tylko zremisowała. Ze Śląskiem Zieloni chcieli wreszcie wygrać.

W 15. minucie bardzo blisko było najbardziej kuriozalnej bramki tej kolejki. Adrian Lis obronił strzał Adriana Łyszczarza, ale piłka odbiła się od Roberta Ivanova i zmierzała w kierunku bramki. W ostatniej chwili futbolówkę z linii wybił Jan Grzesik. Tak w sumie, to była to najlepsza akcja Śląska w pierwszej połowie. Warta przed przerwą przeprowadziła więcej ciekawych akcji. Po jednej z takich akcji padł nawet gol. Konrad Matuszewski ładnie podał do wychodzącego na pozycję Adama Zrelaka, który zdobył drugą bramkę w drugim kolejnym meczu. Nad tym co działo się w dalszej części pierwszej połowy nie będę się rozwodził. Przejdźmy zatem do tego co działo się po przerwie.

Oj działo się od samego początku. Już w pierwszej akcji drugiej połowy strzałem z przewrotki Matusa Putnockiego próbował zaskoczyć Jayson Papeau. Bramkarz Śląska złapał jednak piłkę bez większych problemów. W 50. minucie kolejną okazję miał Zrelal. Tym razem górą był Putnocky. W końcu bramkarz gości skapitulował po raz drugi. Zrelak wystawił piłkę Matuszewskiemu, a młodzieżowiec zdobył swoją pierwszą bramkę w Ekstraklasie. Pewnie myślicie, że potem Śląsk rzucił się do ataku? No nie do końca. W 68. minucie powinno być 3:0 dla Warty, lecz Zrelak trafił tylko w słupek. Wreszcie ciekawą akcję przeprowadził również Śląsk. W sumie, nie tyle ciekawą, co zakończoną golem Victor Garcia dośrodkował z rzutu rożnego, a piłkę do bramki Warty skierował Szymon Lewkot. Więcej goli już nie padło.

Pierwsze zwycięstwo

Pierwsze zwycięstwo Warty pod wodzą trenera Szulczka stało się faktem. Mało tego Warta wygrała po raz pierwszy w tym sezonie u siebie. Zieloni wygrali zdecydowanie zasłużenie. Po pierwsze Śląsk nic nie grał, po drugie zespół z Poznania grał w sposób miły dla oka i co najważniejsze skuteczny. Śląsk w tym sezonie mierzył się z Wartą, Bruk-Betem i Górnikiem Łęczna w sumie cztery razy. W tych spotkaniach zdobył tylko dwa punkty. Zespół z Wrocławia wyraźnie nie radzi sobie z drużynami z dołu tabeli

Następna kolejka

GospodarzeGoście
Lech PoznańZagłębie Lubin
Piast GliwiceRadomiak Radom
Legia WarszawaCracovia
Górnik ŁęcznaJagiellonia Białystok
Śląsk WrocławGórnik Zabrze
Wisła PłockStal Mielec
Wisła KrakówWarta Poznań
Pogoń SzczecinBruk-Bet Termalica Nieciecza
Raków CzęstochowaLechia Gdańsk

Mecz kolejki: Lech Poznań – Górnik Zabrze

Lech będzie chciał zakończyć rok zwycięstwem u siebie i przezimować na pierwszym miejscu. Górnik ostatnio radzi sobie bardzo dobrze. W tej kolejce zremisował z Pogonią, teraz chce napsuć krwi Lechowi.

 

Autorzy:

Mateusz Bartoszek

Mateusz Adamczyk

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Rozgrywki