
Trzy dni po wywalczeniu awansu do fazy grupowej Ligi Konferencji Lech Poznań na własnym stadionie podejmował Piasta Gliwice. Dla Kolejorza było to bardzo ważne spotkanie, ponieważ potrzebowali oni pierwszego zwycięstwa w lidze, a zadanie wcale nie było łatwe, ponieważ za rywali mieli gliwiczan, którzy wygrali dwa ostatnie spotkania.
Poważny sprawdzian
Gospodarze podchodzili do tego meczu w takim oto składzie:
Z Piastem zagramy tak ⬇️
_____#ESA | #LPOPIA pic.twitter.com/uJLCCfdNs0— Lech Poznań (@LechPoznan) August 28, 2022
To starcie było testem, jak drużyna sobie poradzi bez liderów. Ishak był kontuzjowany, a Amaral i Rebocho odpoczywali po czwartkowym starciu. Lechici zaliczyli ten sprawdzian wzorowo, ale do tego przejdziemy później.
Fenomenalny początek i pełna dominacja
Mimo wielu obaw kibiców spotkanie zaczęło się dla nich fantastycznie. Już w 5. minucie wynik precyzyjnym strzałem z 25 metrów otworzył Afonso Sousa. Od razu to uderzenie skojarzyło mi się z Darko Jevticiem. Sympatyczny Serb często w podobnym stylu zdobywał bramki dla Lecha.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1563915155012034561?s=20&t=piZdwZLfacT0wek-xeubUg
Po tym golu mecz nam „siadł”. Gospodarze mieli kilka okazji, ale brakowało „kropki nad i”. Warto wyróżnić skrzydła poznaniaków, czyli Kristoffera Velde i Gio Citaiszwilego. Zarówno jeden jak i drugi byli aktywni i podłączali się do gry. Warto za pierwsze 45 minut pochwalić również Sousę i Karlstroma, którzy absolutnie zdominowali środek pola. Piast był bezzębny. Ich najważniejszy ofensywny zawodnik – Damian Kądzior został nakryty czapką przez Joela Pereirę. Najlepszą szansę na wyrównanie miał Czerwiński, jednak nie trafił głową czysto w piłkę.
Lepszy rydz niż nic
Od początku drugiej połowy przewaga Kolejorza zaczęła rosnąć. Z boiska z powodu kontuzji zszedł Chrapek, a Mosór musiał grać z lekkim urazem. Duma Wielkopolski częściej się utrzymywała przy piłce, jednak brakowało konkretów. Do czasu. W 65. minucie Citaiszwili zabrał piłkę Tomasiewiczowi i wyszedł na sytuację sam sam z Frantiskiem Plachem. Gruzin jednak zamiast strzelać, niepotrzebnie zagrał do Szymczaka. Piłkę, która leciała w stronę młodego napastnika przejął jednak Reinier. W ostatnich 20 minutach meczu było więcej przerw niż płynnej gry. Lechowi to było na rękę, a Piast nie robił zbyt wiele, żeby odwrócić wynik. Do takiego stanu rzeczy przyczynił się też sędzia spotkania – Tomasz Kwiatkowski. M.in. dał Pereirze żółtą kartkę za faul, którego nie było. Koniec końców goście już nie zaatakowali i spotkanie zakończyło się skromnym zwycięstwem gospodarzy.
Bardzo ważne zwycięstwo
Dla Lecha było to bardzo ważne zwycięstwo. Zespół pokazał, że potrafi sobie poradzić bez swoich liderów. Mowa tutaj o Ishaku, Amaralu i Rebocho. Bardzo dobry mecz zagrał Sousa. Było widać, że bramka zbudowała w nim pewność siebie. Mimo zmarnowanej setki, warto również wyróżnić aktywnego Gio i Perierę, który sprawił, że Kądzior był w tym spotkaniu kompletnie niewidoczny. Solidnie zaprezentował się środek obrony w postaci Milicia i Dagerstala. Warto również postawić plus przy Karlstromie, który w duecie z Kvekveskirim zdominował środek pola.
Pasjonat polskiej piłki nożnej, fan talentu Michała Skórasia.