Obserwuj nas

Rozgrywki

Przygody dzielnego wojaka Janka. Z Radomia na San Siro

Na moim podwórku każdy chciał być Beckhamem, Ronaldo (tym brazylijskim), Zidanem, Del Piero czy Henrym. Część chłopaków chodziła na treningi do miejscowego klubu. Marzyli o strzelaniu goli na Santiago Bernabeu, Camp Nou, Old Trafford czy San Siro. Podejrzewam, że marzenia dzieciaków z innych podwórek nie różniły się zbyt wiele od naszych. Po to się przecież haratało w tę gałę, żeby grać z najlepszymi. Jednak droga z wydeptanego i nierównego boiska między wiejskimi domkami do tych wielkich aren i drużyn wydawała się bardzo długa.

Nikt nie przypuszczał, że jej pokonanie może zająć 150 dni. Tymczasem właśnie tyle czasu potrzebował Jan Kliment, aby po beznadziejnym występie na boisku w Radomiu strzelić gola Bayernowi Monachium w Lidze Mistrzów. Do której się dostał z Viktorią Pilzno. Po jego golu w decydującym meczu play-offów.

To trafienie przeciw Qarabagowi okupił kontuzją, przez którą opuścił wyjazdowe starcia z Barceloną i Bayernem oraz domowe z Interem Mediolan. Jednak wciąż przed nim wyjazd na słynne San Siro i podjęcie na swoim stadionie Dumy Katalonii. Ta najprawdopodobniej nie będzie już wtedy w grze o wyjście z grupy. A to wszystko w kilka miesięcy po tym, jak jego nie tak dawna ekipa zaliczyła spektakularny spadek do niższej ligi. A o nim samym pisano per „parodysta”.

Pomyślcie – Jan Kliment będzie mógł kiedyś swoim dzieciom i wnukom opowiedzieć, że grał przeciwko Robertowi Lewandowskiemu, Sadio Mane, Leroyowi Sane czy Edinowi Dzeko. Być może uda mu się minąć Gerarda Pique czy Sergio Busquetsa , wygrać główkę z Milanem Skrinarem. Przyznacie, że to spora odmiana w stosunku do kopania się z Radomiakami, Łęcznymi czy Mielcami.

Panie Janku, szacunek.

Sympatyk Wisły Kraków z Cieszyna na pograniczu polsko-czeskim. Na co dzień dziennikarz lokalnego portalu informacyjnego.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Rozgrywki