Obserwuj nas

Rozgrywki

Przełamanie w Sercu Łodzi

W ostatnim sierpniowym spotkaniu pomiędzy Widzewem, a Śląskiem padł bezbramkowy remis, pomimo że sytuacji do strzelenia gola było mnóstwo, szczególnie stworzonych przez Widzew. W piątkowy wieczór w Sercu Łodzi przez dłuższy czas zanosiło się, że rezultat się powtórzy.

Zachowanie spokoju

Podopieczni Janusza Niedźwiedzia po zimowej przerwie jeszcze nie przegrali, ale też nie wygrali. Zaliczyli serię trzech remisów z rzędu. Zniecierpliwienie wśród kibiców rośnie. Jednak Marek Hanousek na przedmeczowym breafingu zapewniał, że piłkarze nie wątpią w swoje umiejętności:

„W szatni jest spokój, bo poziom gry jest wyższy od tego z rundy jesiennej […] Oczywiście, trochę martwi nas to, że brakuje punktów, ale nasze nastawienie się nie zmienia”

Trener Widzewa jest więc spokojny i wierzy, że liczba kreowanych okazji strzeleckich przełoży się na zdobywane bramki, co w konsekwencji da wyczekiwane zwycięstwo. Janusz Niedźwiedź postawił na tych samych zawodników, co w ostatnim meczu z Lechią Gdańsk.

Z pewnością we Wrocławiu chcieliby znaleźć się na miejscu RTS-u. Obecnie Wojskowi muszą oglądać się za siebie. Mimo że zwycięstwo w Szczecinie poprawiło sytuację Śląska, to wrocławianie nie poszli za ciosem i rozczarowali w meczu z Koroną, która zagrała bardzo odważnie i pewnie. Przed meczem z Widzewem Ivan Djurdjević wprowadził dwie zmiany w wyjściowym składzie. Swoją szansę otrzymał Cayetano Quintana oraz Daniel Gretarsson. Do tej pory Śląsk zdobył tylko siedem bramek na wyjeździe.

Znany schemat gry

Jako pierwszy zaatakował Śląsk. John Yeboah wypatrzył Martina Konczkowskiego, a ten na wślizgu posłał piłkę tuż obok Henricha Ravasa, a następnie futbolówka minęła słupek. Jednak ta akcja nie była zapowiedzią odważnej gry przyjezdnych. Widzew przejął kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Spokojnie rozgrywali piłkę od lewej do prawej strony i z powrotem, szukając odpowiedniego momentu do przyspieszenia akcji. W pole karne dostarczali piłkę, wrzucając ją z bocznych sektorów boiska. Nie brakowało także prostopadłych podań z centralnej części placu gry. Jednak ten sposób nie był wystarczający na tyle, aby zaskoczyć gości, którzy konsekwentnie wybijali piłkę w końcowej fazie akcji gospodarzy. Jeśli już udało się oddać strzał, to trafiał on wprost w ręce Rafała Leszczyńskiego.

Gdy tylko Śląsk był w posiadaniu futbolówki, łodzianie podchodzili wyżej i wywierali presję. To przyniosło efekt w 20. minucie. Andrejs Ciganiks przejął piłkę i prostopadłym podaniem odnalazł Sancheza. Ten nie zdołał pokonać golkipera gości w sytuacji sam na sam. Choć trzeba przyznać, że Hiszpan miał niezwykle mało czasu i miejsca na skuteczne wykończenie akcji.

Defensywa Widzewa nie miała większych kłopotów, gdyż… przyjezdni nie kwapili się do atakowania. Liczyli na błędy przeciwnika. Pewny w tym sezonie w widzewskiej bramce Ravas o włos nie przyczynił się do głupiej utraty gola. Podał piłkę wprost pod nogi zawodnika Śląska. Yeboah uderzył tuż przy słupku, ale tam na posterunku był Serafin Szota, który zablokował kolanem strzał Niemca.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1626687590375084039?s=20

Szota zagrał solidne spotkanie w defensywie bez większych błędów. Kiedy wymagała tego sytuacja, podłączał się do akcji ofensywnych. To on został wybrany przez kibiców RTS-u Widzewiakiem Meczu.

https://twitter.com/RTS_Widzew_Lodz/status/1626876678344417280?s=20

Konsekwencja

Gospodarzom zależało na objęciu prowadzenia, ale Śląsk neutralizował wszystkie ataki. W pierwszej połowie mimo optycznej przewagi Widzewa obie ekipy oddały tylko po dwa celne strzały.

Po przerwie tempo spotkania jeszcze siadło. Momentami to wrocławianie wykazywali chęć wzięcia odpowiedzialności za rozegranie na własne barki. Tak było w pierwszym kwadransie po zmianie stron. Potem wszystko wróciło do normy.

Widzew konsekwentnie grał swoje. Wyprowadzał piłkę od bramkarza przez linię defensywną aż do ofensywy. Akcję napędzał duet Hanousek – Letniowski, a kiedy pojawił się za niego Dominik Kun, to także dawał radę. Umiejętnie wyszukiwał partnerów i posyłał do nich celne podania. Jordi Sanchez, czyli jedna z głównych armat RTS-u, nie miał za wielu okazji, poza sytuacją z pierwszej części gry.  Często można było zauważyć  cofającego się Hiszpana do drugiej linii, gdzie brał udział w rozegraniu. Nawet błąd Ravasa nie wpłynął na sposób gry. Tu należą się brawa dla ekipy Niedźwiedzia, że mimo pomyłek, które są nieodzowną częścią gry, nie wpływa to negatywnie na postawę zespołu.

W ostatnim kwadransie, gdy Widzew uzyskał przewagę w rozegraniu, brakowało zaskoczenia. Piłkarze zbyt długo zastanawiali się, do kogo zagrać. Brakowało przyspieszenia i gry na jeden kontakt. Za dużo kombinowali, zamiast strzelać na bramkę przeciwnika. Szczególnie było to widać po Pawłowskim, który często robił o jeden zwód za daleko.

Szczęśliwy zmiennik z Norwegii

Wrocławianie swoje nieliczne ataki napędzali po przechwytach. Niezmiernie aktywny był Yeboah, ale problem polegał na tym, że gdy szybko przetransportowywał piłkę na stronę przeciwnika, to nie miał tam kolegów, z którymi mógłby pokonać defensywę Widzewa. Kilka strat gospodarzy doprowadziło do dwóch sytuacji, w których akcje Śląska mogły zakończyć się podyktowaniem rzutu karnego. Na szczęście dla łodzian, upiekło im się i zarówno Yeboah, jak i Konczkowski nie wymusili na arbitrze odgwizdania jedenastki.

Wszystkie mankamenty w grze Widzewa poszły w niepamięć po zdobyciu zwycięskiej bramki przez zmiennika Kristoffera Hansena. Można uczyć się różnych schematów rozegrania, ale to nie zawsze może wystarczyć. Pokazało to zagranie obrońcy Mateusza Żyry, który z bocznego sektora boiska, zamiast dokładnie dośrodkować, wrzucił świecę. Ta idealnie spadła na głowę Pawłowskiego, a ten od razu podał do Norwega, który w przeciwny róg bramki posłał decydujące uderzenie, które zagwarantowało gospodarzom pierwszy komplet punktów w rundzie wiosennej.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1626695456901287938?s=20

Niemalże do ostatnich sekund można było oczekiwać, że piłkarze powtórzą wynik z sierpnia, kiedy to nie padła żadna bramka. Łodzianie mieli inny plan. Tak jak w poprzednich spotkaniach byli stroną, która dąży do zwycięstwa, gdyż podział punktów ich nie satysfakcjonuje. Śląsk natomiast chciał, jak najmniejszym nakładem sił, zadowolić się punktem. To zemściło się chwilę przed końcowym gwizdkiem.

Nie był to najlepszy mecz Widzewa. Ostatecznie RTS oddał tylko jeden strzał celny więcej od przyjezdnych (3:2), a w strzałach bilans wyniósł 9:10 na korzyść Śląska. Te liczby pokazują, że łodzianie nie wykreowali tyle sytuacji bramkowych, co w ostatnich spotkaniach. Ale tym razem mają coś ważniejszego, komplet punktów. Natomiast przed Śląskiem wciąż wiele pracy do wykonania. W Sercu Łodzi swoją postawą nie zaprezentowali chęci walki o zwycięstwo. Ich szansą były kontry. Warto wyróżnić Yeboaha, który ciągnie grę wojskowych. Udanie wchodzi w dryblingi, dzięki czemu tworzy przewagę. Jednak sam w pojedynkę nic nie wskóra.

Za tydzień obie drużyny czeka ciężkie zadanie. Widzew pojedzie do Warszawy na mecz z Legią, a Śląsk zmierzy się z Lechem.

1 Comment

1 Comments

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Rozgrywki