
16 kwietnia o godzinie 15 odbył się mecz 28. kolejki gier Ekstraklasy. Zmierzyły się w nim ekipy Rakowa i Widzewa. Oba zespoły bardzo potrzebowały 3 punktów. Zespół z Częstochowy czuje na karku oddech Legii i musi stale trzymać dystans, zaś Widzew jednocześnie może walczyć i o pierwszą czwórkę ligi, jak i trzymać się z dala od strefy spadkowej, bo wbrew pozorom przewagę mają niewielką.
Przed meczem
Dziać zaczęło się jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Szkoleniowiec Rakowa – Marek Papszun odebrał pamiątkową czapkę z okazji 7 rocznicy przejęcia popularnych Medalików. Trzeba przyznać, że wykonał w tym czasie świetną pracę. Chwilę później poznaliśmy składy obu drużyn. Zestawienie personalne zespołu z Częstochowy względem poprzedniego meczu pozostało prawie niezmienione, jedyną korektą był Tomas Petrasek zastępujący kontuzjowanego Milana Rundicia. W składzie Widzewa zmian było więcej, lecz nie można się Januszowi Niedźwiedziowi dziwić. Mimo 7 pozycji w tabeli zespół z Łodzi ma tylko 7 punktów przewagi nad strefą spadkową, więc nie może sobie pozwolić na wyniki takie, jak w meczu ze Stalą Mielec tydzień temu. W trakcie przedstawiania grafiki ze składami Ivi Lopez odebrał statuetkę za gracza miesiąca – marca, zdobytą w pełni zasłużenie. I można było grać.
Niebezpieczne łokcie
W 1. połowie od początku działo się dużo. Obie drużyny starały się pressować przeciwnika rozgrywającego piłkę od tyłu. Taka odważna taktyka imponuje szczególnie w przypadku Widzewa, który faworytem spotkania na pewno nie był. Przez pierwsze 10 minut groźniejsze akcje stwarzał sobie Raków, który kilkukrotnie mógł wyjść na prowadzenie. W 7. minucie meczu częstochowianie mieli rzut rożny. W polu karnym Tomas Petrasek był nieprzepisowo zatrzymywany przez swojego rodaka, Marka Hanouska, co skutkowało rzutem karnym. Do piłki podszedł Ivi Lopez i skutecznie zamienił jedenastkę na bramkę. To, co może martwić kibiców Rakowa, to fakt, że chwilę po tym zszedł z boiska z urazem uda. Nie było jednak żadnego groźnego wejścia, prawdopodobnie Hiszpanowi odnowiła się stara kontuzja. W jego miejsce na boisku pojawił się Mateusz Wdowiak. W dalszej części meczu obie drużyny trochę przystopowały i nie widzieliśmy już tylu dogodnych okazji. Warty odnotowania jest chyba tylko strzał Bartłomieja Pawłowskiego z naprawdę dużej odległości, który bramkarz Rakowa z problemami zatrzymał oraz dobitka kilka sekund później, po której zawodnikom z Łodzi również nie udało się strzelić gola.
Drugie 45. minut
W drugiej połowie nie działo się właściwie nic. Była po prostu nudna. Dużo niedokładności, wolne tempo i dobra gra obronna Rakowa to wszystko, co można o niej powiedzieć. Częstochowianie mając korzystny, choć niebezpieczny wynik, nie forsowali tempa i spokojnie obserwowali, jak obrońcy Widzewa klepią piłkę między sobą i sporadycznie wrzucają ją w pole karne, z miernym skutkiem. Zaskakujący był brak chęci łodzian do wyrównania wyników, choć może wynikało to z różnicy umiejętności. Tak naprawdę jedyna ciekawa akcja miała miejsce już w czasie doliczonym, gdy świeżo wprowadzony Marcin Cebula pognał z kontrą, został sfaulowany i wywalczył rzut wolny tuż przed polem karnym. Z powodu absencji Iviego Lopeza do piłki podszedł Fran Tudor i uderzył nie do obrony, ustalając wynik spotkania na 2:0. Tym samym zawodnicy Rakowa przedłużają swoją serie wybranych spotkań na własnym terenie do 11 meczów.
Co dalej?
W 29. serii gier Widzew będzie mierzył się z Piastem Gliwice, który dzisiaj pokonał Wisłę Płock. Łodzianie zajmują 7. miejsce w lidze, ale różnice punktowe zarówno nad nimi, jak i pod, są naprawdę niewielkie. Przed Rakowem dość łatwe mecze, bowiem zmierzy się z Miedzią i Lechią Gdańsk. Jednak zanim to, wszyscy w Częstochowie z wypiekami oglądali mecz Legii z Lechem licząc na potknięcie klubu ze stolicy. Tak się stało. To pozwala Rakowowi powiększyć przewagę w tabeli do 9 punktów i daje dużo większy margines błędu piłkarzom.
Fan Ajaxu, znawca Eredivisie, Cruyffista