
Uff, sędzia Marciniak posędziuje w finale Ligi Mistrzów. Ale co – my, kibice najedliśmy się strachu, to nasze. A wszystko przez kolejną aferkę polsko-polską. Udowodniła ona jak bardzo w dzisiejszym futbolu trzeba uważać na swój kruchy wizerunek.
***
Jest 29 maja, Szymon Marciniak jako jeden z prelegentów występuje na konferencji biznesowej “Everest”. Nazwa nie jest zresztą przypadkowa, bo na spotkaniu udzielały się osoby, które osiągnęły szczyty w swoich dziedzinach. Marciniak ze złotym medalem na szyi opowiada o dotychczasowych dokonaniach i fakcie, że za chwilę dołączy do sław sędziowania. Oprócz finału Mistrzostw Świata ma w tym samym sezonie poprowadzić finał Ligi Mistrzów.
Jest 1 czerwca, polskie środowisko piłkarskie drży czy w ogóle Marciniak posędziuje mecz o “uszate” trofeum. Stowarzyszeniu “Nigdy Więcej” nie spodobało się, że arbiter wystąpił na konferencji, której twarzą jest kontrowersyjny polityk Sławomir Mentzen. Dlatego nagłośniło ono sprawę, do której siłą rzeczy musiała odnieść się UEFA, tak wyczulona na przejawy ksenofobii czy rasizmu.
Jest 2 czerwca, Szymon Marciniak jednak może sędziować finał Ligi Mistrzów, ale smród związany z tą sprawą pozostał.
***
Przypadek sędziego Marciniaka pokazuje, że skończyły się w futbolu czasy wolnej amerykanki. Nastał czas dbania o PR i budowania fasad, niekiedy aż do przesady. Nie podejrzewam, że polski arbiter jest ksenofobem czy rasistą i po swoim wystąpieniu zbijał piątkę z Mentzenem z okrzykiem: “White power”. Na pierwszy rzut oka naprawdę nie widać nic złego w jego zachowaniu. Udzielił krótkiej prelekcji na spotkaniu biznesowym i tyle. Osiągnął sukces i postanowił go zmonetyzować. Normalna sprawa. Jednak rola sędziego, szczególnie o takim statusie, wiąże się z pewnymi niedogodnościami. Jedną z nich jest dbanie o swój wizerunek aż do przesady. I choć niektórzy uważają za niesprawiedliwy fakt, że piłkarze “mogą” uczestniczyć w prawdziwych aferach (patrz: choćby Benzema vs. Valbuena), a Marciniak dostał mocno po głowie za konferencję biznesową, to niestety tak działa świat. Piłkarza trudniej zastąpić, a na miejsce Polaka UEFA w razie potrzeby znajdzie kogoś innego.
***
Nie neguję faktu, że Mentzen to sprawny biznesmen i osoba, z którą na pewne tematy warto porozmawiać, bo ma wiedzę. Jednak obecnie dla wielu osób stał się tym jednym nienormalnym kuzynem, z którym kazali się bawić rodzice. Gościem, do którego nie chcesz przyznawać się przed znajomymi czy szefami, a przynajmniej wiesz, że nie jest to opłacalne. A włodarze Szymona Marciniaka stoją poglądowo na innym biegunie niż polityk Konfederacji. I o tym sędzia lub ktoś z jego otoczenia powinien wcześniej pomyśleć.
Oczywiście ta sytuacja to – mam nadzieję – wielka nauczka również dla stowarzyszenia “Nigdy więcej”. Bo choć żądanie, by ktoś odsunął się od ludzi głoszących swego czasu hasła totalnie potępiające innych, może być słuszne, to konieczne jest jeszcze minimum odpowiedniego wyczucia. Wyczucia, że wypomnienie komuś drzazgi w oku, może być rozdmuchane i skończy latami budowaną karierę. Dobrze, że przy pomocy polskiego środowiska piłkarskiego nie skończyło się tak w tym przypadku.
Fot.: Monika Wantoła
Kibic. Piłka Nożna: od A-Klasy do Ekstraklasy.