Obserwuj nas

Ekstraklasa

TOMAShow, czyli czeskie strzelanie na inaugurację [KOMENTARZ ZE STADIONU]

Środek wakacji, pełny stadion, prezentacja nowej koszulki. W Warszawie wszystko zagrało jak należy przed inauguracją PKO Ekstraklasy. Obawy były tylko o poziom piłkarzy w pojedynku z beniaminkiem – ŁKS-em Łódź. Jednak za sprawą Tomasa Pekharta kibice Legii Warszawa cieszyli się trzykrotnie, ponieważ Czech skompletował w piątkowy wieczór swój pierwszy hattrick w sezonie 23/24. Czy beniaminek z Łodzi postawił opór wicemistrzom Polski? Czy Legia Warszawa zagrała swój mecz życia? Kto się wyróżniał na boisku? Zapraszam na Komentarz ze stadionu.

Przedstawienie jednego aktora

Drużyny w PKO Ekstraklasie się zmieniają, stadiony się zmieniają, trenerzy się zmieniają, ale jedno pozostaje zawsze takie samo. Tomas Pekhart będzie strzelał w naszej lidze. Czech w piątkowy wieczór miał swój „dzień konia” na inaugurację rozgrywek przy Łazienkowskiej. Choć na początku nic na to nie wskazywało. ŁKS w pierwszej połowie próbował szarpać bocznymi sektorami, ale bez zdecydowanego strzału na bramkę Kacpra Tobiasza. Pierwsza bramka Czecha to efekt bardzo ładnie skonstruowanej i rozegranej akcji kwartetu Slisz-Josue-Wszołek-Pekhart. Wszystko dokładnie, wszystko z pierwszej piłki. Przyjemnie z perspektywy trybun było oglądać tę akcję bramkową.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1682468185797451779?s=20

Druga bramka to już ogromna praca wykonana przez obu wahadłowych – Patryka Kuna i Pawła Wszołka. Pierwszy z nich zaliczył asystę drugiego stopnia. Natomiast drugi ponownie zapisał się w sercach posiadaczy jego postaci w grze Fantasy Ekstraklasy, gdyż do swojego dorobku dopisał kolejną asystę w tym spotkaniu. Czech zachował się jak lis pola karnego i po odegraniu piłki głową dołożył nogę i niemal z linii bramkowej wbił piłkę do siatki Aleksandra Bobka.

– Nie mam już dwudziestu lat. Napastnik zawsze ma presję, ale ja lubię ją dodatkowo. W Turcji nie czułem aż tak dużej presji na wyniki. W Legii jest coś innego. Nie ma momentu na przestoje, musisz wygrywać. Nie mam żadnego rywala wśród innych napastników. Wszyscy się wspieramy. Najważniejsze jest dobro Legii. – powiedział po meczu napastnik Legii Warszawa Tomas Pekhart.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1682479941110095872?s=20

W 68. minucie spotkania Tomas Pekhart mógł szykować się do wzięcia piłki pomeczowej do własnego mieszkania. Tym razem nieco w nie swoim stylu, bo z ziemi i z gorszej, lewej nogi. Jednak tak samo skutecznie jak głową, umieścił futbolówkę po raz trzeci tego wieczoru w bramce gości. Tutaj na uwagę zasługują dwa aspekty. Po pierwsze warto pochwalić bardzo mocno Bartosza Slisza, który z piłką przy nodze przebiegł prawie 50 metrów. Dodatkowo miał on goniącego za całych sił Daniego Ramireza, który próbował mu utrudnić zagranie futbolówki. Reprezentant Polski świetnie w tempo zagrał do Czecha. Drugi aspekt, na który warto zwrócić uwagę to ustawienie Pekharta. Napastnik Legii ustawia się bokiem do piłki, dzięki czemu widzi, iż ma mnóstwo miejsca, aby uniknąć pozycji spalonej. Wykończenie? Nie dało się zrobić tego lepiej.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1682483809873457152?s=20

Debiuty

Zawodnicy, którzy przychodzą z innego klubu Ekstraklasy do Legii Warszawa zdają sobie sprawę, gdzie przychodzą i jak wielki jest to klub na tle Polski. Natomiast zawodnicy z zagranicy nie są przyzwyczajeni z jaką presją co roku muszą mierzyć się piłkarze warszawskiego zespołu. Patryk Kun po przejściu z Rakowa Częstochowa do Warszawy dla klubowych mediów powiedział, że jest obecnie w największym klubie w Polsce i chce wygrywać z nim trofea. Kun wystąpił już w oficjalnym meczu podczas Superpucharu Polski. Jednak była to pierwsza okazja do zderzenia się z atmosferą na Łazienkowskiej .

https://twitter.com/watch_esa/status/1682497787332632576?s=20

Kun zagrał bardzo dobre spotkanie z ŁKS-em Łódź i nie wskazywałoby na to, że ktoś z trybun bardzo mocno tęskniłby za Mladenoviciem. Jednak były zawodnik Rakowa rozkręcał się bardzo powoli. W pierwszej połowie kompletnie brakowało komunikacji pomiędzy Mucim, a Kunem. Wahadłowy bazował głównie na swojej motoryczności i pokazywał się nieco na wolne pole. Natomiast Albańczyk chciał rozgrywać akcję ofensywną krótkimi podaniami, tak aby zgubić i wyciągnąć obronę rywala. Jednak w drugiej połowie mogliśmy zobaczyć Kuna ofensywnie usposobionego, który w tempo pokazywał się do gry. Zaliczył on jedną asystę drugiego stopnia przy drugiej bramce Pekharta oraz wyłączył z gry kompletnie jednego z kluczowych zawodników ŁKS – Pirulo.

***

Był Lindsay Rose, był Joel Abu Hanna, czas na Radovana Pankova. Serb w piątkowy wieczór zadebiutował w PKO Ekstraklasie w nowych barwach wicemistrzów Polski. O dziwo na tle rywala prezentował się bardzo dobrze. Emanował spokojem, a w kryzysowych sytuacjach potrafił twardo, zgodnie z duchem gry, wejść w piłkę rywalowi. Szwankowało nieco u niego ustawienie taktyczne względem całej drużyny. Jednak myślę, że to po prostu kwestia czasu i większego ogrania z kolegami z zespołu. Pytanie tylko, czy ŁKS Łódź to rywal, do którego można mierzyć Pankova? Mieli oni kilka stykowych okazji przed polem karnym Legii Warszawa. Jednak praktycznie za każdym razem zwycięsko wychodziła drużyna Kosty Runjaicia. Po pierwszym meczu Serba cieszy fakt, że nie jest on „elektryczny” przy piłce jak w przypadku Rose’a

Na boisku w drugiej połowie pojawił się również Marc Gual i Filip Rejczyk. Pierwszy z nich dobrze odnajdywał się w roli drugiej „dziesiątki”. Świetnie schodził do gry, szukał wymiany kombinacyjnej. Jednak do pełni szczęścia brakowało mu tylko lepszego wykończenia albo błędu ze strony fenomenalnego Aleksandra Bobka. Natomiast Rejczyk po udanych młodzieżowych mistrzostwach świata już w pierwszej kolejce mógł zadebiutować w barwach Legii Warszawa. Przez kilka minut pokazał, że bije od niego odpowiedzialność, chęć gry, jak i również bardzo dobre skanowanie przestrzeni. Warto jest bacznie przyglądać się rozwojowi tego chłopaka.

https://twitter.com/Akademia_Legii/status/1682484776047968259

Niewykorzystane sytuacje, lubią się mścić

Chyba każdy kibic piłkarski zna bardzo dobrze słynne powiedzenie piłkarskie „niewykorzystane sytuacje, lubią się mścić”. Nie inaczej było tym razem. ŁKS Łódź w 51. minucie spotkania mógł doprowadzić do wyrównania za sprawą Tejana, który świetnie zgrał „na ścianę” z Danim Ramirezem. Hiszpan wykorzystał błąd w ustawieniu Augustyniaka i poczęstował Holendra podaniem prostopadłym, które genialnie otwierało drogę do bramki Tobiasza.

Jednak finalnie po przebiegnięciu prawie połowy boiska, piłka znalazła swój koniec na obramowaniu bramki gospodarzy. Moim zdaniem od tego momentu zaczął się koszmar gości. Dwie stracone bramki i brak dogodnych okazji, do zdobycia chociaż honorowej bramki przy Łazienkowskiej. Po tej niewykorzystanej sytuacji Legia zemściła się niemiłosiernie i nie miała litości dla gości z Łodzi. Czy beniaminek postawił opór? Ciężko stwierdzić, ponieważ oprócz 2-3 akcji tak naprawdę wychowanek akademii Kacper Tobiasz miał niewiele do roboty w piątkowy wieczór. Dodatkowo mógł przegrać znacznie wyżej, gdyby nie kapitalna postawa Aleksandra Bobka. Młody golkiper oprócz obrony rzutu karnego przez Josue, również kilkukrotnie ratował swój zespół przed utratą bramki.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1682477891282690049

***

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1682472390578823169?s=20

Jeśli chodzi o stołeczny zespół, to wcale nie był koncertowo zagrany mecz. Widać było przede wszystkim brak zgrania u nowych debiutujących zawodników oraz brak czucia piłki pod polem karnym rywala. Ktoś powie jak można nie czuć piłki? No oczywiście, że można jeśli akurat w tym sezonie zmieniono futbolówkę na nowy model, do którego piłkarze muszą się przyzwyczaić. Najbardziej w piątkowy wieczór zawiedli Ernest Muci i Josue.

Albańczyk starał się jak mógł grać kombinacyjnie z Kunem. Jednak było widać, że to jeszcze nie ten etap, gdzie nadają na tych samych falach. Portugalczyk przestrzelił rzut karny i szukał dla siebie odpowiedniej pozycji na boisku. Na początku schodził on do bocznych sektorów podwajając pozycję wahadłowych, dzięki czemu absorbowali wtedy uwagę bocznego obrońcy, a Josue miał mnóstwo miejsca. Jednak finalnie nic z tego groźnego nie wynikało. W drugiej części po zejściu Elitima, zszedł on nieco głębiej do konstruowania akcji. To w czym w poprzednim sezonie czuł się jak ryba w wodzie. Jednak było widać, że chyba Portugalczykowi siedzi ta zmarnowana jedenastka i w piątkowy wieczór nie wykrzesał z siebie pełni potencjału.

Wśród wyróżniających się zawodników oprócz Pekharta można pochwalić Patryka Kuna, Bartosza Slisza oraz Pawła Wszołka. Skrzydłowy w pierwszej kolejce zaprezentował się wręcz w reprezentacyjnej formie, zaliczając dwie asysty do Pekharta. Świetnie wyczuwał timming wbiegnięcia za plecy obrońców. Na mały minus podejmowanie decyzji w tempo. Kilka razy zbyt wolno podjął decyzję, a gdyby zagrał z pierwszej piłki Legia Warszawa mogłaby stworzyć więcej okazji w polu karnym rywala. Natomiast na dzisiaj nie wyobrażam sobie Legii Warszawa po sprzedaniu Bartosza Slisza. Kluczowy element w układance Kosty Runjaicia. Już nie jest chłopcem od wślizgów i przerywania akcji. Teraz to dojrzały, odpowiedzialny środkowy pomocnik z niezłym wyszkoleniem technicznym. Asysta w piątkowy wieczór utwierdziła mnie, że nadal pozostaje w świetnej dyspozycji.

Oceny pomeczowe 1-10 (skala wyjściowa 5)

Ławka rezerwowych:

Marc Gual – 6

Celhaka – 5

Rosołek – 5

Kramer, Rejczyk – grali zbyt krótko

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Ekstraklasa